Nie wiem, czy kogoś to obchodzi, ale w sumie gry komputerowe to tak istotna część mojej.. osobowości... może lepiej - mojego życia, że opiszę parę gierek, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Mam nadzieję, że ktoś grał
1. Gothic I i II
Gosh, zakochałem się w uniwersum Gothica. Trochę już minęło odkąd ukończyłem je obie (trójki nie miałem jeszcze okazji), ale ten sentyment mi pozostał. Grałem w nie jeszcze jako trochę dzieciak, więc emocje i radocha były większe. Świat Górniczej Doliny i losy Bezimiennego miały w sobie coś niesamowicie pięknego i wciągającego. Jak najlepsza fantastyka. BTW, uwielbiam książki fantasy, więc nie dziwota, że tak mi przypadła do gustu seria panów z Piranha Bytes. Klimat. Fabuła. Muzyka. Wpływ poczynań gracza na otaczający świat. Epicka flora i fauna (ścierwojady, kretoszczury, jaszczury, SMOKI!). Udany system rozwoju bohatera i niesamowicie miodny system walki. Ta gra jest stworzona do miecza, kurrde! Machanie nim usprawniono jeszcze w drugiej części i zadawanie pchnięć czy cięć z boku i konstruowanie efektownych kombosów zapewniały tony radochy. Oczywiście, nie żebym stawiał to na pierwszym miejscu. W Gothicu przede wszystkim urzekł mnie ten fantastyczny, magiczny świat, przypominający Średniowiecze, świat groźny, niebezpieczny, ale mimo to o ile piękniejszy i ciekawszy, niż nasz zwykły szary XXI-wieczny. I ten bohater - wybraniec bogów, ratujący świat przed złem wysłanym przez samego Beliara, boga ciemności. Zwłaszcza w drugiej części - gdzie powalamy kilka smoków, w tym stanowiącego finałowego bossa nieumarłego gada - poczucie bycia potężnym bohaterem stawiającym czoła najgorszemu złu w epickim starciu - jest niesamowite.
2. Fallout 1 i 2.
I znów - świat przedstawiony. Sceneria postapokaliptyczna z misterną intrygą w tle, a do tego elemeny popkultury naznaczonej strachem przed atomową zagładą epoki lat .50. Główny bohater, urodzony i wychowany w Schronie Trzynastym, opuszcza go i po raz pierwszy w życiu ogląda świat zewnętrzny, wyruszając na długą wyprawę w celu uratowania mieszkańców Krypty od śmierci z braku wody. Klimat świata zniszczonego wojną atomową jest niesamowity. Dobry system rozwoju postaci, pozwalający wykreować zarówno ciężkozbrojnego osiłka, jak i przebiegłego, gadatliwego geniusza pokonującego przeciwników bardziej przy pomocy argumentów niż nabojów. Dziesiątki zadań i postaci. Brutalny realizm fabuły i przedstawionego w grze świata. Konsekwencje moralne wyborów bohatera; i w ogóle głębia i niebanalność scenariusza oraz dialogów. Tu nie ma postaci czarno-białych, a kreowany przez gracza heros może być zarówno szlachetnym wojownikiem pomagającym biednym mieszkańcom Pustkowi, jak i obrzydliwym sukinsynem z krwią na rękach, sprzymierzonym z bandytami. Niemal namacalne poczucie zagrożenia. Wreszcie, intrygujące zakończenie.
Kocham dobrze wykreowane, realistyczne światy gier. Prowadzę swoją postać wyobrażając sobie, że tak dokładnie bym postępował, gdybym miał siłę, odwagę i honor wirtualnego "ja". Dążę do celu, który w przeciwieństie do realnego życia jest niebanalny i jasno określony.
Oprócz RPGów, moim ukochanym tytułem jest wspomniane Operation Flashpoint. Kocham je, bo to doskonała symulacja w miarę współczesnego pola walki, a ja interesuję się militariami i nie wyrosłem z zabaw żołnierzykami - tyle, że przeniosłem je na ekran

Gra zdecydowanie nie dla każuali. Jest już dosyć stara (2001 rok), ale jej chlubną tradycję kontynuują ARMA 1 i 2. No i jest wręcz nieskończenie podatna na modyfikacje (nowe pojazdy, modele, dźwięki, systemy broni i symulacji) i kreatywność samych graczy - wbudowany edytor misji to narzędzie, za pomocą którego można tworzyć misje dorównujące rozmachem tym stworzonym przez autorów.
Trochę się rozpisałem, ale ciężko nie pisać rozwlekle o tym, co się kocha(ło).