Depresja.ws - Forum: Dysmorfofobia - Depresja.ws - Forum

Skocz do zawartości

Książki o Depresji

Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Dysmorfofobia Oceń temat: -----

#1 Gość_Nexus_*

  • Grupa: Gość

Napisano 31 grudzień 2010 - 09:38

Witam wszystkich

Jestem nowy na forum. Zarejestrowałem się, bo muszę się wygadać, a nie mam komu.
Zapytam się na początku: czy ktoś też ma dysmorfofobię (inaczej zaburzenia dysmorficzne czy też z ang. Body Dysmorphic Disorder)? Ogólnie sprawa ma się tak, że od 16 (teraz mam 22) roku życia coś zaczęło mi się pojawiać na twarzy. Nie wiem, co to, ale wiem, że ma to związek ze spaleniem właśnie wtedy twarzy na słońcu. To tak jakby druga skóra, rosnąca na tej właściwej. Przez to wyglądam, delikatnie mówiąc, brzydko. I żeby nie było, wcześniej nie miałem z tym w ogóle problemów. Miałem pełno kolegów, koleżanek i żyłem pełnią życia. Teraz, właśnie z powodu mojego wyglądu, ludzie się ze mnie śmieją. Dlatego jak wychodzę zakładam kaptur i czapkę, by nikt mojej twarzy nie widział. Całe moje życie zostało ograniczone do jednego kolegi, komputera, którym jestem totalnie znudzony, depresji i tabletek. Teraz, kiedy mój jedyny kolega złamał sobie nogę, zobaczyłem jak samotny jestem. Moja depresja sięgnęła zenitu, jestem na skraju wyczerpania i nie wiem co począć. Nic, ale to nic nie daje mi radości, satysfakcji, nie śpię całymi nocami, dzień w dzień nudzę się i ogólnie nie mam ochoty robić cokolwiek, nawet wstać z łóżka. Pomijając to, że nigdy nie wierzyłem, że mam dysmorfofobię jak i moje kosztowne, nic niedające leczenie dermatologiczne, tabletki przepisywane przez psychiatrę nic mi nie dają. Zażywałem już sulpiryd, seroxat, depakinę, bioxetin, cloranksen i coś tam jeszcze. Żaden lek ( prócz ostatniego) nic mi nie daje w obecnej chwili, czuję się naprawdę źle. Każdy z tych leków, poza ostatnim, który dobrze działa na stres, powoduje u mnie skutki uboczne, które na dłuższą metę bardzo przeszkadzają jak i nie odczuwam po nich odpływu smutku i frustracji. Powiem, co rzeczywiście pomagało - Eferalgan lub Dafalgan, byle z kodeiną. Gorsza, ale też z kodeiną i bez recepty jeszcze jest Solpadeina. Co prawda są to doraźne leki i na krótko (ze 3 godziny działają), ale komfort po zażyciu jest niesamowity. Oczywiście leki te uzależniają i działają niszcząco na organizm, ale w obecnym stanie mojej psychiki, mam to zwyczajnie gdzieś. Tak więc moje pytanie brzmi - co polecacie na depresję? Znacie jakieś naprawdę dobrze działające i sprawdzone leki? Byle nie ogłupiające i nie otępiające, chcę mieć jasność myślenia.
Powiem szczerze, że po prostu już długo nie pociągnę, właściwie każdego dnia płaczę, bo całe moje życie to jedno wielkie gó*no. Jeśli ktoś ma/miał to zaburzenie i się z niego wyleczył, niech powie, czy rzeczywiście wierzył w 100% w jakieś wymyślone rzeczy na twarzy, których w rzeczywistości tam nie było?

Pozdrawiam (i naprawdę, doradźcie jakieś dobre leki, bo teraz doszło do tego, że czuje taki smutek i osamotnienie, że nie mogę przez to spać)
0

#2 Użytkownik nie jest zalogowany   toy_ 

  • osioł
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Wyświetl galerię
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 9571
  • Rejestracja: 05-luty 10
  • Płeć:Nie ustawione

Napisano 31 grudzień 2010 - 11:11

nie pojmuję co miało dac leczenie dermatologiczne
moim zdaniem tylko psychiatra...no i nikt ci leków nie wypisze na forum
pozdrawiam Dołączona grafika
Gdy wszystko skończy się jak myślałem
Wsyp mnie do ziemi, stąd przyjechałem
0

#3 Użytkownik nie jest zalogowany   zaratustra 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 271
  • Rejestracja: 29-grudzień 10
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:...

Napisano 31 grudzień 2010 - 13:32

Witaj... doskonale rozumiem co masz na mysli, kiedy opisujesz swoja samotnosc... i zwiazana z nia frustracje... jednak na Twoje pytania nie umiem niestety odpowiedziec... :(
pozdrawiam, Zaratustra
0

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

#4 Użytkownik nie jest zalogowany   tadam 

  • z dźwigu skoczył nie podskoczył :-) skoczył z dachu i do piachu
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Oczekujący
  • Postów 17189
  • Rejestracja: 19-wrzesień 09
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 31 grudzień 2010 - 14:36

Probowales jakiejs terapii? Najlepiej terapeuta pracujacy w nurcie psychoterapii ericksonowskiej, bo terapeuci ericksonowscy pracuja ze specyficznym rodzajem hipnozy (ale nie takiej klasycznej) i tutaj mozna byloby uzo zrobic, aby przelamac fobie i pomoc Ci z niej wyjsc.
najbardziej chciałbym być po prostu zwykłym pudełkiem po butach
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
0

#5 Gość_Nexus_*

  • Grupa: Gość

Napisano 31 grudzień 2010 - 19:22

Wiem, że nikt nie przepisze mi tu leków, nie o to chodzi. Pytam o to, co polecacie. Mam konkretnie na myśli, czy jest coś czego używacie i możecie powiedzieć, że jesteście z tego zadowoleni przy jak najmniejszych skutkach ubocznych. Oczywiście chodzę do psychiatry, ale on mi każe cały czas zażywać ten sam syf w różnych dawkach. Kolejne spotkanie mam w najbliższy wtorek, dlatego chcę się dowiedzieć, co wam pomaga i ewentualnie z moim psychiatrą to skonsultować.
Co do leczenia dermatologicznego - ano miało dać tyle, że chciałem rzecz jasna usuwać tą "drugą skórę" i albo mi się wydawało, albo naprawdę z początku coś to dawało. Leczyłem się różnymi lekami. Kremami z kwasami, peelingami, mikrodermabrazją, tetracykliną, aknenorminem i setką innych podobnych, których już po prostu nie pamiętam, bo było ich trochę w życiu. Problem cały polega na tym, że tą całą drugą skórę mogę usuwać, ale kiepsko mi to idzie, a przynajmniej wydaję mi się, że widzę jak schodzi. Tylko jej jest dużo.
Jeśli chodzi o tych terapeutów ericksonowskich, nigdy o nich nie słyszałem, zobaczę, co na to mój psychiatra.

Dzięki za zainteresowanie i szczęśliwego nowego roku wszystkim życzę.
0

#6 Użytkownik nie jest zalogowany   niepowiemwam 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 14
  • Rejestracja: 23-kwiecień 11

Napisano 23 kwiecień 2011 - 22:48

Wyświetl postUżytkownik Nexus dnia 31 grudzień 2010 - 09:38 napisał

Witam wszystkich

Jestem nowy na forum. Zarejestrowałem się, bo muszę się wygadać, a nie mam komu.
Zapytam się na początku: czy ktoś też ma dysmorfofobię (inaczej zaburzenia dysmorficzne czy też z ang. Body Dysmorphic Disorder)? Ogólnie sprawa ma się tak, że od 16 (teraz mam 22) roku życia coś zaczęło mi się pojawiać na twarzy. Nie wiem, co to, ale wiem, że ma to związek ze spaleniem właśnie wtedy twarzy na słońcu. To tak jakby druga skóra, rosnąca na tej właściwej. Przez to wyglądam, delikatnie mówiąc, brzydko. I żeby nie było, wcześniej nie miałem z tym w ogóle problemów. Miałem pełno kolegów, koleżanek i żyłem pełnią życia. Teraz, właśnie z powodu mojego wyglądu, ludzie się ze mnie śmieją. Dlatego jak wychodzę zakładam kaptur i czapkę, by nikt mojej twarzy nie widział. Całe moje życie zostało ograniczone do jednego kolegi, komputera, którym jestem totalnie znudzony, depresji i tabletek. Teraz, kiedy mój jedyny kolega złamał sobie nogę, zobaczyłem jak samotny jestem. Moja depresja sięgnęła zenitu, jestem na skraju wyczerpania i nie wiem co począć. Nic, ale to nic nie daje mi radości, satysfakcji, nie śpię całymi nocami, dzień w dzień nudzę się i ogólnie nie mam ochoty robić cokolwiek, nawet wstać z łóżka. Pomijając to, że nigdy nie wierzyłem, że mam dysmorfofobię jak i moje kosztowne, nic niedające leczenie dermatologiczne, tabletki przepisywane przez psychiatrę nic mi nie dają. Zażywałem już sulpiryd, seroxat, depakinę, bioxetin, cloranksen i coś tam jeszcze. Żaden lek ( prócz ostatniego) nic mi nie daje w obecnej chwili, czuję się naprawdę źle. Każdy z tych leków, poza ostatnim, który dobrze działa na stres, powoduje u mnie skutki uboczne, które na dłuższą metę bardzo przeszkadzają jak i nie odczuwam po nich odpływu smutku i frustracji. Powiem, co rzeczywiście pomagało - Eferalgan lub Dafalgan, byle z kodeiną. Gorsza, ale też z kodeiną i bez recepty jeszcze jest Solpadeina. Co prawda są to doraźne leki i na krótko (ze 3 godziny działają), ale komfort po zażyciu jest niesamowity. Oczywiście leki te uzależniają i działają niszcząco na organizm, ale w obecnym stanie mojej psychiki, mam to zwyczajnie gdzieś. Tak więc moje pytanie brzmi - co polecacie na depresję? Znacie jakieś naprawdę dobrze działające i sprawdzone leki? Byle nie ogłupiające i nie otępiające, chcę mieć jasność myślenia.
Powiem szczerze, że po prostu już długo nie pociągnę, właściwie każdego dnia płaczę, bo całe moje życie to jedno wielkie gó*no. Jeśli ktoś ma/miał to zaburzenie i się z niego wyleczył, niech powie, czy rzeczywiście wierzył w 100% w jakieś wymyślone rzeczy na twarzy, których w rzeczywistości tam nie było?

Pozdrawiam (i naprawdę, doradźcie jakieś dobre leki, bo teraz doszło do tego, że czuje taki smutek i osamotnienie, że nie mogę przez to spać)


Nie muszę mieć dokładnie tego samego "problemu" na twarzy jaki ty masz, żeby cię zrozumieć. Bo bardzo dobrze wiem o czym mówisz i podejrzewam jakie masz czarne myśli. A podobieństwo między nami jest takie, że ja od wielu lat mam trądzik. Wiem wiem.. ma to wiele ludzi. Ale to nie zmienia faktu, że nie pozwala mi to normalne i w pełni funkcjonować.
żebyś poczuł wsparcie, to ponarzekam trochę na swój żywot, a wtedy może poczujesz więź i zdasz sobie sprawę że nie jesteś jedyny, któremu fizyczność i jej mankamenty (wymyślone lub nie, ale to nie ma znaczenia) ograniczają życie, doprowadzając do depresji.
Tak. Mam trądzik. Może wszystko nie byłoby takie straszne gdyby nie to, że oprócz tego nigdy nie zostałam nauczona poczucia własnej wartości. Bo i bez trądzika czułam się gorsza od innych. A jak doszły syfy na twarzy to budowana powoli dobra samoocena "poszła się..". No, a wcześniej borykałam się z zaburzeniami odżywiania (które teraz kontroluję).
Generalnie, staram się trzymać pion. I osobiście daję sobie medal za wytrwałość i radzenie sobie od najmłodszych lat całkiem sama - naprawdę tak było. Jak się zastanowię to faktycznie byłam zaradnym dzieckiem. Może jak ktoś obcy nie zna mojego życia to wcale nie będzie uważał że jestem jakaś bardzo ogarnięta. Ale ja, znając swoje przeżycia, i mając na uwadze to że zawsze zostawałam z zaj*bistym mętlikiem w głowie sama, to jestem z siebie dumna.
Ale wracają do tematu... obecność trądziku w połączeniu w innymi okolicznościami spowodowało, taką trochę, reakcje łańcuchową. Bo trądzik + perfekcjonizm + zaniżone poczucie własnej wartości = samotność. A to wszystko + ciężki charakter z natury = ogromna samotność. I po prostu z czasem wszystkie negatywne myśli się nawarstwiały. To w efekcie dawało gorsze wyniki w szkole i na uczelni. Więc dalej -> pogłębienie poczucia beznadziejności. I... tak w kółko.

I jeszcze podam kilka takich faktów które się wiążą z tematem:
-> najgorsze jest poczucie niesprawiedliwości. a dokładniej: jestem laską! jeeeezu.. i to jest najgorsze. że moje ciało.. ono jest całe takie - że powinnam je pokazywać. ale ten trądzik! no ale wierzę w to że to kiedyś minie. [aha! tak. jestem z tych którzy wiedzą, po prostu wiedzą, że będzie o nich głośno. a raczej jeszcze bardziej niż jest teraz] bo tak! tak. mam parcie na szkło.
-> pisałam też o tym na innym forum, ale napisze też tutaj: popadam w skrajności. a jedna pani psycholog stwierdziła że mam syndrom MM.
-> i na koniec.. zgadzam się z tobą, że poczucie samotności jest nieznośne. i to z powodu fizyczności. nikt mnie nie przytula, nikt mnie nie dotyka. jakie to straszne. jestem młoda (20) a tak naprawdę nigdy nie miałam faceta. czuję się żałośnie.
i wszystko przez CIAŁO.
0

#7 Użytkownik nie jest zalogowany   nietypowiec 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 1
  • Rejestracja: 15-maj 11

Napisano 28 maj 2011 - 15:02

Ja niedawno się dowiedziałem o istnieniu dysmorfofobii, chociaż sam jej nie mam, w ogóle nie przywiązuję większej wagi do swojego wyglądu, ale bardzo mnie zaciekawiła taka rzecz: jeśli jakaś dziewczyna ma dysmorfofobię, a naprawdę jest ładna i chłopacy ją podrywają, to czy ta dziewczyna myśli, że ci chłopacy kłamią?
0

#8 Użytkownik nie jest zalogowany   morfina16 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 1
  • Rejestracja: 25-sierpień 11
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 25 sierpień 2011 - 12:45

Z jednej strony tak jest, ale czasem też może się jej wydawać że wygląda dobrze przez krótki moment(bo np. słońce pada pod dobrym kątem,czy coś w tym stylu.
0

#9 Użytkownik nie jest zalogowany   niepowiemwam 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 14
  • Rejestracja: 23-kwiecień 11

Napisano 16 grudzień 2011 - 22:38

Wyświetl postUżytkownik nietypowiec dnia 28 maj 2011 - 15:02 napisał

Ja niedawno się dowiedziałem o istnieniu dysmorfofobii, chociaż sam jej nie mam, w ogóle nie przywiązuję większej wagi do swojego wyglądu, ale bardzo mnie zaciekawiła taka rzecz: jeśli jakaś dziewczyna ma dysmorfofobię, a naprawdę jest ładna i chłopacy ją podrywają, to czy ta dziewczyna myśli, że ci chłopacy kłamią?


coś w tym jest.

bo to jest odczuwanie siebie samej przez skrajoności: jednocześnie mam się za kogoś naprawdę (!) wspaniałego, tak narcystycznie, ale zaraz za tym idzie równorzędnie uczucie jakiegoś zażenowania.

jeśli o mnie chodzi może to wynikać z tego, że nie mam pospolitej urody. kiedyś ktoś mi powiedział że wyglądam trochę jak lalka i trochę jak... alien o.O
odebrałam to jednak pozytywne bo takowe było (tak przypuszczam). ale to potwierdza, że moje rysy które dostałam w genach to jedno, a to co "z sobą zrobiłam", to drugie. czyli jaki mam styl, jakim jestem typem kobiety.

i tego nie umiem wytłumaczyć. po prostu skrajna ocena siebie i to w jednym czasie. czyli nie jest to zależne od dnia i pogody.

i jest jeszcze coś. to moje wyglądanie jest trochę takie, że jeśli się podoba, czasami nawet bardzo (za tą swoją jakąś inność) to nie czuję się że mogę przez to być z kimś.
trudno mi to wytłumaczyć, ale czasami czuję się tylko do oglądania.
ale nie wynika to z faktu, że jestem AŻ TAK super, tylko taka... niezrozumiana.

kurczę, nie wiem czy się dobrze wyraziłam
0

#10 Użytkownik nie jest zalogowany   niepowiemwam 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 14
  • Rejestracja: 23-kwiecień 11

Napisano 17 grudzień 2011 - 14:46

a propos

"To kolosalne powodzenie, które miałam... szczerze. I nieufność na granicy okrucieństwa: mężczyzna szalał, obiecywałam i nie byłam kochanką. Pragnęłam, ale umiałam to zatrzymać. Był we mnie lęk, by nie przeżyć dramatu"
~ Maria Fołtyn

dobrze charakteryzuje to co chciałam wytłumaczyć w poprzednim poście.
dodając jeszcze o mnie: taka nieludzka.
0

#11 Użytkownik nie jest zalogowany   Dharma 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 2
  • Rejestracja: 21-styczeń 12

Napisano 21 styczeń 2012 - 18:59

Cześć...
Wiecie co, wkurza mnie to.
My w ogólnie obchodzimy naszych bliskich.
Ignorują nas, bagatelizują ten problem.Tak jest.Kiedy powiedziałam o tym rodzicom odpowiedziali' poprsotu masz mało zajęcia.Nudzisz się.'
A wręcz przeciwnie bo.. robię wszystko ,żeby nie myśleć o tym ch*lernym wyglądzie!To mnei dopadło już dawno temu, nie opuści.
Chciałabym coś z tym z robić.Żeby inni byli na to uwrażliwnieni a Ci( którzy maja'zadaki' na dsm)) których można uratować ,żeby za wczasu reagowali na swoje objawy!To wszystko przez to że ludzie w tym postępie 'wszystkiego' niezauważają rzeczy najważniejszych!.Popatrzcie na te plakaty,czasopisma...Ale my byliśmy wrażliwi tylko ktoś nas zepsuł.
Wytłumaczę to klarowniej:

Lęk---> wygląd----->przyczyna:iluzja---->źródło:nacisk środowiska.


Ta choroba jest okropna ale..Wierzę ,że da się nam z tego wyjść, mimo tej zgagi.
Nie poddawajcie się.
0

#12 Użytkownik nie jest zalogowany   pieprz_cayenne 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 1
  • Rejestracja: 10-kwiecień 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 10 kwiecień 2012 - 20:38

Wyświetl postUżytkownik nietypowiec dnia 28 maj 2011 - 15:02 napisał

jeśli jakaś dziewczyna ma dysmorfofobię, a naprawdę jest ładna i chłopacy ją podrywają, to czy ta dziewczyna myśli, że ci chłopacy kłamią?

podejrzewam u siebie to zaburzenie (mam wrażenie że moje ciało jest inne niż u zwykłych osób, tzn czuję się jak jakiś quasimodo... mam wrażenie że nienaturalnie wystaje mi kark, mam nogi krzywe jak na beczce prostowane, okrutnie tłusty podbródek, zbyt kwadratowe dłonie, łydki zapaśnika etc etc...) i moje odczucia są nieco inne niż w cytowanym przeze mnie poście; zwykle czuję się odrażająco, natomiast bywają sytuacje takie jak opisał użytkownik "niepowiemwam" - odczuwanie skrajności, po prostu. z jednej strony wstydzę się siebie, swojego wyglądu, zachowania, z drugiej zaś mam wrażenie że jestem w pewien sposób lepsza niż inni, że otaczają mnie idioci (nie wrzucając wszystkich do jednego worka)
z jednej strony czuję się wyjątkowa (być może dlatego że inna od wszystkich i że z powodu bycia gorszą zaharowuję się na amen żeby mnie doceniono) a z drugiej strony czuję się jak nic nie warty śmieć.
nie mam poczucia, że ludzie mnie okłamują, prędzej że ich mnie żal i że nie potrafią mi pomóc.
ale jak już wspomniałam - tylko podejrzewam to u siebie. nigdy w życiu nie byłam u żadnego specjalisty więc nic na pewno.
0

#13 Użytkownik jest zalogowany   nigdy 

  • Średniozaawansowany
  • PipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 169
  • Rejestracja: 15-luty 12
  • Płeć:Kobieta

Napisano 13 kwiecień 2012 - 12:16

...Widzę w sobie kupę usterek, zawsze. Jeśli wiem, że wyglądam źle - w sensie np. nie miałam możliwości zrobić swojej rutyny - wpadam we wściekłość i rozżalenie, nie da się ze mną wytrzymać. Zawsze mam wrażenie, że wyglądam gorzej od innych (jestem proporcjonalna i naprawdę szczupła w sensie medycznym, mimo wszystko w lustrze widzę klocowatą babę z niskim zawieszeniem).Myślę, że jestem diabolicznie pospolita, że tylko ja muszę się "robić" tak starannie, zanim wyjdę z domu, że cudze ubrania są zawsze lepsze od moich i bardziej "twarzowe", że mam "ciężarowe" łydki, ramiona. I tak dalej.
Jednocześnie od zawsze mam poczucie, że się wyróżniam(w głowie i na zewnątrz, czasem nawet to widzę),że jest coś lepszego dla mnie przygotowane w przyszłości (jakkolwiek durno by to nie brzmiało). Czasem zdaję sobie sprawę z tego, że przyciągam uwagę -wyglądem i nie-a czasem jest mi to mówione. Kobiety traktują jak rywalkę. Chciano, abym pozowała tu i tam (czyli ocena obiektywna artystyczna). Spostrzegano jako obiekt seksualny.

Wstydzę się nosić "gazetowe" ubrania, w których wyglądam obiektywnie imponująco, krępuje mnie niesamowicie wzrok ludzki, kiedy tak wyglądam, czuję się nieswojo, źle, źle i koszmarnie.Gram. Jednocześnie coś jest w tym szumie. Jak go nie ma, to też sobie wyrzucam, że jestem paskudna. Właściwie potwierdzam swoją wartość tylko tym szumem.

I te "sprzeczne zeznania" mogłyby być objawami dysmorfofobii? (wnioskuję po postach pieprz_cayenne, niepowiemwam)
W sensie, bardzo mało wiem o tym zaburzeniu. Jestem zaskoczona Waszymi wpisami, wydawało mi się, że to coś nieco innego, a tu proszę..?

Użytkownik nigdy edytował ten post 13 kwiecień 2012 - 12:19

0

#14 Użytkownik nie jest zalogowany   Miss.Hyde 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 19-kwiecień 12

Napisano 19 kwiecień 2012 - 11:39

Witam,
nareszcie czuję się jakbym znalazła się wsród "swoich". Czytając Wasze posty wiele rzeczys taje sie dla mnie jasne... Nie wiem tylko jak różne mogą byc formy tego zaburzenia. Te watpliwości wynikaja z tego, że ja juz się nie "robię" przed wyjsciem. Wykonuje podstawowe czynnosci, żeby ludzkośc myslała że egzystuje jak każda inna kobieta (włosy, lekki makijaż) ale sa to jedynie proby wtopie nia sie w tlo. Nie "robie' sie bo mam wrazenie ze to smieszne, groteskowe wrecz w moim wypadku. Bo to by znaczylo ze mysle ze moge wygladac dobrze, a cokolwiek bym nie zrobila nie bede wygladac dobrze. dlaczego? bo jestem gruba. widze to zawsze, wszedzie, nieustannie. Wszystko co robie- sposob w jaki chodze, siedze, mowie, pisze czy cokolwiek innego- krzyczy "gruba". kazde potkniecie na chodniku, kazdy blad w ruchu, kazde niepowodzenie sprawia ze wszyscy to widza, wiedza ze nie umiem nic zrobic dlaego ze jestem gruba. jednoczesnie nie chce zeby wiedzieli ze ja wiem i ze mi z tym zle wiec na codzien udaje ze nic sie nie dzieje ze czuje sie ze soba dobrze. ale tak nie jest. mimo tego ze reacjonalnie wiem ze jestem okragla, ale nie monstrualnie (waze teraz ok 90kg przy wzroscie 180cm) nie wychodze z domu jesli nie musze, nie rozmawiam z ludzmi jesli nie musze, chowam sie. jesli ktokolwiek spojrzy na mnie czuje ze budze w nim same negatywne emocje. ze jedyne co ludziom przychodzi do glowy kiedy mnie widza to to ze jestem gruba. i nie umiem przestac. nie umiem przestac jesc, zwlaszcza kiedy jestem sama. im wiekszego mam dola tym bardziej zamykam sie w domu i wpieprzam. Slodycze, pizze, makarony, chleb, cokolwiek. Kompulsywne objadanie sie to sie nazywa. Walcze z tym, staram sie. Jestem na diecie, chudne, zaczynam myslec ze moge wygladac kiedys jak czlowiek, nie wstydzic sie siebie. i wtedy cos sie dzieje, cokolwiek- krzywe spojrzenie dziewczyny ktora mnie nie lubi (dlaczego? oczywiscie dlatego ze wygladam jak wygaldam) i wszystko zaczyna sie od nowa. zamykam sie, jem, nienawidze tego jak wygladam, zbieram sie, staram sie, probuje, cos tam chudne i znow dostaje czyms po ryju. nie wiem jak to ogarnac, czy ktos z Was wie? czy w ogole to jest możliwe, że cierpie na to zaburzenie, czy po prostu wymyslam wymowiki sama dla siebie? czy może ono współistniec z kompulsynym objadaniem sie?
0

#15 Użytkownik nie jest zalogowany   anche 

  • anche
  • PipPipPipPipPip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Moderator
  • Postów 4409
  • Rejestracja: 17-luty 08
  • Płeć:Kobieta

Napisano 22 kwiecień 2012 - 00:11

myślę, że w Twoim przypadku problem tkwi bardziej w zaburzeniach odzywiania niz w dysmorfofobii. wielce mozliwe, że łączą się one u Ciebie z innym zaburzeniem czy to nastroju czy zachowania- by jednak uzyskac pewną diagnozę powinnas skontaktowac sie ze specjalistą- szkoda życia na papranie się w tym syfie, trzymaj się ciepło
nie zamierzam cię truć pigułkami ze słów. nie potrafię uchronić od smutku.
0

#0 Bot Reklamowy

  • Reklama
  • Grupa: Reklama

#16 Użytkownik nie jest zalogowany   Miss.Hyde 

  • Nowy uczestnik
  • Pip
  • Wyślij prywatną wiadomość
  • Grupa: Użytkownik
  • Postów 5
  • Rejestracja: 19-kwiecień 12

Napisano 23 kwiecień 2012 - 17:57

Wyświetl postUżytkownik anche dnia 22 kwiecień 2012 - 00:11 napisał

myślę, że w Twoim przypadku problem tkwi bardziej w zaburzeniach odzywiania niz w dysmorfofobii. wielce mozliwe, że łączą się one u Ciebie z innym zaburzeniem czy to nastroju czy zachowania- by jednak uzyskac pewną diagnozę powinnas skontaktowac sie ze specjalistą- szkoda życia na papranie się w tym syfie, trzymaj się ciepło

dziekuje:)
0

Udostępnij ten temat:


Strona 1 z 1
  • Nie możesz napisać tematu
  • Nie możesz odpowiedzieć

Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych