Od dłuższego czasu nie radzę sobie ze sobą

Mam problemy, a chłopak z którym się spotykałam kazał mi się odczepić. Zacznę od początku może ktoś to zechce przeczytać.
Właśnie skończyłam studia, mam zaburzenie mowy, jąkam się od dziecka co mi do tej pory utrudnia życie. Miałam przez 7 lat fajnego chłopaka, ale rozstaliśmy się z mojej winy i bardzo to przeżywałam. Następny związek trwał 2 lata i facet mnie zostawił. Mam szczęście do starszych facetów. Oboje byli 10 lat starsi. W maju tego roku poznałam kolejnego (jedynie 4 lata starszego ode mnie). Przez lato świetnie się dogadywaliśmy pomimo ogromnej różnicy charakterów. On jest takim typowym ekstrawertykiem, buzia mu się nie zamyka, także cholerykiem i nerwusem, i nie liczy się zupełnie ze słowami jakie wypowiada, potrafił się obrazić o każdą drobnostkę. Prawdziwy samiec alfa, bardzo pewny siebie. A ja jestem melancholijna, zamknięta w sobie i mam introwertyczną osobowość. Było super, mówił że mnie bardzo polubił, kupił mi nawet drogi prezent i zapraszał do domu na noce, przedstawił mnie swojej mamie. Potem się trochę pogorszyło

nie potrafiłam mu zaufać, przestał dzwonić i interesować się mną. Wpadłam w panikę, że o mnie zapomina i go przyłapałam na zdradzie (raz podsłuchiwałam jego rozmowę przez telefon i zobaczyłam że ma jakieś nieznane mi dziewczyny na gg). Nakrzyczał na mnie i wyzywał od wariatek, że czego ja chcę od niego, że on mi niczego nie obiecywał, że jestem nudna, płaczliwa i seks go ze mną przestał cieszyć. Ja głupia przepraszałam go jeszcze, a on do mnie dzwonił zawsze kiedy nabrała go ochota na seks. Potrzebowałam kogoś,żeby się wygadać, mówiłam mu, że mam problemy i nie jestem sobą i czy nie może mi pomóc. To napisał mi z dużą ilością przekleństw "odczep się ode mnie, nic już z tego nie będzie i nie pisz mi tych lamentów na gg więcej". Powiedziałam, że nie mam komu się wygadać i nie chcę wcale, żeby był moim chłopakiem, ale on chyba tego nie czytał co mu wysyłałam. Zostałam też sama w domu na sylwestra. Zapytałam czy mogłabym do niego przyjechać, ale mi zabronił. Zablokowałam go już na gg i usunęłam nr tel. Przykro mi się zrobiło, bo mnie potraktował jak obcą osobę, nie jego interes i uciekł kiedy prosiłam o pomoc. Kiedy jego kolega (nie jakiś specjalnie bliski) popełnił samobójstwo to był bardzo poruszony i mówił, że by mu pomógł gdyby wiedział że coś z nim nie tak. Mnie ma gdzieś i potraktował jak wrzód na tyłku. Pewnie uznał, że nie jestem jego problemem i to ciągłe jego "ogarnij się" i "zapomnij o tym, mówiłem ci wiele razy". Powiedział mi też "ty chciałaś być dla mnie zbyt ważna". Myślałam, że jak ludzie seks ze sobą uprawiają to się przywiązują do siebie. Kiedy tylko podchodziłam, żeby się przytulić to naskakiwał na mnie, że go wszystko boli i, żebym mu dała spokój, ale na seks miał wiecznie chęć. On mi się zawsze żalił ze wszystkiego godzinami i mówił, że fajnie że się może komuś wygadać. Kiedy stracił pracę pocieszałam go jak mogłam i pytałam się czy ma za co żyć i jak sobie radzi, ale ja sobą i swoimi problemami zawracałam mu tylko głowę. Sądzę, że ten internet to straszny wynalazek. Przez internet tylko się kłóciliśmy, a normalnie kiedy się widywaliśmy było ok. Jak stracił pracę to nie miał już pieniędzy i sama do niego przyjeżdżałam ale rzadko bo jednak to kosztuje (mieszka 3 godziny drogi ode mnie). Dlaczego on mi to zrobił? Kiedy dowiedziałam się, że mogę dzieci nie mieć w przyszłości to mówił, żebym mu nic nie pisała o złych nowinach bo nie ma ochoty słuchać.Ciągle się obwiniam o tą sytuację z moim byłym. Może by wyszło gdybym była ciągle uśmiechnięta i nie dręczyła go swoimi problemami. Zazdroszczę mu, że ma tylu znajomych i dobrego przyjaciela od czasów podstawówki. Myślałam, że i będzie takim dla mnie. Może to głupie, czy facet może się przyjaźnić z kobietą? Gdyby mi tam powiedział "zostańmy przyjaciółmi" to bym się ucieszyła, ale on nawet tego nie chce. Chciałabym go przeprosić za swoje zachowanie, ale i tak nie odbierze. Już mu dam ten jego upragniony spokój. To taki trochę typ o mentalności "dresa", jeździ bmw i ma wszystko w nosie. Zainteresował się mną bo byłam zupełnie inną od dziewczyn, które wcześniej znał. Rozum mi mówił, żeby się z nim nie wiązać, że się mną znudzi, ale cieszyłam się, że mnie ktoś polubił. Chwalił się mną zawsze przy kolegach, że znam rzadki język (hebrajski), zwiedziłam USA i studia już kończę. Potem nagle powiedział, że nie wyglądam jak kobieta, bo nie noszę miniówek, obcasów i nie chodzę do solarium i już mnie do znajomych nie zapraszał bo siedzę i się nie odzywam do nikogo. A mówił wiele razy, że dzięki niemu ja się zmienię. Nie wiem, ale ja już mam taką osobowość, jestem introwertykiem, jestem cicha i tego nie zmienię. Po jaką cholerę brał się za mnie jak ma zupełnie inny gust. Zapamiętam chyba najbardziej te jego "daj mi ku... spokój"
Nie wiem czy ja nienormalna jestem? Już się przestałam cieszyć czymkolwiek. Nie mogę już książek czytać, ani filmu do końca obejrzeć. Wszystko jest nudne jak flaki z olejem. Przestałam jeść, dzisiaj zjadłam tylko połowę bułki z serem. Przed rodzicami wszystko ukrywam i udaję, że jest w porządku, żeby ich nie martwić. Przyjaciół nie mam, wszystko się wykruszyło po studiach. Czuję się bezwartościowa, brak mi pewności siebie. Szczególnie, że ja swoją pewność siebie opierałam zawsze na swoim chłopaku. Boli mnie ciągle głowa, nogi i kręgosłup. Kiedyś chodziłam na rajdy piesze, ale już przestałam. Nie mogę pracy znaleźć, mam takie dorywcze i coś tam zarabiam. Chciałabym kogoś bliskiego, zakochać się w kimś z wzajemnością i przyjaciela, który nie będzie zapominał, że istnieję i, że trzeba do mnie czasem zadzwonić. I takiego, który lubi czytać bo ja piszę długie listy (mam jak wspominałam zaburzenie mowy i nie mogę dłuższych historii opowiadać). Jego to chyba wkurzało najbardziej, ale jak sam nie miał żadnych książek w pokoju i nic nie czytał to co się dziwić. Czy ja mam depresję czy mi się tylko wydaje? Jakoś nie uśmiecha mi się chodzić z tym do psychologa i rozmawiać z obcą osobą. Muszę się przestać użalać nad sobą, nie chcę nikogo męczyć sobą i dlatego nic nikomu nie mówię. Próbowałam chłopakowi, ale on mnie odrzucił i nazwał poj.... wariatką. Proszę niech ktoś pogada ze mną, czuję że gasnę.
Użytkownik Naishandha edytował ten post 01 styczeń 2012 - 19:22