Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Depresja


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 LiM

LiM

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 03 listopad 2007 - 19:28


Witam!
Ja jastem mamą 1,5 rocznego malucha. Moja histroia zaczyna się od ciąży którą przechodziłam strasznie. Cierpiałam na tak zwane wymioty niepowściągliwe. Wymiotowałam od 7 do rano do 2 w nocy aż do 5 miesiąca. Potem do końca ciąży sporadycznie - kilka razy w tgodniu. Ciąża była planowana. Poród wspominam dosyc dobrze był przy mnie mąż. Ale już po porodzie kiedy pokazali mi dziecko zupełnie niczego nie czułam cieszyłam się, że już koniec ból. Mały nie chciał ssać piersi. Dopiero na około 2 dobę złapał sutek przez kapturek. Ale mimo to nakarmienie go było istnym kamieniem milowym. Po powrocie do domu wszystko było w porządku. Dawałm sobie świetnie radę. Robiłam wszystko sama nie chciałam aby mnie wyręczano. Pisałam prace licencjacką obok stał wózek z małym. Ale nagle syn przestał sypiać. Od 2 tygodnia życia mojego dziecka zaczęła się kolka. Mąły spał po kilka minut dziennie góra 15 minut płacząc aż do godziny 20. Najgorsze było to że nie mogłam go uspokoić, a innym się udawało. Mąż po tygodniu wrócił do pracy. Syn nadal ssał przez kapturki bo inaczej nie udało mu się złapać. Nie mogłam go podnieść nawet by mu się odbiło ponieważ wyginał się w łuk. Miałam wrażenie, że niczego innego nie potrzebuje poza moją piersią. Denerwowało mnie to ,że tylko po to jestem mu potrzebna. Przestałam czuć do niego cokolwiek poza obowiązkiem karmienia go, przewijania itp. Płakałam całe dnie. Wszyscy wokół mówili, że powinnam się cieszyć ,że zdrwy, że lato... Kiedy kładłam się spać i budził mnie jego płacz miałam wrażenie, że ktoś nakłuwa moje ciało milionem szpilek, cała pościel była mokra jak gdybym spała w wannie nie na łóżku.Mimo, że miałam pomoc coraz carniej było w moim świecie, coraz smutniej. Chciałam tylko ciszy, zasnąć obudzić się, zeby ktoś go zabrał. Wszyscy napierali mówiąc pójdziesz do lekarza konieczne będą leki i to koniec karmienia. Zmuszałam się do tego okropnego karmienia piersią nie mogłam wyjść do łazienki bo kiedy tylko odchodziłam płakał. Więc czasami leżałam tak cały dzień. Nie było mowy o spacerach bo wieczny krzyk małego na to nie pozwalał. Któregoś dnia przyjechała moja siostr która sądziła, że przesadzam ale kiedy zobaczyła zachowanie małego to że nie można go podnieść bo się wygina przestrazyla się. Zaczęli się lekarze, neurolodzy i padłą dziagnoza o PORAŻENIU MÓZGOYM DZIECIĘCYM, POTEM wzomożonym napięciu i na końcu o zwykłej asymetrii. Zaczęłam więc rechabilitację najpierw w szpitalu potem w domu. Coraz bardziej byłam zmęczona. Nagle obsesyjnie zaczęłam sprzątać codziennie po kilka razy to trwa do dziś mój syn jest już półtorarocznym chłopcem. Z moją psychiką jest lepiej niż na początku ,ale syn należy to tak zwanych trudnych dzieci jest bardzo mądrym ślicznym dzieckiem a;le nawet na 5 minut sam się nie zabawi. Wymaga ciągłej kontroli. Ja nie płaczę już tak często i czasmi kiedy są naprawde dobre dni to uśmiecham się nawet często. Pzrutylam go myślę wtedy, że go kocham. Ale kidy jestem zmęczona jego wymagającym chrakterem jestem agresywna.Od początku dbałam o przyklejony wizerunek perfekcyjnej matki, karmiłam mimo niechęci, bo co inni powiedzą. Czasami mam go tak strasznie dosyć, że odesza bym gdzieś daleko. Po skończeniu karmienia brałam deprim, który pomógł mi. Cała sytuacja procentuje oczywiście kłótniami, mój mąż to naprawdę dobry człowiek, ale ja nie jestem szczęśliwa.Macierzyństwo, a przynajmniej jego początek to dla mnie pasmo udręki. Choć jest już lepiej to chciała bym strasznie wiedzieć tak na pewno że ja go kocham, że kocham moje dziecko. Że jestem dobrą matką. Nie chcę na niego krzyczeć, szarpać chcę mieć więcej cierpliwości. Do tej pory nie obroniłam się wstyd mi co powiem kiedy tam pojadę, że sfiksowałam ,że własnym dzieckiem nie chciało mi się zająć a co dopiero pisaniem pracy. Mam niskie poczucie własnej wartości. Myślę, że mój syn nie zasługuje na kogoś takiego jak ja. W domu spędziłam prawie 10 miesięcy jego życia. Nie mogłam i nie miałam ochoty nigdzie iść i mimo, że teraz zdarzają się częsciej jakieś wyjścia, że mogę zabrać go w wózku na zakupy. To mimo to obwiniam go w myślach o moje załamanie, o to że się nie obroniłam, o to że nie panuję nad sobą i że przez niego się tak zmieniałam, na taką zgorzkniałą gderliwą babę. Tak trudno jest widzieć w kolorach. Tak bardzo mi żal, że nie sprawdziłam się jako matka!

#2 jadran

jadran

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 1 postów

Napisano 07 marzec 2008 - 01:26

witaj!
moja historia jest bardzo podobna do Twojej i do tej pory nie ma happy endu. Powoli tracę nadzieję, że to się kiedyś skończy. Pozdrawiam

#3 kaja

kaja

    Średniozaawansowany

  • Użytkownik
  • 154 postów

Napisano 20 kwiecień 2008 - 22:06

Witam!
Moja historia rożni się nie co od Twojej, ale ma wiele elementów wspólnych. Kiedy urodziłam dziecko, nie mogłam sobie dać rady ze swoimi myślami. Bardzo źle się czułam psychicznie, bałam się wyjść na dwór sama. Karmienie piersią było dla mnie udręką, miałam myśli natrętne(wydawało mi się, że mam szkło na piersi i dziecko to zje). Gdy czułam się już bardzo źle postanowiłam pójść do psychiatry. Dziecko miało wtedy 4 miesiące, nakazał on przerwanie karmienia i przyjmowanie leków. Zwlekałam z tym 2 miesiące, wszyscy się dziwili dlaczego nie chcę karmić skoro mam pokarm!! Dopiero po 2 miesiącach zaczęłam przyjmować leki. Czułam się wtedy jak wyrodna matka, która nie chce karmić swojego dziecka, nie mogłam sobie poradzić, robiłam sobie wyrzuty, że nie karmię.
To co przeżyłam i nadal przeżywam odbiera mi chęć do życia i powoduje,że miewam myśli samobójcze. Moja depresja objawia się napadami lęku i urojeniami. Od 6 miesięcy chodzę do psychiatry,który postawił mi diagnozę, że cierpię na depresję poporodową spowodowaną: ciążą, porodem, połogiem. W okresie poprzedzającym ciążę intensywnie się odchudzałam co mogło spowodować wyczerpanie organizmu a następstwem tego jest drastyczny spadek serotoniny.. Przyjmuję leki, które zawierają paroksetynę wychwytującą serotoninę. Obecnie mój stan trochę się poprawił, ale nadal jest źle. Miewam myśli natrętne, które są nie zależne ode mnie. Bardzo kocham swoje dziecko i oddałabym za nie życie, ale dręczą mnie okropne myśli, których nie mogę powstrzymać. Boję się wyjść sama na dwór, wydaje mi się,że coś dałam swojemu dziecku( np.kawałek szkła, drut,jakąś truciznę, lek itp.) i coś mu się stanie! Nie jestem pewna czy coś mu dałam czy nie, wydaje mi się, że coś miałam w ręce i mu dałam. Wtedy ogarnia mnie paniczny lęk, i coś ściska za gardło, odczuwam ból w klatce piersiowej.Będąc w ciąży miałam urojenie, że najadłam się leków, że przewróciłam sie, że napiłam się jakiegoś związku chemicznego (pracowałam przy związkach chemicznych). Od 4 miesiąca ciąży byłam na zwolnieniu, ze względów zdrowotnych, ale też głównie dlatego, że panicznie bałam się chodzić do tej pracy. Teraz przebywam na wychowawczym, który niedługo mi się kończy i nie wiem jak to będzie bo nie jestem jeszcze gotowa do pracy. Czasami wydaje mi się ,że mam podwójną osobowość, jedna mówi, żeby zrobić coś złego a druga ją powstrzymuje. Zastanawiałam się też kiedyś nad tym, że jestem opętana i dlatego mam takie myśli. Prześladują mnie myśli, że mojemu dziecku coś się stanie,. Boję się przygotowywać jedzenia dla dziecka ,bo wydaje mi się ,że coś tam wrzuciłam i dziecko się zatruje!!W myślach czasami go obwiniam ,że to przez niego jestem w takim stanie. Nie mogę funkcjonować normalnie, samodzielnie. Mój mąż ma tego już dosyć a inni, którzy o tym wiedzą wyśmiewają się ze mnie, doznałam już bardzo wielu przykrości z tego powodu. Moje dziecko również jest bardzo absorbujące, nie mogę go zostawić nawet na moment samego. Czasami jestem zła na niego i wtedy boję się,że mogłabym mu coś dać!!Biorę od stycznia leki przeciwdepresyjne(seroxat, wcześniej w połączeniu z sulpirydem) i niewiele mi pomagają. Byle co wytrąca mnie z równowagi, wtedy boję się, że zrobię coś głupiego. Najchętniej w takich chwilach uciekłabym donikąd! Oddałabym wiele, żeby ktoś pomógł mi w tej trudnej dla mnie sytuacji. Poszukuję osób , które dotknął ten problem.Zadaję sobie często pytanie dlaczego takie rzeczy dzieją się w mojej głowie? Czy to choroba psychiczna i dlaczego to mnie spotkało? Dlaczego nie mogę w pełni cieszyć się ze swojego macierzyństwa? Dlaczego tak się dzieje skoro bezgranicznie kocham swoje dziecko???

#4 kate

kate

    Zadomowiony

  • Użytkownik
  • 2520 postów

Napisano 21 kwiecień 2008 - 22:17

kaja bralam sulpiryd-podobno silny i niebezpieczny lek...ja go jadłam jak tic taki





Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych