Witam Wszystkich
#1
Napisano 18 grudzień 2011 - 21:04
#2
Napisano 18 grudzień 2011 - 21:26
Poprzerywana linia na dłoniach.
#3
Napisano 19 grudzień 2011 - 04:30
Użytkownik Zaklęta w marmur dnia 18 grudzień 2011 - 21:26 napisał
Dziękuję za odpowiedź
Zgadza się, słowa niosą ulgę. Czasem zwykła rozmowa z kimś życzliwym, jest wartościowszą forma terapii niż rozmowa z osobą wykwalifikowaną w tym celu, dla której jest się tylko jednym z wielu pacjentów- elementów wykonywanego zawodu. Niestety, w taki sposób odbieram intencje lekarzy lub psychologów. Z lekarzem, do którego chodzę nawet odpowiednio długo porozmawiać nie można. Wizyty u niego trwają ok. 5 minut, ograniczając się jedynie do pytania:
- Jak samopoczucie? I wypisania recepty. Rozmowę najczęściej przerywa słowami:
- To zwiększymy dawkę leków i to wszystko.
To jego stały schemat przyjmowania pacjentów- niestety.
Co do mojej rodziny, traktuję ich jak zupełnie obce osoby (co czasem wiąże się z poczuciem winy z mojej strony). Ta cała sytuacja bardzo utrudnia leczenie- wręcz uniemożliwia, ponieważ czasem potrzebujemy kogoś, kto pomoże nam odzyskać nadzieję lub podtrzymać tę, która w przypadku depresji szybko wygasa.
Pozdrawiam
#4
Napisano 19 grudzień 2011 - 10:59
Poprzerywana linia na dłoniach.
#5
Napisano 19 grudzień 2011 - 11:14
Użytkownik * Kwiatuszek * dnia 18 grudzień 2011 - 21:04 napisał
Hej!
Na początku witam Cię serdecznie
Użytkownik doriangray edytował ten post 19 grudzień 2011 - 11:15
#6
Napisano 19 grudzień 2011 - 11:30
Jestem z Tobą.......jeżeli nie pomagają Ci leki poproś o zmianę.....a jak będziesz miała kłopoty z lekarzem zmień na innego...
myślę że potrzebny Ci jest psycholog żebyś mogła z kim porozmawiać ........bo Twoja rodzina ...... jakaś nie kumata ......
nie ma pojęcia na temat Twojej choroby.....
Jesteś młodziutka wszystko przed Tobą......
my wszyscy mamy Tutaj gorsze i lepsze dni.....ale jakoś ciągniemy......
Użytkownik iren edytował ten post 19 grudzień 2011 - 11:31
#7
Napisano 23 grudzień 2011 - 20:57
Użytkownik doriangray dnia 19 grudzień 2011 - 11:14 napisał
Na początku witam Cię serdecznie
Zachorowałam jako osoba niepełnoletnia, wiec siła faktu wizyty u lekarza musiały odbywać się w towarzystwie kogoś dorosłego. Mam dziadków, z nimi mieszkam i to ich prosiłam o pomoc, czego później bardzo żałowałam. Oni zupełnie nie zrozumieli mojej choroby, szpital nazywali świrownią, mnie wariatką, dając do zrozumienia, że jestem inna- gorsza. Po 3 latach bezowocnego leczenia, postanowiłam rzucić leki, które i tak nie pomagały, wrócić do szkoły, a dziadkom oznajmić swoje pełne wyzdrowienie. Tak tez zrobiłam i chociaż choroba cały czas dawała mi się we znaki, walczyłam sama ze sobą. Udało mi się wytrwać 5 lat, skończyć szkołę, pójść na studia. Dziadkowie zapomnieli o mojej chorobie, ja udawałam, ze jestem zdrowa, ale objawy nasilały się, aż w końcu doszło do tego, że musiałam rzucić studia i koszmar zaczął się na nowo. Nie byłam w stanie się skoncentrować, nie widziałam dla siebie sensu życia, znów z łózka nie wstawałam. Powróciłam do leczenia dzięki pewnej miłej wykładowczyni, której o swoim problemie opowiedziałam, ale mimo, że upłynęły już prawie 3 miesiące leczenia, zauważyłam, że mój stan się szybko pogarsza. Lekarz ma urlop do lutego, wiec zostałam bez pomocy zupełnie, a na przyjecie z NFZ do innego, czeka się bardzo długo. Tak wiec, nie wiem, co ze sobą, zostałam zupełnie sama z tym problemem, a dziadkom nie przyznam się, że to znów depresja, bo byłabym w domu skończona. Najchętniej sama zgłosiłabym się do szpitala, tam miałabym na co dzień fachowa pomoc, skoro sama już nie wytrzymuje tego bólu, ale nie dałabym rady ukryć tego przed dziadkami, wiec pozostałam w miejscu, zdana sama na siebie.
Pozdrawiam
#8
Napisano 23 grudzień 2011 - 21:24
Użytkownik iren dnia 19 grudzień 2011 - 11:30 napisał
Jestem z Tobą.......jeżeli nie pomagają Ci leki poproś o zmianę.....a jak będziesz miała kłopoty z lekarzem zmień na innego...
myślę że potrzebny Ci jest psycholog żebyś mogła z kim porozmawiać ........bo Twoja rodzina ...... jakaś nie kumata ......
nie ma pojęcia na temat Twojej choroby.....
Jesteś młodziutka wszystko przed Tobą......
my wszyscy mamy Tutaj gorsze i lepsze dni.....ale jakoś ciągniemy......
Tak, moja rodzina ma niestety ograniczone światopoglądy, wiec na zrozumienie z ich strony nie mogę liczyć. W ciągu całej swojej choroby, przeszłam już przez ponad 10 leków i żadne nie działały. Pokładałam nadzieje w tym Citabaxie, ale poza okropnymi skutkami ubocznymi, takimi jak: zaburzenia rytmu serca, zaburzenia percepcji, mdłości i okropny lęk, nie zauważyłam żadnej pozytywnej zmiany. Lekarz na ostatniej wizycie podniósł mi dawkę, skutki uboczne ustały, ale mój stan mimo brania leków pogorszył się. Od 8 miesięcy nawet na chwilę nie opuściło mnie poczucie depresji, ta choroba ma u mnie chyba charakter przewlekły (piszę "chyba" ponieważ lekarz nie rozmawiał ze mną na temat samej diagnozy, a stwierdził jedynie, że to to chyba depresja). W sumie diagnoz miałam już kilka, jedna nawet wykluczyła depresję, skłaniając się ku zaburzeniom osobowości w wieku dojrzewania i niby miało mi to minąć samo... Tak mówiono 10 lat temu, a meczę się do tej pory z tym okrutnym wewnętrznym bólem i smutkiem.
Pozdrawiam
#9
Napisano 23 grudzień 2011 - 22:41
#10
Napisano 23 grudzień 2011 - 22:56
#11
Napisano 24 grudzień 2011 - 23:53
Użytkownik gusianie@ dnia 23 grudzień 2011 - 22:56 napisał
Szkoda, że moich nie da się wyedukować- są zupełnie oporni na wszelkie wytłumaczenia. Co prawda, miałam narzeczonego, ale przez chorobę- przez mój ciągły smutek, pewnego dnia odszedł zupełnie bez słowa. Wysłał tylko kilka dni później sms-a, że przeprasza i dziękuje za to, co dla niego zrobiłam (pomagałam mu wyjść z choroby alkoholowej), ale on nie chce wiązać się na stałe z kimś, kto się leczył psychiatrycznie. Oczywiście, nie miałam mu tego za złe, ponieważ faktycznie byłam wtedy w złym stanie i większość dnia przesypiałam. Pozbieranie się zajęło mi 2 lata, od rozstania minęły 3, ale w dalszym ciągu jestem zupełnie sama. Mam niewielu znajomych i są to ludzie mający już swoje rodziny- mężów, dzieci, wiec żadne z nich nawet nie miałoby czasu, żeby poświecić chwilkę na rozmowę ze mną, a jeśli już rozmawiam z kimś, to raczej staram się wysłuchać radosnych informacji i opowieści znajomych o swych maluchach i żal byłoby mi psuć ich nastrój swymi smutnymi opowieściami- to takie błędne koło. Po nowym roku znów postaram się szukać jakiejś pomocy- o ile zwlekę się z łóżka, a to ostatnio niemożliwe. Leże całymi dniami, nie jem, nie dbam o siebie- nie mam na to siły! Postaram się jakoś ze sobą powalczyć, by chociaż móc pójść po pomoc, a nie tylko leżeć w ciemnym pokoju w ciszy i samotności.
Pozdrawiam
#12
Napisano 25 grudzień 2011 - 10:18

Pomoc






