Zeby moc wreszcie porzucic to cialo ktore jest mi ciezarem, z ktorym sie kompletnie nie utozsamiam, ktore jest smieszna powloka ktora inni zwa moim imieniem, kobieta, przyjaciolka, corka
Zeby nie musiec patrzec na bezmiar ludzkiej glupoty, nietolerancji, okrucienstwa, hipokryzji, sadyzmu. Zeby nie uczestniczyc w tym pieprzonym wyscigu szczurow napedzanym materialistyczno-hedonistycznymi programami wgrywanymi za mlodu.
Zeby nie pamietac o wszystkich zlych rzeczach ktore mi sie przytrafily. O bledach. O osobach ktore odeszly, a ktore kochalam, i o tych ktore chca zostac, pomoc mi, ale ich nie kocham i tylko ranie...
Zeby nie czuc tej tykajacej bezcelowosci kazdego dnia. Bezsensu wiekszosci czynnosci. Zeby w drodze pomiedzy lozkiem a lazienka nie siadac na podlodze z bezsilnosci.
Zeby zeby zeby.... jest tego wiecej niz moglabym tu opisac.
Nie wiem czy isc na terapie, czasem mi sie wydaje ze to ja wlasnie trzezwo patrze na rzeczywistosc a inni zyja w iluzji... jak mozna byc szczesliwym w tym morzu okrucienstwa? jak mozna przymknac oko na to co sie dzieje? Jak mozna sie cieszyc z bycia czlowiekiem? Nie chce zeby terapia mi wmowila ze sama sobie tworze dramaty.... z drugiej strony chce byc szczesliwa, ale bez zatracenia swej osobowosci, bo nie wierze w mainstreamowe idealy, nie podzielam tych priorytetow.... moze powinnam po prostu brac cos na poprawe nastroju
Chcialabym Was poznac blizej... moze poczuc sie mniej samotna
Użytkownik isingsin edytował ten post 05 grudzień 2011 - 02:20

Pomoc










