Użytkownik quicksand dnia 16 grudzień 2011 - 23:04 napisał
wiesz, ja też nie raz chciałam "zdjąć" ciężar z mojego przyjaciela, bo po prostu nie da się patrzeć jak ktoś cierpi. Nie raz wylałam morze łez, ale uświadomiłam sobie,że niektórych rzeczy nie przeskoczę, i nie poczuję tego co on bo to po prostu niemożliwe. Ale też nie spoczęłam na laurach, tylko robiłam to co byłam w stanie zrobić i dalej tak jest. A to, co sama wiem o depresji to też "zasługa" mojego przyjaciela, bo szczęście w nieszczęściu dużo o tym rozmawialiśmy. Mogę, rzec że uczyliśmy się jej oboje, tyle że każde na swój sposób. I wiem,że trudno Ci się pogodzić z zakończeniem waszego związku, bo są uczucia. I ciężko jest sobie to wszystko "zdiagnozować" na sucho, pomijając to co się czuje. Ja też nie raz się wściekałam,ze nie mogę nic zrobić żeby było inaczej, ale starałam się zawsze jakoś sobie uświadamiać,ze to wszystko to nie jest jego wina ani moja. I innego wyjścia jak dotąd nie wymyśliłam. No i rozmowa.
A czemu użyłam S. zamiast D. - nie wiem, chyba przez pomyłkę, za co przepraszam
Ale też mogę powiedzieć, że skoro D. pomaga Ci w takich zwyczajnych rzeczach to nie jest tak do końca wyprany z uczuć. Robi to z jakiegoś powodu. I wcale nie powinnaś myśleć,że zachowujesz się jak dziecko bo biegniesz do niego z różnymi rzeczami. On nie został wykasowany doszczętnie z Twojego życia - został na razie zamknięty jakiś etap, ale to nie znaczy, że nie możesz liczyć na jego pomoc a on na Twoją. Nie chcę Ci też dawać jakiś nadziei, ale to pozytywnie o nim świadczy. No i jeszcze ta chęć rozmowy z Tobą. Myślę,że to będzie ważna i trudna rozmowa i na pewno nie obędzie się bez łez. Ważne będzie to, żeby porozmawiać o tym problemie, wysłuchać siebie nawzajem i jeśli to możliwe unikać oskarżeń. Ja przynajmniej wiem po sobie,że czasem naprawdę,trzeba zachować zimną krew.
A czemu użyłam S. zamiast D. - nie wiem, chyba przez pomyłkę, za co przepraszam
wiem o czym piszesz, nie da się przeskoczyć wszystkiego... sądzę że byłoby mi dużo łatwiej bez tej burzy w sercu, którą teraz mam, ale naprawdę staram się to jakoś okiełznać i myślę, że jak już się spotkamy to nieco się uspokoję.
D. mi pomaga, bo taki właśnie jest mój D. - kochany. i chociaż wiele osób mnie tu tak dopingowało i podziwiało za wytrwałość to D. też przy mnie był i ja też mogłam na niego liczyć zawsze i cokolwiek by się nie działo to on był, nawet jak byłam rozhisteryzowaną Asią, która nagle została bez mieszkania z zagrożeniem bezdomności od stycznia
no kurcze, sama widzisz, że to było coś wyjątkowego...
co do rozmowy to mam tylko jedną obawę- że będę aż nazbyt skrzywdzoną, zranioną Asią, potrzebującą go bardziej niż myśli i bardziej niż próbuje sobie wmówić, że sobie sama da radę, że D. zostanie... po prostu że mi ulegnie. tzn. ja tego chcę, ale nie z tych powodów, o których napisałam, chcę, żeby został, bo on tego chce i tak... CZUJE...
ale zimna krew będzie, postaram się wyryczeć dzień wcześniej
dzięki!

Pomoc








