Depresja.ws - Forum: jestem tu nowa i potrzebuję Waszej pomocy - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

jestem tu nowa i potrzebuję Waszej pomocy Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   ZagubionaMysz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 16
  • Rejestracja: 10-styczeń 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 styczeń 2012 - 21:44

Część. Potrzebuję Waszej pomocy. Nie wiem, czy zechcecie mi jej udzielić, nie wiem, czy dobrze robię logując się tu. Nie wiem. Jeśli nikt nie odpowie, to postaram się zrozumieć. Wiem tylko, że kocham mojego chłopaka bezgranicznie. I wiem, ze on się boi, że zostawię go przez to, ze ma depresję, a raczej lęki. Nie wiem, co mam robić. Przeczytałam kilka postów, ale widze, że Wy już się trochę znacie i nie znajduję odpowiedzi na moje pytania... Bo ja chyba muszę zacząć od początku.. Poradźcie mi prosze,co mam robić, jak mam żyć z człowiekiem, który ma lęki/depresję? Co mam robić, a czego nie? Przeczytałam taki poradnik "Listy do bliskich", tam jest sporo praktycznych rad... Ale nadal nie wiem, czuję się ... czuję czasem, ze mu przeszkadzam, ze skoro on się o mnie boi (jak było w poradniku), to myslę sobie, żeby zejść mu z drogi... Kiedy widzę, ze źle sie czuje albo on mówi, ze tak jest, to nie wiem, co robić, staram się go czasem gdzieś wyciągnąć, wiem, ze lubi zakupy, wydaje mi się, ze jak gdzieś pojedziemy, to zajmie czymś głowę i będzie mu trochę lepiej. Mówi, ze nie ma ochoty. To staram się zachowywać normalnie, przytulamy się często, więc go przytulam, pytam, czy ma na coś ochotę, może zjeśc, czy coś, to nie ma. Myślę wtedy, zeby zejśc mu z drogi, zostawić, aby odpoczął, wychodze do kuchni, to znowu on mnie "szuka", przychodzi albo woła,żebym była. Brakuje mi czasem ciepliwości, jak nie umie się zorganizować, rozgrzebuje pracę, nie chce go poganiac, ale nie wiem, jak zachęcic, aby zrobił coś do końca i zamknął sprawę... On mysli, że ja nic nie rozumiem, nie ma domnie o to pretensji, ale wychodzi z takiego załozenia, próbuje opowiadać, ale i tak jest przekonany, ze ja nie rzoumiem. To ja zaczynam tez tak uważać, staram się,wiem, ze nie rozumiem, ze ja tego nie doświadczyłam, więc co ja mogę wiedzieć... ale z drugiej strony chcę go zrozumiec, staram się, tak bardzo się staram... :( I to takie błędne koło. Przepraszam, piszę chaotycznie, ale ten chaos może właśnie oddaje to, jak się czuję. Przeczytałam ostatnio własnie, ze chorzy bezpodstawnie boja się o drugą osobę, o partnera, więc sprowokowałam rozmowę kiedy wrócił od lekarza, powiedziałam, ze nie musi się o mnie martwić, ze ze mną w porządku, że bardzogo kocham itd... Nie wiem, co mam robić, czy może popelniam jakies błędy , o których nie mam pojęcia. Chciałabym z kims porozmawiac, tylko nie wiem, czy ktoś ma ochotę...:(
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 styczeń 2012 - 22:59

Witaj Mycha.Ciężka sprawa,związek z osobą chorą i bardzo wielka próba przed Wami razem i osobno.Z tego co napisałaś to uważam,że nic źle nie robisz i to,że go kochasz i że może liczyć myślę,że wie tylko rujnują go lęki,poczucie winy zapewne po drodze.Tak jest w takim stanie niezaleznie od tego co zrobisz.To jest tak wielki ból nie do określenia,że on ma inną optykę,dla Ciebie irracjonalną,bo przecież starasz się,dajesz mu dowody a on i tak wszystko na "nie".Wydaje mi się,że wciąż rozmawiajcie dużo,ucz się go takiego,jakim teraz jest.Ale czasem też zostaw,nie osaczaj,chce być sam,niech będzie,wróci jak już mu się odechce.Ale to też nie znaczy,że Ty masz w tej sytuacji schnąć czy cierpieć,dostosowywać się do tego,co robi z nim i z Wami jego choroba.Musicie walczyć z nią a nie przeciw sobie,żeby też nie było tak,że Ty marniejesz,bo tu Ci powie coś nie tak,tu odrzuci,za chwilę znów skrajna reakcja itp.Też mu tłumacz co ty czujesz,bo on ma rację,że możesz nie rozumieć tego,co się z nim dzieje(bo nikt kogo nie dotknęło,przy całej empatii nie zrozumie tego),ale to nie znaczy,że masz czuć się gorsza tylko dlatego,ze jesteś zdrowa,azwłaszcza winna.Nie jest sam,ma Ciebie,miłość i wsparcie,też musi się starać o siebie i o Ciebie.Nie napisałaś jednej rzeczy-czy on ma jakąś terapię,leczy się?
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   ZagubionaMysz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 16
  • Rejestracja: 10-styczeń 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2012 - 00:02

Ojej, nareszcie, odświeżam stronę co parę minut,bardzo Ci dziękuję za odpowiedź :) Tak, jego stan wymaga leczenia, leczył się kilka lat temu kiedy jeszcze mnie nie znał, po latach choroba wróciła, tak, chodzi do lekarza, bierze leki, zwiększa dawki, z tego co pamiętam to już/dopiero jakies pół roku. Źle się czuł już wcześniej jakiś rok temu, ale odwlekał wizytę u lekarza, w końcu się zdecydował. Nie wiem, czy pytać, jak było na wizycie, czy nie, zawsze pytam, ale się waham, wiem, ze oczywiście nie mówi mi wszystkiego, czasem ogólniki, a czasem gada ze szczegółami. Powiedz mi proszę, na co uważać, kiedy ma bardzo zły dzień? Kiedy chodzi ni to śpiący, ni to zmęczony, jakiś smutny i uśmiecha się do mnie na siłę. Przypominaja mu się wtedy jakieś obowiązki zaległe, a to babci miał naprawic, a to cioci zrobić, wyrzuca sobie, ze tego wszystkiego nie zrobił, po czym ... nadal tego nie robi. I jak to jest z tym wypłakaniem się? Nie to, ze jakoś bardzo chcę go doprowadzić do łez z rozpaczy, ale chcę mu ulzyc, nie wiem, jak, czy to się musi stac samo, czy moge mu jakos pomóc, czy trzeba czekać? Może wcale nie chce przy mnie, ale myslę sobie, ze jestem mu najbliższą osobą i niczego tak nie pragne jak dać mu poczucie bezpieczeństwa (on mnie daje niesamowite...). On się o mnie bardzo martwi, jak juz mówiłam, wiem od jego siostry, ze boi się rozstania z powodu tych lęków, ze, no wiesz, ja tego nie wytrzymam. To jest irracjonalne, bo układa nam się wspaniale, mieszkamy razem, jeteśmy szczęśliwi, mamy rzecz jasna jakies tam problemy, ale to wszędzie przecież. Nie przeszło mi przez mysl, zeby go zostawic, skąd pomysł w ogóle? Boje się, ze jak zacznę mówic o tym, co mnie przeszkadza, ze -jakby to ująć -"kręci mną", raz chce tak, raz tak, nie chce nigdzie wyjść, to zawalę go swoimi problemami - boję się, ze teraz będzie myslał o tym, ze sprawia mi przykrość. Wiesz, o co mi chodzi? ni e bardzo umiem z nim rozmawiać o mnie - chce, aby wiedział, ze jestem czymś pewnym, filarem w jego życiu i z mojej strony nic mu się nie stanie. Tracę czasem cierpliwość i mam ochote mu powiedziec, zeby się pospieszył, czy tam wziął w garść i dokończyl rozgrzebaną sprawę, ze jest niezorganizowany... Ale tłumię to w sobie, bo jak na niego wybuchnę, to no nie wiem, może będzie myślał, ze mam go dosyć? mętlik mam w głowie po prostu! Analizuję wszystko tak, ze już nie zachowuję się spontanicznie. Wiesz nie jest z nim tak bardzo źle, on normalnie chodzi do pracy, teraz wyjechał w delegacje, rozmawiamy o przyszłości, planujemy dziecko, czy tam remont, wiesz takie życiowe kwestie... Czytałam, ze są chorzy, którzy nie są w stanie tak myśleć. Przeczytała w jakiejś ulotce, ze depresja czy lęki to taka choroba, od której nie da się uciec myslać, ze wyrwiemy się na weekend w góry i chory się rozluxni, odpręży, autor napisal, ze choroba jedzie w góry z nim.
0

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2012 - 18:44

Wiesz Mysz,to cieżko się wypowiadać za kogoś,bo nie da się w niego wejść.Fakt,że depresja ma zespół pewnych charakterystycznych zachowań i symptomów,ale mimo to każdy jest inny,zależy od rodzaju czy stopnia choroby itp.Dlatego trudno mi powiedzieć,czy to co zrobisz dla niego będzie ok,czy denerwujące,bo lepiej go znasz sama,a mimo to zobacz jaką teraz jest niewiadomą.Tu jest chyba jeszcze kłopot w tym,że faceci przeżywają takie stany ciut inaczej.My kobiety bardziej się uzewnętrzniamy,popłaczemy,pobiadolimy a im jest trudniej,bo przecież facet nie płacze,nie mazgai się,nie dopuszcza w ogóle takiego stanu do siebie.Dobrze,że on w ogóle podejmuje rozmowy,odpowiada,Tobie czy siostrze,że totalnie się nie odciął od Was czy od życia.No i to,że jest pod kontrolą lekarską jak najbardziej prawidłowe,więc dużo dla siebie robi i Wy dla niego też,można by rzec,że warunki do zdrowienia ma.To tak jest,że pewnie ma natarczywe obawy,że ok,dziś go kochasz i jesteś,ale pewnie w końcu puszczą Ci nerwy i nie wytrzymasz albo zasługujesz na lepszego itp.Bo on sam ze sobą teraz nie czuje się dobrze,więc nie wyobraża sobie,że Ty mogłabyś to znosić długo.Dodatkowo każda niedotrzymana sobie obietnica,czy nadzieja rodzi poczucie winy i pogarsza stan-od czynności codziennych po większe zobowiązania.Gdy go "przypili"to myślę,że znajdzie moment i kąt by się wybeczeć porządnie czy wykrzyczeć,jeśli go puści i będzie chciał być sam,to pozwól mu na to,gdzieś w zasięgu bądź gdyby już po tym upuście chciał się np.przytulić,nie wypytuj,tylko przytul,być może sam Ci opowie.Tak myślę.Choć to trudne próbuj traktować go jak zdrowego,jak tego chłopaka jakim był nim go dopadło to to.Zwyczajne pytania,czy np. pojedziemy do marketów na większe zakupy,albo czy pogadamy wieczorem itp.Podejmie się jak będzie chciał,tak zupełnie jak ktoś zdrowy,raz się ma ochotę,raz się nie chce itp.Wtedy może i on zacznie na siebie lepiej patrzeć,że pomógł Ci,czy że zrobił coś na co czekałaś.I tak powoli sobie żyjcie,próbować trzeba wszystkiego.Byle nie osaczyć każdego dnia pytając jak się czuje,co mówił lekarz itp.Jak ma zły dzień,zapytaj wprost,czy zejśc mu z drogi,czy co masz robić,niech powie sam.Na razie mu nie mów o tym,które jego słowa czy zachowania sprawiają Ci ból,by się nie zaczał pogrążać,ale czasem próbuj mu to przekazywać,bo przecież związek nie może być jednostronny.Ty szanujesz jego emocje,on mimo choroby musi oglądać się na Twoje.Gdy danego dnia czymś Cię zrani,przetrzymaj trochę,żeby to nie było akcja-reakcja zaraz,a potem gdy będzie np.spokojniejszy czy jakaś tam okazja,siądź blisko(chodzi o to,by czuł,że to Cię nie dystansuje zaraz wobec niego)i powiedz mu spokojnie,że gdy mówi tak i tak to bardzo robi Ci się przykro.Niech wie,bo tylko wtedy sobie nie będzie demonizował jaki to beznadziejny jest,bo będzie miał od Ciebie informacje,że beznadziejnych to jest zaledwie parę niewielkich zachowań i to nie tylko u niego,ale u każdego.Tak samo powoli musisz przemycać do jego świata swoje wątki i swoje życie,bo przecież masz swoje radości i problemy,nie odcinaj go od nich.Rozumiem,że w stanie w jakim jest,niekoniecznie mu musisz mówić o jakichś np.swoich niepokojach czy czymś bardzo złym,ale powoli,tak jak to się opowiada dzień-w pracy wkurzył mnie ten,a po drodze spotkałam XX,albo czy nie wie jak te bilety od jutra będą kosztować itp.Angażuj go też w siebie,bo to na tym polega,a on pewnie nie będzie się czuł taki wychuchany,chroniony,tylko..normalnie,tak,jakim jest życie.Troszkę chaotycznie popisałam,ale to takie moje obserwacje.I chcę jeszcze napisać,że bardzo Cię podziwiam,bo jeśli jest tak jak piszesz,to..pięknie jest mimo tej depry między Wami.Bardzo go kochasz i zaimponowałaś mi tym,że np.potrafisz nie wybuchnąć(co jest ludzkie w takiej sytuacji),ile masz dla niego siły,empatii i jak chcesz mu pomóc i pomagasz.I również z tego względu życzę Wam,abyście wygrali ten bój i zostali sami bez tej choroby.Bo depresja(jak ja z kolei przeczytałam)to nowotwór myśli i jest z Tobą w górach,na imprezie,w wannie i przed snem.Zaraza cholerna.Dużo sił Ci życzę :)
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
1

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   iren 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 29
  • Rejestracja: 10-grudzień 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 11 styczeń 2012 - 18:54

Myszko jaka On ma depresje.....jednobiegunowa czy dwubiegunową...
Jeżeli jednobiegunową to wytrzymasz jeżeli dwubiegunową to uciekaj....i układaj sobie życie z kim innym bo sama wejdziesz w depresje..... :unsure:
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   ZagubionaMysz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 16
  • Rejestracja: 10-styczeń 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2012 - 21:05

Wyświetl postUżytkownik iren dnia 11 styczeń 2012 - 18:54 napisał

Myszko jaka On ma depresje.....jednobiegunowa czy dwubiegunową...
Jeżeli jednobiegunową to wytrzymasz jeżeli dwubiegunową to uciekaj....i układaj sobie życie z kim innym bo sama wejdziesz w depresje..... :unsure:

Jednobiegunowa, podjał leczeni ekilka miesięcy temu. Wiesz, na pewno nie wiem, co mówie tak do końca bo wiedzieć nie mogę, ale nie wyobrażam sobie go zostawić :(
0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   ZagubionaMysz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 16
  • Rejestracja: 10-styczeń 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2012 - 21:50

Witaj Zaklęta, bardzo bardzo dziękuję Ci za post. No i się rozryczałam oczywiście. Wiesz ja nie mam z kim o tym wszystkim porozmawiać, jego rodzina odpada, nie to, ze sa jacyś źli, ale mają swoje problemy, oni mnie pytaja jak on sie czuje, no ja moge mówić tylko to, comnie się wydaje albo co wiem, i ja sama chyba chcę porozmawiac z kimś, kto ... rozumie... :( My ogóle dużo rozmawiamy ze sobą w domu, opowiadam mu o pracy, często mnie odbiera samochodem, on mnie o swojej, co mu się przydarzyło (pamiętam jak zaczął brac leki to było straszne, czuł się tak fatalnie, a MUSIAŁ chodzić do pracy, bo miał nową), ale nie mówię mu o jakichś swoich obawach, które by go mogły zranić, bo nie chcę mu dokładać, nie chce grać z nim poczuciem winy np. jak mnie wkurzy jego siostra to nie mówię albo, ze obawiam się, ze jego ojciec zrobi to i to, bo po co? Tak, jesteśmy ze soba 4 lata i jesteśmy bardzo szczęśliwi i chcemy tacy pozostać, ja mu staram się powtarzać, tak wiesz czasem żartem, ze mam dużo siły i jak jemu by zabrakło, to mu dam, że musimy się trzymac za rączki i nie puszczać, wiesz tak żartem , żeby to nie były jakies grobowe tony , bo problem tak naprawdę jest bardzo nie dośmiechu. Wiesz, piszesz, ze dobrze, że opowiada bliskim cos o sobie, ze się nie odciął, a ja się boję właśnie, ze są rzeczy bardzo ważne, o których mi nie mówi, i nie moge mu pomóc, ja staram się tłumaczyć sobie, ze napewno sa takie rzeczy i może niektóre są błahe i dlatego mi nie mówi, a może nie chce... Wiesz, boje się, ze cos się czai za rogiem, a ja nie wiem o tym i nie mogę zapobiec. Z tego co poczytałam, a poczytałam niewiele, to ma powód do radości z tego, ze pracuje, planuje, funkcjonuje na pozór normalnie. Niewiele osób wie o tym problemie, nikt ze znajomych, rzadko się z nimi spotykamy, ale oni myślą, ze to "brak czasu", "cos nam wypadło", "mamy inne plany już". (Na początku było mi głupio trochę, ale już jakoś przywykłam bo po częsci naprawdę nasze życie codzienne jest czasochłonne.) I martwi mnie jeszcze jedna rzecz, planujemy dziecko, (oboje, nie to, ze ja sobie umysliłam, naprawde oboje) i nie wiem, kto może mi odpowiedzieć na takie pytania jak wpływ jego leków na ciążę i ewentualne powikłania, czy są jakieś przeciwwskazania, aby w trakcie leczenia nie planowac dzieci? Zastanawiałam się, czy nie porozmawiac z jakimś lekarzem, ale nie wiem, z jakim i skąd go wziąć? myślałam o jego lekarzu, ale się waham... :(
Zaklęta, co się Tobie przydarzyło? Opowiesz mi cos o sobie?
0

#8 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2012 - 22:50

Nie płakuniaj Mycha,ja nic źle nie chciałam napisać,ale w sumie to dobrze,że trochę z Ciebie zeszło.Rozumiem wszystko to o czym piszesz.Dziś jestem tylko na chwilkę,to nie odpiszę Ci tutaj,ale jeśli masz ochotę się wygadać czy porozmawiać to ja bardzo chętnie się polecam i zapraszam Cię na PW :)
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
0

#9 Użytkownik nie jest zalogowany   ZagubionaMysz 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 16
  • Rejestracja: 10-styczeń 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 11 styczeń 2012 - 23:06

Wyświetl postUżytkownik Zaklęta w marmur dnia 11 styczeń 2012 - 22:50 napisał

Nie płakuniaj Mycha,ja nic źle nie chciałam napisać,ale w sumie to dobrze,że trochę z Ciebie zeszło.Rozumiem wszystko to o czym piszesz.Dziś jestem tylko na chwilkę,to nie odpiszę Ci tutaj,ale jeśli masz ochotę się wygadać czy porozmawiać to ja bardzo chętnie się polecam i zapraszam Cię na PW :)


To był raczej płacz ... nie wiem, wzruszenia, czy po prostu przypomniałam sobie... :( Jest ok, nie martw sie :)
PW to pokoje prywatne? Sorry, nie wiem, jestem tu świeżynką... :)

Spokojnej nocy
0

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 styczeń 2012 - 23:15

(chwila prywaty) Napisałam Ci PW(prywatną wiadomość) świeżaku,mam nadzieję,że się dokopiesz do niej :) Ciepłej i spokojnej nocy :)
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych