W sumie spróbuję tutaj dodać to, co napisałam kiedyś
Dlaczego... dlaczego tak się dzieje...
gdy usiłuję żyć, wtedy zaczynają inni po mnie deptać
jak po kwiatku, który wypuścił pączek...
który próbuje rozwinąć swoje listki, pokazać swoje piękno,
a nie tylko łodygę... prostą... zieloną... nie różniącą się od innych łodyg.
A jednak rośliny, jak się przyjrzeć, różnią się od siebie.
Jak płatki śniegu – każdy jest inny, niepowtarzalny.
Jak ludzie... a czy na pewno?
Teraz ludzie stają się do siebie tacy podobni...
Wszyscy mieszają się w tłumie.
Są tacy sami... zabija się resztki indywidualizmu.
Jak chcesz być inny? To proszę!
Tylko wiedz, że społeczeństwo cię zniszczy.
Każdy, kto jest inny, jest zły.
Każdy, który w swoim życiu ma inne wartości, jest zły.
Każdy, kto jest sobą... jest zły.
A czy ja taka jestem? Jestem zła? Na to wygląda...
Imię mam pospolite, Małgorzata, Gosia, Gosiaczek... nic nadzwyczajnego. Nazwisko też takie zwyczajne. Praktycznie jakby nie patrzeć duża liczba osób nosi to samo imię, nazwisko...Ta świadomość sprawia, że czuję się nikim. Bo jestem nikim. Ale dlaczego?
Uczę się... znaczy „uczę się” w liceum. Jedne z lepszych w moim mieście. Ale co z tego? Nic.
To nie znaczy, że jestem lepsza. Nie znaczy, że jestem zdolniejsza.
To nic nie znaczy.
Życie nic nie znaczy... więc dlaczego żyję? Nie wiem. Ale dlaczego miałabym nie żyć?
Tez nie wiem. Może dlatego, że życie innych byłoby prostsze? W końcu skoro wszyscy jesteśmy tacy sami, to na pewno z łatwością można znaleźć kogoś lepszego, mądrzejszego na moje miejsce...
Nie ma nadziei. Ostatnie resztki w sercu wypaliły się wraz z ostatnią kłótnią z rodzicami. To właśnie wtedy padło wiele słów za dużo... Jesteś głupia, nie uczysz się, nie przejmujesz się szkołą, wpędzasz nas do grobu... to boli. Jeżeli rodzic uważa dziecko za swego wroga, to po co się o nie starali? Po co? Żeby potem stali się matkobójcami? Ojcobójcami? A może po to, aby wyładować na nim swój stres, zapominając, że to też człowiek. Dla mnie to wszystko jest pogmatwane... próbując uprościć życie, tylko je komplikuje. Więc... dlaczego? Dlaczego tak się dzieje?
Jestem zagubiona. Za każdym razem krzycząc o pomoc, nie dostaję odpowiedzi, zostaję wyśmiana... Nie umiem radzić z tym. Więc dlaczego... jeszcze żyję?
To trudne pytanie. Sama nie umiem udzielić odpowiedzi. Gdyby nie to, że dwa lata temu była we mnie iskra nadziei lepszego życia, nie musiałabym przeżywać tych tortur. Gdybym wtedy...
Właśnie, co by było gdybym wtedy umarła? Co by było? Lepiej by było. Nie musiałabym krzywdzić ludzi wokół mnie. Nie musiałabym im sprawiać problemów. Nie byłabym niepotrzebnym ciężarem. Gdybym wtedy umarła...
Boże, często modlę się nie o to, aby mi się tu lepiej żyło, na Ziemi. Modlę się po to, abyś szybko zakończył moje cierpienie. Ilekroć patrzę na blizny, na rany, na moje łzy... mam ochotę wyręczyć Cię w tym. Ale co mnie jeszcze tu trzyma?
Rodzina? Nie... tam nie widza prawdziwej mnie.... muszę udawać... chować twarz za maską.
Przyjaciele? Może... lecz ile razy pomyślę, jak przez mnie cierpieli... nie, to nie oni.
Moje zainteresowania? Nie. To też nie to.
To co?
Coś jest. Trudno mi to odkryć...
Myśli przelewają się strumieniem słów na klawiaturę. Co jakiś czas przerywam... zatrzymuję się... by spojrzeć jeszcze raz na to, co napisałam...
Normalny człowiek powiedziałby do mnie: Lecz się! Idź do psychologa! Co ta rozpuszczona dziewucha sobie myśli? Co ci w życiu brakuje, że chcesz się zabić?
Lub: Biedactwo. Trzeba jej pomóc.
Częściej słyszę to pierwsze. W ten sposób ludzie uświadamiają, że mój problem jest błahy, śmieszny, łatwo go rozwiązać. Lecz jeśli zastanowić się głębiej... do każdego problemu trzeba podchodzić indywidualnie. Ale kto na to patrzy? Psycholog? Patrzący na ludzi jak na chodzącą gotówkę? Pedagog szkolna? Traktująca każdego ucznia jak bachora, który chce na siebie zwrócić uwagę? Nikt...
Teraz, czytając swoje słowa czuję ból... że nie potrafię dostrzec pozytywów życia. Że nie potrafię cieszyć się życiem jak kiedyś. Dlaczego? Co mnie zmieniło?
Pewnie ktoś, kto to czyta, powie, jaka jestem egocentryczna. Ciągle piszę o sobie. Jaka to ja jestem niezrozumiana, jaka biedna. Ale zastanówcie się przez chwilę, ile razy każdego spotkało w życiu takie zwątpienie w siebie? W swoje możliwości? W swoje życie? Pewnie wielu. Na pewno prawie każdego. Prawda boli, co nie? Zadając sobie te pytania, człowiek głęboko zastanawia się nad tym, dlaczego... żyje? Jak... żyje? Po co... żyje? Opisując swój problem, opisuje problemy setek, jak nie tysięcy innych osób. Bo ludzie są tacy sami. Jestem taka jak inni, a inni są jak ja. Więc pytanie... dlaczego?
Dlaczego żyjemy?
Jeżeli ktoś jest w stanie podać pozytywne strony życia, to proszę, czekam. Lecz nie wiem, czy się doczekam...
Była godzina 14. Dziewczyna dopiero wróciła ze szkoły. Na swoje szczęście jeszcze nikogo nie było w domu, dlatego mogła rzucić plecakiem jak najdalej mogła, aż zawartość wysypała się na podłogę. Jednak nic ją już nie obchodziło. Usiadła tylko przy swoim biurku i zaczęła płakać.
-Dlaczego? - wypytywała się.
Zadawała sobie to pytanie od dawna.
-Jezu! Dlaczego?! - to już był krzyk rozpaczy. Nie wiedziała, co począć ze sobą.
Otóż od pierwszej lekcji prawie w ogóle się nie odzywała. Poczucie beznadziejności ogarnęło ją. Nikt nie pomógł jej, nikt nie raczył pomóc. Mówili "Nie przejmuj się, to tylko jedna jedynka", lecz nic nie zdawało się do niej docierać.
Jednak na chwilę przed matematyką znów odzyskała na chwilę zainteresowanie tym, co się dzieje. Jednak nie na długo. Kolejna jedynka...
- Już tak dłużej nie mogę! - krzyczy w myślach. - To już trzecia pała w tym tygodniu! Ósma w ciągu półrocza!
Dziewczyna obejrzała się za siebie. Na półce było pudełko, gdzie trzymała swoje największe skarby. Zaczęła grzebać. W pewnej chwili natknęła się na żyletkę. Ucieszyła się. Wzięła ją do ręki, usiadła na łóżku i przyłożyła tuż przy nadgarstku.
-Nie będę dłużej pośmiewiskiem świata ani zabawką Boga! Nie będę dłużej cierpiała! - powiedziała do siebie i z ironicznym uśmiechem zaczęła powoli się ciąć, delektując się widokiem krwi, potem nieco mocniej zbiła się. Krew była już na całej pościeli.
Lecz jeszcze jej było mało. Popadła w szaleństwo. Jedna rana, druga, trzecia, jakby skończyć się nie miało. W pewnym momencie przestała. Spojrzała tylko na całą czerwoną od krwi rękę, odłożyła żyletkę i poczuła, że już zaczyna tracić świadomość. Usiadła koło biurka, wygrzebała kawałek kartki i zaczęła pisać: "Niech wszystkich piekło pochłonie i ..."
Nie zdążyła skończyć. Nikt nie wie, co chciała zawszeć w tym liście i nikt się tego nie dowie...
Strona 1 z 1
Takie bzdury... czyli przemyślenia z pamiętnika
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc




