Jak mu pomóc...? Mężczyzna którego kocham ma depresję...
#1
Napisano 28 październik 2010 - 20:13
od paru miesięcy spotykam się z facetem który ma depresję... już od dawna. Leczył się już i w szpitalu i później farmakologicznie. Wiele przeszedł, rozpad związku, próba samobójcza i wiele wiele innych spraw. Ostatnio nawrót choroby nastąpił chyba ze zdwojoną siłą...
Staram się jak mogę, robię wszystko aby wiedział że jestem, że zawsze może na mnie liczyć. Czasami jednak nie wytrzymuje... nie okazuje mu tego bo nie chcę aby widział moje łzy. Ma straszne wahania nastroju...od euforii... po totalnego doła. Niejednokrotnie mówi mi takie rzeczy na które naprawdę nie zasługuję. Staram się wtedy przełknąć ślinę i nie powiedzieć czegoś co czasami bym powiedziała człowiekowi który byłby zdrowy. Jest mi bardzo ciężko bo jego słowa bardzo bolą i sprawiają że płaczę w samotności. Ale staram się... z całego serca bo go kocham. Ja też jestem w ciężkiej sytuacji...rozwodzę się i też mam swoje problemy. Ale mimo tego staram się być dla niego w każdej chwili oparciem. Staram się usmiechac chociaż niejednokrotnie chcę mi się płakać z powodu mojej bezsilności.
Nie wiem już sama jak sobie z tym radzić...
#2
Napisano 28 październik 2010 - 20:50
Byłem w podobnej sytuacji- moja była żona nie miała tyle cierpliwości i odwagi niestety.
Trzymaj się, dużo siły Ci życzę i pozdrawiam.
Gdy przytrafi Ci się miłość , to miej świadomość, że może to być jedno z najlepszych, a zarazem najgorszych, życiowych doświadczeń.
#3
Napisano 28 październik 2010 - 20:54
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 28 październik 2010 - 21:27
Użytkownik titanic dnia 28 październik 2010 - 20:50 napisał
Byłem w podobnej sytuacji- moja była żona nie miała tyle cierpliwości i odwagi niestety.
Trzymaj się, dużo siły Ci życzę i pozdrawiam.
Ja go naprawdę kocham i wile jestem w stanie poświęcić. Leczy się teraz... w końcu dał się namówić... bo już dawno chciałam aby poszedł po raz kolejny do psychiatry. I w końcu sam stwierdził że to jest mu potrzebne.
Wiesz... ja sama tez nie wiem czy to dobrze... ale boję się że gdy mu pwoeim że tak naprawdę nie zachowuje się fair w stosunku do mnie tym bardziej go "przybiję"
Dziękuje... ja jestem zdeterminowana... i wiem że warto...
Boję się tylko tego, że w końcu nie wystarczy mi sił. Wiele przeszłam i wiele przechodzę... ale chcę być dla Niego
Użytkownik tadam dnia 28 październik 2010 - 20:54 napisał
Staram się. Staram się z calych sil.
Jednak jestem osobą której ciężko mowic o tym co czuje, co przeżywa. Zawsze starałam się nie obciążać tym moich bliskich. Ale tak naprawdę masz 100-procentową rację. Powinnam. Ale teraz zyje tym co się z nim dzieje, jezdze pol miasta w poszukiwaniu go... bo stwierdzil ze zostawia wszystko... i nie potrafie inaczej
#5
Napisano 28 październik 2010 - 21:42
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#6
Napisano 29 październik 2010 - 00:29
Moje problemy zaczęły się właśnie od tego, że zakochałam się w facecie z problemami. Nie skonczyło się to dla mnie najlepiej:
1. Ponieważ cały czas koncentrowałam się na jego problemach i wszystko w moim życiu kręciło się dookola niego i jego nastrojów (a trwało to ładnych parę latek), gdy odszedł, cały mój świat się rozpadł. Po prostu nie widzialam dla siebie żadnej drogi.
2. To właśnie ta nadmierna koncentracja była jednym z powodów dla których odszedł - na dowidzenia powiedział, że przy mnie czuł się zawsze jak bezradne stworzonko. Nie było to sprawiedliwe, gdyż opiekę poniekąd wymuszał na mnie łzami, często też groził, że się zabije, jeśli go zostawię.
3. Ponieważ często musiałam tłumić swoje uczucia, zdarzało mi się odgrywać za to na nim przy innych okazjach. To oczywiście nie przyczyniło się do przedłużenia tego związku.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że chyba faktycznie mu pomogłam. Dzięki temu, że z nim byłam, a jeszcze bardziej dzięki temu, że zdobył się na to, żeby ze mną zerwać, stanowczo wzrosło jego ego. Tylko, że mnie to nijak nie pociesza, żeby nie wyrazić się ostrzej.
Co gorsza, mam pewne podejrzenia, że on może uważać, że przyczyną wszystkich jego problemów byłam właśnie ja i toksyczny związek w którym tkwił, ale z którego na szczęście się wyzwolił.
Naprawdę cieżko jest się niekiedy rozeznać, kiedy udzielasz komuś potrzebnego wsparcia, a kiedy tylko dajesz się wkręcić w czyjąś chorą grę. Dlatego warto mieć wsparcie profesjnalisty.
#7 Gość_postscriptum_*
Napisano 29 październik 2010 - 07:17
są tutaj takie dwa wątki - "Miłość a depresja" i "Mój chłopak ma depresję". Ja od nich zacząłem swoją obecność na tym forum. To było krótko po rozstaniu z moim chłopakiem. Czytałem wierząc, że się uda, że można, że kazdy człowiek i kazdy zwiazek jest inny. To trudne po rozstaniu wierzyć w kogoś i w swoje uczucia. Jednak próbowałem. Najpierw jak zbity pies napraszałem się, żeby rozmawiać i przekonywać. Później chęć kontaktu przyszła i z jego strony. To wtedy coś się udało. Znaleznienie nowego lekarza. Powrót do farmakoterapii. Cos niewyobrażalnego - przekonanie go do podjęcia psychoterapii. Jednak uczucie to nie choroba. Nie da się go leczyć ani diagnozować, a tym bardziej uzdrawiać. W okresie 4 miesiecy od rozstania całkowicie przestawiłem się na jedną myśl: być dla niego. Co z tego, że coraz mocniej odzywały się u mnie dolegliwości, z których nie zdawałem sobie sprawy, pisze o tym w swoim pokoiku tutaj.
Nie zdawałem sobie też sprawy z tego, że u niego depresja to tylko objaw, a przyczyną jest zaburzenie osobowości. To ono gdy przyszła u niego poprawa w depresji zaczęło mnie niszczyć. Wpadłem w coś co ja sam teraz nazywam emocjonalny mobbing. Nieświadomą z jego strony, lecz ze strony jego zaburzenia świadomą próbę, testowanie mojej wytrzymałości,ile moge wytrzymać. Wyglądało to tak: chcę czuć, że jesteś dla mnie, że dajesz mi wszystko, lecz ja dam ci tylko tyle ile chce, żeby zatrzymac cię przy sobie. Pozwolę ci abyś patrzył na to, że gdy czuję się lepiej to zaczynam szukać sobie kogoś nowego. Pozwolę na to, żebys widział, jak zaczynam interesować się twoim przyjacielem, na to, żebyś zastał nas razem w łózku. Będe cie szantażował swoim zainteresowaniem, wiem, ze czekasz na telefon ode mnie, dlatego będe dzwonił codziennie, kilka razy dziennie. Wiem, ze chcesz ze mną kontaktu, dlatego będe ci go dozował...Odbiło sie to na moim zdrowiu, to narastało coraz bardziej aż stało się nie do zniesienia. Podjałem decyzję, nie pozwalam sobie na kontakt z nim, nie mogę go chcieć. Kocham go, ale kocham też siebie. Miłośc to najlepsze lekarstwo na miłość. Ja czekam na nią, żeby zaleczyc swoją. Nie wiem czyja miłość to będzie. Kogoś innego - może. Może to on znajdzie w sobie miłość do mnie....Surowicę w końcu robi się z jadu.
Usłyszałem coś pięknego od niego. Że dzięki mojej pomocy może dopiero zacząć walkę o swoje życie. Pamiętam o tym. O tym, że pomoc musi być bezinteresowna. Bez elementów współuzależnienia. Pamiętam jednak i coś innego co mi powiedział, że czasem muszę go bronić przede mną...Posłuchajcie rady Tadama, zadbajcie o siebie, o swój komfort, o swoje myśli, odpoczynek od tej jednej, drążącej umysł. Kochajcie siebie. Mi w troche mniej łagodny sposób niz wam Tadam podpowiedział lekturę książki Toksyczne związki Pii(jak odmienić imię Pia?) Mellody. Jest o współuzależnieniu. Przeczytałem, nie tylko tą. Nie mogę nie kochać siebie a miłość do siebie realizować w miłości do kogoś, nie otrzymując tego samego. To co otrzymywałem - nie wiem, czy kiedykolwiek będe w stanie zrozumieć, co to było.
Użytkownik Sleeping dnia 28 październik 2010 - 20:13 napisał
od paru miesięcy spotykam się z facetem który ma depresję... już od dawna. Leczył się już i w szpitalu i później farmakologicznie. Wiele przeszedł, rozpad związku, próba samobójcza i wiele wiele innych spraw. Ostatnio nawrót choroby nastąpił chyba ze zdwojoną siłą...
Staram się jak mogę, robię wszystko aby wiedział że jestem, że zawsze może na mnie liczyć. Czasami jednak nie wytrzymuje... nie okazuje mu tego bo nie chcę aby widział moje łzy. Ma straszne wahania nastroju...od euforii... po totalnego doła. Niejednokrotnie mówi mi takie rzeczy na które naprawdę nie zasługuję. Staram się wtedy przełknąć ślinę i nie powiedzieć czegoś co czasami bym powiedziała człowiekowi który byłby zdrowy. Jest mi bardzo ciężko bo jego słowa bardzo bolą i sprawiają że płaczę w samotności. Ale staram się... z całego serca bo go kocham. Ja też jestem w ciężkiej sytuacji...rozwodzę się i też mam swoje problemy. Ale mimo tego staram się być dla niego w każdej chwili oparciem. Staram się usmiechac chociaż niejednokrotnie chcę mi się płakać z powodu mojej bezsilności.
Nie wiem już sama jak sobie z tym radzić...
Użytkownik postscriptum edytował ten post 29 październik 2010 - 07:19
#8
Napisano 29 październik 2010 - 19:06
dzisiaj nie jestem w stanie nic konstruktywnego napisać...
Dzisiaj dostałam od niego tak po dupie że nawet nie wiem co powiedzieć... usłyszałam tyle epitetów... które kiedyś słyszałam od swojego prawie eks męża... tyle strasznych i przykrych słów... na które na litość Boską nie zasłużyłam. Bo byłam zawsze... szukałam go po całym mieście, byłam kiedy pił i kiedy miał "jazdy" byłam kiedy wylądował w szpitalu codziennie z ciepłymi obiadkami, przytulałam gdy miał doła, tłukłam że będzie lepiej, prosiłam żeby w końcu zdał sobie sprawę że jest kimś. POPROSTU BYŁAM PRZY NIM ZAWSZE.
Rozdarło mi dzisiaj serce...
#9
Napisano 29 październik 2010 - 19:52
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#10
Napisano 29 październik 2010 - 19:54
Użytkownik tadam dnia 29 październik 2010 - 19:52 napisał
staram sie...stram sie z całych sił... ale na to co usłyszałam... nie zasłużyłam.. w żadnej mierze. I to boli najbardziej
#11
Napisano 29 październik 2010 - 20:05
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#12
Napisano 29 październik 2010 - 20:09
Użytkownik tadam dnia 29 październik 2010 - 20:05 napisał
bo nie jestem nikim, szmatą, ku*** ani ci**
#13
Napisano 29 październik 2010 - 20:14
ale to sa tylko slowa a ja mowie o czyms innym - nie o slowach ale o tym ze on zachowal sie jak sie zachowal
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#14
Napisano 29 październik 2010 - 20:19
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#15
Napisano 29 październik 2010 - 20:21
Użytkownik tadam dnia 29 październik 2010 - 20:14 napisał
ale to sa tylko slowa a ja mowie o czyms innym - nie o slowach ale o tym ze on zachowal sie jak sie zachowal
ja staram sie tlumaczyc to jego chorobą... a dzisiaj jeszcze lekko nadużył alkoholu...
Bylo wszystko ok...
wyszlismy od niego z domu, usmiechnieci:) mielismy jechac do mnie. Zapytalam dlaczego idziemy tędy...(zawsze szlismy inną drogą) nagle on stwierdzil że zaczyna go drażnić moje zachowanie, moje bezsensowne pytania... i poszło...
#16
Napisano 29 październik 2010 - 20:22
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#17
Napisano 29 październik 2010 - 20:25
Użytkownik tadam dnia 29 październik 2010 - 20:22 napisał
Ja wiem, Moje Słonko jest po makabrycznej próbie samobójczej. Ja się nie dziwię... staram sie to sobie tłumaczyc. I to daje efekty. Ale nie zmienia to faktu że serce mi pęka...
#18
Napisano 29 październik 2010 - 20:28
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#19
Napisano 29 październik 2010 - 20:34
Użytkownik tadam dnia 29 październik 2010 - 20:28 napisał
nie bardzo rozumiem... lepiej zebysmy się rozstali?
#0 Bot Reklamowy
#20
Napisano 29 październik 2010 - 20:37

Pomoc










