Lubię poezję. A Ty? wiersze ukochanych poetów
#41
Napisano 08 lipiec 2010 - 16:27
*** świadoma siebie
świadoma siebie
uśmiechnięta sobie
w łupinie zimy
wiewiórki futro
przegarnięte dłonią
wniebowstąpiło w pień
nie jestem
więcej niż gałąź
mniej niż łapka
płowej wiewiórki
sobie sobą
wykluczająca świat
który pod deszczem
zmierzcha
- Henry David Thoreau
#42
Napisano 08 lipiec 2010 - 16:29
*** w rozstawione ręce
w rozstawione ręce
promień
tańczący na szybie chwytam
spragnionym ustom
podaję chłodny napój dnia
niespokojnym snom
przywołuję noc
śpiącą teraz
w gęstych zaroślach
w otwarte skrzydła wrony
z połyskiem złotym
zanurzam twarz
by słońce
świeciło także we mnie
- Henry David Thoreau
#43
Napisano 08 lipiec 2010 - 20:18
Erratum
Do mego życia wkradł się błąd ponury:
Stąd ciemne miejsca i tekstu zawiłość.
Proszę poprawić:
W 40 roku od góry,
A w którymś tam od ziemskiego dołu,
Zamiast: rozpacz
Powinno być: miłość.
- Henry David Thoreau
#0 Bot Reklamowy
#44
Napisano 09 lipiec 2010 - 10:51
Krzysztof Pieczyński
Nie sercem dotykasz
moich stóp
nie sercem dotykasz
moich ust
nie sercem dotykasz
mego serca
lecz miękkim tańcem
który wytańczyła łza
gdy na mój widok
z twych oczu pociekła
#45
Napisano 09 lipiec 2010 - 21:36
"***"
Żeby móc tak nareszcie uprościć,
jedną miłość wybrać z wielu miłości,
jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą,
z zim na łyżwach - tę jedną szczęśliwą,
z psów kudłatych - najwierniejsze psisko,
z prac doktorskich - jasną nade wszystko
To bliziutko już od tej prostoty
do jedynej za Bogiem tęsknoty
- Henry David Thoreau
#46
Napisano 09 lipiec 2010 - 22:01
Jak się nazywa
Jak się nazywa to nie nazwane
jak się nazywa to co uderzyło
ten smutek co nie łączy a rozdziela
przyjaźń lub inaczej miłość niemożliwa
to co biegnie naprzeciw a było rozstaniem
wciąż najważniejsze co przechodzi mimo
przykrość byle jaka
jak chłodny skurcz w piersi
ta straszna pustka co graniczy z Bogiem
to że jeśli nie wiesz dokąd iść
sama cię droga poprowadzi
- Henry David Thoreau
#47
Napisano 11 lipiec 2010 - 08:06
Lesław Nowara
Do kobiety,która się spóźniła
Do kobiety,która spóźniła się zostać moją
matką,zbliżam się ostrożnie,utrzymując ją
na bezpieczną odległość,nie przekraczając
bezpiecznej granicy skóry,nawet wewnątrz
pozostając po swojej stronie ciała,układając się na boku
z podkurczonymi lekko nogami,w pozycji
bezpiecznej,skierowany twarzą ku wyjściu,
przesuwając się lekko ruchem zgodnym
z ruchami jej bioder,przez cały czas
będąc gotowym aby ją opuścić i przynieść
ulgę,i znaleźć się nagle w ramionach
mężczyzny,który mógłby być moim ojcem
gdyby tylko się nie spóźnił o trzydzieści sześć
lat
---------------------------------------------
Iskra
Czy dlatego tak mnie traktujesz
-jak przedmiot,
że wtedy dopiero zaczynam być
zupełnie do rzeczy?
Jak z kopanego twardym butem krzemienia
wykrzesują się ze mnie iskry.
Czy to ważne,że obolały jestem
jak ząb?Że we mnie żywa jest tylko miazga?
Że każdego dnia przybywają mi tylko
nowe ubytki?
#48
Napisano 11 lipiec 2010 - 13:41
— Barbaro z popiołu i srebra...
— Jestem z drewna.
— Barbaro spod szarego gontu...
— Jestem spod błękitu.
— Błękit masz na sukni
jeszcze niedojrzały,
a twój domek
to srebro i popioły.
— To wapienny tynk.
— Tynk?
— To wapienny tynk.
— Barbaro z cynobrem u głowy
w sukni opalowej
z płaszczem niebieskawym,
ale jeszcze jesteś
prócz tego, co tynkowali,
z popiołu i srebra dalej...
— A?... Uderzają w deski
mojej kapliczki
jabłka.
— Tak, Barbaro,
niby jabłonie,
a jeszcze
kiedy głowę skłonisz...?
— Kiedy głowę skłonię?
Pokrzywy? — bez srebra.
A! łopuchy srebrne
ale tylko
po jednej stronie!
— Po jednej stronie,
bo po drugiej zieleń,
Barbaro.
A popiołu i srebra
na coś chyba zostało?
— ...Na kamienie!
— Jesteś rozmowna,
Barbaro barokowa.
— Barokowa?
— Tak. Taka ruchliwa
dokoła.
— Prócz tego jestem święta
we wszystkich sukni skrętach.
— Wiem.
— A tam niżej rzeka
za plecami moimi
ucieka
i zawsze jakoś
pozostaje.
— Słyszę.
— A w bok, na wysokościach
siwe drzazgi poukładali
Panu Bogu Haczowskiemu.
— Widzę na wysokościach,
Barbaro przydrożna,
siwy kościół.
— O to to!
Jakem przydrożna,
nie znajdziesz w nim
gwoździa;
są za to
po pierwsze — pajęczyny,
po drugie — kurzu a kurzu,
po trzecie — dwa anioły,
co kopciły świecami,
po czwarte — belki
wedle andrzejowego krzyża
powiązane,
po piąte — same kołki
od sobót po izbicę,
po szóste — pusto,
po siódme — malowidła,
na suficie
na ścianach,
nad drzwiami czarni Żydzi
(Pan Jezus ze świątyni wygania)
i wszystko z drewna,
jakem drewniana,
i mówię ci...
Mówiła, długo mówiła
od tego kościoła na ustach
czerwonych — siwa.
Pamiętam — oczy malowane
mrużą się jeszcze:
— Belki od wschodu patrzą twarzami,
ale twarze wyjadł deszcz... —
mówiłą długo
wszystko, co słyszała
moja znajoma z Haczowa
pod kościołem napotkana
świątkowa łopianowa...
Psalm 17,8
#49
Napisano 11 lipiec 2010 - 15:36
Kołysanka
Nie bój się nocy - ona zamyka
drzewa lecące i ptasie tony
w niedostrzegalnych, mrocznych muzykach,
w przestrzeni kute - złote demony,
które fosforem sypiąc wśród blasku
wznoszą się białe, modre, różowe,
wznoszą się w lejach żółtego piasku,
w chmurach rzeźbione unoszą głowy.
Nie bój się nocy. Jej puchu strzegą
krople kosmosu, tabuny zwierząt;
oczy w nią otwórz, wtedy pod dłonią
uczujesz ptaki i ciche konie,
zrozumiesz kształty, które nie znane
przez ciebie idąc - tobą się staną.
Nie bój się nocy. To ja nią wiodę
ten strumień żywy przeobrażenia,
duchy świecącem, zwierząt pochody,
które zaklinam kształtów imieniem.
Ułóż wezbrane oczy w kołysce,
ciało na skrzydłach jasnych demonów,
wtedy przepłyniesz we mnie jak listek
opadły w ciepły tygrysi pomruk.
- Henry David Thoreau
#50
Napisano 11 lipiec 2010 - 21:47
Marta Tomaszewska
***
Jestem zmęczona słońcem
Rzuca moim oczom koła ratunkowe
Kusząc mnie abym wypłynęła
I umierała z pragnienia
Na powierzchni
***
Jestem zmęczona sobą
ciążę sobie jak kamień u szyi
Tonę w rozmyślnym szaleństwie
Wytyczonej drogi
Siedem sfer opadania
Zanim pęknie sznur
- Henry David Thoreau
#51
Napisano 12 lipiec 2010 - 10:17
***
Coraz bardziej wszystko mnie boli,
już mi szkodzi nawet i ser;
siedmioma szpadami melancholii
przebity jestem jak Apollinaire.
- Henry David Thoreau
#52
Napisano 12 lipiec 2010 - 22:02
Z wadą serca
Ta miłość urodziła się z wadą serca
nie zaniesie się po domu
śmiechem wzajemnym
nie zagra na cztery ręce
a solo nie zechce
odmieni parę słów w pierwszej osobie
i odejdzie skulona
z sercem zaciśniętym w pięść.
- Henry David Thoreau
#53
Napisano 12 lipiec 2010 - 22:07
Połóż się we mnie
Połóż się we mnie, weź
Całe ciepło jakie mam
Nie wstydź się, weź
Gdy zapukają hiacynty
Nieznajomemu powiemy:
Drzwi były otwarte
Siądź z nami
Ona niedługo przyjdzie
Bo skoro szuka noclegu
To na pewno tu trafi
Dworce śmierci są blisko,
Wejdź.
- Henry David Thoreau
#54
Napisano 13 lipiec 2010 - 11:38
MUSISZ SIĘ ZAWSZE RÓŻY BAĆ
Musisz się zawsze róży bać, która ustami
jest rany, co się wewnątrz ciebie wciąż rozkrwawia.
Bo, choć szukam, językiem cię nie umiem, naga:
powiedz mi, że się boisz, uwierzę, że jesteś. t
Że jesteś w sobie, ciału swojemu przytomna
- ciało jest okiennicą, skąd wiatr płochym gestem
bezwiednej dłoni wypchnąć może szybę krwi
- już w sąsiednim powiecie opadnie zamiecią
ognia, co noworodkom powypala oczy,
a oślepłe z rozpaczy matki wyłysieją.
Więc powiedz, żebym chociaż włosami usłyszał.
Niech chociaż skóra prędkim szeptem dreszczu powie
wargom, czy jeszcze mieszkasz w tej grząskiej osobie;
nim jeszcze nie przeciekłem przez nią całkiem, powiedz.
#55
Napisano 13 lipiec 2010 - 17:27
***
......................................
szukam odwagi była tu blisko
trzeba powtarzać zaklęcia
magiczne formuły
dokąd
nas nie powiedziesz o Boże
- Henry David Thoreau
#56
Napisano 14 lipiec 2010 - 15:31
bajka na śniadanie przy świecach
kiedyś ktoś napisał
jesteś pięknym chłopcem lejb (może powiedział)
i piszesz jak ten poeta którego sieczkarnia pozbawiła rąk
tragedia
bo on teraz siedzi
i kurwy się nawet z niego śmieją (a może to sen)
zastanów ty się nad życiem
przemyśl to jak kazimierz
posłuchaj przez chwilę
jak wódka wódczy się w literatkach
i pepsi
tu obok jacyś znani aktorzy słuchaja muzyki
takie pierdzenie w stołek
budują klimat
bo gdzieś usłyszeli że klimakterium dobrze robi na włosy
i są jakby szczęśliwi
mocno sobie postanowili - pracujemy nad sobą
a ty powinieneś
ułożyć sobie tekst
na spotkanie z panem bogiem
tak troche pieprzu chili
sekunda zastanowienia - rozumiesz?
bo jutro coś się skończy
może w łodzi spłonie ostatnia fabryka
moryc zbiegnie po schodach i nie zobaczy już nic
bo w sumie niewiele było
więcej zamierzeń i pożyczonych pieniędzy
niż ciebie mnie (rzeczywistości)
więc nie bądź śmieszny
jak kolega ze sklepu lewisa - stary izaak
nosił śmierć zamiast plomby
i stał się zakładnikiem
jesteś pięknym i mądrym chłopcem lejb
masz pragnienia i mało czasu - rozumiemy...
ale weź się w garść
kiedy rano odgarniam liście z kołdry
to myślę że jestem taki--- latający holender!
ale najczęściej to tak po ludzku
mam stracha
przepraszam się.
#57
Napisano 15 lipiec 2010 - 07:44
Daleka podróż
O świcie Słońce stoi w zielonym bazarze
sprzedając złote noże i wrzące topazy -
i zasłania śmiech pusty palmowym wachlarzem,
i mówi ci: "Dzień
dobry - jesteś w Azji, w Azji..."
Południe w białym stroju z brylantową listwą,
w turbanie pozwijanym z dalekich fantazji
składa ręce na piersiach i błaga: "Weź wszystko
i skryj głęboko w sercu - jesteś gościem w Azji..."
A wieczorem przez
okno, mimo musarabii,
wpada z księżycem w zębach Mrok drżący w ekstazy
i szepce: "Oddaj mi się, a potem mnie zabij
złotym sztyletem słońca! Jesteś w Azji, w Azji..."
Użytkownik Nuria Monfort edytował ten post 15 lipiec 2010 - 07:45
- Henry David Thoreau
#58
Napisano 15 lipiec 2010 - 09:10
świeże pieczywo
leon leżał na łóżku
świeże pieczywo snuło się po domu
ktoś inny robił przeciąg
w szafie kwitł len
akt pierwszy tego spotkania
wcale nie polegał na tym
że się rozebrali i położyli
w bawełnie
baranie (powiedziała) w krótkich gaciach
wyglądasz obłędnie - zasil moją kasę
w torbie mam śledzie i suszone motylki
rybaczki na trzy czwarte - zatańczmy (plis)
nie bój się - nie biorę procentów
leon w kredensie trzymał - wszelki
wypadek - i nie potrafił tego inaczej nazwać
bo wszystko w jego domu było na albo
pod okiem sąsiadów więc kiedy
padła propozycja - na trzy cztery zaczęli
kurde - ale słowa
ta sztuka nie wymaga oklasków
ta sztuka wymaga jedynie sprawnych
lędźwi i piersi- która się o pierś
zabije
ale ta sztuka nie wymaga słów
nie potrzebuje piersi
z której serce (fuj) odleci
no bo przecież - że odleci (fuj)
potem poszli popatrzeć jak kwitnie len
po zimnej podłodze na palcach nieśli
się wzajemnie do sedna - dźwigając dym
w którym rozpraszała się - istność
dźwigali swoje okna- przestraszeni ciemnością
ona potem napisała w małym różowym pamiętniczku
zamykanym na małą srebrną kłódeczkę leon
pozostawił mnie samą sobie leon wyszedł po
papierosy i zanotował na skrawku bawełny
oto miejsce w którym oglądaliśmy wegetację
lnu pospolitego
przepraszam się.
#59
Napisano 15 lipiec 2010 - 19:58
My z drugiej połowy XX wieku
My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów
Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi
Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami
Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami
Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce -
umieramy z miłości.
#60
Napisano 17 lipiec 2010 - 02:47
wiersz o cierpliwości
zielona herbata lepiej wygląda
rozsypana na stole niż zaparzona
w szklance - ugotuj mi bułgarskiego wina
przez szybkę widać miłość
równoleżnik popiersia
maria ma brudne ręce i plastry na opuszkach
rzeźbiła już tymoteusza i papieża maria nigdy
się nie gniewa - ulepiła najpiękniejszy nos
to glina była gniewem i poziomem
idziemy wzdłuż wisły szukamy odpowiednich
kamieni szukamy źródeł gliny bo w niej - palce
wyślizgają każde słowo o którym maria
zapomniała napisać
szukamy muszli którym można dorobić wąsy
w rzece jest wszystko czego potrzebujemy
jest też druga strona do której zawsze można
się przeprawić
nigdy nie dotknę kamienia
bez wzajemności
maria ma dobre ręce - wytrwałe i silne
przepraszam się.

Pomoc










