Dzień Dobry mój pierwszy raz
#1
Napisano 02 wrzesień 2010 - 13:52
trafiłam na forum przypadkiem,jednak mam nadzieję na nim pozostać.
Czytając różne artykuły,doszłam do wniosku,że do mojej nienormalności najlepiej pasuje Dystymia.Jednak brak mi odwagi czy też chęci by wybrac sie do psychiatry.Być może jest to swego rodzaju wstyd.
Brak mi chęci do życia,a śmierć wydaje się jedynym słusznym krajobrazem.
Poza dniami spędzonymi w pracy( do czego bardzo się zmuszam) nie robię nic.
Mieszkam ze swoim partnerem jednak On chyba nie rozumie tego co przezywam.Jestem bardzo samotna.Tak samotna,że walenie rękami o ściane,ból fizyczny jedynie ćmi tą świadomość na niedługą chwilę...
Osoba,którą kocham nie rozumie tego co się ze mną dzieje i w jej oczach jestem już tylko złośliwą,chisteryczką...co jeszcze bardziej pogarsza mój stan.Kocham osobę z która pragnełam wiązać przyszłość,na której mi zależy i codziennie patrze jak odchodzi odemnie coraz dalej.Ucieka w swój świat,a ja tak bardzo potrzebuje bliskości.
Może osoby,które przeżyły taki stan swiadomości zrozumieją mnie lepiej.
Wydaje mi sie,że trwa to juz od 10 lat.Czasem jednak mój nastrój jest nieco lepszy,a bywają dni,że nie wychodzę z łóżka.
Błagam niech ktoś mi pomoże.
#2
Napisano 02 wrzesień 2010 - 14:03
#3
Napisano 02 wrzesień 2010 - 14:15
Cytat
Na początku myślałem podobnie. Potem wizyty u psychiatry bardziej kojarzyły mi się z wzięciem odpowiedzialności za własne życie. Męczysz się sama już 10 lat- może warto spróbować skorzystać z pomocy? Tak dla siebie, żeby związek przetrwał i żeby praca była...To nie będzie żaden wstyd.
Ja tylko tak mogę pomóc.
pozdrawiam Cię.
Użytkownik titanic edytował ten post 02 wrzesień 2010 - 14:16
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 02 wrzesień 2010 - 14:17
Użytkownik nana dnia 02 wrzesień 2010 - 14:03 napisał
Masz rację może nie chce rozumieć,może ucieka od problemów.Nie wszyscy ludzie posiadają "głębie" w ,której się później moga "utopić".Zapewne też nie darzy mnie już uczuciem bo jak można kochać problem.Ale jakoś chwilowo wole o tym,nie mysleć.
#5
Napisano 02 wrzesień 2010 - 14:21
Użytkownik titanic dnia 02 wrzesień 2010 - 14:15 napisał
pozdrawiam Cię.
Jestem wdzięczna za każdą pomoc,do tej pory nie otrzymałam żadnej.Przez pewien okres czasu myślałam nawet,że taka właśnie jestem:chisteryczna,ponura,leniwa,lękliwa...
Musze znaleźć tylko jakiegoś dobrego psychiatrę.
#6
Napisano 02 wrzesień 2010 - 17:10
Znam ten stan z własnego doświadczenia.
Tez waliłam pięściami w ścianę,a mój mąż choć kochany nie rozumiał mojego stanu.
Dopiero córka mi pomogła,sama poszła do psychiatry porozmawiać o mnie.
I to ona zaprowadziła mnie właściwie podstępem.
Wtedy byłam na nią zła,a teraz jestem jej wdzięczna.
Nie zwlekaj z wizytą u psychiatry,to żaden wstyd.
Jak już się zacznie leczenie,to taka wizyta nie napawa już lękiem.
Kochamy ludzi za dobro, któreśmy im dali, a nienawidzimy za to zło, któreśmy im wyrządzili.
Lew Tołstoj
#7
Napisano 02 wrzesień 2010 - 17:46
[...] wszyscy jesteśmy potencjalnymi nieboszczykami, ale niektórzy z nas mają jeszcze przed sobą sporo czasu [...].
#8
Napisano 02 wrzesień 2010 - 18:01
Powodzonka.
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#9
Napisano 03 wrzesień 2010 - 21:07
Użytkownik tadam dnia 02 wrzesień 2010 - 18:01 napisał
Powodzonka.
Ta...Dam... nie chciał byś wiedzieć ile lat mi zajeło pójście do dentysty z ukruszonym zębem,właściwie to mnie tam zaciągnięto.Szczęśliwie mam cudownego dentyste,którego polubiłam odwiedzać.
#10
Napisano 03 wrzesień 2010 - 21:16
Słuchaj, próbowałaś z Nim rozmawiać o tym, w taki sposób, żeby rzucić inne światło na to jak On postrzega to, co się z Tobą dzieje?
Byłam w podobnej sytuacji, ale straciłam tą osobę, zapomniał mnie, ale u Ciebie jeszcze nie wszystko stracone, spróbuj.
"Existence, well, what does it matter? I exist on the best terms I can,
the Past is now part of my Future, the Present is well, out of hand...
Heart and Soul, one will burn"
#11
Napisano 03 wrzesień 2010 - 21:17
Raz powiedziała mi, że psychiatrzy też mają doła i ją telepie w niedzielę przed pójściem w poniedziałek do pracy.....
#12
Napisano 04 wrzesień 2010 - 15:58
Użytkownik Haniusia6661 dnia 03 wrzesień 2010 - 21:17 napisał
Raz powiedziała mi, że psychiatrzy też mają doła i ją telepie w niedzielę przed pójściem w poniedziałek do pracy.....
Jestem umówiona na wizyte 12,ale to jeszcze kawał czasu.
M.Elena próbowałam z Nim rozmawiać,ale to jak grochem o ściane.
Dziś dzień był nieco lepszy,poranek nawet mogłabym powiedzieć dość dobry,ale popołudnie to już marazm.
Byłam na pokazie mojego J.ale później oczywiście musieliśmy sie pokłócić.Ogólnie mówiąc stwierdził,że dla niego to już nei ma znaczenia jaka ja jestem i jak sie zachowuje.Powiedział,że po rozpoczęciu leczenia mogłabym sie okazać najcudowniejsza kobieta na świecie,ale On zawsze bedzie patrzał na mnie przez pryzmat tego co sie wydarzyło.
#13
Napisano 07 wrzesień 2010 - 10:52
Rozmawiałam wczoraj ze znajomą i powiedziała mi że najpierw powinnam isc do psychologa,a do psychiatry później ewentualnie po leki.Powiedziała mi też,że antydepresanty uzależniają.Nie mam w tym temacie rozeznania.Czy możecie mi doradzić.
Ponoć psychiatra mnie wysłucha,ale nie bedzie ze mną rozmawiał.Co lepsze?I od czego zacząć?
Pozdrawiam.
#14
Napisano 07 wrzesień 2010 - 18:19
Antydepresanty nie uzależniają,nie wolno ich jedynie odstawiać z dnia na dzień.
Ja leczę się przeszło dwa lata i nawet gdybym miała prochy brać do końca życia
to się na to godzę,bo mam porównanie z przed leczenia i teraz.
Nie chciała bym przeżywać jeszcze raz to co przed leczeniem.
A i jeszcze jedno nie słuchaj znajomych,ludzie nie maj ą pojęcia o depresji.
Kochamy ludzi za dobro, któreśmy im dali, a nienawidzimy za to zło, któreśmy im wyrządzili.
Lew Tołstoj
#15
Napisano 07 wrzesień 2010 - 20:26
#16
Napisano 10 wrzesień 2010 - 21:23
Pozdrawiam Was.
DarioMoniko ja też nawet gdybym musiała jeść tabletki do końca życia i żyć z uśmiechem to wole to od tej ciąglej samotnosci i smutku.
Czasem z bezradności,jak tłumacze,a ktoś tylko wchodzi mi w słowo i wie "lepiej"co ja czuje i mam w głowie robie sie agresywna.To chyba też nie normalne.
Jest jeszcze coś tak poza tym wszyustkim jestem strasznie zazdrosna,zaborcza kompletnie nie mam poczucia własnej wartości ;(.
#17
Napisano 10 wrzesień 2010 - 21:39
Nie wiem czy jedzenie tabletek to dobre rozwiązanie. To tylko zagłuszanie (przynajmniej moim zdaniem, nie jestem jeszcze głęboko w tym temacie)... Ważniejsza jest prawdziwa przemiana niż gaszenie uczuć jakąś chemią.

Pomoc














