kilka lat temu zaczęłam chorować na depresję. zaczęło się właściwie od głupstwa- po prostu zawsze byłam bardzo wrażliwa. moja rodzina nie zdawała sobie sprawy z problemu i ignorowała wszystkie sygnały, podczas gdy ze mną było coraz gorzej. miałam w tym czasie kilka prób samobójczych i różnych dziwnych zachowań. przez to straciłam kilka lat szkoły i tych kilku znajomych, których posiadałam. w tym czasie moja mama zaczęła dostrzegać problem i chodzić ze mną po różnych lekarzach (również prywatnie). po którejś próbie samobójczej, poszłyśmy do poradni, w której pani psycholog nie przyjrzawszy mi się pomyliła moją płeć, a następnie odesłała do nikąd. jedni lekarze twierdzili, że rzeczywiście mam jakieś problemy, inni, że to całkiem normalne w tym wieku. w końcu dostałam leki od jednej życzliwej lekarki (chociaż co do jej kompetencji mam drobne wątpliwości). depresja przeszła, ale został strach przed wychodzeniem z domu. męczyłam się z tym kolejny rok, zakończony wizytą w szpitalu, po której dostałam kolejne leki (choć w rozmowie z moimi rodzicami lekarze powiedzieli, że nie mam żadnych problemów). leki pomogły, choć przez nie na mojej głowie pojawiła się nieduża łysinka. nikt, z kim o tym rozmawiałam, tego nie rozumie, ale to było naprawdę świetne uczucie - po prostu wyjść z domu, bez żadnych nerwów, bez specjalnego myślenia o tym. czysta automatyka. dostałam zalecenia chodzenia na terapię. odwiedziłam po tym kilku psychologów, żaden nie wnosił nic nowego, właściwie rozmowy nie miały żadnego sensu. w tym czasie czułam się naprawdę genialnie. minął rok i teraz dosłownie miesiąc temu zaczęłam się gorzej czuć. z dnia na dzień coraz gorzej. teraz jestem w najgorszej kondycji psychicznej od naprawdę długiego czasu. meczy mnie to wszystko, bo o ile wiem, że mogę poczuć się lepiej, w innych dziedzinach mojego życia nadal panuje bałagan, który nie wiem jak ogarnąć. do tej pory nie znalazłam lekarza, który chciałby mnie zrozumieć i mi pomóc. ja wiem skąd się wzięły moje problemy, wiem co chciałabym zmienić - nie wiem tylko jak. ciężko utrzymać dobry nastrój, kiedy wszystko w okół jest prawie tak jak było, z kilkoma zmianami na gorsze.
P.S. próbowałam zmieniać coś sama wiele razy
Strona 1 z 1
nawrót choroby?
#2 Gość_monkey kid_*
Napisano 03 grudzień 2011 - 00:21
Witaj
Jednak co prawda to prawda...
Trafić na lekarza z prawdziwego zdarzenia to nie tylko połowa sukcesu, a myślę że nawet 70%!
Jeśli się chce w ogóle do lekarza trafić to kolejne 15%!
A jak już się wie co chciałoby się zmienić to kolejne 15!
Chyba jedyne co mogę doradzić to nadal szukać, jeśli masz siłę na to bo chęci zauważyłam.
Gdzieś na pewno czeka taki lekarz który Ci pomoże.
Nie poddawaj się.
I zostań tu z nami Ściano. Pisz!
Pozdrawiam ciepło.
Jednak co prawda to prawda...
Trafić na lekarza z prawdziwego zdarzenia to nie tylko połowa sukcesu, a myślę że nawet 70%!
Jeśli się chce w ogóle do lekarza trafić to kolejne 15%!
A jak już się wie co chciałoby się zmienić to kolejne 15!
Chyba jedyne co mogę doradzić to nadal szukać, jeśli masz siłę na to bo chęci zauważyłam.
Gdzieś na pewno czeka taki lekarz który Ci pomoże.
Nie poddawaj się.
I zostań tu z nami Ściano. Pisz!
Pozdrawiam ciepło.
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc





