Depresja.ws - Forum: Problem z rodzicami, proszę o pomoc - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Książki o Depresji

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Problem z rodzicami, proszę o pomoc Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Eagleye 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 7
  • Rejestracja: 12-grudzień 11

Napisano 12 grudzień 2011 - 16:09

Witam, jestem tutaj nowa ;) Trafiłam na to forum szukając informacji o depresji w internecie i postanowiłam opisać moją sytuację.

Zawsze uwielbiałam moich rodziców, w podstawówce i gimnazjum byli super, dużo rozmawialiśmy, mieliśmy świetny kontakt, nigdy nie było poważniejszej kłótni.
Problemy zaczęły się przed maturą, rodzice stali się nerwowi, agresywni, niezdolni do jakichkolwiek kompromisów. Z góry mówię, że byłam bardzo dobrą uczennicą, zawsze średnia z paskiem, imprezy bez upijania się, bez palenia papierosów, narkotyków, jeden stały, fajny chłopak od początku szkoły średniej. Podczas kłótni zaczęli rozbijać szyby w drzwiach do mojego pokoju, obrażać mojego chłopaka, sugerować mi, że jestem mało ambitna, mało inteligentna, niedojrzała, że nie jestem taka jak inne koleżanki, jak moja starsza siostra. W końcu trochę się uspokoili i doszło do tego, że zauważyli moje staranie się, docenili pracę nad materiałem przygotowującym do matury. Powiedzieli, że jak mi coś nie wyjdzie, zestresuję się - będą i tak szczęśliwi i dumni. Oczywiście tak się nie stało, egzamin maturalny w tym roku był dla mnie bardzo trudny, wyniki miałam dość przeciętne, rodzice obrazili się, potraktowali mnie jak debila, mieli niekończące się pretensje, na każdym kroku pokazywali jak bardzo ich zawiodłam. Od tej chwili z wesołej, towarzyskiej dziewczyny powoli zamieniałam się w zamkniętą w sobie, mrukliwą i niesympatyczną osobę.

Ustaliłam z rodzicami, że maturę poprawię w przyszłym roku, a na ten czas będę studiować kierunek przejściowy, żebym nauczyła się żyć samodzielnie. Wynajęliśmy mieszkanie, wprowadziłam się, odebrałam legitymację i indeks, wyrobiłam bilet miesięczny, znalazłam współlokatorów. Wszystko jakoś zaczęło mi się przejaśniać. Nagle dostaliśmy ze Szczecina telefon, że dostałam się jakimś cudem na płatne studia medyczne (składałam na nie papiery, bo moi rodzice na to bardzo naciskali od początku liceum - oboje są lekarzami). Oczywiście rodzice zadecydowali za mnie, zmusili mnie do przeprowadzki z Gdańska do Szczecina szantażem - straszyli, że każą mi zerwać z chłopakiem, że już się nie zobaczymy, że będą dzwonić do sąsiadek i pytać jak się zachowujemy, że wyrzucą moich współlokatorów, że będą przyjeżdżać w środku nocy i sprawdzać czy się uczę. Poza tym nasłuchałam się wieeeelu niemiłych słów o sobie, o moim związku - że chłopak jest ze mną tylko dla seksu, że jest ze mną, bo nie jest w stanie znaleźć lepszej (jest chory na nerczycę), że jestem dla niego pielęgniarką i nikim innym. Że chce mnie sprowadzić do roli praczki i sprzątaczki, żeby poczuć się bardziej męski.

Obecnie mieszkam i studiuje w Szczecinie, nie daję sobie rady ani z nauką, ani z psychiką, ani z rodzicami. Od miesiąca codziennie płaczę, przytyłam, wypadają mi włosy, odcięłam się całkowicie od ludzi, kłócę się na okrągło z chłopakiem, mam myśli samobójcze, samo okaleczam się. Rozmowy z rodzicami NIC nie dają, każą mi siedzieć na tych studiach i nic ich nie interesuje poza moimi kolokwiami i egzaminami. Rozmowy telefonicznie kończą się moimi histeriami, poczuciem samotności i beznadziei. Nasłuchałam się już, że jestem okropną córką, darmozjadem, bez ambicji, w toksycznym związku, chorą psychicznie osobą, że nigdy nie poprawię matury, bo jestem do dupy, że przeze mnie spać nie mogą i że ja ich wykańczam. Wczoraj nastąpił punkt kulminacyjny, kolejne teksty w stylu: "Jak się Tobie spało? Bo my W OGÓLE nie spaliśmy. Jesteś z siebie dumna?", kolejne obelgi w stronę moją i mojego chłopaka. W połowie rozmowy rzuciłam słuchawką, wyłączyłam telefon i wpadłam w histerię. W środku nocy wybiegłam z mieszkania, nie wiem jakim cudem przeszłam kilka kilometrów, miałam w głowie tylko to, że jestem nikim i że będę do końca życia nikim, że zniszczyłam życie sobie i rodzicom i że moje życie nie jest nikomu potrzebne. Chciałam dojść do obwodnicy, skoczyć pod samochód, cokolwiek zrobić, bo bolała nie głowa, całe ciało, nie miałam sił do życia. Na szczęście zadzwoniła starsza siostra, uspokoiła mnie, pogadała od serca, wytłumaczyła wszystko na spokojnie. Kazała mi wrócić do domu, co w końcu zrobiłam.

W nocy nie mogłam spać, cały czas płakałam, rano obudziłam się za późno, żeby iść na zajęcia, cały dzień mam poczucie beznadziei, zawieszenia, jest mi ciemno i duszno, chcę płakać, wysyłam jakieś histeryczne smsy do chłopaka. Nie mam siły kolejny raz słuchać od rodziców jakim jestem gównem, mam wrażenie, że nic dobrego mnie już nie spotka. Boję się świąt, boję się ich rozczarowanych spojrzeń, boję się spotkania z rodziną. Nie mam pojęcia co ze sobą mam zrobić, pomocy.
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   molenka 

  • Molly
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Wyświetl galerię
  • Grupa: Moderator
  • Postów 7449
  • Rejestracja: 10-grudzień 09
  • Płeć:Kobieta

Napisano 13 grudzień 2011 - 09:56

toksyczni rodzice...współczuję, naprawdę...
to jakaś szajba do kwadratu!
wiesz, trudno mi cokolwiek doradzić,
sama jestem córką takich rodziców,
do grobu ich wpędzałam, byłam jednym wielkim rozczarowaniem...
marnowałam w ich przekonaniu talenty

czy Ty w ogóle chcesz być lekarzem??

tak sobie myślę, że dobrze by było, gdybyś trafiła jak najszybciej do psychologa,
a jeszcze lepiej terapeuty
im wcześniej, tym lepiej
a może i też do psychiatry?
jestem przekonana, że staniesz na nogi, bo wydajesz się być bardzo poukładana :)
tylko przyda Ci się pomoc w stawianiu granic,
w walce o siebie, w odbudowaniu poczucia własnej wartości

później postaram się napisać więcej

trzymaj się Eagleye!

Użytkownik molenka edytował ten post 13 grudzień 2011 - 09:58

0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   ziemniak 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 47
  • Rejestracja: 07-październik 11

Napisano 13 grudzień 2011 - 14:11

Wyświetl postUżytkownik Eagleye dnia 12 grudzień 2011 - 16:09 napisał

Witam, jestem tutaj nowa ;) Trafiłam na to forum szukając informacji o depresji w internecie i postanowiłam opisać moją sytuację.

Zawsze uwielbiałam moich rodziców, w podstawówce i gimnazjum byli super, dużo rozmawialiśmy, mieliśmy świetny kontakt, nigdy nie było poważniejszej kłótni.
Problemy zaczęły się przed maturą, rodzice stali się nerwowi, agresywni, niezdolni do jakichkolwiek kompromisów. Z góry mówię, że byłam bardzo dobrą uczennicą, zawsze średnia z paskiem, imprezy bez upijania się, bez palenia papierosów, narkotyków, jeden stały, fajny chłopak od początku szkoły średniej. Podczas kłótni zaczęli rozbijać szyby w drzwiach do mojego pokoju, obrażać mojego chłopaka, sugerować mi, że jestem mało ambitna, mało inteligentna, niedojrzała, że nie jestem taka jak inne koleżanki, jak moja starsza siostra. W końcu trochę się uspokoili i doszło do tego, że zauważyli moje staranie się, docenili pracę nad materiałem przygotowującym do matury. Powiedzieli, że jak mi coś nie wyjdzie, zestresuję się - będą i tak szczęśliwi i dumni. Oczywiście tak się nie stało, egzamin maturalny w tym roku był dla mnie bardzo trudny, wyniki miałam dość przeciętne, rodzice obrazili się, potraktowali mnie jak debila, mieli niekończące się pretensje, na każdym kroku pokazywali jak bardzo ich zawiodłam. Od tej chwili z wesołej, towarzyskiej dziewczyny powoli zamieniałam się w zamkniętą w sobie, mrukliwą i niesympatyczną osobę.

Ustaliłam z rodzicami, że maturę poprawię w przyszłym roku, a na ten czas będę studiować kierunek przejściowy, żebym nauczyła się żyć samodzielnie. Wynajęliśmy mieszkanie, wprowadziłam się, odebrałam legitymację i indeks, wyrobiłam bilet miesięczny, znalazłam współlokatorów. Wszystko jakoś zaczęło mi się przejaśniać. Nagle dostaliśmy ze Szczecina telefon, że dostałam się jakimś cudem na płatne studia medyczne (składałam na nie papiery, bo moi rodzice na to bardzo naciskali od początku liceum - oboje są lekarzami). Oczywiście rodzice zadecydowali za mnie, zmusili mnie do przeprowadzki z Gdańska do Szczecina szantażem - straszyli, że każą mi zerwać z chłopakiem, że już się nie zobaczymy, że będą dzwonić do sąsiadek i pytać jak się zachowujemy, że wyrzucą moich współlokatorów, że będą przyjeżdżać w środku nocy i sprawdzać czy się uczę. Poza tym nasłuchałam się wieeeelu niemiłych słów o sobie, o moim związku - że chłopak jest ze mną tylko dla seksu, że jest ze mną, bo nie jest w stanie znaleźć lepszej (jest chory na nerczycę), że jestem dla niego pielęgniarką i nikim innym. Że chce mnie sprowadzić do roli praczki i sprzątaczki, żeby poczuć się bardziej męski.

Obecnie mieszkam i studiuje w Szczecinie, nie daję sobie rady ani z nauką, ani z psychiką, ani z rodzicami. Od miesiąca codziennie płaczę, przytyłam, wypadają mi włosy, odcięłam się całkowicie od ludzi, kłócę się na okrągło z chłopakiem, mam myśli samobójcze, samo okaleczam się. Rozmowy z rodzicami NIC nie dają, każą mi siedzieć na tych studiach i nic ich nie interesuje poza moimi kolokwiami i egzaminami. Rozmowy telefonicznie kończą się moimi histeriami, poczuciem samotności i beznadziei. Nasłuchałam się już, że jestem okropną córką, darmozjadem, bez ambicji, w toksycznym związku, chorą psychicznie osobą, że nigdy nie poprawię matury, bo jestem do dupy, że przeze mnie spać nie mogą i że ja ich wykańczam. Wczoraj nastąpił punkt kulminacyjny, kolejne teksty w stylu: "Jak się Tobie spało? Bo my W OGÓLE nie spaliśmy. Jesteś z siebie dumna?", kolejne obelgi w stronę moją i mojego chłopaka. W połowie rozmowy rzuciłam słuchawką, wyłączyłam telefon i wpadłam w histerię. W środku nocy wybiegłam z mieszkania, nie wiem jakim cudem przeszłam kilka kilometrów, miałam w głowie tylko to, że jestem nikim i że będę do końca życia nikim, że zniszczyłam życie sobie i rodzicom i że moje życie nie jest nikomu potrzebne. Chciałam dojść do obwodnicy, skoczyć pod samochód, cokolwiek zrobić, bo bolała nie głowa, całe ciało, nie miałam sił do życia. Na szczęście zadzwoniła starsza siostra, uspokoiła mnie, pogadała od serca, wytłumaczyła wszystko na spokojnie. Kazała mi wrócić do domu, co w końcu zrobiłam.

W nocy nie mogłam spać, cały czas płakałam, rano obudziłam się za późno, żeby iść na zajęcia, cały dzień mam poczucie beznadziei, zawieszenia, jest mi ciemno i duszno, chcę płakać, wysyłam jakieś histeryczne smsy do chłopaka. Nie mam siły kolejny raz słuchać od rodziców jakim jestem gównem, mam wrażenie, że nic dobrego mnie już nie spotka. Boję się świąt, boję się ich rozczarowanych spojrzeń, boję się spotkania z rodziną. Nie mam pojęcia co ze sobą mam zrobić, pomocy.


Eagleye, ja myślę, że powinnaś natychymiast zgłosić się gdzieś po pomoc, a biorąc pod uwagę myśli samobójcze, okaleczanie się i nocne wyjścia z domu, myślę, że to byłoby najlepsze miejsce: http://www.interwenc...kryzysowej/4349
Nie zwlekaj proszę, zadzwoń tam od razu i umów się na wizytę. W ośrodku rozpatrzą Twoją sytuację i Tobie też się rozjaśni, jeśli okaże się, że wskazana byłaby terapia bądź leki, skierują Cię w odpowiednie miejsca.

Nie chcę wypowiadać nieuprawnionych słów, ale coś mi się wydaje, że odcięcie się od rodziców byłoby niezłym rozwiązaniem, to Twoje życie, powinnaś studiować to co chcesz i być z kim chcesz. Znam skądś to nieustanne wpędzanie w poczucie winy (nikt tego na dłuższą metę nie jest w stanie wytrzymać), hasła o tym, że facet jest ze mną tylko po to, żebym mu sprzątała i gotowała, też. Ja się odcięłam od rodziców, spotykam się z nimi, ale jasno daję do zrozumienia, że nie mają wpływu na moje życie.
Idź na wizytę, a później może porozmawiaj z siostrą, skoro masz w niej sprzymierzeńca?

No i gorąco polecam kupić jakąś książkę o toksycznych rodzicach, sporo tego. To Ci trochę wyjaśni.
Studiami się nie przejmuj, możesz wziąć urlop zdrowotny.
Trzymam kciuki i nie daj się!

Użytkownik ziemniak edytował ten post 13 grudzień 2011 - 14:19

0

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Eagleye 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 7
  • Rejestracja: 12-grudzień 11

Napisano 18 grudzień 2011 - 22:17

Dziękuję za odpowiedzi i słowa wsparcia ;)

Cytat

czy Ty w ogóle chcesz być lekarzem??

Nie chcę być, zawód lekarza mnie przeraża. Od dziecka byłam typową marzycielką-romantyczką, pisałam wiersze, zakochiwałam się platonicznie, chodziłam z głową w chmurach. Ludzi postrzegam bardziej duchowo niż fizycznie. Bardzo ciężko mi jest teraz oglądać poodcinane ręce czy nogi, a najgorzej jest z całymi zwłokami - mam poczucie całkowitej beznadziei, że człowiek sprowadza się tylko do kilku mięśni i reakcji chemicznych. Z reguły nasze "preparaty" to ludzie starzy i schorowani i nie mam sumienia "grzebać" w ich ciałach, które tyle przeszły...Trochę to dziecinne, ale tak to właśnie postrzegam.

Poza tym jestem raczej zamkniętą osobą, ciężko mi się dogadywać z ludźmi, a lekarz powinien być raczej typem ekstrawertyka.

Cytat

tak sobie myślę, że dobrze by było, gdybyś trafiła jak najszybciej do psychologa,
a jeszcze lepiej terapeuty
im wcześniej, tym lepiej
a może i też do psychiatry?


U psychologa byłam, ALE była to pani psycholog zaprzyjaźniona z moją mamą i podczas rozmowy miałam wrażenie, że na siłę unika tematu rodziców, starając się skupić na moich wadach.

Jeżeli chodzi o temat rodziców - oni zachowują się, jakby mieli schizofrenię. Potrafią godzinami zapewniać mnie, że wszystko jest okej, że się ułoży, że niezależnie od wszystkiego mnie wspierają - żeby dzień potem zadzwonić z płaczem, że przeze mnie mają depresję, że przeze mnie nie będzie świąt, że odechciewa im się żyć, bo nie spełniam ich marzeń...Dzisiaj się dowiedziałam, że na świecie istnieją tylko dwa "porządne" zawody: lekarz i prawnik, reszta kierunków jest dla "głupków". Znowu podkreślali, że nigdy nie poprawię matury, żebym się do tego w ogóle nie zabierała, bo przecież dobre wyniki potrzebne są TYLKO na kierunek lekarski, na resztę uczelni przyjmują przecież z byle jak napisanym egzaminem maturalnym. Ciężko mi, bo jeszcze dwa-trzy lata temu byli świetnymi, kochanymi rodzicami, a teraz nie jestem w stanie z nimi normalnie porozmawiać, bo czuję do nich wyłącznie urazę i obrzydzenie.

Na weekend przyjechał do mnie chłopak, rodzice oczywiście od razu zaczęli starszej siostrze przez telefon sugerować, że ja się umawiam z facetem na seks zamiast się do nauki wziąć i że on pewnie mnie namawia na rzucenie studiów cały czas. Żeby mnie ukarać zadzwonili w sobotę rano, gdy byłam z K. na zakupach, ze słowami, że mają poważne sprawy do omówienia, że stało się coś złego i że mam wrócić z zakupów do domu i oddzwonić do nich. Dzwoniłam cały dzień, nie odezwali się, a ja umierałam ze strachu i stresu. Dopiero wieczorem dowiedziałam się od siostry, że nic złego się nie dzieje i że rodzice oglądają film i piją wino. Szkoda, że mnie nie poinformowali, że nie muszę się niczym martwić.
0

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   molenka 

  • Molly
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Wyświetl galerię
  • Grupa: Moderator
  • Postów 7449
  • Rejestracja: 10-grudzień 09
  • Płeć:Kobieta

Napisano 19 grudzień 2011 - 12:47

bosssskooo :angry:
aż mi się coś robi w środku, gdy to czytam...

będę obstawać przy tym, żebyś zwróciła się do psychologa,
ale pod warunkiem, że nie będzie on/ona w żaden sposób związana z Tobą czy Twoimi rodzicami!
to bardzo ważne

może w mieście, w którym studiujesz poszukasz jakiegoś gabinetu?

co do studiów... właściwie co tu powiedzieć... jesteś na kierunku, którego nie czujesz, nie lubisz i nie chcesz studiować...

przychodzi mi do głowy pewna rzecz: czy masz kogoś w rodzinie, może jakąś ciocię, wujka, dziadków,
którym możesz zaufać i liczyć na ich wsparcie?
a Twój chłopak? może jego rodzina Cię wesprze?
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   Coma White 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 26
  • Rejestracja: 11-kwiecień 10
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 01 styczeń 2012 - 02:00

Eagleye - bardzo zasmuciła mnie Twoja historia, tym bardziej, że część wątków z niej mogłabym spokojnie odnieść do siebie. Tak jak ktoś wspomniał wcześniej masz toksycznych rodziców i ja w tym miejscu chciałabym Ci bardzo polecić książkę o tytule właśnie "Toksyczni rodzice" autorstwa Forward Susan - mi ona bardzo otworzyła oczy! Mogę Ci ją podesłać na maila.
Druga sprawa to rzeczywiście wydaje mi się, że najlepsze co mogłabyś dla siebie teraz zrobić to wizyta u psychologa (który ewentualnie skieruje Cię też do psychiatry). Wydaje mi się w tym wszystkim ważne znalezienie przyczyny takiej wielkiej przemiany w Twoich rodzicach - co się stało, że się tak zmienili?
Co do studiów to powiedziałabym żebyś zwiewała z kierunku, którego nie chcesz studiować ale wiem, że to nie takie proste - sama zmarnowałam 5 lat na kierunek wybrany przez moich rodziców (którego i tak nie skończyłam :P ) zanim wreszcie poszłam na studia, których sama bardzo chciałam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że rodzice nie mają prawa o niczym decydować za mnie - co najwyżej mogą podpowiedzieć, doradzić - ale nie wciskać to czego oni chcą. Tylko Ty wiesz co jest dla Ciebie najlepsze. Twoi rodzice to nie Ty i Ty nie jesteś swoimi rodzicami. Masz prawo czuć i myśleć po swojemu a oni nie mają prawa serwować Ci takiej sieki jak to robią... To co robią Twoi rodzice to przemoc psychiczna, co najmniej tak destruktywna jak fizyczna (jeśli nie bardziej...). Nie daj się, walcz o siebie! Wiem, że samej bardzo trudno to zrobić dlatego będę obstawać za tym psychologiem. Ja widzę po sobie - gdyby nie pomoc specjalisty to w życiu nie poradziłabym sobie z rodzicami i pewnie leżałabym już w grobie.
Trzymam mocno za Ciebie kciuki!!!
0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   anche 

  • anche
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 4409
  • Rejestracja: 17-luty 08
  • Płeć:Kobieta

Napisano 01 styczeń 2012 - 23:43

powiem krótko- moim zdaniem powinnaś ogarnąć sobie psychologa który pomoże Ci uwolnić się od tej relacji i stać jednostką własnowolną, a nie podporządkowaną tylko i wyłącznie woli rodziców

i zazdroszczę medycyny, choć wiem jak to trudny kierunek
nie zamierzam cię truć pigułkami ze słów. nie potrafię uchronić od smutku.
0

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

#8 Użytkownik nie jest zalogowany   ziemniak 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 47
  • Rejestracja: 07-październik 11

Napisano 05 styczeń 2012 - 02:38

Wyświetl postUżytkownik Coma White dnia 01 styczeń 2012 - 02:00 napisał

Wydaje mi się w tym wszystkim ważne znalezienie przyczyny takiej wielkiej przemiany w Twoich rodzicach - co się stało, że się tak zmienili?


Wyświetl postUżytkownik anche dnia 01 styczeń 2012 - 23:43 napisał

powiem krótko- moim zdaniem powinnaś ogarnąć sobie psychologa który pomoże Ci uwolnić się od tej relacji i stać jednostką własnowolną, a nie podporządkowaną tylko i wyłącznie woli rodziców


Wyświetl postUżytkownik Eagleye dnia 12 grudzień 2011 - 16:09 napisał

Problemy zaczęły się przed maturą, rodzice stali się nerwowi, agresywni, niezdolni do jakichkolwiek kompromisów.


Może właśnie to jest przyczyną przemiany w rodzicach, że boją się Twojego uniezależnienia, nie chcą pozwolić Ci być jednostką włsnowolną, autonomiczną? Czas matury to okres, w którym dzieci zaczynają oddzielać się od rodziców, dokonywać pierwszych wyborów, a w dalszym etapie wyprowadzać się i żyć odrębnie. To powoduje dużą zmianę w rodzinie, a rodziców konfrontuje przed takimi problemami, jak nowy kształ rodziny, zrezygnowanie z pewnych wpływów i obowiązków (syndrom pustego gniazda), czy - zwłaszcza - własna relacja małżeńska (mogą się na niej teraz bardziej skupić, kiedy dziecko jest już prawie dorosłe i nie wymaga ich nadzoru i nieustannej opieki). Być może to powoduje ich lęk i próbują uciec od tej konfrontacji, a Ciebie umieszczają w roli kozła ofiarnego, czy też czarnej owcy rodziny, bo przypisując Ci jakieś problemy mogą skupić się na nich, zamiast na sobie.
Poczytaj o teorii systemowej, tak bywa w rodzinach dysfunkcyjnych, że rodzina wkłada wszelkie wysiłki w to, żeby zachować status quo i nie zmienić systemu. W Twoim przypadku wyprowadziłaś się daleko od domu, ale dalej jest tak, jakbyś była przy nich, traktują Cię jak małe dziecko, choć jesteś dorosłą kobietą. Ale to działa też w drugą stronę - Ty się temu poddajesz, tkwiąc w tej roli dziecka, zamiast tupnąć nogą i powiedzieć: jestem dorosła, szanuję wasze zdanie, ale będę robić to, co chcę. Oczywiście ciężko jest zrobić coś takiego przy takim poziomie szantażu emocjonalnego z ich strony, dlatego powinnać zgłosić się gdzieś po pomoc. Mam głęboką nadzieję, że gdzieś się już zgłosiłaś. Myśl o sobie, nie o rodzicach. To oni mają jakiś problem, nie Ty. Skup się na sobie i na własnym dochodzeniu do zdrowia i dobrego samopoczucia. To Ty najbardziej cierpisz w tej sytuacji, nie oni.

Użytkownik ziemniak edytował ten post 05 styczeń 2012 - 02:45

0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych