Strona 1 z 1
trądzik gronkowiec samotność depresja
#1
Napisano 04 grudzień 2011 - 20:39
od wielu lat leczę się na trądzik. Bezskutecznie. Zaczęłam zagłębiać sama ten problem, dosłownie uczę się sama medycyny i farmacji i sama sobie zaczęłam być lekarzem. Przynajmniej jeśli chodzi i wybór sposobu leczenia.
Zrobiłam posiew bakteriologiczny i wyszło że mam
1. pałeczkę ropy błękitnej
2. gronkowca złocistego.
A idioci lekarze, żaden z nich nie zlecił mi takiego badania tylko faszerowali mnie antybiotykami wew. zew. i hormonami. Żaden nie zlecił badania próbki w laboratorium i byłam leczona na wszystkie bakterie niż te które mam na/w organizmie.
A więc RADA: róbcie badania i leczcie się na konkretną bakterię!!!
*PSYCHIKA
Z medycznego punktu widzenia trądzik nie jest tak poważnym problemem jak rak, cukrzyca czy cokolwiek innego. Ale gdyby wszelkie choroby (te bardziej poważne i mniej) rozpatrywać w oderwaniu od rzeczywistości, to każdy chory byłby „przypadkiem numer x”, i nie uwzględniano by konsekwencji psychicznych/ emocjonalnych/ społecznych dolegliwości.
To pierwsza naprawdę konstruktywna myśl, która jest wynikiem mojej długotrwałej walki z trądzikiem. Mam na myśli, że ogarnęłam temat używając solidnych argumentów i sądzę, że teraz nie mogę zostać posądzona o to, że marudzę jak gówniara na parę pryszczy, podczas gdy inni schodzą na oddziale onkologicznym. (Piszę o tym, bo nieraz moja mama OSTRO kwitowała moje marudzenie na temat trądziku, który posiadam i przysparza mi wiele przykrości. mówiła właśnie typowe zdania w stylu: inni mają gorzej ;/ )
Próbuję też wam i sobie wytłumaczyć, że trądzik jest jedną z chorób, która jest jakby pomijana, nie traktowana poważnie.
Bo tu chodzi bardziej o konsekwencje, które niesie.
Bo tak naprawdę chodzi o samotność, do której doprowadza.
Niefajne jest też to, że wygląda jak efekt zaniedbania. I mając go zawsze jesteś o krok z tyłu za „czystymi”.
I faktycznie chodzi o samotność. Naprawdę mocno rzutował i rzutuje. A przed długotrwałość wykształcił pewne negatywne „odruchy”, styl życia. No po prostu ogranicza.
Szczerze? Nie wyobrażam sobie wspólnego z kimś życia. Nie wyobrażam, bo nigdy nie żyłam naprawdę w społeczeństwie.
Pewnie, że można wyjść za mąż po czterdziestce, ale jeśli ślub w wieku 20 paru lat to norma, to znaczy, że to nie jest takie nienormalnie chcieć wcześniej z kimś się spotykać.
I tak żyję sobie trochę tylko dla siebie (wspominanie, że żyjemy też jak dziecko swoich rodziców jakkolwiek szlachetne, ale jakoś „niepełne”. No bo ile można żyć tylko dla nich). W końcu chcę stworzyć własne życie. W ogóle zacząć je budować!
Swoje to mogę mieć życie tworzone z kimś.
Swoje mogę mieć emocje i to co jest jako połączenie dwojga ludzi.
a teraz: Tak się bujam.
Bo wykształcenie i ten cały kram – ale dla kogo? Dla siebie – to miło. Ale jest granica, do której samorealizacja zadowala, a po niej zaczynamy chcieć czegoś dla kogoś. chcemy życia dla kogoś i z kimś, nie tylko dla siebie.
I jeszcze mam w sobie tyle uczuć, którymi chcę kogoś obdarzyć, dbać o niego, troszczyć się, żeby był ważniejszy ode mnie samej… ja i ja. Już nie chcę się. Ale nie mogę za bardzo dać w pełni siebie, jeśli nie osiągnę w pewnym sensie stanu „właściwości”.
No. Tak, chodzi o uczucia. Nie mam ich komu dać.
I czekanie.
Od kilku lat jest stan „jeszcze chwilę (jeszcze jedna kuracja, głodówka, seria peelingów, seria antybiotyku…) i zniknie.
I takie „za chwilę będzie normalnie” trwa kilka lat. Frustracja narasta, ale teraz są końcówki cierpliwości albo słabszy moment (nazwa dowolna).
i WŁAŚNIE O TO CHODZI: o to pieprzone czekanie. Niby wszystko można wyleczyć (albo jest duża szansa). Ale ja od wielu lat jestem z uczuciami, że "zaraz się ten trądzik skończy". Ale jakkolwiek wielkiej siły i cierpliwości nie ma się w sobie, to przychodzi moment, że masz tego wszystkiego dosyć! Ile można.
Ile można być pracoholikiem i udawać że po prostu jesteś sama bo na związek nie masz czasu - tylko, że teraz mam kryzys i nawet pracować mi się nie chce
Albo wmawiać sobie że jestem urodzoną singielką.
Albo wmawiać sobie że jeszcze nikogo wartościowego nie spotkałaś. Spotkałam! wielu fajnych facetów... ale z żadnym nigdy nie byłam... przez trądzik.
I nie ma pier*olenia że wygląd nie ma znaczenia. Ma! Do ku*wy nędzy! mam gronkowca i jeszcze jedną inną bakterię. I wszystko od lat kręci się wokół kuracji.
Samotność samotność.
Jest mi bardzo źle.
Przestaję dosłownie odczuwać cokolwiek. Staję się coraz bardziej oziębła.
I jeszcze... tyle straciłam mężczyzn, których chciałam/mogłam pokochać. Oni mnie chcieli, niektórzy bardzo mocno, ale związanie się z którymś z nich było po prostu niemożliwe.
A teraz większość z nich ma swoje ukochane, a ja nadal jestem sama.
Bo za każdym razem mówiłam sobie "ale jeszcze nie bo mam całe ciało w krostach nie do pokazywania; jeszcze chwilkę, jeszcze miesiąc i będzie lepiej, będą rezultaty leczenia". I to trwa już kilka lat.
Po prostu mam już wszystko w dupie.
Nadzieja na wyleczenie maleje i jest już znikoma.
Wszystko się idzie je*ać.
Jeśli ktoś odpisze to będzie mi bardzo miło
Zrobiłam posiew bakteriologiczny i wyszło że mam
1. pałeczkę ropy błękitnej
2. gronkowca złocistego.
A idioci lekarze, żaden z nich nie zlecił mi takiego badania tylko faszerowali mnie antybiotykami wew. zew. i hormonami. Żaden nie zlecił badania próbki w laboratorium i byłam leczona na wszystkie bakterie niż te które mam na/w organizmie.
A więc RADA: róbcie badania i leczcie się na konkretną bakterię!!!
*PSYCHIKA
Z medycznego punktu widzenia trądzik nie jest tak poważnym problemem jak rak, cukrzyca czy cokolwiek innego. Ale gdyby wszelkie choroby (te bardziej poważne i mniej) rozpatrywać w oderwaniu od rzeczywistości, to każdy chory byłby „przypadkiem numer x”, i nie uwzględniano by konsekwencji psychicznych/ emocjonalnych/ społecznych dolegliwości.
To pierwsza naprawdę konstruktywna myśl, która jest wynikiem mojej długotrwałej walki z trądzikiem. Mam na myśli, że ogarnęłam temat używając solidnych argumentów i sądzę, że teraz nie mogę zostać posądzona o to, że marudzę jak gówniara na parę pryszczy, podczas gdy inni schodzą na oddziale onkologicznym. (Piszę o tym, bo nieraz moja mama OSTRO kwitowała moje marudzenie na temat trądziku, który posiadam i przysparza mi wiele przykrości. mówiła właśnie typowe zdania w stylu: inni mają gorzej ;/ )
Próbuję też wam i sobie wytłumaczyć, że trądzik jest jedną z chorób, która jest jakby pomijana, nie traktowana poważnie.
Bo tu chodzi bardziej o konsekwencje, które niesie.
Bo tak naprawdę chodzi o samotność, do której doprowadza.
Niefajne jest też to, że wygląda jak efekt zaniedbania. I mając go zawsze jesteś o krok z tyłu za „czystymi”.
I faktycznie chodzi o samotność. Naprawdę mocno rzutował i rzutuje. A przed długotrwałość wykształcił pewne negatywne „odruchy”, styl życia. No po prostu ogranicza.
Szczerze? Nie wyobrażam sobie wspólnego z kimś życia. Nie wyobrażam, bo nigdy nie żyłam naprawdę w społeczeństwie.
Pewnie, że można wyjść za mąż po czterdziestce, ale jeśli ślub w wieku 20 paru lat to norma, to znaczy, że to nie jest takie nienormalnie chcieć wcześniej z kimś się spotykać.
I tak żyję sobie trochę tylko dla siebie (wspominanie, że żyjemy też jak dziecko swoich rodziców jakkolwiek szlachetne, ale jakoś „niepełne”. No bo ile można żyć tylko dla nich). W końcu chcę stworzyć własne życie. W ogóle zacząć je budować!
Swoje to mogę mieć życie tworzone z kimś.
Swoje mogę mieć emocje i to co jest jako połączenie dwojga ludzi.
a teraz: Tak się bujam.
Bo wykształcenie i ten cały kram – ale dla kogo? Dla siebie – to miło. Ale jest granica, do której samorealizacja zadowala, a po niej zaczynamy chcieć czegoś dla kogoś. chcemy życia dla kogoś i z kimś, nie tylko dla siebie.
I jeszcze mam w sobie tyle uczuć, którymi chcę kogoś obdarzyć, dbać o niego, troszczyć się, żeby był ważniejszy ode mnie samej… ja i ja. Już nie chcę się. Ale nie mogę za bardzo dać w pełni siebie, jeśli nie osiągnę w pewnym sensie stanu „właściwości”.
No. Tak, chodzi o uczucia. Nie mam ich komu dać.
I czekanie.
Od kilku lat jest stan „jeszcze chwilę (jeszcze jedna kuracja, głodówka, seria peelingów, seria antybiotyku…) i zniknie.
I takie „za chwilę będzie normalnie” trwa kilka lat. Frustracja narasta, ale teraz są końcówki cierpliwości albo słabszy moment (nazwa dowolna).
i WŁAŚNIE O TO CHODZI: o to pieprzone czekanie. Niby wszystko można wyleczyć (albo jest duża szansa). Ale ja od wielu lat jestem z uczuciami, że "zaraz się ten trądzik skończy". Ale jakkolwiek wielkiej siły i cierpliwości nie ma się w sobie, to przychodzi moment, że masz tego wszystkiego dosyć! Ile można.
Ile można być pracoholikiem i udawać że po prostu jesteś sama bo na związek nie masz czasu - tylko, że teraz mam kryzys i nawet pracować mi się nie chce
Albo wmawiać sobie że jestem urodzoną singielką.
Albo wmawiać sobie że jeszcze nikogo wartościowego nie spotkałaś. Spotkałam! wielu fajnych facetów... ale z żadnym nigdy nie byłam... przez trądzik.
I nie ma pier*olenia że wygląd nie ma znaczenia. Ma! Do ku*wy nędzy! mam gronkowca i jeszcze jedną inną bakterię. I wszystko od lat kręci się wokół kuracji.
Samotność samotność.
Jest mi bardzo źle.
Przestaję dosłownie odczuwać cokolwiek. Staję się coraz bardziej oziębła.
I jeszcze... tyle straciłam mężczyzn, których chciałam/mogłam pokochać. Oni mnie chcieli, niektórzy bardzo mocno, ale związanie się z którymś z nich było po prostu niemożliwe.
A teraz większość z nich ma swoje ukochane, a ja nadal jestem sama.
Bo za każdym razem mówiłam sobie "ale jeszcze nie bo mam całe ciało w krostach nie do pokazywania; jeszcze chwilkę, jeszcze miesiąc i będzie lepiej, będą rezultaty leczenia". I to trwa już kilka lat.
Po prostu mam już wszystko w dupie.
Nadzieja na wyleczenie maleje i jest już znikoma.
Wszystko się idzie je*ać.
Jeśli ktoś odpisze to będzie mi bardzo miło
#2
Napisano 04 grudzień 2011 - 22:00
chciałabym wierzyc ze zmiana wygladu zmieni wnetrze 
witaj
witaj
Gdy wszystko skończy się jak myślałem
Wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem
Wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 04 grudzień 2011 - 23:21
Witaj 
Zobaczysz będzie lepiej-musi być.
Wiara czyni cuda
Pozdrawiam
Zobaczysz będzie lepiej-musi być.
Wiara czyni cuda
Pozdrawiam
#5
Napisano 04 grudzień 2011 - 23:35
Witam,
Niepowiemwam twój post nieźle zbiega się w czasie z moim. Zarejestrowałem się z tego co pamiętam wczoraj i pisałem, iż kończe właśnie kurację izotretinoiną. Jesteś geniuszem myśli stwierdzam po przeczytaniu twojego posta muszę ci przyznać co za fart nigdy jeszcze nikogo nie spotkałem, aby tak to ujął, choć od dłuzszego czasu śledzę www.acne.org. Mam w 100% tą samą historię, antybiotyki, roaccutane diety itp. stracona młodość bo nikt mnie nie rozumiał a o chorobie chyba już wszystko wiem. A najgorzej jak jeszcze mamy problemy rodzinne tak jak ja zawsze miałem i musiałem od dziecka ciężko pracować i do tego mój brat mi zaginął w wieku 21 lat nie wiem jak ja to wytrzymałem, tylko dzięki chyba mojemu silnemu charakterowi dałem radę i może osiągnę cel do którego dążę, lecz ile można ścierpieć. Isotretinoina obniżyła poziom dopaminy w moim mózgu, dlatego również zarejestrowałem się na tym forum. Dużo by tu pisać o tym syfie jaki nas dręczy i przez który tyle razy zmienia nasz bieg życia. Kiedyś zrozumiałem dlaczego coś jest nie tak z moją psychiką po trądziku, gdyż ja nigdy nie podrywałem dziewczyn zawsze myślałem, że jestem mało atrakcyjny i kiedyś fajna dziewczyna u której myślałem, że nie mam szans podrywąła mnie, a ja nie dostrzegałem tych sygnałów dopiero jej koleżanka powiedziała mi czy ja ślepy jestem czy co, to właśnie powoduje trądzik wypacza naszą psychikę. Bardzo dużo zmarnowałem szans, aby żyć normalnie, bo zawsze ten trądzik był w mojej głowie co jest nie do opisania, tylko osoby które mają ten sam problem zrozumieją to. Nie będę owijał w bawełnę, gdyż mam tego również dość i z chęcią bym poznał taką osobę jak ty. Z pewnością możemy zaryzykować, może nam to pomoże w normalnej drodze do życia zawsze łatwiej jest rozmawiać z osobą co przeżyła podobne problemy. Podaje mój nr. tel. 531933701 wystarczy, że wyślesz smsa, że masz ochotę pogadać, to będę wiedział, że mnie rozumiesz i z pewnością oddzwonię, chyba nic do stracenia nie mamy, a twój post jest zbiegiem okoliczności i naprawdę czuję, iż może to nie jest przypadkowe ,a może odblokować nasze zinfekowane mózgi tak abyśmy zaczęli normalnie cieszyć się życiem:).
Pozdrawiam,
Niepowiemwam twój post nieźle zbiega się w czasie z moim. Zarejestrowałem się z tego co pamiętam wczoraj i pisałem, iż kończe właśnie kurację izotretinoiną. Jesteś geniuszem myśli stwierdzam po przeczytaniu twojego posta muszę ci przyznać co za fart nigdy jeszcze nikogo nie spotkałem, aby tak to ujął, choć od dłuzszego czasu śledzę www.acne.org. Mam w 100% tą samą historię, antybiotyki, roaccutane diety itp. stracona młodość bo nikt mnie nie rozumiał a o chorobie chyba już wszystko wiem. A najgorzej jak jeszcze mamy problemy rodzinne tak jak ja zawsze miałem i musiałem od dziecka ciężko pracować i do tego mój brat mi zaginął w wieku 21 lat nie wiem jak ja to wytrzymałem, tylko dzięki chyba mojemu silnemu charakterowi dałem radę i może osiągnę cel do którego dążę, lecz ile można ścierpieć. Isotretinoina obniżyła poziom dopaminy w moim mózgu, dlatego również zarejestrowałem się na tym forum. Dużo by tu pisać o tym syfie jaki nas dręczy i przez który tyle razy zmienia nasz bieg życia. Kiedyś zrozumiałem dlaczego coś jest nie tak z moją psychiką po trądziku, gdyż ja nigdy nie podrywałem dziewczyn zawsze myślałem, że jestem mało atrakcyjny i kiedyś fajna dziewczyna u której myślałem, że nie mam szans podrywąła mnie, a ja nie dostrzegałem tych sygnałów dopiero jej koleżanka powiedziała mi czy ja ślepy jestem czy co, to właśnie powoduje trądzik wypacza naszą psychikę. Bardzo dużo zmarnowałem szans, aby żyć normalnie, bo zawsze ten trądzik był w mojej głowie co jest nie do opisania, tylko osoby które mają ten sam problem zrozumieją to. Nie będę owijał w bawełnę, gdyż mam tego również dość i z chęcią bym poznał taką osobę jak ty. Z pewnością możemy zaryzykować, może nam to pomoże w normalnej drodze do życia zawsze łatwiej jest rozmawiać z osobą co przeżyła podobne problemy. Podaje mój nr. tel. 531933701 wystarczy, że wyślesz smsa, że masz ochotę pogadać, to będę wiedział, że mnie rozumiesz i z pewnością oddzwonię, chyba nic do stracenia nie mamy, a twój post jest zbiegiem okoliczności i naprawdę czuję, iż może to nie jest przypadkowe ,a może odblokować nasze zinfekowane mózgi tak abyśmy zaczęli normalnie cieszyć się życiem:).
Pozdrawiam,
#6
Napisano 05 grudzień 2011 - 16:38
A czy mogłabyś napisać ile mniej więcej kosztuje takie badanie i gdzie się to robi? Ja też mam problem z nawracającym trądzikiem, dermatolog przez 10 lat leczył mnie antybiotykami, a potem hormonami i cały czas to nawraca. Jeden lekarz powiedział mi, że to gronkowiec (ale tak 'na oko'), a jedna pani ginekolog, że kandydoza (też na oko). I już szczerze powiedziawszy przestałam się tym zajmować, bo nie mam siły (ani chwilowo nawrotu), ale rzeczywiście dziwne że przez 10 lat leczenia nikt nie wpadł na pomysł zrobienia żadnych badań. Trądzik mam ewidentnie w chwilach stresu i osłabienia organizmu.
Natomiast - myślę, że to jest duży problem, gdy trądzik doprowadza do izolacji... Fakt, to jest wstyd wyjść na ulicę w takim stanie (mi robiły się takie wielkie fioletowe "lima", jakby mnie ktoś pobił). Okropnie się czułam np. chodząc na uczelnię. Spotykając z przyjaciółmi na początku trochę niekomfortowo, ale po chwili już nie, bo przecież to są moi przyjaciele, lubią mnie bo jestem jaka jestem, a nie dlatego, że mam ładną cerę... Jestem głęboko przekonana, że nie wolno tak myśleć, tzn. nie wolno dać się odizolować z powodu wyglądu fizycznego. Trzeba się przełamywać, mimo, że powoduje to wstyd, ale to chyba jedyna droga!
Natomiast - myślę, że to jest duży problem, gdy trądzik doprowadza do izolacji... Fakt, to jest wstyd wyjść na ulicę w takim stanie (mi robiły się takie wielkie fioletowe "lima", jakby mnie ktoś pobił). Okropnie się czułam np. chodząc na uczelnię. Spotykając z przyjaciółmi na początku trochę niekomfortowo, ale po chwili już nie, bo przecież to są moi przyjaciele, lubią mnie bo jestem jaka jestem, a nie dlatego, że mam ładną cerę... Jestem głęboko przekonana, że nie wolno tak myśleć, tzn. nie wolno dać się odizolować z powodu wyglądu fizycznego. Trzeba się przełamywać, mimo, że powoduje to wstyd, ale to chyba jedyna droga!
#7
Napisano 05 grudzień 2011 - 17:55
Użytkownik ziemniak dnia 05 grudzień 2011 - 16:38 napisał
A czy mogłabyś napisać ile mniej więcej kosztuje takie badanie i gdzie się to robi? Ja też mam problem z nawracającym trądzikiem, dermatolog przez 10 lat leczył mnie antybiotykami, a potem hormonami i cały czas to nawraca. Jeden lekarz powiedział mi, że to gronkowiec (ale tak 'na oko'), a jedna pani ginekolog, że kandydoza (też na oko). I już szczerze powiedziawszy przestałam się tym zajmować, bo nie mam siły (ani chwilowo nawrotu), ale rzeczywiście dziwne że przez 10 lat leczenia nikt nie wpadł na pomysł zrobienia żadnych badań. Trądzik mam ewidentnie w chwilach stresu i osłabienia organizmu.
Natomiast - myślę, że to jest duży problem, gdy trądzik doprowadza do izolacji... Fakt, to jest wstyd wyjść na ulicę w takim stanie (mi robiły się takie wielkie fioletowe "lima", jakby mnie ktoś pobił). Okropnie się czułam np. chodząc na uczelnię. Spotykając z przyjaciółmi na początku trochę niekomfortowo, ale po chwili już nie, bo przecież to są moi przyjaciele, lubią mnie bo jestem jaka jestem, a nie dlatego, że mam ładną cerę... Jestem głęboko przekonana, że nie wolno tak myśleć, tzn. nie wolno dać się odizolować z powodu wyglądu fizycznego. Trzeba się przełamywać, mimo, że powoduje to wstyd, ale to chyba jedyna droga!
Natomiast - myślę, że to jest duży problem, gdy trądzik doprowadza do izolacji... Fakt, to jest wstyd wyjść na ulicę w takim stanie (mi robiły się takie wielkie fioletowe "lima", jakby mnie ktoś pobił). Okropnie się czułam np. chodząc na uczelnię. Spotykając z przyjaciółmi na początku trochę niekomfortowo, ale po chwili już nie, bo przecież to są moi przyjaciele, lubią mnie bo jestem jaka jestem, a nie dlatego, że mam ładną cerę... Jestem głęboko przekonana, że nie wolno tak myśleć, tzn. nie wolno dać się odizolować z powodu wyglądu fizycznego. Trzeba się przełamywać, mimo, że powoduje to wstyd, ale to chyba jedyna droga!
Najpierw a propos izolowania: nie jest tak do końca. Mam wielu znajomych, jestem aktywna społecznie ale wszystko do granic ubrania (jeśli wiecie o czym mówię).
I przez to wykształciło mi się dziwne zachowanie. Bo, nie wiem ile w tym prawdy, ale często mówią o mnie że jestem atrakcyjna. No a takie "odrzucanie" facetów (którego powodem jest trądzik) + atrakcyjny wygląd = "ale z niej suka!"
Przyznam się szczerze, że często to działało jeszcze bardziej, taka oziębłość przyciąga. Ale gdyby ktoś poznał prawdę... heh. Czyli są jakieś korzyści, ale z drugiej to tak jakby nie mam wyboru.
A. Bo ja jeszcze nie wspomniałam chyba najważniejszej rzeczy: że tyle o ile na buzi mi się poprawiło (tzn. przestałam mieć "radiową" skórę na twarzy) to mam mega problem z plecami!
I stąd często skołowanie ludzi. Bo gdybym miała mega dużo syfów na twarzy to mogliby się domyślać. A tak.. zachodzą w głowę i nie wiedzą czemu jestem taka oziębła, a prawdę znam tylko ja i robię sobie naprawdę niezły kamuflaż.
I jeszcze z pobocznych tematów: W ogóle jakoś tak kierują okolicznościami, że na serio wychodzę na taką co gardzi sympatią. Bo ładna, bo ogarnięta, bo w ogóle bywa "och i ach", i pozuje do zdjęć (delikatnie rozbieranych również) a tu nie ma faceta! A no tak - pewnie wybrzydza.
A tu nie o to chodzi...
*
Badanie polega na pobraniu próbki zmiany skórnej (czyli bardzie po polsku, wyciskasz pryszcza, wkładasz do do takiej probówki i zanosisz do laboratorium). Badaniem bakterii zajmują się mikrobiolodzy. Więc albo idziesz bezpośrednio do laboratorium albo, tak jak ja, do Medycyny Pracy. (Wrocław)
Kosztuje chyba 37 złotych.
Przed kilka dni bakterie sobie rosną, a wynik masz po 3- 10 dni.
I wiecie co.. bo jest najprawdziwsza prawda nt. trądziku. Bo trądzik
1. może być wywoływany przez bakterie trądzikowe.
2. może być skutkiem ubocznym innych chorób.
Np. gronkowiec jest na skórze człowieka, ale zaczyna organizmowi szkodzić jeśli ma się obniżoną odporność. z resztą ta druga bakterią którą mam funkcjonuje podobnie. No więc teraz zaczęłam brać liść oliwny, propolis, pyłek pszczeli.
Ogólnie, polecam zastosowanie takiej taktyki: jeśli masz trądzik (spowodowany czymkolwiek) i ma ciężką odmianę to łykaj antybiotyki, ale KONIECZNIE mega dbaj o cały swój organizm i zastosuj inne, bardziej naturalne metody. Bo największy BŁĄD TO NIE PODCHODZENIE YO TEJ CHOROBY HOLISTYCZNIE. Jesteśmy jednym organizmem. I wszystkie układy muszą być sprawne. Czyli np. mając problemu ze skórą zadbajcie też o układ pokarmowy, oddechowy.. itd.
I polecam poczytać:
http://luskiewnik.st...RYSZCZE2002.htm
http://luskiewnik.st...ytofity2002.htm
http://luskiewnik.st...ewnik/pylek.htm
http://luskiewnik.st.../acne/selen.htm
http://luskiewnik.st.../acne_kosm.html
http://luskiewnik.st...recepturki.html
http://luskiewnik.st...ityrosporum.htm
http://luskiewnik.st...lama_blizna.htm
http://kobieta.info....yczny-geranium-
i jeszcze zapoznajcie się z terminem: Autoszczepionka. Ja już trochę ogarnęłam ten temat, ale nie na tyle żeby cokolwiek tutaj o tym pisać. to już konkretna rzecz więc niech każdy się sam z nią zapozna. Ja się nie podejmuję o niej pisać.
Bo wiecie jaka jest prawda o dermatologach i ich sposobach leczenia? Przepisywanie leków, które mają po prostu przepisywać pacjentom bo to jest kumoterstwo! Mają jakieś umowy z firmami farmaceutycznymi czy coś. Muszą na czymś zarabiać.
No i.. jedna wizyta o dobrego dermatologa to średnio 100 zł. Kasa za antybiotyki które mają niby pomóc to też niezła suma. Plus te pieprzone wizyty kontrolne.
A posiew bakteriologiczny to 37 zł i stosowanie odpowiednio dobranych leków i w ogóle podejścia do problemu zawsze będzie tańszy.
Aha. jak już wspomniałam, nie można leczyć trądziku wybiórczo - jako problem skórny i koniec tematu. "W" i "na" organizmie mamy wiele różnych bakterii i gdy są "złe" albo jest ich za dużo to organizm zaczyna walczyć i wywala przez gruczoły i skórę. Ale czasami nie daje już rady więc pojawiają się pryszcze.
Czasami może być tak że macie mocno zaburzone działanie układu pokarmowego. Np. wątrobą wam średnio działa i też się wtedy zrobią pryszcze (warto zbadać sobie wątrobę).
Ogólnie podstawą leczenia trądziku jest szukanie odpowiedzi na pytanie: DLACZEGO!
Tego wam lekarze nie powiedzą. Swoją drogą takie dociekanie problemu ostatnio mi się bardzo kojarzy z podejściem... Dr Housa! Może się to skojarzenie wydawać śmieszne, ale nawet nie zdajemy sobie sprawy jakie są dziwaczenie i nieprzewidywalne powody naszych dolegliwości.
Jeszcze na koniec: linki które podesłałam i podnoszenie odporności są stricte pode mnie, czyli podniesienie odporności która ma zwalczyć gronkowca. No ale próbujcie. Zioła i naturalne sposoby leczenia warto podejmować bo NA PEWNO nie zaszkodzą w przeciwieństwie do silnych antybiotyków.
I NAJPIERW KONIECZNIE ZRÓBCIE POSIEW BAKTERIOLOGICZNY.
#9
Napisano 09 grudzień 2011 - 16:01
aktualnie mam wahania nastroju.
próbuję ogarniać, ale przez ostatnie dwa tygodnie się czasami rozklejam
najpierw mocniej po wynikach posiewu
i drugi raz od wczoraj po wizycie o dermatologa.
ale już jest lepiej (czyli szybko łapię dołek i w miarę szybko działam sprawnie)
jednak faktycznie w ciągu lat posiadania trądziku nie czułam się tak bezradna jak teraz. lecz bardziej to wynika, z tego że to wszystko tak długo trwa niż z samego powodu. no i jeszcze uruchomiło u mnie intensywne zastanawianie się w ogóle nad kwestiami poważnymi, moje przeszłe życie, jakieś wydarzenia, błędy jakie popełniałam, miejsce w którym się teraz znajduję.
czyli sprawa trądziku uruchomiła lawinę rozmyślań nad egzystencją.
takie tam... ale dam radę. spoko.
próbuję ogarniać, ale przez ostatnie dwa tygodnie się czasami rozklejam
najpierw mocniej po wynikach posiewu
i drugi raz od wczoraj po wizycie o dermatologa.
ale już jest lepiej (czyli szybko łapię dołek i w miarę szybko działam sprawnie)
jednak faktycznie w ciągu lat posiadania trądziku nie czułam się tak bezradna jak teraz. lecz bardziej to wynika, z tego że to wszystko tak długo trwa niż z samego powodu. no i jeszcze uruchomiło u mnie intensywne zastanawianie się w ogóle nad kwestiami poważnymi, moje przeszłe życie, jakieś wydarzenia, błędy jakie popełniałam, miejsce w którym się teraz znajduję.
czyli sprawa trądziku uruchomiła lawinę rozmyślań nad egzystencją.
takie tam... ale dam radę. spoko.
#0 Bot Reklamowy
#10
Napisano 09 grudzień 2011 - 19:19
No pewnie,ze dasz radę. Zawsze przychodzą gorsze dni i nie tylko Ty robisz tzw. "spis rzeczy udanych i nieudanych" w swoim życiu. Ale to co było to było, ważne jest to, co będzie. I na tym warto się skupić. No i jeszcze taka dołująca pogoda. Ale będzie lepiej. Wiesz,ze sama nie jesteś
Trzymaj się cieplutko
łzy- kiedy brakuje już słów
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc











