Dagna,
dziękuję za wszystkie miłe i podnoszące na duchu słowa, które do mnie napisałaś, no i za uśmiech przy okazji wspólnego przerzucania się słówkami. To bardzo miłe i naprawdę doceniam

Ja się bynajmniej nad sobą nie użalam, bo to nie w moim stylu.
Jestem może tylko trochę przeczulony na punkcie konceptu terapeutycznego, który odruchowo przychodzi na myśl zdrowym ludziom chcącym udzielić wsparcia choremu na depresję, a który najkrócej można streścić słowami "weź się chłopie w garść". Wiadomo, że wypływają one z jak najlepszych intencji, ale też, moim zdaniem, z braku zrozumienia istoty choroby.
Dobrze pokazuje tę istotę opisane gdzieś, nie pamiętam już gdzie, doświadczenie terapeutów, które mówi, że stany najgłębszej depresji są stosunkowo bezpieczne dla chorych bo rzadko zdarzają się wtedy samobójstwa. Paradoksalnie natomiast odsetek prób samobójczych wzrasta w chwilach gdy choremu nieco się poprawia. Przyczyna takiego stanu rzeczy leży w tym, że aby się zabić, trzeba podnieść tyłek z łóżka i wykonać określone czynności, a do tego chory w takim stanie nie jest po prostu fizycznie zdolny. Tam zwyczajnie nikogo nie ma w środku.
To oczywiście jest stan skrajny, ale opisałem go dlatego, że obrazuje doskonale sedno problemu z depresją. Żeby walczyć potrzebny jest obdarzony wolą przetrwania podmiot.
Kiedy czyta się wątki na tym forum widzi się, że jest ono pełne inteligentnych, mądrych, wrażliwych i pragnących szczęścia ludzi, którzy doskonale rozumieją wszystkie mechanizmy i niuanse choroby, teoretycznie wiedzą co powinni zrobić i którędy idzie się do światła, a mimo to nic zrobić nie są w stanie. Wiedza nie pomaga, nie czyni wolnym. Są i tacy, w których życiu nie doszło do żadnych dramatycznych zmian. Jedyne co się zmieniło to ich sposób widzenia. Niby drobiazg, ale w rzeczywistości oznacza, że ukradziono im cały świat podstawiając w zamian jakąś nędzną atrapę z papier mache, bo przecież rzeczywistość obiektywna nie istnieje.
Dziękuję więc jeszcze raz za dobre słowo... ja to wszystko pamiętam... tylko za cholerę nie mogę zrozumieć co mnie w tym dawnym zadowoleniu tak zadowalało.
Staram się właściwie unikać takich wynurzeń i przydługich a egocentrycznie smętnych wywodów bo nie wierzę by przynosiły one komukolwiek korzyść. Dlatego przesiaduję głównie w wątkach rozrywkowych gdzie miło przerzucam się słowami wraz z innymi doceniającymi tę przyjemność bywalcami. I bardzo się cieszę, że taki wyszczekany drób, z wielkim sercem ma również ochotę podrażnić czasem mój wysłużony aparat leksykalny

Bo nie ukrywam, że nieraz także cierpiałem od zajadów za Twoją sprawą