-
46 stron
- « Pierwsza
- ←
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- →
- Ostatnia »
Lubię poezję. A Ty? wiersze ukochanych poetów
#841
Napisano 26 grudzień 2011 - 00:39
Nigdy nie są takie jak ich matka
O smukłej szyi i łagodnym spojrzeniu
Skrywanym w kruchej jaskini brwi
Najpierw przyrośnięte do jej piersi
Żywią się mlekiem
By w miarę jak dorośleją ich kształty
Sięgnąć po ciało i krew
Długo chowają się pod dostojnym szelestem
Jej rozłożystych sukien
A kiedy napęcznieją i odpadną
Leżą na ziemi jak owoce jabłoni
Nim zostaną dotknięte światłem
Rumienią się na przeczucie jego potęgi
Złudnie śniąc swą misję
By pójść między ludzi
I ofiarować im dźwięczną niedoskonałość
Nie ma we mnie smutku
Lecz po co więcej mi jak patrzeć ?
"Obecni jak dziury w serze"
Tyle się zwalnia miejsc które nie są do zajęcia
Choć nie strzeże ich nawet cień Cerbera
Możesz się bez końca przy nich poniewierać
Bo przez to tylko że ktoś odszedł nie odnajdziesz przejścia
Wyrwy powstają jedynie w przestrzeni
Dla twojej wyobraźni to nie ma znaczenia
I tak to jawi się sztuka jak szwajcarski ser
Co waży tyle samo bez względu na wiek
Nie płacz proszę po MERILLU
Nie płacz proszę po CELANIE
Dziury po nich mają WYMIAR
Nawet jeśli ser jest NA NIC
#842
Napisano 27 grudzień 2011 - 16:15
Powiedz i ty
Powiedz i ty,
powiedz jako ostatni,
powiedz swą sentencję.
Mów –
lecz nie oddzielaj „nie” od „tak”.
Daj swej sentencji również sens:
daj jej cień.
Daj jej cienia dość,
daj jej tyle,
ile widzisz go wokół siebie
podzielonego między północ, południe i północ.
Rozejrzyj się wkoło:
patrz, jakie życie staje się w krąg –
przy śmierci! Jakie życie!
Prawdę powiada, kto cień wypowiada.
Lecz teraz kurczy się miejsce, gdzie stoisz:
dokąd teraz, rozebrany z cienia, dokąd?
Wznoś się. Po omacku.
Coraz cieńszy, coraz mniej poznawalny, delikatniejszy!
Delikatniejszy: nić,
po której opaść chce gwiazda:
by płynąć dołem, dołem,
gdzie siebie widzi, jak migocze: w wydmach
wędrujących słów.
tłum. Feliks Przybylak
Paul Celan
Z mroku w mrok
Podnosisz oczy - widzę, że żyje mój mrok.
Patrzę mu pod nogi:
również tu jest on mój i żyje.
Któż to nas tak przeprawia? I budzi się przy tym?
Czyje to światło tak mi deptało po piętach,
że znalazł się przewoźnik?
Przełożył Ryszard Krynicki
Alda Merini
Wyznanie
Ty o mnie prosisz na zawsze,
lecz moje życie jest nieciągłe,
karmiłabym cię tylko chwilami.
Jestem widzeniem, które się rozmywa,
a czas, który rozdziela kolejne etapy,
to rozejm ze wskazaniem na śmierć.
Żyję w przestrzeni objęcia:
choć tego nie widzisz, ty sam mnie hodujesz
temperaturą swoich pieszczot...
Ale wyznaję, a ty mi uwierz:
w moim wnętrzu nie ma kobiety
która dopełnia rewers kochanki.
tłum. Jarosław Mikołajewski
Giennadij Ajgi
Cisza
A. Chuzangajowi
a co on robi w lesie?
Szeleści jak gałązka... nie bezcelowiej od gałęzi
i za przyczyną mniejszą
niż wiatr...-
nie znak nie akt...-
a to co w nim istnieje
to tylko to – że sam jesteś łupem
Kraju-Przedsionka... (dalej – ogień)...-
i tam
godzina któraś
niechybność uobecni
końca...-
(tutejszość zaś – widmowa!... –
i - brak doznania
co
„krajem” brzmiało)...-
on tu – bez pełni i bez milczenia lasu...
jedynie zacichanie – przeszłości... i tutaj jego szelest –
ostatni po nim znak... jedynie – oddźwięk...-
(to wszystko – w pustce ... bezognistej... nawet –
kosmiczność wyłączając – lasu)
Użytkownik Nuria Monfort edytował ten post 27 grudzień 2011 - 21:03
- Henry David Thoreau
#843
Napisano 02 styczeń 2012 - 03:29
Bursztynowy ptaszek
Jesień
ptaszek bursztynowy
przejrzysty
z gałązki na gałązkę
nosi kroplę złota.
Jesień
ptaszek rubinowy
świetlisty
z gałązki na gałązkę
nosi kroplę krwi.
Jesień
ptaszek lazurowy
umiera
z gałązki na gałązkę
kropla deszczu spada.
#0 Bot Reklamowy
#844
Napisano 03 styczeń 2012 - 16:17
podwieczorek
myśleli że połknęła obłok
zrobili jej płukanie żołądka
oraz wykład o śmierci
i zdrowym odżywianiu
a to on połknął ją
brak mi tchu - mówi mu -
kurz i blask
gdy już ją miał
jej ciało kruche i pachnące mlekiem
włosy wilgotne pełne snów i deszczu
gdy już ją miał
i spała cicho w jego domu
i jadła mu z rąk jak oswojone zwierzę
a blask z niej jak kurz opadał na podłogę
i przed snem mówiła obudzę się w tobie
zrozumiał że nie ma nic
stuk, stuk
w ustach robaczek twardy jak łupina
rzęsa jak drzazga albo bat na słońce
leżę jak martwa rozkrojona ryba
pralka wiruje jak prastare morze
sprzedaję książki i kupuję mleko
a sznur na szyi noszę jak apaszkę
i po dywanie brodzę jakby był on rzeką
gdy patrzę w ciemność wszystko jest jasne
a noc wielka jak ropucha
wciąż stoi u moich drzwi
przysmak
on mówi ty o tym nic nie wiesz
ale gdy budzę się nad ranem
rozpacz mnie wypełnia jak topielca woda
sen stoi w gardle powietrze jak mąka
mgła pod wycieraczką ślina gęsta słona
a ja dobrze znam tej rozpaczy smak
mięta ocet gorycz czarna perła strach
patrzę w jej szklane oczy
i myślę że to ty
sio
a on nie kocha wcale jej
i ona też nie kocha jego
leżą nago i gryzą sen
czy to coś złego czy coś złego
a on ma siwe krucze brwi
a ona oczy ma jak sarenka
lecz nie wiadomo kto z nich jest zły
czy grzech jest ciężki czy wina wielka
a na polach gnije mgła
i wilki wyją pod domami
a on to ty a ty to ja
i strach jest w nas i ponad nami
plastik
słońce pełznie po łóżku jak obżarty pająk
śpisz wtulony we mnie jak w podartą sieć
a ja czuję jak gasną pochodnie twych ramion
a ja słyszę jak stygnie w nas dym albo śmierć
ale tak naprawdę chciałabym być lalką
wypchaną i zimną
nie widzieć nie słyszeć wabić pustą minką
wiersz pochmurny
zginiemy nie pokochane
martwe jak kłody
spróchniałego drzewa
i w chłodny poranek
pójdą nad rzekę żeby nas pogrzebać
i nie ma czego się bać
tak mówi mi serce twarde jak wisienka
i po co ten strach
przecież i śmierć bywa czasem piękna
zimne i blade
nagie i skłębione
będziemy już zawsze
patrzeć w waszą stronę
latorośl
- czarny balon przebity gwiazdą -
w nocy pościel szemrze jak woda
śpię skulona i zimna jak kotka
rozdeptana o zmierzchu na schodach
dzień pęknięty przejrzały jak owoc
nasze ciała młode i zwiędłe
zapach ziemi w pokoju nad ranem i ta rozpacz nie ze mnie choć we mnie
Jak umierają małe dziewczynki
nam - małym dziewczynkom które nie potrafią
skrzydeł odlepić jak tarczy z fartuszka
dorosnąć bez bólu i w końcu zrozumieć
że wszystko się kończy - wyjątkiem jest pustka
mówi się
przestańcie się wygłupiać
płakać w łazience
stroić smutne minki
jesteście duże
bądźcie rozsądne
- i jak już macie umierać
zróbcie to porządnie -
niech będzie dużo kamer
niech będzie mnóstwo krwi
umierajcie piękne i nagie
z elegancją rozmachem
znajomością zasad gry
otwierajcie oczy
zagryzajcie usta
jesteście na scenie
w swej najlepszej roli
a my patrzymy na nich
i umieramy tak jak nasze matki
- nieudolnie nieśmiało
bez końca powoli -
Użytkownik Nuria Monfort edytował ten post 03 styczeń 2012 - 16:18
- Henry David Thoreau
#845
Napisano 05 styczeń 2012 - 03:11
"Kołysanka na każdy dzień, aż do ostatniego"
Ile to razy,ile to razy
Człowiek zasypia,ciało go budzi;
Później raz jeden,jeden jedyny,
Człowiek zasypia i gubi ciało.
"Na zwierciadle zamarzłego stawu"
Kocham cię,
Zimo o wojowniczych ziarnach.
Teraz twój obraz lśni
Tam, gdzie pochyliło się jego serce.
"Ołówek więźnia"
Miłość o ustach, które są bukietem mgły,
Rozkwita i znika.
Łowca wyrusza za nią w pogoń, pochwyci ją czatownik
I będą nienawidzić jeden drugiego, aż później przeklną się w troje.
Na dworze bierze mróz, liść przelatuje przez drzewo.
Do***
Od tylu lat jesteś moją miłością,
Oszołomieniem tylu wyczekiwań,
Że nic już nie może zużyć się ani ostygnąć;
Nawet to, co wyglądało naszej śmierci
I potrafiło z wolna nas zwyciężać,
Nawet to, czego nie znamy,
I wszystkie me zniknięcia i powroty.
Zamknięta jak okiennica z bukszpanu,
Szczelna nadzieja ostatnia
Jest naszym górskim łańcuchem,
Naszym ciążącym blaskiem.
Zmawiam nadzieję, o moja znękana;
Każde z nas otrzymuje
Część tajemnicy wzajemnej,
Nigdzie jej nigdy nie trwoni;
I ból, co przypływa skądinąd,
Oddziela się od wszystkiego
W ciele naszej jedności:
Znajduje swą drogę słoneczną
W chmurze naszej rozdartej,
By rozpoczynać od nowa.
Zmawiam nadzieję, którą w sobie czuję.
Twoją wyżynę strzelistą
Przekroczę najcierpliwiej,
Gdy zniknie jutro.
#846
Napisano 05 styczeń 2012 - 03:12
"W księdze oberży"
Zanim się ścięły szrony zimy
I nim zaśpiewał w izbie ogień,
Do karczmy błogiej przychodzimy,
By gorzko ruszyć zaraz w drogę.
Trzeba nam w leśne biegnąć strony,
Z wiatrami zmagać się bez końca,
Zawołać deszczom zapienionym:
Nuży ta gra oślepiająca!
Jedną znać chwilę pożegnalną,
Przeciętą nagłym gestem ręki,
Tę, co otwiera dal za dalą
I na policzkach lśni obrzękłych.
Jak słodka, niepochwytny ptaku,
Jest twoja gwiazda przeznaczona.
Jej promień dróg mi kreśli znaki,
Skręca w niej wiatr i człowiek kona.
Gdy wojnę kiedyś zakończymy
I zasklepione usną rany,
Do karczmy w Petersbach wrócimy
Z nowym pragnieniem nieskrywanym
#847
Napisano 07 styczeń 2012 - 20:50
Wybrzeża pełne ciszy
Dalekie wybrzeża ciszy zaczynają się tuż za progiem
Nie przefruniesz tamtędy jak ptak.
Musisz stanąć i patrzeć coraz głębiej i głębiej,
aż nie zdołasz już odchylić duszy od dna.
Tam już spojrzeń żadna zieleń nie nasyci,
nie powrócą oczy uwięzione.
Myślałeś, że cię życie ukryje przed tamtym Życiem
w głębiny przechylonym.
Z nurtu tego – to wiedz – że nie ma powrotu.
Objęty tajemniczym pięknem wieczności!
Trwać i trwać. Nie przerywać odlotów
cieniom, tylko trwać
coraz jaśniej i prościej.
Tymczasem wciąż ustępujesz przed Kimś, co stamtąd nadchodzi
zamykając za sobą cicho drzwi izdebki maleńkiej –
a idąc krok łagodzi
– i ta ciszą trafia najgłębiej.
/William Szekspir - "Makbet"
#848
Napisano 07 styczeń 2012 - 23:40
#849
Napisano 12 styczeń 2012 - 21:44
Widziano - tak, to potwierdzone - bywam człowiekiem
Jak zasnę lub jak zjadam kurczaka
‘Człowieku’ mówią do mnie starsze panie w tramwajach
‘Człowieku’ ustąpiłbyś miejsca mówią do mnie starczymi gestami
kaszlem owinięte i owinięte zmarszczkami
Ja Widziałem Też jedzą kurczaki One
Choć już spać nie mogą One Choć nie śpią
One Jedzą kurczaki Widziałem
Widziałem Gdzieś w tramwajowych tłumie Błysk w oku księdza
I nagą kobietę Widziałem
I nagą kobietę
( a usta miała jak fiołki )
Niech Im Mnie Księdzu Kobiecie sen błogi będzie
Widziałem kurczaki z po jednym piórem w ogonie
tak, to potwierdzone - bywam człowiekiem
Po jednym piórze Po jednym
Jak zasnę
Z dymu tkam nagie kobiety
Jak zasnę
( Czasem się przeziębiam i mam napady kataru. )
źródło: http://portalliterac...ykul,22039.html
przepraszam się.
#850
Napisano 25 styczeń 2012 - 01:08
"Malowany światłem księżyca"
Malowany światłem księżyca
Kwitnący krzak - sza, w sąsiednim pokoju
Chrapią prostytutki.
"Zimna biała azalia"
Zimna biała azalia -
Samotna zakonnica
Pod słomianą strzechą.
"Na kolanach obejmując"
Na kolanach, obejmując
Korzenie, w smutku
Po kapłanie Tando.
"Samotność"
Samotność -
Świerszczyk w klatce
Na ścianie.
"Koteczka tak chuda"
Koteczka, tak chuda
Na miłości
I kaszy jęczmiennej.
"Chodź, patrz"
Chodź, patrz
Na prawdziwe kwiaty
Bolesnego świata.
#851
Napisano 02 luty 2012 - 03:30
"Kot w pustym mieszkaniu"
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.
#852
Napisano 03 luty 2012 - 01:00
"Żywy"
Już tylko obejmujemy.Obejmujemy żywego.
Susem już tylko serca
umiejąc go dopaść.
Ku zgorszeniu pajęczycy,
krewnej naszej po kądzieli,
on nie zostanie pożarty.
Pozwalamy jego głowie,
od wieków ułaskawionej,
spocząć na naszym ramieniu.
Z tysiąca bardzo splątanych powodów
mamy w zwyczaju
słuchać jak oddycha.
Wygwizdane z misterium.
Rozbrojone ze zbrodni.
Wydziedziczone z żeńskiej grozy.
Czasem tylko paznokcie
błysną, drasną, zgasną.
Czy wiedzą,
czy choć mogą się domyślić,
jakiej fortuny są ostatnim srebrem?
On już zapomniał
uciekać przed nami,
Nie zna, co to na karku
niebooki strach.
Wygląda,
jakby ledwie zdołał się urodzić.
Cały z nas
Cały nasz.
Z błagalnym cieniem rzęsy
na policzku.
Z rzewnym strumykiem potu
między łopatkami.
Taki nam teraz jest
i taki zaśnie.
Ufny.
W uścisku przedawnionej śmierci.
#853
Napisano 03 luty 2012 - 01:02
"Jestem za blisko żeby mu się śnić"
Jestem za blisko, żeby mu się śnić.
Nie fruwam nad nim, nie uciekam mu
pod korzeniami drzew. Jestem za blisko.
Nie moim głosem śpiewa ryba w sieci.
Nie z mego palca toczy się pierścionek.
Jestem za blisko. Wielki dom się pali
beze mnie wołającej ratunku. Za blisko,
żeby na moim włosie dzwonił dzwon.
Za blisko, żebym mogła wejść jak gość,
przed którym rozsuwają się ściany.
Już nigdy po raz drugi nie umrę tak lekko,
tak bardzo poza ciałem, tak bezwiednie,
jak niegdyś w jego śnie. Jestem za blisko,
za blisko. Słyszę syk
i widzę połyskliwą łuskę tego słowa,
znieruchomiała w objęciu. On śpi,
w tej chwili dostępniejszy widzianej raz w życiu
kasjerce wędrownego cyrku z jednym lwem
niż mnie leżącej obok.
Teraz dla niej rośnie w nim dolina
rudolistna, zamknięta ośnieżoną górą
w lazurowym powietrzu. Ja jestem za blisko,
żeby mu z nieba spaść. Mój krzyk
mógłby go tylko zbudzić. Biedna,
ograniczona do własnej postaci,
a byłam brzozą, a byłam jaszczurką,
a wychodziłam z czasów i atłasów
mieniąc się kolorami skór. A miałam
łaskę znikania sprzed zdumionych oczu,
co jest bogactwem bogactw. Jestem blisko,
za blisko, żeby mu się śnić.
Wysuwam ramię spod głowy śpiącego,
zdrętwiałe, pełne wyrojonych szpilek.
Na czubku każdej z nich, do przeliczenia,
strąceni siedli anieli.
Użytkownik Georgina edytował ten post 03 luty 2012 - 01:03
#854
Napisano 03 luty 2012 - 01:05
"Portret kobiecy"
Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.
#855
Napisano 03 luty 2012 - 01:08
"Z nieodbytej wyprawy w Himalaje"
Aha, wiec to sa Himalaje.
Gory w biegu na Ksiezyc.
Chwila startu utrwalona
na rozprutym nagle niebie. Pustynia chmur przebita. Uderzenie w nic.
Echo - biala niemowa.
Cisza.
Yeti, nizej jest sroda, abecadlo, chleb
i dwa a dwa to cztery,
i topnieje snieg.
Jast czerwone jabluszko przekrojone na krzyz.
Yeti, nie tylko zbrodnie
sa u nas mozliwe.
Yeti, nie wszystkie slowa skazuja na smierc.
Dziedziczymy nadzieje dar zapominania. Zobaczysz, jak rodzimy dzieci na ruinach.
Yeti, Szekspira mamy.
Yeti, na skrzypcach gramy. Yeti o zmroku
zapalamy swiatlo.
Tu - ni ksiezyc, ni ziemia
i lzy zamarzaja.
) Yeti Poltwardowski, zastanow sie, wroc!
Tak w czterech scianach lawin wolam do Yeti
przytupujac dla rozgrzewki
na sniegu
na wiecznym.
#856
Napisano 03 luty 2012 - 12:47
- Przepraszam przypadek, że nazywam go koniecznością.
Przepraszam konieczność, jeśli jednak się mylę.
Niech się nie gniewa szczęście, że biorę je jak swoje.
Niech mi zapomną umarli, że ledwie tlą się w pamięci.Przepraszam czas za mnogość przeoczonego świata na sekundę.
Przepraszam dawną miłość, że nową uważam za pierwszą.
Wybaczcie mi, daleki wojny, że noszę kwiaty do domu.
Wybaczcie, otwarte rany, że kłuję się w palec.
Przepraszam wołających z otchłani za płytę z menuetem.
Przepraszam ludzi na dworcach za sen o piątej rano.
Daruj, szczuta nadziejo, że śmieję się czasem.
Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę.
I ty, jastrzębiu, od lat ten sam, w tej samej klatce,
zapatrzony bez ruchu zawsze w ten sam punkt,
odpuść mi, nawet gdybyś był ptakiem wypchanym.
Przepraszam ścięte drzewo za cztery nogi stołowe.
Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi.
Prawdo, nie zwracaj na mnie zbyt bacznej uwagi.
Powago, okaż mi wspaniałomyślność.
Ścierp, tajemnico bytu, że nie mogę być wszędzie.
Przepraszam wszystkich, że nie mogę być każdym i każdą.
Wiem, że póki żyję, nic mnie nie usprawiedliwia,
ponieważ sama sobie stoję na przeszkodzie.
Nie miej mi za złe, mowo, że pożyczam patetycznych słów,
a potem trudu dokładam, żeby wydały się lekkie.
#857
Napisano 07 luty 2012 - 23:57
village punx never die
*
I przekują glany swe na gumofilce i miast destrukcji
i zgorszenia nawozy azotowe siać będą - tak gdzieś
musiało być napisane. gdybyś więcej czytał,
mniej byś sie teraz dziwił - mówię sobie
podobnie jak w setkach wcześniejszych sytuacji.
ale tymczasem
**
ale tymczasem mam inne lektury.
Jeżeli Pani/ Pana kwalifikacje okażą się wystarczające
dział rekrutacji się z Panem/Panią skontaktuje
czytam klaskaniem z radości z tego powodu mając
obrzękłe lewice. obie. bo dobry Bóg chcąc jakoś
doświadczyć żonę i córkę dał im ojca co
produkuje metafory wydajnie jak
niemiecka fabryka śrubek
a zwykły klęcznik dla kościoła w K.
kosztowałby go dwie doby,
sto rzuconych kurewmaci
i jeden złamany palec.
***
miało być błyskotliwie
a wyszło banalnie i naiwnie, pisze pan krytyk
a mnie szlag trafia. nie z powodu urażonej
miłości własnej, a z zazdrości.
w dwóch wersach zawarł więcej prawdy o życiu,
niż ja zawrę w którymkolwiek wierszu.
przepraszam się.
#858
Napisano 08 luty 2012 - 18:57
Zaproszenie
Pokochaj mnie.
To znaczy usiądź obok i bądź razem.
I myśl o rozległych równinach spotkania
Na których falują rozkoszne wzniesienia
A na samym końcu stoją góry - biali posługacze
Śmierci.
Pokochaj mnie.
Odpowiem ciszą na której dnie będziemy razem
Odnalezieni jak dwa cienie ptaków
Kołujących nad wodą.
Znajdź siły
Na obce cierpienia.
Czas
Na cudze pomyłki
I miejsce
Gdzie będziemy obejmowali noc
A potem trwonili dzień
Na bezsensowne zabiegi wokół życia.
Cieszmy się wygnaniem z raju
Dopóki niewidzialny miecz
Nie przetnie więzów
Nie rozplecie rąk.
Tylko nie pytaj czemu jestem smutny.
Znasz sama ludzką osobność.
Myśl o rozległych równinach spotkania
W dzień pochmurny kiedy nie widać gór.
- Henry David Thoreau
#859
Napisano 12 luty 2012 - 09:15
och, przebacz mi za Komu bije dzwon,
och, przebacz mi Człowieku, który chodziłeś po wodzie,
och, przebacz mi mała staruszko, co mieszkałaś w bucie,
och, przebacz mi góro, która ryknęłaś o północy,
och, przebacz mi niemy dźwięku nocy i dnia i śmierci,
och, przebacz mi o śmierci ostatniej pięknej pantery,
och, przebaczcie mi wszystkie zatopione statki i pokonane wojska,
to jest mój pierwszy wiersz faksem
Już za późno:
Zostałem pokonany.
Użytkownik nika g edytował ten post 12 luty 2012 - 09:19
#860
Napisano 14 luty 2012 - 12:36
O Ikarze po raz drugi
A Ikar jednak leci. Choć nie tam gdzie marzył
I pod ciężarem morza płetwy w skrzydła zmienia
Musi nauczyć się prawa ciążenia
Sparzył się. Poszedł na dno. I kto wie jak marzy?
Zapadł się. Nikt nie słyszy gdzie jest, a on leci
Bardzo poziomo bo na skrzydłach krecich
Śladu zostawia tyle co korniki
A czym jest robak-kornik? Póki co jest nikim
Kołatką opukuje światy bezboleśnie
Jest jak myśl. Ból czujemy niejasno jak we śnie
Ale kołatek kuje. Kret ryje. I płynie
Ryba skrzydlata w kamiennej głębinie
Pod sercem ludzi…
W ptaka nagle się przewinie
Z ptaka przemienia w marzenia Ikara
A jednak leci
Jak twarda jest wiara
Skrzydeł lepionych z wosku
Piór.
Okrawka śmieci
Wielu już umie chodzić po jeziorze…
Wielu już umie chodzić po jeziorze starym
I nie ma tajemnicy dla nich Genezaret
Żadnej głębi niestety
A więc piruety
Wyczyniają
I opadają
I skaczą w niebo potrójnym łamańcem
Jezioro stwardniało. Więc powszechne tańce
Nie zostawią na fali najmniejszego znaku
Jest plastikowo. Tak w sam raz dla ludu
A ludzie nieszczęśliwi. Ciągle pragną cudu
Chcą iść po nieznanej głębinie
I wierzyć
Tonąć
I krzyczeć
Jako Piotr – że ginie
Jeśli nie ma głębiny
Każdy jest nijaki
A chciałby być inny
Swoim imieniem nazwany
Kiedy mu rękę podano
Więc czekają na znaki
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki
Kraju na którym stoimy
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym
Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
Boże, anioła ześlij...
Boże, anioła ześlij - niech stanie przede mną
I będzie moim wrogiem wiernym, nieskłamanym
Jak ogień czysty, który gasi ciemność
Jak ogień żywy, co wypala rany
Niech dotknę, niech się sparzę, niech w złości zrozumiem
Tego, co pojąć myśleniem nie umiem.
Boże, nic nie rozumiem...
Boże, nic nie rozumiem. To ma być tak zwykle -
Tylko wyciągnąć rękę i dźwignąć do góry?
Przecież najmniejszy kamyk może przeciąć skórę,
Przecież z tego wołania głos mi schnie i chrypnie...
A Ty każesz milczeniem palić jak płomieniem
I patrzysz na mnie - jakbyś był zdziwiony
Że miałem tyle siły - a nic nie zrobiłem
Że odpoczywam klęcząc - zdyszany, skulony
I łapię oddech w modlitwach zawiłych
Całe nasze mieszkanie...
Całe nasze mieszkanie, to ździebełko ziemi
Które ujrzymy, gdy się uśmiechniemy
Całe nasze zaszczyty - motyl, co promieniem
Usiadł na czubku głowy, jak zniebowstąpienie
Cała nasza nadzieja jak liść oberwany
Co się po wietrze chyba od ściany do ściany
Choćby was opuścili...
Choćby was opuścili wszyscy przyjaciele
Jest jeszcze Jakiś, o którym nie wiecie
Więc trzeba ruszyć, szukać Go po świecie
Jako iskierki w wygasłym popiele
Ale tak trudno w drogę. - Jak nagle zostawić
Graty choć odrapane, ale uzbierane
Samochód, telewizor, lodówkę, mieszkanie
I strach, w który się każdy przez lata obsprawił
Ale tak ciężko wyjść lekko na drogę
Na brzeg nieznany w ubraniu jedynym
I na bosaka pójść morzem za Bogiem
I jak Piotr Jemu wierzył, tak zawierzyć innym
Piotr się przewrócił. My też zatoniemy
Lepiej czekajmy zamknięci za drzwiami
Niech ten Przyjaciel do nas dojdzie morzem ciemnym
Wyjrzymy przez judasza. Może Go poznamy.
Użytkownik Nuria Monfort edytował ten post 14 luty 2012 - 14:11
- Henry David Thoreau
Udostępnij ten temat:
-
46 stron
- « Pierwsza
- ←
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- →
- Ostatnia »

Pomoc















