Witam wszystkich
#1
Napisano 30 lipiec 2010 - 20:06
Mam 20 lat, moja rodzina jest w komplecie, rodzice i czwórka rodzeństwa. Historia mojej depresji sięga dziesięć lat wstecz kiedy to zacząłem postrzegać rożne rzeczy trochę "dojrzalszym" okiem. Wtedy to zauważyłem, że moja mama ma problem z alkoholem, a tata udaje, że tego problemu nie ma. Mama poświęciła się dla nas i kiedy urodziła się moja najmłodsza siostra zrezygnowała z pracy i zajęła się domem. To była jej własna nieprzymuszona decyzja. Tata najwyraźniej nie radził sobie z tym wszystkim i pracował ile się dało mimo, że nasza sytuacja materialna nie była zła. Rezultatem tego była nieobecność rodziców w okresie mojego dorastania. Mama ciągle pod wpływem, a tata ciągle w pracy. W podstawówce radziłem sobie świetnie, nie musiałem zbyt dużo się uczyć, byłem w czołówce. Czerwone paski, stypendia i poklask. Ale już wtedy byłem nieszczęśliwy. Całe dnie spędzałem poza domem, u kolegów byleby nie wracać do rodziny. Nie miałem po prostu z kim tam rozmawiać.
Później przeprowadziliśmy się (tata wybudował dom), utraciłem wszystkich kolegów i koleżanki. Poszedłem do gimnazjum, nikogo nie znałem, ale nie miałem większych problemów ze znalezieniem towarzystwa. W szkole radziłem sobie jako tako, ale nie uczyłem się wogóle. Nie miałem chęci i motywacji. Wszyscy mówili, że jestem inteligentny i zdolny, ale miałem to gdzieś i byłem coraz bardziej nieszczęśliwy bo w domu nie miałem żadnego oparcia. Zauważyłem, że jestem bardziej dojrzały od swoich rówieśników, nie robiłem żadnych głupot jak to w tym wieku bywa. Byłem rozsądny. Mój najstarszy brat narobił sobie kłopotów i uciekł z kraju. Nie było go pare miesięcy i nikt nie wiedział gdzie przebywa. Mama w tym czasie poszła do szpitala, miała anemię. Brat wrócił, pomógł mu tata, ale wiązało się to z olbrzymimi wydatkami, które odbijają się na mojej rodzinie do dnia dzisiejszego.
3 lata liceum upłynęły pod znakiem niczego. Znowu nie uczyłem się, brak motywacji. Wiedziałem, że muszę, nawet chciałem, ale nie potrafiłem. Mimo to jakoś sobie radziłem, wynosiłem coś z lekcji. Pojawiły się pierwsze najciemniejsze myśli. Tata zajął się mamą i razem wygrali z alkoholizmem. Był to ciężki czas. Mnie to nie ruszyło, byli mi zupełnie obcy bo nigdy, na prawdę nigdy z nimi nie rozmawiałem poważniej. Unikałem z nimi kontaktu bo nie rozumieliśmy się, nie chodzi o kłótnie bo ich było mało, ale ja po prostu nie potrafiłem z nimi rozmawiać. Tak samo z rodzeństwem. Każdy miał własne drogi. Kiedyś na weselu brata ciotecznego popiliśmy trochę, mój brat złapał doła i zaczął mnie przepraszać, że nigdy się mną nie zaopiekował, pogadaliśmy pierwszy raz w życiu poważniej i miałem nadzieję, że coś się zmieni. Ale nie zmieniło się nic, mówiła przez niego wódka. Przyszła klasa maturalna, nie bałem się, nie uczyłem się ani trochę. Matura zdana, imprezy, masa ludzi wokół mnie, a ja byłem na dnie. Upijałem się, ale nie dopuszczałem nikogo do siebie. Byłem tak zdystansowany do życia, że zacząłem przyciągać do siebie coraz więcej ludzi. Stałem się samozwańczym filozofem i każdemu potrafiłem doradzić, moim znajomym było przy mnie dobrze, a ja skrywałem w sobie wojnę. Walczyło we mnie życie ze śmiercią. Nikomu nigdy o tym nie mówiłem.
Wakacje po maturze, piękny czas by umrzeć. Niespodziewanie dostałem propozycję wyjazdu na Mazury, na żagle (moja pasja), nie chciało mi się, ale w końcu kolega mnie namówił i w ostatniej chwili podjąłem decyzję. Na tym wyjeździe poznałem swoją obecną dziewczynę, ona też zdecydowała się w ostatniej chwili. Prawdopodobnie gdyby jej tam nie było ja nie pisałbym teraz na tym forum. Na tym wyjeździe miałem gdzieś swoje życie (co nie oznacza wcale, że narażałem się na jakieś niebezpieczeństwa), byłem też otoczony "bańką dystansu", taką barierą. Nie chciałem nikogo do siebie dopuścić, ponieważ nie chciałem nikogo krzywdzić. Tak na prawdę nikt na całym tym świecie nie poznał mnie bliżej, nikt nic o mnie nie wiedział (poza jakimiś powierzchownymi sprawami). Tylko Ona zdołała przebić się przez całe to gówno, chociaż nic takiego nie robiła. Ja też nie podjąłem żadnych kroków, po prostu patrzyłem, nie mogłem oderwać od Niej wzroku. Wymieniłem się ze wszystkimi numerami telefonów. Przyszedł dzień powrotu do domu. Ja wracałem ze znajomymi samochodami, a Ona pociągiem ze swoim kolegą (mieszkamy w innych miastach). Kiedy tylko zniknęła od razu poczułem, że coś nie jest tak, czegoś mi tak cholernie brakowało...
Spędziliśmy ze sobą całe wakacje, opowiedziałem jej o całym swoim życiu. Pierwszy raz potrafiłem z kimś porozmawiać na poważnie. Zaprzyjaźniliśmy się. Mimo odległości, ktora nas dzieli spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Dostałem się na studia. Minęły wakacje, zaczął się rok akademicki, widywaliśmy się kiedy tylko mieliśmy czas. Klasycznie nie uczyłem się, to znaczy uczyłem, ale bez skutku. Nie potrafię się uczyć. Wylali mnie po pierwszym semestrze, zawiodłem moją ukochaną i siebie.
Postanowiłem poprawić maturę. Miałem 3 miesiące. Dla Niej usiadłem do nauki. Szło opornie, ale uparcie siedziałem bo chciałem udowodnić, że mogę coś osiągnąć. Matura i po maturze. Myślałem, że spartoliłem sprawę. Prawie dwa miesiące byłem zdołowany oczekując na wyniki. Przyszedł 30 czerwca, a ja byłem gdzieś daleko z Nią.. Nie miałem ochoty patrzeć na tą kartkę z wypisanymi procentami. Następnego dnia zawitałem jednak w szkole i trochę mi ulżyło. Przedmiot do którego najbardziej się przyłożyłem poszedł najgorzej, ale reszta cacy. Pare wyjazdów, wybrałem kierunki na Uniwersytecie i w ostatni piątek dowiedziałem się, że dostałem się tam gdzie chciałem. Nie ucieszyło mnie to jednak, wręcz przygniotło... W głowie tylko myśl, że znowu przegram mimo chęci.
To skrutowa, trochę krowiasta wersja mojego życia. Nie ma tu wszystkiego o czym chciałem opowiedzieć.
Nie wiem czy mam depresję, wykonałem kilka testów w internecie i wykazują one: "ostra depresja". Potrafię się śmiać, wychodzę z domu (najczęściej niechętnie, ale jednak), otacza mnie sporo ludzi. Czuję się jednak samotnie, nie potrafię się cieszyć z tego co osiągam. Szczęście daje mi jedynie JEJ obecność, ale nie zasługuję na Nią. Wiem, że mogłaby być z kimś o wiele lepszym ode mnie. Nie radzę sobie z życiem, a ona jest pełna energii i radzi sobie świetnie ze wszystkim. A ja myślę, za dużo myślę, często o śmierci.
#2
Napisano 30 lipiec 2010 - 20:22
bardzo podoba mi się forma tego co napisałeś
Każdy zasługuje na miłość i cieszyć się nią należy ile tylko można. Radzisz sobie z życiem świetnie i sądzę,że nie doceniasz siebie, ona to widzi...tak sądzę.
A teraz proza życia...polecam wątek...poczytaj, powoli spokojnie ale koniecznie, pomoże Ci zrozumieć kilka rzeczy
http://www.depresja....oluzaleznienie/
i zdecydowanie jesteś w dobrym miejscu...
No i...myślałeś o terapii? (najpierw poczytaj wątek)
"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."
"Nie wkurzajcie mnie. Kończą mi się miejsca gdzie można ukryć ciała."
#3
Napisano 30 lipiec 2010 - 20:42
w calej rozciaglosci i skurczonosci zgadzam sie z Kalina
...............................................................................................
No ładnie, Król Drej wpierw zalozyl zbroje, a teraz zaczal nowych podkuwać? Czyzby Wasza Wysokosc szykował się na wojenkę?
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 30 lipiec 2010 - 20:56
Z pewnością jestem DDA. Czasami przychodzą takie ciężkie dni i noce. Przechodzą mnie dreszcze i czuję się jakbym się w siebie zapadał, a razem z sobą w łóżko. Często też jestem spętany jakimś łańcuchem od wewnątrz. Najgorsze są jednak kłębiące się w głowie myśli. Ciemna masa złożona ze wszystkiego, nie mogę wtedy wyrazić siebie, wypowiedzieć się logicznie.
Przyzwyczaiłem się do tego wszystkiego, żyję z tym, a nawet tym. Zawsze ukrywałem to co siedzi we mnie, najbliższe osoby nigdy nie zorientowały się, że cos jest ze mną nie tak. Tylko moja dziewczyna to zobaczyła, na samym początku naszej znajomości. Bardzo mi pomogła. Wystarczy, że spojży na mnie i wie, że znów myślę o tym wszystkim. Inni tego nie dostrzegają. Dobrze, że na świecie są Kobiety.
#5
Napisano 30 lipiec 2010 - 21:15
Nie wiem skąd jesteś ale mogę pomóc Ci poszukać terapii w Twoim mieście, zresztą inni też pomogą...
"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."
"Nie wkurzajcie mnie. Kończą mi się miejsca gdzie można ukryć ciała."
#6
Napisano 30 lipiec 2010 - 21:33
#7
Napisano 30 lipiec 2010 - 21:39
Jestem z Warszawy, myślałem o terapii, ale nie zdecydowałem się. Przyczyn jest kilka: mieszkam na samych obrzeżach miasta więc ciężko jest z komunikacją, notoryczne braki finansowe, w czasie kiedy myślałem o terapii miałem masę innych problemów na głowie.
Myślę jednak, że chodzi o brak odwagi by poczynić ten krok.
#8
Napisano 30 lipiec 2010 - 21:55
Użytkownik Bardzo Straszny Pan dnia 30 lipiec 2010 - 21:39 napisał
Jestem z Warszawy, myślałem o terapii, ale nie zdecydowałem się. Przyczyn jest kilka: mieszkam na samych obrzeżach miasta więc ciężko jest z komunikacją, notoryczne braki finansowe, w czasie kiedy myślałem o terapii miałem masę innych problemów na głowie.
Myślę jednak, że chodzi o brak odwagi by poczynić ten krok.
No dobra, skończyła się słodka Kalinka
Słuchaj, masz rację to co piszesz to...wymówki. Jestem z Warszawy, na moją terapię chodzili ludzie z Siedlec, z Wyszkowa, z Legionowa...i wszystko w ramach NFZ. Więc dobrze pomyśl czego się boisz. Od razu powiem...terapia to trudna praca, wywraca życie...wszystko...ale warto. Decyzja nalezy do Ciebie i nie musisz podejmować jej teraz. Jak coś, zawsze służę pomocą
"Wszystko sprowadza się do tego, żeby stanąć prosto, spojrzeć ludziom prosto w oczy, błysnąć zabójczym uśmiechem i powiedzieć: "Spierdalajcie. Jestem boska."
"Nie wkurzajcie mnie. Kończą mi się miejsca gdzie można ukryć ciała."
#9
Napisano 30 lipiec 2010 - 21:56
Użytkownik Bardzo Straszny Pan dnia 30 lipiec 2010 - 20:56 napisał
No i to DDA z takiej specyficznej grupy, bo jestes synem alkoholiczki, a z tego co zauwazylem, to z nami synami alkoholiczek jest troszke inaczej niz z synami ojcow alkoholikow ... moim zdaniem powinno sie troszke inaczej prowadzic dla nich terapie, bo troszke inne mechanizmy sobie wyrobili, ale nie ma literatury na ten temat i tez nie slyszalem o zadnych badaniach (najmniej w Polsce), ktore skupialyby sie na tej grupie. Sam chcialem zrobic badania na ten temat, ale moja promotorka na studiach woli chyba wpakowac mnie w wypalenie zawodowe i strazackie sikawki.
Cytat
Znam to doskonale. Kurde, jakbym o sobie czytal, lub czytal swoje wlasne slowa.
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#10
Napisano 30 lipiec 2010 - 22:25
Użytkownik Kalina dnia 30 lipiec 2010 - 21:55 napisał
Nadszedł dla mne dobry czas na zmiany. Dostałem się ponownie na studia, zamierzam walczyć o dobre wyniki, boję się, ale się nie poddam. Pomyślę też o terapii. Dobrze byłoby się od tego uwolnić albo przynajmniej czegoś się dowiedzieć. Będę wdzięczny za każdą pomoc.
Cieszę się, że postanowiłem tu zajrzeć. Może to pierwszy krok.
#11 Gość_rusałka_*
Napisano 31 lipiec 2010 - 00:17
masz poukładane w głowie, wyjdziesz na prostą
#12 Gość_nikt/niemiła_*
Napisano 31 lipiec 2010 - 00:35
Użytkownik Bardzo Straszny Pan dnia 30 lipiec 2010 - 22:25 napisał
Cieszę się, że postanowiłem tu zajrzeć. Może to pierwszy krok.
A więc trzymam kciuki:)
#13 Gość_shania_*
Napisano 31 lipiec 2010 - 08:50
Użytkownik Bardzo Straszny Pan dnia 30 lipiec 2010 - 22:25 napisał
Cieszę się, że postanowiłem tu zajrzeć. Może to pierwszy krok.
Witam Cie bardzi ciepło
I oby każde Twe następne kroki były stawiane tylko do przodu
#14
Napisano 31 lipiec 2010 - 13:05
Użytkownik shania dnia 31 lipiec 2010 - 08:50 napisał
a zwlaszcza te, ktore swiadomie bedziesz stawial do tyłu
mamy tylko jedno ciało, które wymaga od nas, abyśmy go nie oszukiwali alice miller
...........................................................................................................
Baza adresów Ośrodków Interwencji Kryzysowej
#15
Napisano 31 lipiec 2010 - 13:14

Pomoc











