Depresja.ws - Forum: dysforia a trudności w codziennym życiu - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Książki o Depresji

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

dysforia a trudności w codziennym życiu niemożność pokonania codziennych obowiążków Oceń temat: -----

#1 Użytkownik nie jest zalogowany   samotny 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 37
  • Rejestracja: 13-luty 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 14 marzec 2011 - 15:28

Cześć!

W tym poście, chciałbym przedstawić problem związany z dysforią, czyli niemożnością pokonania trudności w Naszej codzienności. Ile człowiek musi się borykać na każdym kroku ze zwykłymi problemami mając silną nerwicę.Ja na przykład mam tak, że nie potrafię sprostać codziennym problemom, wyolbrzymiam je i stają się one nie do zniesienia, bo ciągle myślę o tym jak to będzie jutro, albo za tydzień. Ciągła walka i dążenie do nie wiadomo czego prowadzą do jeszcze silniejszego stresu a w konsekwencji do nerwicy natrętw.
Ja to widzę tak, że natręctwa wypływają z głęboko zakorzenionego problemu życiowego, który Nas tak bardzo przeraża, że w końcu wydaje Nam się to niemożliwe do zniesienia, dochodzi do tego drżenie całego ciała i niepokój ruchowy, ciśnienie rośnie, pojawiają się trudności z oddychaniem i czujemy się tak, jakbyśmy mieli zaraz wybuchnąć. Ja przynajmniej tak mam. :rolleyes: Kiedy pokonam atak dysforii, to dochodzi do euforii, a ten błogi stan jest jakby zwiastunem następnego, kolejnego stanu, czyli albo wypośrodkowania albo w przeciwnym razie do depresji. Ile razy, już nie zliczę chyba miałem spokój od natręctw, nawet miesiąc, a później nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić bo dochodziło do takiego zaostrzenia obsesji :huh:
Jednak wypływa to moim zdaniem z tego, że kiedy jest euforia to mamy nastrój taki jakbyśmy w ogóle nie byli chorzy, czujemy się świetnie, nie mamy żadnego problemu. Ale jest to zupełnie pozorny objaw psychiczny, bo tak naprawdę to jest to jedna wielka niestabilność.
Czasami mam właśnie tak że poświęcona temu postowi dysforia jest punktem zapalnym do powstania obsesji a dalej to już jest jedna wielka ciągłość, która nie ma końca. Czy macie podobnie jak ja?
Chciałbym poznać Wasze zdanie na ten temat. :rolleyes:
zapraszam na moją stronę http://walkazczasem.pl.tl/
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   przerażona 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 2
  • Rejestracja: 15-marzec 11

Napisano 15 marzec 2011 - 16:18

cześć,
ja też mam takie obsesyjne myśli. nie wiem jak to nazwać i skąd się to bierze. zawsze byłam typem osoby mocno stresującej się wszystkim. ale w czasach liceum przybierało to formę kontrolowanego stresu związanego z egzaminem itd. Potem na studiach czułam większą presję, każdy egzamin wydawał mi się ważny i przerażający ale dopóki nie poszłam do pracy to jakoś wytrzymywałam.
Na drugim roku studiów rozpoczęłam pracę, nie było tyle czasu na naukę, byłam cały czas bardzo zmęczona i kiedy przyszła sesja nie wytrzymałam. przez 2 tyg schudłam 8kg, nie byłam w stanie jeść bo mdliło mnie na sam widok jedzenia, płakałam, krzyczałam. uspokajały mnie tylko spacery, wtedy męczyłam się fizycznie i jakoś to było. ale i tak ostatni egzamin tamtej sesji przełożyłam na inny termin bo ze strachu dostałam wysokiej temperatury, nie byłam w stanie nic robić. ciągle myślałam o tym egzaminie.
Już do końca studiów było tak samo, poziom stresu rósł do granic możliwości, objawy zawsze te same. wszyscy mieli mnie dość. zaczęłam wtedy chodzić do psychologa bo nie wiedziałam jak sobie radzić. pomogło na jakiś czas więc przestałam. teraz żałuje.
Po skończeniu studiów rozpoczęłam przygotowania do kolejnego ważnego egzaminu. bardzo mi zależało żeby zdać, jednocześnie rozpoczęłam nową pracę. poziom stresu doprowadził do ataków paniki. chudłam nagle, potem tyłam, płakałam, wmawiałam sobie, że nie chce wcale zdać tego egzaminu i wcale nie lubię nowej pracy (co jest nieprawdą bo jest najlepsza na świecie). na własne życzenie egzamin oblałam bo wmówiłam sobie, że lepiej będzie jak się nie dostanę. a potem płakałam, że się nie dostałam.
Teraz wychodzę za mąż. o niczym innym nie marzyłam, niczego na świecie tak nie pragnęłam jak tego ślubu z tym człowiekiem. moja euforia po zaręczynach trwała 2 tygodnie. potem zaczął się paniczny strach. nagle natrętne myśli, wątpliwości zaczęły mnie atakować z każdej strony. ani jeść, ani spać, ani nic. temperatura 37.5 utrzymuje mi się od 3 tygodni, codziennie zmuszam się żeby wyjść z domu. po pracy prosto wracam do domu. jestem ciągle zmęczona, ciągle chce mi się spać, ciągle chce mi się płakać. raz nie chce widzieć mojego narzeczonego, raz panicznie tęsknie za nim. myśl o ślubie powoduje palpitacje serca. znów poszłam do psychologa, nie daje sobie rady. boje się, że do dnia ślubu albo zwariuje albo mój przyszły mąż mnie zostawi. bo jak można żyć z taką wariatką?
a ja ciągle wymyślam nowe problemy, nowe wątki do przemyśleń. znów próbuje sobie wmówić, że może nie powinnam wcale za mąż wychodzić skoro tak reaguje.

nie wiem co mam robić. mam ochotę zapaść się pod ziemię i spać. nic więcej.
czy ktoś miał tak jak ja? łykam leki antydepresyjne, leki na ataki paniki ale nadal nie mogę funkcjonować normalnie.
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   samotny 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 37
  • Rejestracja: 13-luty 11
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 15 marzec 2011 - 17:00

witaj przerażona. Widzę, że przeżywasz bardzo silny stres i niemożność funkcjonowania. VBardzo Ci współczuję bo mam tak samo. Wiszę pomiędzy euforią, dysforią, lękiem i depresją :(
zapraszam na moją stronę http://walkazczasem.pl.tl/
0

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych