Hej, mam na imię Ola i w tym roku rozpoczęłam studia, które myślałam że będą spełnieniem marzenia, a nie zmartwieniem odbierającym pewność siebie. W skrócie boję się że nie dam rady, że zawiodę rodziców, którzy włożyli już w moją naukę sporo pieniędzy. Mieszkam z ludźmi któych poznałąm w momencie gdy się wprowadziłam, więc mimo iż nie jestem sama odczuwam samotność. Moja druga połówka jest 150 km ode mnie, więc nie mamy możliwości częstego widywania się. Wiem że damy radę, że będzie dobrze, ale sama myśl że ON jest daleko i nie może być obok sprawia że łzy napływają mi do oczu. To tak w ogromnym ogromnym skrócie. Może mój problem nie jest poważny, ale zdaję sobie sprawę że nie jestem już tą samą osobą, której uśmiech i optymizm był wizytówką. Mam ogromną potrzebę kontaktu z ludźmi chociaż internetowo, chcę być wsparciem dla kogoś kto byłby wsparciem dla mnie.
Strona 1 z 1
Cześć, to ja.
#2
Napisano 02 styczeń 2012 - 15:38
Cześć opowiem Ci coś co ja przeżyłam. To co się z Tobą dzieje jest całkiem normalne, nie jesteś pierwszą znaną mi osobą, która przeżywała rozłąkę z domem. Ja pół roku temu studia skończyłam, ale studiowałam w swoim mieście.
Postanowiłam pewnego dnia wyjechać do pracy do USA właśnie po to, żeby się trochę usamodzielnić i pozwiedzać trochę świata o czym zawsze marzyłam. Było ciężko, zwłaszcza, że to inny kraj, ale sobie dałam radę. Po jakimś czasie myślałam, że zwariuję bo wszystkie dni wyglądały tak samo. Nie jest tam wcale tak różowo i pięknie i tęskniłam za wszystkim. Po skończeniu pracy z poznanymi tam znajomymi zwiedzałam przez jakieś 3 tygodnie inne Stany. Potem wszyscy wrócili do swoich krajów, a ja musiałam jeszcze przez 7 dni zostać w Nowym Jorku, bo koszt zmiany daty odlotu był trochę za duży dla mnie. I tego nie zapomnę. Masakra jakaś, włóczyłam się po tym mieście bez celu, zobaczyłam prawie wszystkie miejsca które chciałam, ale poza tym samemu to jakaś udręka przebywać w tak ogromnym mieście. Przez tydzień nie odzywałam się do ludzi (tylko do sprzedawców w sklepie i do pana w recepcji w hostelu). W dodatku hostel był paskudny, ale dość tani z bardzo fajnymi robalami
Wtedy się zorientowałam, że mi potrzeba kogoś bliskiego bo przez cały pobyt z nikim się blisko nie zaprzyjaźniłam. Potrzeba Ci pewnie bliskiego przyjaciela tak jak i mi teraz
Postanowiłam pewnego dnia wyjechać do pracy do USA właśnie po to, żeby się trochę usamodzielnić i pozwiedzać trochę świata o czym zawsze marzyłam. Było ciężko, zwłaszcza, że to inny kraj, ale sobie dałam radę. Po jakimś czasie myślałam, że zwariuję bo wszystkie dni wyglądały tak samo. Nie jest tam wcale tak różowo i pięknie i tęskniłam za wszystkim. Po skończeniu pracy z poznanymi tam znajomymi zwiedzałam przez jakieś 3 tygodnie inne Stany. Potem wszyscy wrócili do swoich krajów, a ja musiałam jeszcze przez 7 dni zostać w Nowym Jorku, bo koszt zmiany daty odlotu był trochę za duży dla mnie. I tego nie zapomnę. Masakra jakaś, włóczyłam się po tym mieście bez celu, zobaczyłam prawie wszystkie miejsca które chciałam, ale poza tym samemu to jakaś udręka przebywać w tak ogromnym mieście. Przez tydzień nie odzywałam się do ludzi (tylko do sprzedawców w sklepie i do pana w recepcji w hostelu). W dodatku hostel był paskudny, ale dość tani z bardzo fajnymi robalami
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc




