Depresja.ws - Forum: Witam Wszystkich - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Witam Wszystkich Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   * Kwiatuszek * 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 18-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 18 grudzień 2011 - 21:04

Nie sądziłam, że kiedyś odważę się prosić kogoś o radę, ale dziś nastał ten dzień, w którym zrozumiałam, że dłużej sama sobie nie poradzę. Mam 26 lat, na depresję choruję od 10 lat. Jestem zupełnie sama ze swoją chorobą, przed rodziną muszę ukrywać, że się leczę, ponieważ są bardzo nietolerancyjni i każda próba rozmowy i przyznania się do choroby kończy się słowami :- Wariatki w domu nie chcemy! Nie mam rodzeństwa, kuzynów, przyjaciół- nikogo! Od 8 miesięcy mój stan uległ znacznemu pogorszeniu. Obecnie nie mam siły nawet z łóżka wstać. Nie pracuję, odeszłam ze studiów, straciłam wszystko, co jak dotąd pozwalało mi funkcjonować w życiu. Z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej, nawet z domu nie mogę wyjść, nie mam siły się ubrać, śpię całymi dniami. Rodzina wyzywa mnie od lenia, przeklina na mnie, straszy wyrzuceniem z domu. Zażywam Citabax, ale mimo to mój stan się pogarsza. Ostatnio pojawiły się myśli samobójcze, nie widzę już dla siebie sensu, nie widzę nadziei wyzdrowienia w tej samotności, niezrozumieniu, upokorzeniu. Chciałabym w trudnych chwilach móc chociaż napisać do kogoś, by wyrzucić z siebie ten ból- ale nie mam do kogo. Myślałam, żeby udać się do szpitala, skoro nie mogę już sama funkcjonować, nie wstaję z łózka, jestem osłabiona. Może tam mój stan uległby poprawie? Niestety, nie byłabym w stanie ukryć tego przed rodziną, wiec cierpię i czekam już chyba tylko na śmierć, bo nie wiem, co mam robić, zagubiłam się, a sama nie poradzę sobie :(
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 18 grudzień 2011 - 21:26

Witaj Kwiatuchu.Straszne to wszystko jest,bardzo ostre.Pisać sobie zawsze tu możesz o wszystkim co w danym momencie przeżywasz,czasem słowa też niosą rozwiązanie,a na pewno ulgę.O zamknięciu w szpitalu chyba powinien lekarz zdecydować(łącznie z Tobą),bo nie każdy jednak od razu tam się nadaje.To ukrywanie i brak wsparcia jest okrutne.I tak sobie myślę,czy ludzi,przy których nie możemy być sobą,nie może nas boleć i którzy zwą nas wariatami przez chorobę,czy powinno ich się nazywać i traktować jak bliskich?Ech.Nie więdnij kwiatuchu,małe rzeczy,małe kroki,wiem ile kosztują,ale musisz próbować,bo musisz być.
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   * Kwiatuszek * 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 18-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 19 grudzień 2011 - 04:30

Wyświetl postUżytkownik Zaklęta w marmur dnia 18 grudzień 2011 - 21:26 napisał

Witaj Kwiatuchu.Straszne to wszystko jest,bardzo ostre.Pisać sobie zawsze tu możesz o wszystkim co w danym momencie przeżywasz,czasem słowa też niosą rozwiązanie,a na pewno ulgę.O zamknięciu w szpitalu chyba powinien lekarz zdecydować(łącznie z Tobą),bo nie każdy jednak od razu tam się nadaje.To ukrywanie i brak wsparcia jest okrutne.I tak sobie myślę,czy ludzi,przy których nie możemy być sobą,nie może nas boleć i którzy zwą nas wariatami przez chorobę,czy powinno ich się nazywać i traktować jak bliskich?Ech.Nie więdnij kwiatuchu,małe rzeczy,małe kroki,wiem ile kosztują,ale musisz próbować,bo musisz być.


Dziękuję za odpowiedź :)

Zgadza się, słowa niosą ulgę. Czasem zwykła rozmowa z kimś życzliwym, jest wartościowszą forma terapii niż rozmowa z osobą wykwalifikowaną w tym celu, dla której jest się tylko jednym z wielu pacjentów- elementów wykonywanego zawodu. Niestety, w taki sposób odbieram intencje lekarzy lub psychologów. Z lekarzem, do którego chodzę nawet odpowiednio długo porozmawiać nie można. Wizyty u niego trwają ok. 5 minut, ograniczając się jedynie do pytania:
- Jak samopoczucie? I wypisania recepty. Rozmowę najczęściej przerywa słowami:
- To zwiększymy dawkę leków i to wszystko.
To jego stały schemat przyjmowania pacjentów- niestety.
Co do mojej rodziny, traktuję ich jak zupełnie obce osoby (co czasem wiąże się z poczuciem winy z mojej strony). Ta cała sytuacja bardzo utrudnia leczenie- wręcz uniemożliwia, ponieważ czasem potrzebujemy kogoś, kto pomoże nam odzyskać nadzieję lub podtrzymać tę, która w przypadku depresji szybko wygasa.

Pozdrawiam :)
0

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Zaklęta w marmur 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 1741
  • Rejestracja: 12-wrzesień 10
  • Płeć:Kobieta

Napisano 19 grudzień 2011 - 10:59

Dokładnie tak jest.Lekarzy też odbieram w ten sposób,choć z tymi od tej najdelikatniejszej materii do czynienia nie miałam.Zresztą w sumie nie ma co się im dziwić,też muszą mieć dystans do pacjentów,bo by ześwirowali angażując się.Takie to pokręcone.Ale jednak wizyty powinny wyglądać inaczej niż te Twoje,leków łatwo jest nawalić,ale one nie likwidują przyczyn tego stanu,łagodzą jedynie jego objawy/skutki a i bez wpływu na organizm przecież nie są.W takim razie jakbyś potrzebowała-służę rozmową.A Ty zrób sobie dziś dla siebie coś przyjemnego-choćby nawet dobrą kawę czy inną chwilę,która na troszkę da spokój.Trzymaj się Kwiatku :)
No a życie... jakie życie?
Poprzerywana linia na dłoniach.
0

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   doriangray 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 407
  • Rejestracja: 29-listopad 11
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:centralna Polska

Napisano 19 grudzień 2011 - 11:14

Wyświetl postUżytkownik * Kwiatuszek * dnia 18 grudzień 2011 - 21:04 napisał

Nie sądziłam, że kiedyś odważę się prosić kogoś o radę, ale dziś nastał ten dzień, w którym zrozumiałam, że dłużej sama sobie nie poradzę. Mam 26 lat, na depresję choruję od 10 lat. Jestem zupełnie sama ze swoją chorobą, przed rodziną muszę ukrywać, że się leczę, ponieważ są bardzo nietolerancyjni i każda próba rozmowy i przyznania się do choroby kończy się słowami :- Wariatki w domu nie chcemy! Nie mam rodzeństwa, kuzynów, przyjaciół- nikogo! Od 8 miesięcy mój stan uległ znacznemu pogorszeniu. Obecnie nie mam siły nawet z łóżka wstać. Nie pracuję, odeszłam ze studiów, straciłam wszystko, co jak dotąd pozwalało mi funkcjonować w życiu. Z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej, nawet z domu nie mogę wyjść, nie mam siły się ubrać, śpię całymi dniami. Rodzina wyzywa mnie od lenia, przeklina na mnie, straszy wyrzuceniem z domu. Zażywam Citabax, ale mimo to mój stan się pogarsza. Ostatnio pojawiły się myśli samobójcze, nie widzę już dla siebie sensu, nie widzę nadziei wyzdrowienia w tej samotności, niezrozumieniu, upokorzeniu. Chciałabym w trudnych chwilach móc chociaż napisać do kogoś, by wyrzucić z siebie ten ból- ale nie mam do kogo. Myślałam, żeby udać się do szpitala, skoro nie mogę już sama funkcjonować, nie wstaję z łózka, jestem osłabiona. Może tam mój stan uległby poprawie? Niestety, nie byłabym w stanie ukryć tego przed rodziną, wiec cierpię i czekam już chyba tylko na śmierć, bo nie wiem, co mam robić, zagubiłam się, a sama nie poradzę sobie :(

Hej!
Na początku witam Cię serdecznie :). Piękny masz avatar ;), taki kwiatek z tych przyciągających uwagę :). Tutaj na forum stoczyłem wielką batalię na temat przyjmowania leków i choć sam w tej chwili nie "biorę" to wiele z uwag wziąłem sobie do serca. Skoro "Citabax" nie skutkuje to poproś lekarza by przepisał Ci coś innego, niektóre osoby tutaj ;) czterokrotnie zmieniały leki by znaleźć skuteczny, Bardzo mi przykro z powodu tego, że rodzina podchodzi tak do tej choroby...dla mnie to niezrozumiałe, ja od swojej mam aż za dużo wsparcia. Zapewne wynika to z faktu, że Twoi rodzice nie rozumieją czym jest ta choroba... Może wynika to z tego powodu, że to właśnie przed nimi ukrywasz, skoro całymi dniami przesiadujesz w domu, śpisz to może oni racjonalizują sobie to w ten sposób, że właśnie jesteś leniem i nic Ci się nie chce robić, nie domyślają się, że to wynika z Twojej choroby? Spróbuj z nimi porozmawiać, bo sytuacja gdy Twoja rodzina Cię nie wspiera w chorobie jest fatalna... Potem może uda Ci się by ktoś z rodziny poszedł z Tobą do lekarza, by doktor wytłumaczył mu co jest przyczyną Twojego stanu, może chociaż udałoby Ci się doprowadzić do tego by rodzice przeczytali jakąś literaturę związaną z Twoimi dolegliwościami... Głowa do góry i nie załamuj się, nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia... a czekając na chorobę w tym wieku zanudzisz się na śmierć,tyle lat życia Ci zostało jeszcze :), więc nie ma sensu tyle czasu czekać... 3maj się ciepło i fajnie, że jesteś z nami

Użytkownik doriangray edytował ten post 19 grudzień 2011 - 11:15

"Człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł" Gabriel García Márquez
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   iren 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 29
  • Rejestracja: 10-grudzień 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 19 grudzień 2011 - 11:30

Kwiatuszku....
Jestem z Tobą.......jeżeli nie pomagają Ci leki poproś o zmianę.....a jak będziesz miała kłopoty z lekarzem zmień na innego...
myślę że potrzebny Ci jest psycholog żebyś mogła z kim porozmawiać ........bo Twoja rodzina ...... jakaś nie kumata ......
nie ma pojęcia na temat Twojej choroby.....
Jesteś młodziutka wszystko przed Tobą......
my wszyscy mamy Tutaj gorsze i lepsze dni.....ale jakoś ciągniemy...... :rolleyes:

Użytkownik iren edytował ten post 19 grudzień 2011 - 11:31

0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   * Kwiatuszek * 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 18-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 grudzień 2011 - 20:57

Wyświetl postUżytkownik doriangray dnia 19 grudzień 2011 - 11:14 napisał

Hej!
Na początku witam Cię serdecznie :). Piękny masz avatar ;), taki kwiatek z tych przyciągających uwagę :). Tutaj na forum stoczyłem wielką batalię na temat przyjmowania leków i choć sam w tej chwili nie "biorę" to wiele z uwag wziąłem sobie do serca. Skoro "Citabax" nie skutkuje to poproś lekarza by przepisał Ci coś innego, niektóre osoby tutaj ;) czterokrotnie zmieniały leki by znaleźć skuteczny, Bardzo mi przykro z powodu tego, że rodzina podchodzi tak do tej choroby...dla mnie to niezrozumiałe, ja od swojej mam aż za dużo wsparcia. Zapewne wynika to z faktu, że Twoi rodzice nie rozumieją czym jest ta choroba... Może wynika to z tego powodu, że to właśnie przed nimi ukrywasz, skoro całymi dniami przesiadujesz w domu, śpisz to może oni racjonalizują sobie to w ten sposób, że właśnie jesteś leniem i nic Ci się nie chce robić, nie domyślają się, że to wynika z Twojej choroby? Spróbuj z nimi porozmawiać, bo sytuacja gdy Twoja rodzina Cię nie wspiera w chorobie jest fatalna... Potem może uda Ci się by ktoś z rodziny poszedł z Tobą do lekarza, by doktor wytłumaczył mu co jest przyczyną Twojego stanu, może chociaż udałoby Ci się doprowadzić do tego by rodzice przeczytali jakąś literaturę związaną z Twoimi dolegliwościami... Głowa do góry i nie załamuj się, nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia... a czekając na chorobę w tym wieku zanudzisz się na śmierć,tyle lat życia Ci zostało jeszcze :), więc nie ma sensu tyle czasu czekać... 3maj się ciepło i fajnie, że jesteś z nami


Zachorowałam jako osoba niepełnoletnia, wiec siła faktu wizyty u lekarza musiały odbywać się w towarzystwie kogoś dorosłego. Mam dziadków, z nimi mieszkam i to ich prosiłam o pomoc, czego później bardzo żałowałam. Oni zupełnie nie zrozumieli mojej choroby, szpital nazywali świrownią, mnie wariatką, dając do zrozumienia, że jestem inna- gorsza. Po 3 latach bezowocnego leczenia, postanowiłam rzucić leki, które i tak nie pomagały, wrócić do szkoły, a dziadkom oznajmić swoje pełne wyzdrowienie. Tak tez zrobiłam i chociaż choroba cały czas dawała mi się we znaki, walczyłam sama ze sobą. Udało mi się wytrwać 5 lat, skończyć szkołę, pójść na studia. Dziadkowie zapomnieli o mojej chorobie, ja udawałam, ze jestem zdrowa, ale objawy nasilały się, aż w końcu doszło do tego, że musiałam rzucić studia i koszmar zaczął się na nowo. Nie byłam w stanie się skoncentrować, nie widziałam dla siebie sensu życia, znów z łózka nie wstawałam. Powróciłam do leczenia dzięki pewnej miłej wykładowczyni, której o swoim problemie opowiedziałam, ale mimo, że upłynęły już prawie 3 miesiące leczenia, zauważyłam, że mój stan się szybko pogarsza. Lekarz ma urlop do lutego, wiec zostałam bez pomocy zupełnie, a na przyjecie z NFZ do innego, czeka się bardzo długo. Tak wiec, nie wiem, co ze sobą, zostałam zupełnie sama z tym problemem, a dziadkom nie przyznam się, że to znów depresja, bo byłabym w domu skończona. Najchętniej sama zgłosiłabym się do szpitala, tam miałabym na co dzień fachowa pomoc, skoro sama już nie wytrzymuje tego bólu, ale nie dałabym rady ukryć tego przed dziadkami, wiec pozostałam w miejscu, zdana sama na siebie.
Pozdrawiam :)
0

#8 Użytkownik nie jest zalogowany   * Kwiatuszek * 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 18-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 grudzień 2011 - 21:24

Wyświetl postUżytkownik iren dnia 19 grudzień 2011 - 11:30 napisał

Kwiatuszku....
Jestem z Tobą.......jeżeli nie pomagają Ci leki poproś o zmianę.....a jak będziesz miała kłopoty z lekarzem zmień na innego...
myślę że potrzebny Ci jest psycholog żebyś mogła z kim porozmawiać ........bo Twoja rodzina ...... jakaś nie kumata ......
nie ma pojęcia na temat Twojej choroby.....
Jesteś młodziutka wszystko przed Tobą......
my wszyscy mamy Tutaj gorsze i lepsze dni.....ale jakoś ciągniemy...... :rolleyes:


Tak, moja rodzina ma niestety ograniczone światopoglądy, wiec na zrozumienie z ich strony nie mogę liczyć. W ciągu całej swojej choroby, przeszłam już przez ponad 10 leków i żadne nie działały. Pokładałam nadzieje w tym Citabaxie, ale poza okropnymi skutkami ubocznymi, takimi jak: zaburzenia rytmu serca, zaburzenia percepcji, mdłości i okropny lęk, nie zauważyłam żadnej pozytywnej zmiany. Lekarz na ostatniej wizycie podniósł mi dawkę, skutki uboczne ustały, ale mój stan mimo brania leków pogorszył się. Od 8 miesięcy nawet na chwilę nie opuściło mnie poczucie depresji, ta choroba ma u mnie chyba charakter przewlekły (piszę "chyba" ponieważ lekarz nie rozmawiał ze mną na temat samej diagnozy, a stwierdził jedynie, że to to chyba depresja). W sumie diagnoz miałam już kilka, jedna nawet wykluczyła depresję, skłaniając się ku zaburzeniom osobowości w wieku dojrzewania i niby miało mi to minąć samo... Tak mówiono 10 lat temu, a meczę się do tej pory z tym okrutnym wewnętrznym bólem i smutkiem.
Pozdrawiam :)
0

#9 Użytkownik nie jest zalogowany   gusianie@ 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 75
  • Rejestracja: 22-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 grudzień 2011 - 22:41

Nie myśl teraz o rodzinie,pomyślisz o nich jak się ogarniesz.Ratuj się.Sama wiesz co jest dobre dla Ciebie.Psycholog to dobra sprawa.Same leki niczego nie załatwią,znieczulą cię i pozwolą funkcjonować w sytuacjach ,które kiedyś cię wkurzałay w bardziej spokojniejszy sposób.Zażywanie leków w połaczeniu z dobrą psychoterapią przynosi efekty.Terapia pozwoli Ci zmierzyć sie z Twoją depresją na Twoich warunkach.Pamiętaj To ty jesteś właścicielem Twojego mózgu,a nie jakaś depresja.Trzymaj się i zaglądaj tutaj kiedy masz ochotę.Tutaj jest fajnie:)
0

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   gusianie@ 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 75
  • Rejestracja: 22-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 23 grudzień 2011 - 22:56

Aha:) Ja swoją rodzinkę sama wyedukowałam na ten temat jak sie trochę ogarnęłam.Ale do tej pory niezbyt kumaci w tej materii są.Jedynie mój mąż trwa przy mnie,ale chyba też mnie do końca nie rozumie.Ta moja rodzinka niby taka wykształcona i wyedukowana,a jak przyszło co do czego to same stereotypy przez nich przemawiały.Ale w końcu zrozumieli,ze to choroba i przestali mi mówić"weź się w garść"!!!!!!!!!!!!!!!!!!Najgorsze jest,że sama sobie tak mówię:)czyli też ciemna jestem.Depresja to tylko obniżony poziom serotoniny-trzeba go uzupełnić(chemia).
0

#11 Użytkownik nie jest zalogowany   * Kwiatuszek * 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 18-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 24 grudzień 2011 - 23:53

Wyświetl postUżytkownik gusianie@ dnia 23 grudzień 2011 - 22:56 napisał

Aha:) Ja swoją rodzinkę sama wyedukowałam na ten temat jak sie trochę ogarnęłam.Ale do tej pory niezbyt kumaci w tej materii są.Jedynie mój mąż trwa przy mnie,ale chyba też mnie do końca nie rozumie.Ta moja rodzinka niby taka wykształcona i wyedukowana,a jak przyszło co do czego to same stereotypy przez nich przemawiały.Ale w końcu zrozumieli,ze to choroba i przestali mi mówić"weź się w garść"!!!!!!!!!!!!!!!!!!Najgorsze jest,że sama sobie tak mówię:)czyli też ciemna jestem.Depresja to tylko obniżony poziom serotoniny-trzeba go uzupełnić(chemia).


Szkoda, że moich nie da się wyedukować- są zupełnie oporni na wszelkie wytłumaczenia. Co prawda, miałam narzeczonego, ale przez chorobę- przez mój ciągły smutek, pewnego dnia odszedł zupełnie bez słowa. Wysłał tylko kilka dni później sms-a, że przeprasza i dziękuje za to, co dla niego zrobiłam (pomagałam mu wyjść z choroby alkoholowej), ale on nie chce wiązać się na stałe z kimś, kto się leczył psychiatrycznie. Oczywiście, nie miałam mu tego za złe, ponieważ faktycznie byłam wtedy w złym stanie i większość dnia przesypiałam. Pozbieranie się zajęło mi 2 lata, od rozstania minęły 3, ale w dalszym ciągu jestem zupełnie sama. Mam niewielu znajomych i są to ludzie mający już swoje rodziny- mężów, dzieci, wiec żadne z nich nawet nie miałoby czasu, żeby poświecić chwilkę na rozmowę ze mną, a jeśli już rozmawiam z kimś, to raczej staram się wysłuchać radosnych informacji i opowieści znajomych o swych maluchach i żal byłoby mi psuć ich nastrój swymi smutnymi opowieściami- to takie błędne koło. Po nowym roku znów postaram się szukać jakiejś pomocy- o ile zwlekę się z łóżka, a to ostatnio niemożliwe. Leże całymi dniami, nie jem, nie dbam o siebie- nie mam na to siły! Postaram się jakoś ze sobą powalczyć, by chociaż móc pójść po pomoc, a nie tylko leżeć w ciemnym pokoju w ciszy i samotności.
Pozdrawiam :)
0

#12 Użytkownik nie jest zalogowany   gusianie@ 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 75
  • Rejestracja: 22-grudzień 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 25 grudzień 2011 - 10:18

Kwiatuszku idź do lekarza po świętach.Nie wstydź się tego.A póki co to trzymaj się cieplutko.Nie daj się.Jeżeli masz ochotę i czas to napisz do mnie,pogadamy sobie o pierdołach:)
0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych