Strona 1 z 1
witam jak zyc?:(
#1
Napisano 30 grudzień 2011 - 23:44
czesc jestem tu nowa mam na imie sylwia i tak naprawde nawet nie wiem dlaczego tu pisze
moze dlatego ze jest mi strasznie zle
od wielu lat cierpie niestety bez wsparcia i pomocy na nerwice depresyjna
ratuje sie pramolanem lub hydroxyzynum 10 3xdziennie a jak to nie pomaga domiesniowo jak złapie kolka w okolicy serca boze ja nie umie zyc ....
mąż mnie wysmiewa dzieci patrza jak placze jak dlugo jeszcze
((
#2
Napisano 31 grudzień 2011 - 10:04
Użytkownik sylwia15 dnia 30 grudzień 2011 - 23:44 napisał
czesc jestem tu nowa mam na imie sylwia i tak naprawde nawet nie wiem dlaczego tu pisze
moze dlatego ze jest mi strasznie zle
od wielu lat cierpie niestety bez wsparcia i pomocy na nerwice depresyjna
ratuje sie pramolanem lub hydroxyzynum 10 3xdziennie a jak to nie pomaga domiesniowo jak złapie kolka w okolicy serca boze ja nie umie zyc ....
mąż mnie wysmiewa dzieci patrza jak placze jak dlugo jeszcze
((
Pozdrawiam!
Może dobrze by było gdybyś na jakąś wizytę u lekarza wybrała się razem z mężem. Może jak wypyta lekarza jak z Tobą postępować to wtedy uzyskasz jego wsparcie. Może po prostu raz mówisz mu, żeby Cię wysłuchał, pomógł
, a innym razem żeby nie wtrącał się. Nie wiem. Postaraj się wytłumaczyć mu, że jego wsparcie jest dla Ciebie ważne. Może nie zawsze chcesz aby coś Ci doradził, ale zawsze chcesz aby Cię wysłuchał. Moja inna rada to: wychodź z domu. Razem z mężem, z dziećmi. Teraz jest zima, wiem, ale może spadnie śnieg i wtedy sanki.
Pozdrawiam.
GG: 43238245
#3
Napisano 03 styczeń 2012 - 14:17
kochana, a nie uważasz, że potrzeba Ci terapii? bo leki uspokajające każdego dnia to nie sposób na zwalczenia własnych lęków.
nie zamierzam cię truć pigułkami ze słów. nie potrafię uchronić od smutku.
#4
Napisano 07 styczeń 2012 - 18:50
witam wiem doskonale ze leki nie rozwiążą moich problemów ale jakos nie mam odwagi pójść na terapie nawet przyznam ze leki wypisuje lekarz rodzinny który niejednokrotnie doradza wizytę u psychiatry fachową pomoc itd wiem ze ma racje nie rozumie dlaczego nie ide choć zupełnie sobie nie radze jestem rozbita nie umie ogarnąć tego co dzieje sie w mojej głowie życie tak dało mi w kosc ze strach nawet myslec gubie sie i tylko zyje dla dzieci to one napędzają mnie do tego by żyć choc jest tak strasznie trudno
a mąż ? potrafi dobic i to jest żałosne
mam dopiero 34 lata za mna droga bólu łez duszenia w sobie wszelkich niepowodzeń bokiem wychodzi mi wszystko dzis znów łzy dół taki ze strach
#5
Napisano 08 styczeń 2012 - 22:51
Cześć imienniczko.Wiesz,każdy ma za sobą jakąś historię,cierpienie i swój bagaż,no i każdy ma dość czasem.Czasem płaczemy,bo dlaczego my tak mamy?I wydaje nam się,że tak jak my to nikt nie miał,nikt nie czuł,a jednak..tego nie widać,bo ludzie to chowają głęboko,mijasz się z nimi codziennie i nie pomyślałabyś,że ten czy tamten ktoś beczał pół nocy lub miał najgorsze myśli.Życie jest ciężkie,dlatego tak często chce sie poddać a tu nie.Ułatwić musimy sobie sami,tam gdzie możemy.Ale właściwie.Bo tak jak Anche napisała,takie leki oderwane od całości nic nie dadzą.Na razie może jeszcze wyciszą,ale za chwilę przestaną,no i nie pomogą dotrzeć do tego,co jest źródłem tego wszystkiego co się z Tobą dzieje.Jak już chodzisz do rodzinnego i rozmawiasz to może spróbuj jednak odbić do psychiatry tego,on naprawdę wiele się nie różni od tego.Jeśli mąż nie jest Ci pomocny i nie wspiera(może nie chce a może nie umie,nie rozumie,nie wiem tego)to mimo tego,że oczekiwałabyś i potrzebujesz wsparcia to nie oglądaj się na niego.Chyba,że potraficie rozmawiać,Ty potrafisz mu wytłumaczyć i opowiedzieć swój stan,a on chce i potrafi słuchać to jak najbardziej.Ale jeśli nie możesz na niego liczyć to co zrobisz,nie zmusisz.Dzieci są ważne i o nich myśl,bo choćbyś miała się zmuszać do tych naturalnych spraw jak zrobienie im śniadania czy pomoc w lekcjach to zmuszaj się,czasem tak trzeba,zwłaszcza na początku.
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
Poprzerywana linia na dłoniach.
#6
Napisano 10 styczeń 2012 - 09:44
witam i właśnie chodzi o ten bagaż doświadczeń tych złych nie dobrych,których nie mam siły już dzwigac życie jakoś nigdy mnie nie oszczędzało a teraz wychodzą efekty wiem że nie tylko ja mam problemy każdy je ma i pewnie wielu ludzi przechodzi gorsze rzeczy ja sobie naprawde zdaje z tego sprawę być może cos co mnie zwala z nóg i nie pozwala funkcjonować dla kogoś innego może być bagatelne i śmieszne ale nic nie poradze kiedyś wszystko było dla mnie bardziej proste dzis najlepiej nie wychodziła bym z łóżka i płakała cały dzień nic mi sie nie chce do wszystkiego sie zmuszam nie wiem dlaczego boje sie isc do lekarza choć tak ciężko mi żyć
#7
Napisano 10 styczeń 2012 - 17:23
Tak już jest(i prawidłowo),że nasze problemy jakiekolwiek by nie były są najgorsze.Z prostego powodu-bo są nasze.Konfrontować z innymi nie ma co,bo kazdy ma swój ciężar i trudno powiedzieć,czy np.choroba czy samotność,czy brak kasy czy czegoś innego jest gorszy itp.Kto wie,może w Twoim przypadku będzie tak,że jak już dotkniesz swojego wytrzymałościowego dna tak z całą mocą to wtedy się odważysz i pójdziesz po pomoc?Różne ludzie drogi przechodzą..Mam nadzieję,że nie będziesz się długo skazywać na to cierpienie wynikające ze strachu przed podjęciem próby ulżenia sobie.
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
Poprzerywana linia na dłoniach.
#8
Napisano 11 styczeń 2012 - 07:56
witam jak to jest?jak wygląda wizyta? nawet nie wiem od czego mam zacząć od tego co czuje ? co się dzieje?że dzieci i grawitacja trzymają mnie na tym świecie
chyba tak naprawdę to nie potrafię określić co ze mną jest pustka bezsilność żal do wszystkich o wszystko a nawet żal do samej siebie że dałam tak sie krzywdzić przez najbliższe mi osoby przez bardzo wiele lat dzielnie gromadziłam w sobie wszelkie zło które mnie spotykało nie powiem było wiele pięknych chwil lecz tak trudno mi sie z nich cieszyć tak bardzo bym chciała nie myśleć o tym co było,co jest nie dobre,czasem chciałabym uciec daleko zabrać dzieci i odciąć sie od wszystkich zacząć życie od nowa z dala od miejsca w którym tak beznadziejnie tkwię ,ale czy to by coś zmieniło ? pewnie nie.
#9
Napisano 11 styczeń 2012 - 18:49
Ja nie wiem,jak to wygląda bo nie byłam,ale na forum już ludzie pisaliga,byś miała o swoich doświadczeniach.Ot po prostu jest to rozmowa,ukierunkowana.I nikt nie wymaga,byś miała przygotowaną mowę,ze wstępem,logiką itp.Psycholog też Cię wypyta,będzie łatwiej.Myślę,że powiesz tyle,ile potrafisz,to choćby co pisałaś sama wyżej i potoczy się dalej już.Ważne tylko,by być wobec siebie samej szczera,bo inaczej to bez sensu.Tak jak czujesz tak mówisz,a nawet płaczesz.Zmiana miejsca niczego nie zmieni,tego możesz być pewna,bo..jak tu forumowiczka napisała-choroba pojedzie z Tobą.
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
Poprzerywana linia na dłoniach.
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc







