Postanowiłam zarejestrować się na to forum bo widzę, że w moim życiu dzieje się coś złego, ale nie wiem czy dobrze to interpretuję. Mam prawie 18 lat.
Od dłuższego czasu nic nie potrafi cieszyć mnie na dłużej. Znacznie opuściłam się w nauce. Wszystko odwlekam na ostatnią chwilę. Mam problemy z koncentracją, skupieniem uwagi na jednej rzeczy. Boję się o swoją przyszłość, że nie zdam matury, nie dostanę się na studia, nie dostanę dobrej pracy itd. Kiedy zaczynam płakać, to ciężko mi się uspokoić. Mogłabym nic nie robić cały dzień, najchętniej bym spała. Ciężko mi się obudzić, gdy dzwoni budzik. Odnoszę wrażenie, że jestem przemęczona. I pewnie to z tego wszystkiego najgłupsze, ale nadal cierpię, po rozstaniu z chłopakiem, a za kilka miesięcy minie rok, praktycznie na siłę chciałabym z kimś teraz być. I cały czas brakuje mi ojca, który zmarł 11 lat temu.
Powiedziałam o tym mamie. Twierdzi, że problemem jest komputer, ogólnie, że za bardzo się rozpraszam, że powinnam wziąć się w garść, a jeżeli sama sobie z tym nie poradzę to wtedy pójdę do psychologa.
Co o tym myślicie? Czy rację ma mama? Czy rzeczywiście wymyślam sobie problem, czy jednak coś się dzieje?
Strona 1 z 1
witam
#2
Napisano 11 styczeń 2012 - 19:45
Hej
Mam na imię Sandra mam 17 lat, od pewnego czasu czuję się podobnie... Też wszyscy każą brac sie w garsc ale nie moge
tak jak ciebie martwi mnie wizja zbilzajacej sie matury. Nie radze sobie kompletnie... Na początku też myslalam, ze sobie cos wymyslilam, ze wszystko bagatelizuje jednak chodzby nie wiem jak bym chciala nie moge wziąć sie w garsc, nie odczuwam juz przyjemnosci z czegos co wczesniej mi ja sprawialo. Wlasnie zastanwaiam sie czy aby nie pojsc do psychologa i ratowac swoje zycie bo moja bezczynnoscia nic nie zdzaialam
.
#3
Napisano 12 styczeń 2012 - 11:37
Witaj
Szkoła średnia to trudny okres dla naszej psychiki. Wiem to z własnego doświadczenia, jak i koleżanek.
Wiele osób przechodzi w tym czasie "dołka". Składają się na niego różne, indywidualne czynniki- nauka, brak bliskości...
Większość osób wychodzi z tego bez pomocy innych. Jednak zdarzają się przypadki, że pomoc jest potrzebna.
Ja jestem takim przykładem.
U mnie zaczęło się coś dziać w pierwszej klasie liceum, później było coraz gorzej.
Z czasem przybywało objawów. Teraz od tygodnia biorę leki.
Bałam się powiedzieć co czuję. Tak pewnie brałabym leki od ponad dwóch lat.
Dobrze, że powiedziałaś mamie jak się czujesz. Myslę, że będzie teraz uważniej obserwować Twoje samopoczucie.
Możliwe, że za jakiś czas Twoje obawy i lęki znikną. Jeśli jednak będziesz widzieć, że Twój stan się pogarsza ( albo się nie zmienia) warto porozmaiwać o tym z inną osobą. Może to być mama, przyjaciółka czy psycholog. W takim wypadku nie odkładaj rozmowy na później. "Może minie samo", ja wiem, że to samo nie odchodzi.
Mam nadzieję, że jednak nie będziesz potrzebować takiej pomocy.
Życzę Ci tego z całego serca, m
Wiele osób przechodzi w tym czasie "dołka". Składają się na niego różne, indywidualne czynniki- nauka, brak bliskości...
Większość osób wychodzi z tego bez pomocy innych. Jednak zdarzają się przypadki, że pomoc jest potrzebna.
Ja jestem takim przykładem.
Z czasem przybywało objawów. Teraz od tygodnia biorę leki.
Bałam się powiedzieć co czuję. Tak pewnie brałabym leki od ponad dwóch lat.
Dobrze, że powiedziałaś mamie jak się czujesz. Myslę, że będzie teraz uważniej obserwować Twoje samopoczucie.
Możliwe, że za jakiś czas Twoje obawy i lęki znikną. Jeśli jednak będziesz widzieć, że Twój stan się pogarsza ( albo się nie zmienia) warto porozmaiwać o tym z inną osobą. Może to być mama, przyjaciółka czy psycholog. W takim wypadku nie odkładaj rozmowy na później. "Może minie samo", ja wiem, że to samo nie odchodzi.
Mam nadzieję, że jednak nie będziesz potrzebować takiej pomocy.
Życzę Ci tego z całego serca, m
Był mą podróżą dziką uwolnił mnie
Rockendrolowym snem i rozkoszą był
Po tak namiętnej nocy jak wierzyć że odszedł?
Rockendrolowym snem i rozkoszą był
Po tak namiętnej nocy jak wierzyć że odszedł?
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc




