Witam... Paweł jestem.
#1
Napisano 29 lipiec 2010 - 22:39
Na imię mam Paweł. W nicku mam ZIP, ale jeśli ktoś nazwie mnie inaczej niż po imieniu dozna oparzeń drugiego i trzeciego stopnia.
Przepraszam jeśli nie było to dla was miłe.
Chwała wam, że istnieje takie forum. Mam dość duszenia tego w sobie, pogadam choćby na forum, bo w rzeczywistości... nie wiem czy ktoś by chciał tego słuchać.
Urodzony 15 Sierpnia 1990r. więc już pełnoletni... jakoś nie ucieszyłem się specjalnie z tego faktu podczas 18 urodzin.Bo nie kupuję rzeczy sprzedawanych pow. 18 roku życia. Wyobraźcie sobie, że nie palę, ani nie piję. Nie mam właściwie żadnych uzależnień. Kiedy inni zaczynali, ja twardo mówiłem NIE. I mam nadzieję kiedyś mi się to wynagrodzi...
Czy mam depresję? Wszystko wygląda na to, że tak. Znaczna większość objawów się zgadza. Nie byłem jeszcze u lekarza, bo to nie trwa zbyt długo. Jakichś parę miesięcy. Jakoś żyłem... do dnia... 17 czerwca 2010r. Co takiego się stało w moim życiu, że aż muszę się tu wyżalić? Nie, nikt nie umarł. Zawsze byłem samotny. Może i pomyślicie, że to głupie, że jestem jeszcze młody i mam na to dużo czasu. Ale gdyby doświadczenie z kobietami dało się zmierzyć, moje wynosiłoby 1%. Czuję się dobrze tylko w gronie najbliższych przyjaciół, nie chodzę na imprezy mimo, że są tam bardzo fajni ludzie ze szkoły, z którymi na prawdę bardzo lubię spędzać czas... ale nie lubię patrzeć na ich szczęście. Na szczęście innych ludzi. Nienawidzę widoku młodej pary trzymającej się za rękę. Nienawidzę tego uczucia, że inni tak łatwo to mają... a ja muszę się niesamowicie namęczyć.
Mieszkam w Gdyni.
TEGO dnia pojechałem sobie na wzgórze Donas, wszedłem na taras widokowy na wieży. Zobaczyłem te piękne widoki. Sea Towers przy skwerze Kościuszki, dosłownie cały półwysep helski, rafineria gdańska, wszystko to jakby w zasięgu ręki. I wtedy dotarło do mnie: Po co mi cieszyć się takimi widokami skoro nie mam z kim się tym podzielić?!
Zaczęło się najgorsze...
Zatraciłem sens życia, nie mam żadnego celu, wszystkie marzenia przyćmiło to jedno.
Żadne z moich 4 hobby nie daje mi już radości. Nic mnie nie cieszy. Żadne wyjście z kolegami. Ostatnio zacząłem codziennie wychodzić wieczorem na długie spacery. Sam. Na kolegów nie mam co liczyć. "nie mam fajek nie wyjdę", "fajki to praktycznie jedyny sens wychodzenia na dwór" itd...
Ilość koleżanek z którymi utrzymuję jakiś tam kontakt wynosi 2. Jedna chyba gdzieś teraz wyjechała na dłużej, a druga... no właśnie ta druga.
Poznałem niedawno. Całkowicie przypadkowo. Wybierałem się na kolejny wykład teorii na kursie prawa jazdy, zobaczyłem prześliczną dziewczynę idącą przede mną... rozmarzyłem się... a w pewnym momencie Ona odwróciła się, zaczęła iść w moją stronę i zapytała czy ja też idę na kurs. Nigdy się lepiej nie czułem. Tak zaczęła się znajomość, wyciągnąłem od niej nr telefonu (a straszny introwertyk ze mnie)... ale... to raczej na zawsze zostanie tylko przyjaźnią... Telefonów nie odbiera, na SMSy nie odpisuje. Chyba mnie unika. Znając moje cholerne szczęście już kogoś ma.
Powiecie - trudno, szukaj dalej.
Ale ja nie potrafię. Nie potrafię tak po prostu się przestawić na inną osobę i całkiem zapomnieć o tamtej...
Ostatnimi dniami jest już paskudnie. Jeszcze bardziej spadła mi samoocena, mam wrażenie, że jestem beznadziejny i nikt nie chce ze mną choćby wyjść na spacer. Mam dość już przytulania się do poduszki. Zacząłem jeszcze po cichu płakać w nocy... Nie mogę powstrzymać tego płaczu...
Chciałbym coś zmienić w życiu, ale zupełnie nie wiem co... Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nie tak silna, ale jednak zauważalna fobia społeczna... kobiety nie lubią takich frajerów użalających się nad życiem. Oczywiście przy nich nie jestem taki jak teraz opisuję, zawsze staram się to zasłonić, staram się normalnie rozmawiać, udawać, że korzystam z życia... ale nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam...
Nie chcę iść do lekarza. Nie wierzę, że taki przypadek jak mój jest możliwy do wyleczenia jakimiś chemikaliami. Tylko jedno może mnie wyleczyć. Spełnienie tego jedynego marzenia.
Nienawidzę budzić się rano i widzieć, że obok mnie leży tylko poduszka... aż dosłownie, fizycznie boli mnie od tego serce.
I ta cholerna bezradność. Wiem, że mógłbym... ale nie potrafię.
As the night falls on the town - that's when I rise as day goes down...
#2
Napisano 29 lipiec 2010 - 23:25
Czy to jest uleczalne, czy z miłości można się wyleczyć?
#3
Napisano 30 lipiec 2010 - 01:06
Sumując popieram przedmówcę, zwykły napad chwilowej beznadziei po zakochaniu. Jakoże podałeś dokładną datę swojej refleksji, można z tego jedynie wywnioskować, że doznałeś życiowego - choć przykrego - olśnienia. Mnie również trafiła podobna myśl w podobnych okolicznościach, jak grom z jasnego nieba. Fakt, smutne..
..ale normalne.
#5
Napisano 30 lipiec 2010 - 02:32
Piszesz, ze to chyba na zawsze pozostanie tylko przyjaznia, ale to nawet nie jest przyjaznia, nawet nie jest kumplostwem, gdyz laska najwidoczniej nie jest zainteresowana dalsza znajomoscia ... jesli w ogole mozna powiedziec tu o znajomosci, bo nie bardzo na teraz wiem czy to jedno spotkanie, czy moze caly kurs, czy moze poszedles z nia kilka razu to tu to tam i w koncu stwierdzila, ze nie ma ochoty na kolejne spotkania.
Piszesz o milosci, zakochaniu i nazywasz to przyjaznia, kiedy nawet trudno nazwac to znajomoscia - z tego co piszesz to tylko "pewna laska z kursu" i tyle, a Ty pewnie jestes dla niej "takim gostkiem z kursu". Przypomina mi to mojego znajomego, ktory pewnego dnia oznajmil mi zalamany, ze rzucila go dziewczyna - problem w tym, ze ona nawet nie wiedziala o tym, ze jest jego dziewczyna, a tym bardziej o tym, ze go rzucila.
Wiem jak to jest z tymi milostkami z tego okresu, choc w sumie u mnie dawno to bylo i od tego czasu wiele sie zmienilo. To marne pocieszenie dla kogos czujacego sie tak jak Ty teraz, ale obecnie coraz czescie ludzie wchodza w powazne zwiazki w wieku okolo 30 rż i w swoim zyciu maja 2-3 powazne zwiazki - i tendencja ta sie poglebia, a wiec zanim bedziesz mial te 30 lat, to bedzie to juz calkowicie normalne, biorac pod uwage to jakie stawia sie oczekiwania mlodym ludziom i ze tak naprawde po etapie pierwszej kariery maja oni przestrzen na swoj emocjonalny rozwoj i osiagniecie dojrzalosci emocjonalnej.
Co do Twojej depresji i fobii spolecznej (ja wchodzac do sklepu panicznie mysle tylko o ucieczce i pot leje sie po mnie strumieniami, to samo w autobusie, czy na ulicy, nie wiem czy miewasz podobne stany swiadczace o fobii spolecznej), to mozesz isc do lekarza w ramach kontroli zawieszenia, ale pewnie leki nie beda Ci potrzebne. Natomiast moze warto zastanowic sie nad tym, zeby udac sie gdzies na terapie i spojrzec na zrodlo tego Twojego obrazu samego siebie, zamiast zajmowac sie jedynie objawami.
pozdrawiam i zycze powodzenia
#6
Napisano 30 lipiec 2010 - 07:32
Paweł, to moje ulubione imię męskie ...
Poznałam 5 lat temu chłopaka z podobnym problemem co Ty, szukał i marzył o miłości a ona nie przychodziła...
Chodził na randki, poznawał dziewczyny ale nie wychodziło im...
Zaprzyjaźniliśmy się najbardziej w okresie jego depresji, było z nim bardzo źle, ale jakoś przy pomocy rodziny i przyjaciół wyszedł z tego...
Zaczął zajmować się studiami, poszedł do pracy...wybrał się raz na HARPAGAN i poznał tę jedyną
w sierpniu wzięli ślub a w czerwcu urodziło im się dziecko..
I tak jak na nich patrzę, na niego - a byłam przy nim w naprawdę beznadziejnym okresie - to wiem że można z tego wyjść..
ale nie warto się w to wpędzać..
...
Jeśli ona Ci się podoba bo porozmawialiście kilka razy na kursie...może jest tak że wyidealizowałeś ją sobie?
Piękną kobietę Twoich marzeń? Która nie jest taka jaka Ci się wydaje?
Znajdź i poszukuj dalej..
Zmień coś w sobie - zacznij ćwiczyć, biegać, zmień fryzurę, zmień dietę...
i zacznij wierzyć w Siebie (to cholernie trudne wiem
i może z czasem przyjdzie taki moment że wybierzesz się w jakieś miejsce i poznasz ją, tą jedyną...
ale to nie może być każda, prawda? Tylko ta JEDYNA... warto czekać, nie rzucać się na pierwszą lepszą z brzegu
<aczkolwiek chuć ma swoje prawa
...
Użytkownik Usedom dnia 30 lipiec 2010 - 00:25 napisał
można...piszę z doświadczenia
po takiej która zniszczyła Mi duszę i roztrzaskała wnętrze...
po której nie można oddychać, spać i myśleć,
tylko na to trzeba czasu...mi zajęło 6 lat...
Użytkownik tadam dnia 30 lipiec 2010 - 03:32 napisał
pozdrawiam i zycze powodzenia
Zgadzam się z Tadamem...idź do lekarza...
ale samotności nie leczy się pigułkami tylko właśnie terapią, rozmową i przede wszystkim przełamywaniem siebie...
...
Może spróbuj dołączyć do jakiejś społeczności?
Polecam couchsurfing ;P
i też pozdrawiam
i mam nadzieje że wybrniesz z tego szybko
#7
Napisano 30 lipiec 2010 - 09:51
Cytat
Rozbawiło mnie to. Taki aż nie jestem.
Nie chodzi tu o zakochanie. Zakochuję się ze 20 razy gdy idę przez centrum miasta. Gdybym jej nie poznał byłoby tak samo źle.
Chciałem po prostu pokazać swoją sytuację, powiedzieć, że nawet gdy szansa na lepsze życie jest podana na tacy ja nie wiem co dalej robić.
Co do długości trwania - czułem się podobnie od gimnazjum kiedy zacząłem się kobietami interesować. Wtedy też było ciężko, ale czułem, że kiedyś to się PRZECIEŻ zmieni, byłem jeszcze DUŻO za młody,nie miałem powodów do narzekania.
No, ale teraz... gdy widzę, że przez lata nic w tym kierunku nie zrobiłem... przeczytałem dokładnie co to jest depresja... wszystko się zgadza... czuję, że życie po prostu mi ucieka. Nie cieszę się tymi wakacjami absolutnie. I jeszcze to otoczenie. Dobitnie uświadamiające mnie, że jestem sam.
Zawsze byłem zamknięty w sobie, niski, drobny, chudy. Te cholerne odzywki nauczycielek "ojej, pawełek" RYJ ZAMKNIJ! - jedyna myśl wtedy...
Potrafię rozmawiać, ale tylko z tymi których już dobrze znam. Do obcych sam z siebie nigdy się nie odzywam.
Wszystko to się odbiło na mojej samoocenie.
Z 6 lat temu byłem w szpitalu na badaniu hormonu wzrostu. Dali mi coś na jego pobudzenie i... no urosłem. Nie jestem już najniższy. 176cm wzrostu było pare lat temu odległym marzeniem. No, ale przytyć nie mogę odkąd pamiętam. (Ważę z 50kg! przy tym wzroście to tragedia!)
Wiem, że powinienem traktować to jako zabawę, łazić na imprezy, spotykać się z wieloma dziewczynami, ale nie potrafię.
Nie umiem się odblokować, ciągle mam wrażenie, że co bym nie robił uważają mnie za nic nie wartego kretyna.
Nigdy żadnej dziewczyny nie pocałowałem... ba, nie przytuliłem, nie trzymałem za rękę.
Nienawidzę patrzeć w lustro... czy na swoje zdjęcie... od zawsze. To też jest jakaś fobia?
Co do fobii społecznej - są chyba lekkie i ciężkie przypadki.
W wielu sytuacjach sobie radzę, ale chodzi tu raczej o doświadczenie i rutynę. Wyjście do TESCO, czy gdzieś gdzie chodzę zawsze to nie jest wielki problem.Jazda autobusem też nie, bo nie muszę tam rozmawiać z ludźmi. Nienawidzę chodzić do NOWYCH miejsc, załatwiać jakichś spraw w urzędzie czy składać papiery na studia co było wczoraj. Nie wiem jak się zachować, gdzie iść, ciągle mam wrażenie, że wszyscy się na mnie gapią i uznają mnie za idiotę.
Teraz muszę wyjść do fotografa, ubrać się w garnitur (czego nienawidzę najbardziej na świecie) zrobić 4 foty i zawieźć je na tą cholerną Akademie Marynarki Wojennej. JUŻ TEGO NIENAWIDZE! Nie chcę znać tamtych ludzi, nie chcę ZNOWU uczyć się na ostatnią chwilę.
Ja wcale nie chciałem iść na studia! Jestem po technikum elektronicznym. Mam 20 lat i inni jeszcze za mnie podejmują decyzje!
A gdybym nie pojechał to nie wiem co by mi zrobili.
Już o wiele łatwiej mi iść do pracy, bo przecież to jakaś motywacja - zarobek. Nie mam zamiaru brać kredytu na dom, wyprowadzać się. Muszę pomóc mamie spłacić to mieszkanie, bo oczywiście mój STARY jest głupią zdradzającą mendą i poza alimentami nie daje ani grosza.
Chcę tylko jeszcze zarobić na swoje hobby, które są cholernie drogie.(modele zdalnie sterowane, pirotechnika, wideofilmowanie, fotografia)
O, nwalme!
Masz w podpisie 'Lonely day' SOADu
Użytkownik ZIP edytował ten post 30 lipiec 2010 - 10:40
As the night falls on the town - that's when I rise as day goes down...
#8
Napisano 30 lipiec 2010 - 10:20
... a ta wzmianka o kumplu to tylko tak dla rozluznienia sytuacji, nie zeby Cie do niego przyrownywal, po prostu tak mi sie jakos gostek przypomnial.
#9
Napisano 30 lipiec 2010 - 10:45
Wiem że znalezienie w sobie mocnych stron, gdy się siebie nie lubi jest cholernie trudne...
ale nie niemożliwe
nie pielęgnuj niechęci do siebie...
jesteś chudy - no i co z tego
ja bym chciała być chuda
pewnie masz sylwetkę ektomorfika..
trudno wam przytyć, ale można prowadzić dietę i ćwiczyć...
i najważniejsze pokochać siebie...
ale to takie TRUDNEEEEEE
#10
Napisano 30 lipiec 2010 - 10:55
Czy coś takiego.
Tylko ten wygląd zewnętrzny i nieśmiałość dołują mnie i na każdym kroku przeszkadzają w tym, aby dobre strony mojego charakteru jakoś pokazać.
Użytkownik ZIP edytował ten post 30 lipiec 2010 - 10:56
As the night falls on the town - that's when I rise as day goes down...
#11
Napisano 30 lipiec 2010 - 11:05
jeśli chcesz zaliczać laski jedna po drugiej...no to trzeba się skupić na wyglądzie..w mózgu nie musi wiele zostać...tylko brac na klatę i jazda...

a wnętrze dla kobiety na dłuższą metę jest b. ważne...więc je trzeba poukładać...
chociaż..nie..nie dla kobiety - dla mnie jest ważne..
nie będę generalizować..
#12
Napisano 30 lipiec 2010 - 11:18
Użytkownik ZIP dnia 30 lipiec 2010 - 11:55 napisał
Czy coś takiego.
No i to jest prawda. Jak człowiek idzie ulicą to czasami widzi jak fajna, ładna kobitka idzie z takim troglodytą. Wtedy się zastanawiam jak to się stało, że są razem bo albo ona na kasę leci albo on musi mieć coś w sobie, że ją tak zauroczył - tylko co, no właśnie co? Gdybym to wiedział to bym stosował
Zresztą na odwrót też jest, facet niczego sobie, a ona jak... eeee nieważne
#13
Napisano 30 lipiec 2010 - 11:26
Użytkownik Usedom dnia 30 lipiec 2010 - 12:18 napisał
Zresztą na odwrót też jest, facet niczego sobie, a ona jak... eeee nieważne
smutno by było, gdybyśmy segregowali ludzi na pięknych i brzydkich i tylko w tej kaście się obracali...bo tak się lepiej dobiorą...
ja najładniejsza nie jestem, najszczupelsza też..i skręca mnie w środku co sobie ludzie muszą o mnie myśleć gdy idę z Nim za rękę..
jak się we wszystkim zgadzamy z ta druga połówką to po jakimś czasie robi się nudno..
a tak jest chociażby żar kłótni
ale pewne podobieństwa tez muszą być..w charakterze..marzeniach..zainteresowniach...
Użytkownik nwalme edytował ten post 30 lipiec 2010 - 11:27
#14
Napisano 30 lipiec 2010 - 11:27
Ale tez zauważam bardzo sympatycznych wspaniałych mężczyzn (chodzi mi i ich urok wewnętrzny) a mają dziewczyny czy żony zołzowate jędze i też się zastanawiam... sądzę że w uczuciach zawsze jest odrobina chemii....
W życiu nie liczy się tylko wygląd zewnętrzny a jak już to uśmiech ważne jest to co się ma piękne w samym sobie, uroda przemija a wygląd zewnętrzny pozostaje zawsze taki sam
#15
Napisano 30 lipiec 2010 - 11:51
Użytkownik nwalme dnia 30 lipiec 2010 - 12:26 napisał
Użytkownik Ewald dnia 30 lipiec 2010 - 12:27 napisał
To nie tak, trochę się nie zrozumieliśmy, może się niezbyt jasno wyraziłem.
Podam taki przykład. W ramach wakacji w moim mieście jest teraz kuuuupa ludzi. Można sobie iść na promenadę i poobserwować. Wczoraj widziałem taką scenkę. Idzie dziewczyna z dzieckiem na ręku i do tego pcha wózek. Dziecko dość już duże i dziewczynie ciężko jedną ręką dźwiga bobka, druga zajęta pchaniem tego wózka. Obok lezie jej tzw. partner/mąż. Idzie jak by mu ktoś kaktus do dupy wsadził (wiecie tak szeroko na nogach kolebiąc się na boki jak kaczka), że niby taki groźny samiec. Oczywiście jedyne co ma w ręku to peta, idzie i non stop pluje na chodnik, o jego słownictwie to w ogóle nie będę pisał bo szkoda gadać. Ona całkiem całkiem, on jak małpa na wybiegu (nie obrażając tych pięknych zwierząt).
Chodziło mi więc nie tyle o samą urodę ile o całokształt. Mówiąc krótko, co ona w nim widziała/widzi?
#18
Napisano 30 lipiec 2010 - 17:14
Użytkownik Usedom dnia 30 lipiec 2010 - 17:19 napisał
<gryzie sie po palcach, zeby nie skomentowac, bo go kusi>
#19
Napisano 30 lipiec 2010 - 19:35
Ale nadal stając przed lustrem myślę - Tak! I takie gówno chce kogoś kiedykolwiek znaleźć!
Wrzuciłem swoje zdjęcie do galerii profilu i uzupełniłem stronę 'O mnie'. Jak wam się nudzi to poczytajcie.
As the night falls on the town - that's when I rise as day goes down...
#20
Napisano 30 lipiec 2010 - 19:42

Logowanie
Rejestracja
Pomoc



Cytuj





