Witam. Na imię mam Karolina, mam skończone 25 lat. Pracuje z jednej z międzynarodowych sieci sklepów. Ogólnie na depresję leczę się rok i dwa miesiące. Jednak jak dobrze mi się zdaje, depresje lub jej objawy występowały już u mnie wcześniej. Jednak w sierpniu zeszłego roku - nastąpił kryzys. Tata był w pracy, siosta mieszka na swoim, a moja mama w szpitalu. To było po godzinie 20.00. "Nachodziły" mnie takie czarne myśli, w środku czułam wielką pustkę, w głowie pojawiały się same zdania, że jestem najgorsza na świecie, a w sercu jakaś taka "czarna dziura", która mnie wciągała w jakiś tunel. A przede wszystkim zabrakło mi sił na walczenie z tym. Ni stąd ni zowąd zaczęłam nie płakać, tylko ryczeć. I pojawiła się u mnie pokusa - samobójstwa. Wtedy to czułam jakby to była jedyna droga ucieczki. Zadzwoniłam do taty prosząc o pomoc - zostałam wyzwana. Zadzwoniłam do siostry - kazała wziąść mi się w garść. Więc zostałam sama. Nie chciałam jakoś stresować mamy, jednak zadzwoniłam do niej. Porozmawiała ze mną, uspokoiłam się. Potem mama zadzwoniła do siostry, żeby przyjechała do mnie i mnie pilnowała, bo się o mnie boi. Jednak siostra w odpowiedzi do mnie zadzwoniła i opiperzyła, dlaczego zadzwoniłam do mamy i ją martwię, i że nie przyjedzie. Kilka dni później gdy pojechaliśmy do mamy - mama sama przyznała, że to może być depresja. W wrześniu poszłam do psychiatry. Gdy wyrzuciłam to wszystko co w sobie trzymałam ulżyło mi. Zaczęłam stosować tabletki. Przez pażdziernik i połowę listopada codziennie dopisywał mi humor, świat wyglądał mi się piękny, potrafiłam dostrzec wszelkie kolory tegoż świata. Lekarkę to jakby zaniepokoiło, że raczej nie powinno tak być, dopisała mi kolejne leki, na wyciszenie mnie. Od tamtej pory mam zmienne okresy - raz menancholie, raz w miarę dobry humor. Teraz 2 tygodnie temu gdy wróciłam z pracy - miałam podobny "atak". Nagle pojawiły się najgorsze myśli, czarna otchłań która wciągała mnie z większą siłą, głosy które mi "wmawiały", że jestem najgorsza.... Z początku starałam się walczyć z moim wewnętrznym "ja", ale czułam, że tak walka jestz góry skazana na niepowodzenie. Przekonuwanie samą siebie, że "głos" kłamie skutkowało, ale to trwało bardzo krotką chwilę niemalże sekudnę. A "czarna dziura" dokonywała kontataków coraz silniejszych. W domu była mama i to wszystko widziała, ale najgorsze to w tym, że zaczęłam wspominać o samobójstwie. Była przerażona. Przez dwa dni walczyłam z słabszymi atakami. Jednak w poniedziałek poddałam się i zadzwoniłam do lekarki z informacją, że nie radzę sobie. Wypisała mi zwolnienie lekarskie. Ale gdy się skończy pewnie będą problemy w pracy.
Dobry wieczór. Czemu nam się z tym ciężko żyje???
#1
Napisano 05 listopad 2010 - 21:28
Witam. Na imię mam Karolina, mam skończone 25 lat. Pracuje z jednej z międzynarodowych sieci sklepów. Ogólnie na depresję leczę się rok i dwa miesiące. Jednak jak dobrze mi się zdaje, depresje lub jej objawy występowały już u mnie wcześniej. Jednak w sierpniu zeszłego roku - nastąpił kryzys. Tata był w pracy, siosta mieszka na swoim, a moja mama w szpitalu. To było po godzinie 20.00. "Nachodziły" mnie takie czarne myśli, w środku czułam wielką pustkę, w głowie pojawiały się same zdania, że jestem najgorsza na świecie, a w sercu jakaś taka "czarna dziura", która mnie wciągała w jakiś tunel. A przede wszystkim zabrakło mi sił na walczenie z tym. Ni stąd ni zowąd zaczęłam nie płakać, tylko ryczeć. I pojawiła się u mnie pokusa - samobójstwa. Wtedy to czułam jakby to była jedyna droga ucieczki. Zadzwoniłam do taty prosząc o pomoc - zostałam wyzwana. Zadzwoniłam do siostry - kazała wziąść mi się w garść. Więc zostałam sama. Nie chciałam jakoś stresować mamy, jednak zadzwoniłam do niej. Porozmawiała ze mną, uspokoiłam się. Potem mama zadzwoniła do siostry, żeby przyjechała do mnie i mnie pilnowała, bo się o mnie boi. Jednak siostra w odpowiedzi do mnie zadzwoniła i opiperzyła, dlaczego zadzwoniłam do mamy i ją martwię, i że nie przyjedzie. Kilka dni później gdy pojechaliśmy do mamy - mama sama przyznała, że to może być depresja. W wrześniu poszłam do psychiatry. Gdy wyrzuciłam to wszystko co w sobie trzymałam ulżyło mi. Zaczęłam stosować tabletki. Przez pażdziernik i połowę listopada codziennie dopisywał mi humor, świat wyglądał mi się piękny, potrafiłam dostrzec wszelkie kolory tegoż świata. Lekarkę to jakby zaniepokoiło, że raczej nie powinno tak być, dopisała mi kolejne leki, na wyciszenie mnie. Od tamtej pory mam zmienne okresy - raz menancholie, raz w miarę dobry humor. Teraz 2 tygodnie temu gdy wróciłam z pracy - miałam podobny "atak". Nagle pojawiły się najgorsze myśli, czarna otchłań która wciągała mnie z większą siłą, głosy które mi "wmawiały", że jestem najgorsza.... Z początku starałam się walczyć z moim wewnętrznym "ja", ale czułam, że tak walka jestz góry skazana na niepowodzenie. Przekonuwanie samą siebie, że "głos" kłamie skutkowało, ale to trwało bardzo krotką chwilę niemalże sekudnę. A "czarna dziura" dokonywała kontataków coraz silniejszych. W domu była mama i to wszystko widziała, ale najgorsze to w tym, że zaczęłam wspominać o samobójstwie. Była przerażona. Przez dwa dni walczyłam z słabszymi atakami. Jednak w poniedziałek poddałam się i zadzwoniłam do lekarki z informacją, że nie radzę sobie. Wypisała mi zwolnienie lekarskie. Ale gdy się skończy pewnie będą problemy w pracy.
#3
Napisano 05 listopad 2010 - 21:56
/William Szekspir - "Makbet"
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 06 listopad 2010 - 09:46
Ja walcze od 4 lat, ale nie poddaje się, mimo, że w wielu momentach czułem to co ty
Ty również musisz znaleźc w sobie tą siłę dla samej siebie.
Depresja to nasz krzyż, który niestety musimy niesc.
Raz jest pod górę i wtedy jest nam bardzo ciężko, a raz z górki i wtedy nam trochę lepiej.
Wierzę, że znajdziesz prostą drogę i wtedy będzie już tylko dobrze.
#5
Napisano 06 listopad 2010 - 10:20
Depresja tak ma,jesienią nasilają się objawy i demony wyłażą z kątów.
Organizm przestawia się na dłuższą noc,dni są ciemne i krótkie,brakuje nam światła.
Karolino,dobrze,że do nas trafiłaś,teraz nie będziesz już sama z lękiem.
Tu o każdej porze ktoś jest,możesz pisać i będzie zawsze jakiś odzew.
Wita Cię jeszcze raz bardzo serdecznie i pozdrawiam.
Użytkownik dariamonika edytował ten post 06 listopad 2010 - 10:21
Kochamy ludzi za dobro, któreśmy im dali, a nienawidzimy za to zło, któreśmy im wyrządzili.
Lew Tołstoj
#6
Napisano 06 listopad 2010 - 10:38

"Ponieważ nic nie jest niemożliwe, człowiek powinien mieć wielkie marzenia. Im większe, tym lepiej." - Michael Phelps
"A odwaga nie polega na tym, żeby nie czuć strachu, lecz na tym, żeby mimo strachu robić swoje." - Tal Ben-Shahar
"Wszystko będzie dobrze w końcu. Jeśli nie jest, to jeszcze nie koniec."
#7
Napisano 06 listopad 2010 - 11:28
Mam nadzieję że będziesz z nami w trudnych i miłych chwilach swojego życia pozdrawiam
#8
Napisano 06 listopad 2010 - 11:28
NIE UMIEM ~~ Zapomnieć krzywdy...UFAM-Chyba trochę za często...NIENAWIDZĘ ~~ Kłamstwa...UCZĘ SIĘ-Na własnych błędach..
POPEŁNIAM-Czasem fatalne błędy...CIERPIĘ-Gdy ktoś mnie rani...CIESZĘ SIĘ ~~ Że są ludzie na których mogę polegać...
MOJE ŻYCIE ~~ To ciągłe czekanie...NIGDY NIE ZAPOMNĘ O TYCH-którzy są obok mnie,bez względu na wszystko...
KIEDYŚ ~~ Zostanie po mnie tylko kilka prostych słów i starych fotografii...MUSZĘ-Żyć mimo wszystko...
#10
Napisano 06 listopad 2010 - 13:37
#11
Napisano 06 listopad 2010 - 14:28
#12
Napisano 08 listopad 2010 - 17:58
#13
Napisano 08 listopad 2010 - 20:14
To nic,że czułaś się głupio,ale wyszłaś i to jest coś.
Pomału małymi kroczkami i spacery będą coraz dłuższe.
Trzymam kciuki i coś do posłuchania przyniosłam.
Kochamy ludzi za dobro, któreśmy im dali, a nienawidzimy za to zło, któreśmy im wyrządzili.
Lew Tołstoj
#0 Bot Reklamowy
#14
Napisano 10 listopad 2010 - 17:02
Najgorsze to w tym, że myślałam, że pogodziłam się z przeszłością. Traktowałam ją, że to już było i ona nigdy nie powróci już. Jednak okazało się, że się bardzo myliłam.
Dzisiaj czuję się pozbawiona sił. Cały dzień przespałam.

Pomoc















