Posłanie do nadwrażliwych z miłością do Was wszystkich
#1
Napisano 17 grudzień 2011 - 22:19
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a
przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
Kazimierz Dąbrowski
:*
#2
Napisano 17 grudzień 2011 - 22:45
Pozwolę sobie dodać wersję z muzyką...
Pozdrawiam serdecznie!
- Henry David Thoreau
#3
Napisano 17 grudzień 2011 - 23:06
Wiecie... taki mam dziś nastrój... tak sobie myślę. Myślę sobie, że Wy sobie nie zdajecie sprawy z tego jacy jesteście wspaniali........ Bardzo się dziś tutaj wzruszyłam, pisząc w swoim pokoiku
Myślałam o tym, jak całe życie do teraz przeżyłam wśród ludzi tak zwanych "normalnych"... wśród ludzi, którzy nie chodzą do psychiatry, którzy nie mją diagnozy, nie łykają proszków, którzy są podobno zdrowi, porządni, odpowiedni, normalni, podobno normalni... a ja wśród nich tak strasznie źle się czułam! Taka mała, nieważna, nierozumiana, niewysłuchana... oni potrafili zawsze tylko zapędzić mnie w jeszcze ciemniejszy kąt, dokopać, "a weź daj spokój, co za głupoty gadasz", "co się alienujesz?", "zostaw, ona tak tylko uwagę na siebie zwraca, nie pocieszaj jej, bo będzie gorzej", "nieprawda to co mówisz, właśnie, że inaczej jest", "no to się dopasuj i przestań wydziwiać", "o jeezuu, ona znowu...", /głbokie westchnienie i przewracanie oczami/... i ja tak bardzo bardzo się ich bałam, bałam się, że znowu zrobię coś źle, że ktoś będzie znowu mi udowadniał, że nie mam racji, że jest ze mną coś nie tak, że jestem jakaś nieudana, że muszę się zmienić, że to ja mam sie dopasować, że to ze mną jest problem, że głupia jestem, niepojętna, nie umiem się dostosować do normalnego świata, do normalnych ludzi, do ich normalnych żyć......
Ale wiecie co? Ja teraz sobie myślę, że tam chyba jednak wcale nie jest normalny świat.
Bo przyszłam tutaj, do Was, smutnych, poranionych, zagubionych osób, niepewnych siebie, świata, podobno nieumiejących sobie poradzić, z którymi podobno jest coś nie tak... i ja dopiero tutaj poczułam się bezpiecznie. Zaakceptowana taka, jaka jestem. Bałam się czasem wypowiadać w internecie, bo bałam się, że ktoś mnie skrzyczy, powie, że jestem głupia, że gadam głupoty, że nie mam racji, że mnie zaatakuje swoim ego, swoją rządzą włądzy i pokazania, jaki to on nie jest, a ja będę słaba i mnie pokona i dostanę po głowie... cały czas mam takie obawy. Że nie mam racji. Piszę coś, potem wracam na stronę i mam w sobie taki lęk i oczekiwanie, że ktoś mnie na penwo za to skrytykował, ktoś się mnie na penwo już czepia, podważa to, co piszę, że nieprawda... a tutaj nie. Nie macie pojęcia jacy jesteście wspaniali, ile potraficie dać ciepła i bezpieczeństwa... a w każdym razie ile ja go od Was czuję. Wiecie, dopiero tutaj, wśród Was poczułam się jak normalny człowiek w normalnym świecie. W którym ludzie są na siebie uważni, bo wiedzą, co to znaczy zranić i być zranionym, w którym ludzie dają sobie uśmiechy, pocieszają się, posyłają ciasteczka i kawę
Się wzruszyłam głupia, ale mnie dopadło...
Bądźcie pozdrowieni!
#4
Napisano 17 grudzień 2011 - 23:10
„Nadwrażliwi”
My zawsze pod
a przy nas nikt
bez ciał
gdy powietrze pachnie
jak świeże tchnienie.
Nastają w nas
podwórka
ciasnych miast
bez okien
i drzwi.
Umieranie nie płacze
za nami tylko oddech.
Nadwrażliwi od bólu
od esencji szumu skrzydeł
ostateczne natchnienie
wylewający w policzki
innych nadwrażliwych.
Konający na alarm
kwitnący na zawał
nadwrażliwi
/Karolina Furmańczyk/
Użytkownik Zuzkclaa edytował ten post 22 maj 2012 - 22:44
/William Szekspir - "Makbet"
#5
Napisano 17 grudzień 2011 - 23:49
Użytkownik wariatka-tanczy dnia 17 grudzień 2011 - 23:06 napisał
Wiecie... taki mam dziś nastrój... tak sobie myślę. Myślę sobie, że Wy sobie nie zdajecie sprawy z tego jacy jesteście wspaniali........ Bardzo się dziś tutaj wzruszyłam, pisząc w swoim pokoiku
Myślałam o tym, jak całe życie do teraz przeżyłam wśród ludzi tak zwanych "normalnych"... wśród ludzi, którzy nie chodzą do psychiatry, którzy nie mją diagnozy, nie łykają proszków, którzy są podobno zdrowi, porządni, odpowiedni, normalni, podobno normalni... a ja wśród nich tak strasznie źle się czułam! Taka mała, nieważna, nierozumiana, niewysłuchana... oni potrafili zawsze tylko zapędzić mnie w jeszcze ciemniejszy kąt, dokopać, "a weź daj spokój, co za głupoty gadasz", "co się alienujesz?", "zostaw, ona tak tylko uwagę na siebie zwraca, nie pocieszaj jej, bo będzie gorzej", "nieprawda to co mówisz, właśnie, że inaczej jest", "no to się dopasuj i przestań wydziwiać", "o jeezuu, ona znowu...", /głbokie westchnienie i przewracanie oczami/... i ja tak bardzo bardzo się ich bałam, bałam się, że znowu zrobię coś źle, że ktoś będzie znowu mi udowadniał, że nie mam racji, że jest ze mną coś nie tak, że jestem jakaś nieudana, że muszę się zmienić, że to ja mam sie dopasować, że to ze mną jest problem, że głupia jestem, niepojętna, nie umiem się dostosować do normalnego świata, do normalnych ludzi, do ich normalnych żyć......
No aż musze odpowiedzieć. Czuje dokładnie to co napisałaś w tym poście, wszystko. Komu w tzw normalnym świecie mógłbym powiedzieć o moich problemach? Rodzicom? Powiedzą: "24 lata a głupi jak dziecko, jakimiś pierdołami się wykręca od obowiązków!". Co i komu miałbym powiedzieć teraz, gdy jestem sparaliżowany przez nieszczęśliwą miłość, jak niby ktoś "normalny" może zrozumieć mnie, gościa który w takim wieku nigdy nie miał dziewczyny. Zostałbym automatycznie wyśmiany i zaszufladkowany, a to dodatkowo jeszcze pogłębiło by problem. Tak zwanym problemem jest cholerna wrażliwość ehh.
"Czasem wystarczy chwila by kogoś pokochać, a potem potrzeba całego życia by o Tym kimś zapomnieć"
Użytkownik DarkShadow edytował ten post 18 grudzień 2011 - 00:58
#6
Napisano 19 grudzień 2011 - 21:20
#7
Napisano 19 grudzień 2011 - 21:41
#8
Napisano 19 grudzień 2011 - 22:35
Ale to ja nie wiem, czy ja chcę być "normalna" tak właśnie po ichniemu... może to też jest jeden z głównych problemów? Niezgoda na ten świat taki, jaki jest i odmowa podporządkowania mu się, odmowa bycia takim jak większosć. Czy to złe? Mnie się wydaje, że nie. To tylko czasem smutne i boli... ale czy nie wartościowe?
Cały czas, nieustająco zastanawiam się, czy da się tak naprawdę wyjść z depresji i co to ma naprawdę oznaczać... czy aby nie jest to podporządkowanie się tej ichniejszej "normalności"?
#9
Napisano 20 grudzień 2011 - 11:30
To co napisałaś jest głęboko prawdziwe, szczere i poruszające.
Chcę podzielić się z tobą własnymi doświadczeniami płynącymi z wielu lat życia z depresją. Próby dostosowania się do otoczenia, udawania „normalnego”, zgrywania osoby odpornej, o silnej osobowości dawały u mnie zawsze skutek odwrotny od zamierzonego tzn. wpadałem w jeszcze większy dół, a relacje z rodziną i znajomymi wcale nie ulegały poprawie.
W końcu odkryłem, że tak naprawdę wszyscy na tym świecie są na swój sposób „świrami” i nie ma ludzi „normalnych”. Zacząłem powoli akceptować siebie takim jakim jestem czyli akceptować własne „świranctwo” łącznie ze wszystkimi wadami, nadwrażliwością, nieudacznością i wszystkimi innymi brzydkimi rzeczami, które są częścią mnie. I poczułem się lepiej, choć przyznaję, że zmiana podejścia do samego siebie przychodziła stopniowo i z oporami. Zrozumiałem, że nie muszę niczego udawać i spełniać oczekiwania innych co do tego jaki mam być, co mam zrobić i próbować być „normalnym” bo tak naprawdę normalność nie istnieje. Z czasem zdałem sobie sprawę, że to naprawdę nie ważne co ludzie myślą o mnie (a najczęściej wcale o mnie nie myślą) i lepiej być takim jakim po prostu się jest bez zakładania masek. Paradoksalnie, gdy zakceptowałem własne niedoskonałości, wydały się one znacznie, znacznie mniej ważne i istotne. Teraz uwielbiam być nienormalnym i chce dalej takim pozostać.
Ok. Nie chcę dłużej przynudzać opowieściami o sobie. Z twojego postu wnioskuję, że jesteś nie tylko bardzo wrażliwą osobą (co samo w sobie już jest piękne)ale masz wspaniałą osobowość i mądrość, której nie można nauczyć się z książek.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
#10
Napisano 20 grudzień 2011 - 11:34
Użytkownik Tytus dnia 20 grudzień 2011 - 11:30 napisał
To co napisałaś jest głęboko prawdziwe, szczere i poruszające.
Chcę podzielić się z tobą własnymi doświadczeniami płynącymi z wielu lat życia z depresją. Próby dostosowania się do otoczenia, udawania „normalnego”, zgrywania osoby odpornej, o silnej osobowości dawały u mnie zawsze skutek odwrotny od zamierzonego tzn. wpadałem w jeszcze większy dół, a relacje z rodziną i znajomymi wcale nie ulegały poprawie.
W końcu odkryłem, że tak naprawdę wszyscy na tym świecie są na swój sposób „świrami” i nie ma ludzi „normalnych”. Zacząłem powoli akceptować siebie takim jakim jestem czyli akceptować własne „świranctwo” łącznie ze wszystkimi wadami, nadwrażliwością, nieudacznością i wszystkimi innymi brzydkimi rzeczami, które są częścią mnie. I poczułem się lepiej, choć przyznaję, że zmiana podejścia do samego siebie przychodziła stopniowo i z oporami. Zrozumiałem, że nie muszę niczego udawać i spełniać oczekiwania innych co do tego jaki mam być, co mam zrobić i próbować być „normalnym” bo tak naprawdę normalność nie istnieje. Z czasem zdałem sobie sprawę, że to naprawdę nie ważne co ludzie myślą o mnie (a najczęściej wcale o mnie nie myślą) i lepiej być takim jakim po prostu się jest bez zakładania masek. Paradoksalnie, gdy zakceptowałem własne niedoskonałości, wydały się one znacznie, znacznie mniej ważne i istotne. Teraz uwielbiam być nienormalnym i chce dalej takim pozostać.
Ok. Nie chcę dłużej przynudzać opowieściami o sobie. Z twojego postu wnioskuję, że jesteś nie tylko bardzo wrażliwą osobą (co samo w sobie już jest piękne)ale masz wspaniałą osobowość i mądrość, której nie można nauczyć się z książek.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Hej! To też było piękne i jakże prawdziwe. Mam nadzieje że mnie samemu z czasem uda się dojść do końca tej drogi - akceptacji siebie w pełni.
#11
Napisano 20 grudzień 2011 - 22:38
Użytkownik Tytus dnia 20 grudzień 2011 - 11:30 napisał
To co napisałaś jest głęboko prawdziwe, szczere i poruszające.
Chcę podzielić się z tobą własnymi doświadczeniami płynącymi z wielu lat życia z depresją. Próby dostosowania się do otoczenia, udawania „normalnego”, zgrywania osoby odpornej, o silnej osobowości dawały u mnie zawsze skutek odwrotny od zamierzonego tzn. wpadałem w jeszcze większy dół, a relacje z rodziną i znajomymi wcale nie ulegały poprawie.
W końcu odkryłem, że tak naprawdę wszyscy na tym świecie są na swój sposób „świrami” i nie ma ludzi „normalnych”. Zacząłem powoli akceptować siebie takim jakim jestem czyli akceptować własne „świranctwo” łącznie ze wszystkimi wadami, nadwrażliwością, nieudacznością i wszystkimi innymi brzydkimi rzeczami, które są częścią mnie. I poczułem się lepiej, choć przyznaję, że zmiana podejścia do samego siebie przychodziła stopniowo i z oporami. Zrozumiałem, że nie muszę niczego udawać i spełniać oczekiwania innych co do tego jaki mam być, co mam zrobić i próbować być „normalnym” bo tak naprawdę normalność nie istnieje. Z czasem zdałem sobie sprawę, że to naprawdę nie ważne co ludzie myślą o mnie (a najczęściej wcale o mnie nie myślą) i lepiej być takim jakim po prostu się jest bez zakładania masek. Paradoksalnie, gdy zakceptowałem własne niedoskonałości, wydały się one znacznie, znacznie mniej ważne i istotne. Teraz uwielbiam być nienormalnym i chce dalej takim pozostać.
Ok. Nie chcę dłużej przynudzać opowieściami o sobie. Z twojego postu wnioskuję, że jesteś nie tylko bardzo wrażliwą osobą (co samo w sobie już jest piękne)ale masz wspaniałą osobowość i mądrość, której nie można nauczyć się z książek.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Witaj
Pozdrawiam Cię również cielutko!
(Spadł dzisiaj u mnie pierwszy śnieg
#12
Napisano 22 grudzień 2011 - 00:11
Użytkownik wariatka-tanczy dnia 17 grudzień 2011 - 23:06 napisał
Się wzruszyłam głupia, ale mnie dopadło...
Bądźcie pozdrowieni!
Kochana gdy zakładałam swój pokój miałam takie same obawy jak Ty,i wtedy ktoś mi napisał"Witaj wśród swoich,jesteś gdzie być powinnaś":)Wtedy już nie bałam się otworzyć...
#13
Napisano 28 kwiecień 2012 - 18:20

Pomoc













