Mam 21 lat, studiuję, utrzymuję się sam. Zawsze byłem pogodnym, wesołym, nie sprawiającym problemów dzieckiem. Ale to się zaczęło od pewnego momentu stopniowo zmieniać i chyba teraz osiągnęło punk kulminacyjny po drugiej stronie. Jeśli chodzi o niewielu znajomych i otoczenie poza rodzinne to chyba zachowuję się w miarę normalnie jak na swój wiek, to znaczy imprezy i tak dalej
Natomiast dla praktycznie wszystkich w rodzinie, zwłaszcza rodziców jestem strasznie niedostępny, nie zachowuję się wobec nich w porządku, nic nie mówię im o swoim życiu, jestem dla nich praktycznie bardziej znajomym niż synem. Dziwię się że jeszcze ze mną wytrzymują. Pytają czemu ciągle chodzę smutny, ale nie mogę im powiedzieć.
Wszystko zaczęło się w gimnazjum kiedy zauważyłem że co jest ze mną nie tak, że nie interesują mnie dziewczyny lecz chłopcy. Ale to nie jest tak że od razu uświadomiłem sobie że jestem gejem, mój mózg robił dosłownie wszystko żeby tylko nie dopuścić do siebie tej myśli, do tego stopnia że przez kilka lat byłem przekonany że jestem pedofilem i że zawsze mnie będą interesowali 'faceci' w wieku moich ówczesnych rówieśników. Potem było liceum, pierwsze zauroczenie w koledze które trwało do opuszczenia murów szkoły, ale nie, nie byłem dalej gejem, po prostu stwierdziłem że dobrze mi się dogaduje z tym osobnikiem, że wspólne zainteresowania i tak dalej. Co z tego że cały czas myślałem tylko o nim... Dopiero 3 lata temu się ocknąłem i przyznałem przed sobą że jestem homo.
Do tej pory ze wszystkim sobie radziłem sam, z poczuciem niskiej wartości, z myślami samobójczymi... Ale chyba nie można tak przez całe życie...
No i na dodatek nie mogę się teraz skupić na swoich obowiązkach bo ciągle myślę o tym co by było jakbym im powiedział, skąd się bierze homoseksualizm, czy to jest moralne itp. Możliwe nawet że wylecę przez to ze studiów.
Rodzice są bardzo religijni i chcieli żebym też taki był, jakiś czas temu po długich analizach stwierdziłem że w kościele nie ma dla mnie miejsca i z dnia na dzień przestałem tam chodzić.
Czy myślicie że warto być większym egoistą i im powiedzieć o sobie? Boję się o nich, że się załamią, że zburzę ich dotychczasowy obraz siebie, że wpadną w depresję. Wydaje mi się że woleliby żebym był alkoholikiem lub mordercą niż gejem. No i prawie na pewno będę wysyłany na 'leczenie'. Nie mam im tego za złe, tak zostali wychowani, tak mówi 'Bóg' w którego wierzą. Jakbym im powiedział to na pewno byłoby mi łatwiej, koniec wszystkich rozmyśleń.
Co jest lepsze, kłamstwo czy brutalna prawda?
Są tu jacyś rodzice homoseksualistów?

Pomoc










