Depresja.ws - Forum: Jak sobie radzicie z tzw. wychodzeniem do ludzi? - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Książki o Depresji

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Jak sobie radzicie z tzw. wychodzeniem do ludzi? Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   Shoutbox 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 8
  • Rejestracja: 29-październik 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 31 październik 2011 - 14:42

No właśnie... Jak sobie z tym radzicie? Wiem, że dla bardzo wielu osób z d. kontakty z ludźmi są ekstremalnie trudne, ale bez nich to jest czyste robienie sobie krzywdy. Do kogoś paszczę czasem trzeba otworzyć :) Macie więc jakieś swoje sposoby? Są skuteczne czy wręcz przeciwnie? Jak/gdzie szukacie ludzi? To pytanie trochę dziwnie zabrzmiało, ale chyba rozumiecie co mam na myśli.
Jak sobie radzicie z wchodzeniem w związki uczuciowe? Dla mnie akurat ten temat jest zupełnie abstrakcyjny, a z różnych historii z tego forum wynika, że w czasie trwania choroby da się takowe tworzyć. Jak Wy to robicie? :P
Jak sobie radzicie z odrzuceniem? Nie mam na myśli osób, do których mieliśmy wątpliwe szczęście poczuć coś więcej, ale ogólnie.

Mnie bardzo brakuje kontaktu z ludźmi. Jestem w jednym z głupszych okresów w życiu, bo po studiach i po powrocie do domu, więc w sumie w jednym momencie znajomi ze studiów i znajomi z "domu" rozbiegli się na wszystkie możliwe strony. Zostało raptem tylko kilka osób, z większością których kontakt mam mocno zapośredniczony. Więc moim znajomi są, ale tak jakby ich nie było. Strasznie mi brakuje spotkań z życzliwymi ludźmi. Takich zupełnie bezpośrednich, gdzieś przy kawie i ciastku. A ja mam takie cholerne wrażenie, że utknęłam gdzieś w tym swoim życiu. Problem w tym, że ja nie chcę, żeby to tak dalej wyglądało. Chcę coś zmienić.
Dołączona grafika
1

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   stokrotnisien 

  • Bywalec
  • PipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 528
  • Rejestracja: 21-maj 09
  • Płeć:Kobieta

Napisano 31 październik 2011 - 16:20

Nie radzimy, sorry nie radzę.
Mówię za siebie.
I wiem, że mogę, wiem, że mogę,
choć mam pod skórą coś jakby strach.
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   marta1111 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 1876
  • Rejestracja: 05-luty 11
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Daleko

Napisano 31 październik 2011 - 21:04

Mi tak naprawdę po skończeniu leczenia depresji zostało dwóch przyjaciół. I oni zapoznali mnie ze swoimi bliskim przyjaciółmi.
szczególnie jeden. I teraz spotykam się tylko z nimi. ALe to fantastyczni ludzie i nadajemy na tych samych falach. Choć jak mam doły uciekam nawet od nich, ale zdążyli się już przyzwyczaić, ze czasami potrzebuję czasu tylko dla siebie.

A tak normalnie to zawsze starałam się nie izolować. I ciągle gdzieś wychodziłam, choć na krótko. To trochę pogadałam z sąsiadką, to poszłam do sklepu i pogadałam ze sklepową, dużo ciekawych ludzi w bibliotece poznałam...
Ale to są tylko luźne znajomości.

Jeden ze znajomych, który leczy się na depresję jest miłośnikiem różnego rodzaju kółek zainteresować. Uczestniczy w klubie książki i fotograficznym. I mówi, ze bardzo wielu ciekawych ludzi można poznać. Ale osobiście tego nie sprawdziłam :)
1

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   Shoutbox 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 8
  • Rejestracja: 29-październik 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 01 listopad 2011 - 00:39

Ja jestem gdzieś w połowie leczenia, więc z jednej strony kontakty z ludźmi są wciąż dla mnie czymś bardzo trudnym, ale z drugiej wiem, że odcinać absolutnie się nie wolno. Nie powiem... ja zawsze byłam bardzo otwarta, śmiała do obcych i nie-obcych (heh... jak byłam w liceum bardzo chciałam zostać dziennikarką). Nawet powiem, że ten stan do pewnego stopnia się odtworzył. To chyba mogę policzyć sobie jako gigantyczny sukces, ale... Zawsze jest jakieś ale. Robiłam i robię dalej to, o czym pisze marta1111, czyli wchodzę w zupełnie przelotne kontakty z ludźmi - sklep, przystanek, szkoła, cokolwiek, a nie potrafię żadnej z nich przekuć w jakąś stałą, nawet "średnio-powierzchowną" relację. Panicznie boję się, że zostanę ostatecznie odrzucona i znów będę musiała przechodzić przez cały ten nieszczęsny proces "radzenia sobie z tym". Poza tym, jak pisałam, wokół mnie nie ma za dużo ludzi, więc szukam miejsc względnie bezpiecznych (jak na standardy naszych bardzo wrażliwych osobowości ;) ), gdzie można by kogoś poznać.

@Satin: Masz rację. Przyjaźnie są sumą przypadków. Ale przypadkom czasem trzeba pomóc, nie? :) A z tym strachem przed budowaniem trwałych relacji chyba trafiłeś w sedno. Ja w ogóle na samą myśl np. o związku widzę już jego koniec, odrzucenie, ból, samotność (znowu) itp. Nie potrafię sobie wyobrazić, albo inaczej - siebie przekonać, że można być szczęśliwym teraz, w tym danym momencie i nie myśleć o tym co będzie później. Takie zupełne odwrócenie tego, co faktycznie jest ważne.
Co do nieśmiałości... miałam to szczęście, że akurat ona mnie nigdy nie dotyczyła. Ale co z tego, jak był dość długi okres w moim życiu, gdy każdy kontakt z człowiekiem był drogą przez mękę, okupioną zmęczeniem, niską samoocenę i wydatkowaniem 100% mojej energii na udawanie, że jestem zupełnie innym, czyt. zdrowym i wesołym człowiekiem. Taki dziwny mechanizm się we mnie wytworzył. Pokazywałam się ludziom z totalnie innej strony niż faktycznie się czułam, a gdy nikt nie patrzył - spałam albo siedziałam jakaś taka otępiała przed komputerem, szukając motywacji do zrobienia czegokolwiek.

@marta1111: Te kółka zainteresowań to chyba nie jest taki zły pomysł. Niestety utknęłam w bardzo małej miejscowości, więc chyba zostaje mi... koło gospodyń wiejskich? ;) Choć w sumie nie... ja na wsi nie mieszkam ;) Będę musiała się nad tymi kółkami zastanowić i pomyśleć czym się interesuje :| Przez tę d. moje zainteresowania strasznie się spłyciły :( Poza tym, jak mam chwilkę to zajmuję się rzeczami, które raczej niespecjalnie sprzyjają kontaktom z ludźmi. Choć może się mylę.

Już miałam wysyłać tego posta, ale jeszcze pomyślałam o jednej rzeczy. Tak naprawdę za moimi pytaniami z pierwszego postu w tym temacie chyba nie stoi kwestia miejsc i sposobów szukania ludzi, choć to też jest ważne na zasadzie ja on/ona jest w stanie, to znaczy, że tak się da, więc może warto spróbować. Bardziej zastanawia mnie czy tylko ja tak mam (pewnie nie ;) ), że żyję w przekonaniu, że moja osoba nic wartościowego czy konkretnego nie może wnieść w życie innych, że nic nie robię, więc niczym ludziom nie mogę się pochwalić (nie chodzi o samochwalstwo), że jeżeli robię np. jeden rysunek na pół roku, to tak jakbym nie robiła żadnego, więc nie warto z tym wychodzić do ludzi, bo wyśmieją czy coś w ten deseń. Albo idąc dalej... bo jestem taka, a nie inna, ze wszystkimi moimi wadami i zaletami jestem tylko jedną z wielu, a konkurencja jest duża. Ech.. czemu nie da się z siebie tak po prostu zmyć tych wszystkich głupich myśli i problemów? To wszystko jest takie idiotyczne. Depresja jest głupia.
Dołączona grafika
1

#5 Użytkownik nie jest zalogowany   mariken 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 53
  • Rejestracja: 05-październik 10

Napisano 01 listopad 2011 - 00:55

Shoutbox,czy ty umiesz czytać w myślach obcych ludzi na odległość?Bo napisałaś dokładnie to,co ja czuję i myślę na ten temat,aż się przestraszyłam,że może mam gdzieś sobowtóra,tyle szczegółów się zgadza.
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   Myslacy 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 307
  • Rejestracja: 08-grudzień 10
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 01 listopad 2011 - 08:43

hmmm... W sumie nie wiem jak sobie radzą inni, ja se nie radze, nawet zmuszanie sie do tego nic nie dało.
Dołączona grafika
0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   marta1111 

  • Zadomowiony
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 1876
  • Rejestracja: 05-luty 11
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Daleko

Napisano 01 listopad 2011 - 10:56

Shoutbox takie kółka fajne są, jak jest mniejsza liczba osób, przynajmniej dla mnie :) . Bo jak jest za duzo to już trudniej mi się odnaleźć.

Wiem, ze ten mój znajomy do kółka czytelniczego chodzi do biblioteki. Dużo bibliotek organizuje coś podobnego. Często mają jakieś wernisarze, wystawy fotografii czy jakiejś regionalnej sztuki...
A fotograficzne to gdzieś w internecie na forum się spotkało paru miłośników fotografii, najpierw pisali wirtualnie, a potem zaczeli się spotykać.

A ludźmi nie warto się przejmować, ważne żebyśmy zdawali sobie sprawę, ze jesteśmy wartościowi i byśmy dobrze się czuli we własnej osobie. Z czasem znajdziemy kogoś kto nas zaakceptuje i zrozumie, nic na siłę. Ludzie potrafią bardzo skrzywdzić, wiem to po sobie. Lubią wyśmiewać, kpić, szydzić, obgadywać (przynajmniej niektórzy), ale myślę, że takie osoby mają olbrzymie kłopoty z samym sobą. Może chcą się w ten sposób dowartościować, albo komuś zaimponować??? Poczuć się silnymi??? Trzeba takich olać i iść do przodu. Jak ktoś daje ci do zrozumienia, że jesteś gorsza to znaczy, że coś z tą osobą jest nie tak, a nie z Tobą.

Pozdrawiam
0

#8 Użytkownik nie jest zalogowany   Shoutbox 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 8
  • Rejestracja: 29-październik 11
  • Płeć:Kobieta

Napisano 01 listopad 2011 - 20:48

@marta111: Gdyby tylko to nie przejmowanie się ludźmi było takie proste... Ale nie będę siać już więcej defetyzmu ;) Ale wiesz, ja się przez te wszystkie lata nauczyłam patrzeć na ludzi trochę z boku. Czasem wydaje mi się, że teraz lepiej rozumiem dlaczego ludzie się zachowują tak, a nie inaczej - właśnie przez ich własne problemy, frustracje, ambicje itp. A ja jeżeli mam problem z nabraniem dystansu do siebie i swoich emocji, to staram się dystansować od ludzi, którzy mają na mnie negatywny wpływ. Teraz jest mi znacznie łatwiej, bo pół drogi już za mną ;) Ale to dystansowanie się jest w sumie mieczem obosiecznym - dystansuję się, żeby nie czuć za mocno, ale za to jestem bardziej sama. I voila... żyć, nie umierać :unsure: Kółka będę mieć na uwadze, ale pewnie zanim się na coś zdecyduję, to minie pół roku. Ale lepszy rydz niż nic.

@mariken: Nie, nie potrafię czytać ludziom w myślach. Na szczęście! ;) A tak poważnie, to chyba wszyscy z problemem d. kręcimy się wokół tych samych tematów. To tylko słowa jednych ludzi trafiają do nas lepiej niż innych. Ale jeżeli czujesz, że możemy mieć sporo wspólnego, to chyba warto wymienić doświadczenia? Jakbyś chciała pogadać, to możesz mi wysłać jakąś prywatną wiadomość tutaj na forum :)

@stokrotnisien, @Myslacy: Głowa do góry! Ja wierzę, że pokonać da się wszystko... małymi kroczkami, z ogromną (!) wyrozumiałością dla siebie i z odłożeniem "ambicji natychmiastowego bycia normalnym" na bok. Dla mnie zabójcze jest porównywanie się do innych (czuję, że napisałam straszny truizm...), ale zmuszanie siebie do robienia czegokolwiek daje lepsze efekty niż nie robienie nic. Boli. Wiem. Ale chyba innej rady nie ma. Ja lubię porównywać swoje wysiłki do trenowania mięśni - ćwiczone się wzmacniają, niećwiczone - zanikają. A jak czuję, że nie mam siły, a muszę... to dzielę cel na małe cele i wyobrażam sobie, że pierwszy z nich, to jest zawiązanie sznurówek. Czasem pomaga. Ostatnio częściej.
Dołączona grafika
1

#9 Użytkownik nie jest zalogowany   soren 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 7
  • Rejestracja: 13-listopad 11
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 13 listopad 2011 - 13:13

A ja sobie w ogóle nie radzę. Niestety jest z tym u mnie zupełna klapa. To znaczy próbuję nawiązywać znajomości przez internet ale to nie jest wcale takie proste. Bo niestety jest to jedyna możliwość - żadnych kumpli czy bliższych znajomych nie posiadam. A tych kilku ludzi ci których znam (koledzy z tej czy innej pracy) to mają swoje rodziny, swoje życie i swoich znajomych. Tak więc mam poczucie bycia zupełnym outsiderem. Najgorsze że mam wrażenie że jestem jedynym który ma taki problem.
0

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   DarkShadow 

  • Bywalec
  • PipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 866
  • Rejestracja: 19-styczeń 10
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 14 listopad 2011 - 23:09

Szczerze mówiąc to u mnie chyba jest to cecha osobowości bardziej niż objaw depresji. Kiedyś z domu nie wychodziłem wogóle gdy było ze mną naprawde źle, a tak to czasami jakieś piwko ze znajomymi, ewentualnie grill ale to do października maks. Na imprezy większe nie chodze, bo nie mam ochoty. Mam kilku przyjaciół których znam od lat, z nimi spotykam się dość często tak towarzysko, tak było od zawsze i nie bronie się przed małymi wyjściami z nimi bo mnie odstresowują. Na uczelni mam sporo znajomych, ale to takie typowo uczelniane znajomości. Każdy właściwie osobno musi sobie odpowiedzieć czym dla niego jest takie wyjście do ludzi, znam osoby które nie potrafią 3 dni wytrzymać bez pójścia do klubu czy na jakąś domówke, kto co lubi po prostu.
0

#11 Użytkownik nie jest zalogowany   emcza 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Wyświetl galerię
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 209
  • Rejestracja: 14-sierpień 10
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 19 listopad 2011 - 23:53

Wyświetl postUżytkownik Shoutbox dnia 31 październik 2011 - 14:42 napisał

No właśnie... Jak sobie z tym radzicie?

Pracuję, więc kontakty z ludźmi trafiają się same. Niektórym kumplom w pracy powiedziałem o swojej przypadłości. Na początku było trochę z tym zawieruchy
w kontakcie ja-oni, ale po jakimś czasie doszło do nich, że tak w ogóle to jestem "normalny" więc nie ma o czym mówić. Kontakt o który szczególnie dbam i na którym mi zależy najbardziej ze wszystkich to między mną a synkiem. Nie ma nic ważniejszego kiedy synek chce mi o czymś powiedzieć. Prawda, czasami trafiają się trudniejsze dni, ale zawsze on jest najważniejszy. To tyle.
GG: 43238245
0

#12 Użytkownik nie jest zalogowany   panika 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 28
  • Rejestracja: 27-październik 11
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 20 listopad 2011 - 00:11

Kurcze, czasem trudno mi się utożsamić z innymi osobami chorymi na depresję...
Ja staram się nie chować w domu, chociaż dopóki nie brałam leków wszystkie kontakty z ludźmi mnie drażniły.
Generalnie mam w sobie masę pozytywnego nastawienia, ale....

no właśnie niestety kontakty z obcymi ludźmi to jest dla mnie koszmar przez napady lęku. Chodzenie na uczelnię to dla mnie gehenna (z takiego czysto fizjologicznego względu).
Mam dosyć, czuję się nienormalna :(
w szarej mgle ciepło tonąć...
0

#13 Gość_jedenasty_kot_*

  • Grupa: Gość

Napisano 20 listopad 2011 - 00:32

chyba nie radze....
bo raczej ich na żywo nie mam...
taka kolejna rzecz do odklepania...
i chyba tak juz zostanie...
oby tylko nie zwracac z byle powodu ( czytaj stresu przed spotkaniem z kims)
0

#14 Użytkownik nie jest zalogowany   ziemniak 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 47
  • Rejestracja: 07-październik 11

Napisano 21 listopad 2011 - 14:03

Ja mam sporo znajomych, ale wielką ochotę na to, aby się od nich odizolować. Mimo to na siłę staram się z nimi umawiać i spotykać, chociaż mnie to często męczy, żeby nie popaść w całkowitą izolację. Mimo wszystko sprawia mi to też sporo radości i przywraca odpowiednie spojrzenie.
0

#15 Użytkownik nie jest zalogowany   DzikaPomarańcza 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 22
  • Rejestracja: 22-listopad 11
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Łódź

Napisano 23 listopad 2011 - 10:34

Nie radzę sobie, aktualnie siedzę tylko w domu, ostatnio, gdy podjęłam próbę pracy, zrezygnowałam z powodu otaczających mnie ludzi. Dla mnie jest to masakrą jakąś, kiedyś taka nie byłam, a teraz boję się ludzi, braku akceptacji. Walczę, ale bez skutku,.
0

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

#16 Użytkownik nie jest zalogowany   mocca27 

  • Bywalec
  • PipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Wyświetl galerię
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 589
  • Rejestracja: 27-listopad 11
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:L-n

Napisano 27 listopad 2011 - 13:47

Nie radziłam sobie z tym. Zamknełam sie w domu, a kontakty ograniczyłam do minimum, do najbliższego grona przyjaciół, nawet nie do rodziny, bo mieszkam daleko od domu. Zwolnienie lekarskie miałam 4 miesiące, kilka razy wydawało mi sie, ze jest juz wszystko w porządku i chciałam wracać do pracy, po czym następował kolejny dół. Jak sobie poradziłam? Byłam w klinice, tam miałam do czynienia tylko z ludźmi zmagajacymi sie z depresją, no nie liczę lekarzy, bo byli od tego, aby trzymać nad nami pieczę. Później - miesięczne poszpitalne zwolnienie i troche rzuciłam sie na głęboką wodę, zaczynając "nowe zycie" od wyjazdu do miejsca, gdzie ludzi od groma na każdym kroku - do Wawy. Kolejnym sprawdzianem był powrót do pracy... jest chyba dobrze, chociaz momentami mam ochote zaszyc sie jeszcze w kącie.
0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych