Witam wszystkich serdecznie. Mam na imię Piotrek, od 2008 r. zmagam się aż do dziś z depresją endogenną. Postaram się pokrótce opisać na czym polega mój problem. Moja ''przygoda'' z deprechą zaczęła się mając 17 lat, wtedy to byłem jeszcze w II klasie ogólniaka. Lekarz psychiatra stwierdził jednoznacznie, że to jednobiegunówka a do poprawienia nastroju przypisał mi Symfaxin Er (wenlafaksyna), nie wierzyłem osobiście w ich zbawienny wpływ na poprawę nastroju i odpędzenie lęków i niepokoju. Lekarz stopniowo zwiększał mi dawkę aż uznał ,że poprawa nastroju jest widoczna. Udało mi się pokonać po kilku miesiącach przykre dolegliwości związane z depresją, znowu odżyłem a lęki i obawy znikły aż do czasu powrotu drugiego epizodu. Miało to miejsce w 2009r niedługo przed tym jak miałem zacząć studia na wydziale leśniczym w Tucholi... Kompletnie się zdołowałem, już wierzyłem, że natręctwo i przypadłość jaką jest depresja - miną na zawsze, a ja bd mógł znów być szczęśliwy, po długim ponad rocznym okresie remisji znów nastały lęki, niepokój a duszą moją targały złe duchy demonicznej depresji. W stanie jakim wówczas byłem nie potrafiłem się ogarnąć i zebrać do kupy aby się zmotywować do nauki. Niestety musiałem zrezygnować, poczułem się znów jak idiota i słaby człowiek nie zdolny do normalnej egzystencji.
Po kilku tygodniach nastała znów poprawa, a w nowym roku znalazłem pracę z biura pośrednictwa pracy jako stażysta w Publicznej Bibliotece. W tym okresie nigdzie się nie uczyłem, wierzyłem że ostatecznie ta praca zmotywuje mnie do działania, doda większej pewności siebie i uspokoji nerwy i niepokój. Tak też było. Staż się skończył w kwietniu 2011 r.
...Staż się skończył, trzeba było znowu szukać zajęcia. Od września postawiłem na technikę dentystyczną w Medycznej Szkole Policealnej w Słupsku. Wtedy to ponownie uwierzyłem w duchu ,że złe myśli, obawy o przyszłość, odejdą już na stałe. Było naprawdę świetnie, poznałem nowych ludzi z okolic Pomorza, nauka i praktyki szły mi świetnie a na dodatek miałem możliwość przyuczania się zawodu w pracowni mojej nauczycielki. Poczułem ,że znów żyję i jednak jest coś co będę mógł wykonywać w przyszłości i zarabiać na tym dość spory kawałek chleba

Minął rok nauki, rok ciężkiej pracy a ja znów popadłem. Zaczął się III semestr nauki, cieszyłem się, że znów wrócę do pracy która sprawia mi przyjemność i daję satysfakcję z wykonywanych prac protetycznych. Minął wrzesień nauki, aż tu do ku*** nędzy pojawił się drugi epizod depresji. Znów poczułem tą wszechogarniającą pustkę, bezradność i bezsens istnienia Nawrót nastąpił 21.10.2011. Jak żyję i żyłem nigdy nie przypuszczałbym, że nastąpi drugi epizod choroby. Dodam ,że tego tygodnia we wtorek pojechałem z tatą do psychiatry na wizytę kontrolną. Doktorka postanowiła po długim okresie w końcu odstawić lekarstwa. Cieszyłem się w głębi duszy, że w końcu uwolnię się od psychotropków i zacznę żyć z pełnym uśmiechem na twarzy. Nie wiem czy to ta świadomość tego ,że odstawiłem leki po ponad 3 latach zażywania ponownie wzbudziła u mnie lęk i niepokój i przyszłość. W nocy z piątku na sobotę kiedy to byłem w Słupsku w szkole w schronisku młodzieżowym ze znajomymi, utraciłem apetyt i witalnośc, Nawrót ten spadł na mnie jak grom z jasnego nieba. Zastanawiałem się cały dzień w szkole dlaczego znów nawracają symptomy depresji : brak apetytu, rozkojarzenie, brak koncentracji na zajęciach i ciągłe obawy o moją przyszłość. Całe szczęście szybko zareagowałem na zmianę w mojej duszy a doktorka postanowiła zwiększyć ponownie dawkę Symfaxinu ER do 75 mg rano i wieczorem.
Znów czuję tą wszechogarniającą niechęć do działania, uśmiech na twarzy znikł, stałem się znów jak wegetująca roślinka. Ponownie pojawiły się czarne myśli, zaczynam znów popadać w obłędy, całymi dniami chodzę śnięty i przygnębiony. Płakać mi się chcę, łaknienie straciłem. Czuję się znów winny i zwalam tą winę na siebie za to moje diametralne pogorszenie nastroju. Nie potrafię do dziś tego zrozumieć i okiełznać tych panicznych lęków. Co jakiś czas pojawiają się myśli samobójcze które jeszcze bardziej mnie przytłaczają ;/
Mam kochająca rodzinę i dwójkę braci którzy zawszę mnie wspierają każego dnia , a ja czuje się teraz jak cholerny egoista który nie potrafi zapanować nad samym sobą i opanować strachu. Nie chciałem uwierzcie mi ,żebym znów przechodził to piekło ale jak już wyżej wspomniałem, było to silniejsze ode mnie. Obecnie powinienem być w szkole teraz, nie potrafiłem się przełamać i zmotywować do tego aby pojechać (a przecież dobrze sobie dawałem radę przez ubiegłe dwa semestry i nie opuściłem żadnych zajęć) a siedzie w domu i szukam pomocy na forum;/ Proszę was o wsparcie, muszę się komuś wyżalić żeby stłamsić w sobie smutek i poczucie bezradności. Chcę żeby ktoś w końcu zrozumiał przez co muszę w życiu przechodzić

Życie znów dla mnie straciło znaczenie. Mimo tego cholernego smutku i katatonii czuję gdzieś naprawdę głęboko w sercu, że skoro wytrzymałem dwa ciężkie epizody to i wytrzymam też ten ! W końcu nastanie lepszy dzień a ja znów złapie chęć do życia i nauki.