witam. byłem u swojego lekarza i po rozmowie oraz moich sugestiach zdecydował o zmianie leku dla mnie. Na razie póltorej doby wytrzymałem bez anafranilu i od dzisiaj wieczór zaczynam od 1/2 tabletki Valdoxanu i po czterech dniach mam zacząć brać 1 tabl. 25 mg wieczorem. zobaczymy jak to będzie. jestem pełen nadziei, tym bardziej, że valdoxan jest podobno lekiem najnowszej generacji, ma mniej skutków ubocznych i podobno jest dobrze tolerowany. mam pytanie, czy ktoś przyjmował ten lek i czy może powiedzieć coś więcej o jego działaniu (czy zamula, obniża libido, czy można przy nim pozwolić sobie na piwko lub lampke wina). na razie nie wiem o nim nic, poza tym, że jest drogi.....
Strona 1 z 1
czy ktoś brał Valdoxan???
#2
Napisano 05 wrzesień 2009 - 22:36
witam po kilku dniach brania valdoxanu. zacząłem od dawki 1/2 tabletki 25 mg przez cztery dni, branych wieczorem. w ciągu dnia miałem lekkie nudności oraz zawroty głowy. teraz przez dwa dni brałem całą tabletkę i mam dość. straszne nudności w ciągu dnia, ból brzucha, biegunka i zawroty głowy, a do tego dziwne napięcie nerwowe. do tego kilka razy budzę się w nocy, więc chodzę niewyspany. jeśli to ma być nadzieja dla nas chorych i nowa generacja leku to dziękuję. czekam do poniedziałku, jeśli nic się nie zmieni wracam do starego sprawdzonego anafranilu.
p.s. do tego cena tego wynalazku przewyższa 200 PLN za 28 tabl.
p.s. do tego cena tego wynalazku przewyższa 200 PLN za 28 tabl.
#3
Napisano 06 wrzesień 2009 - 22:46
nie wytrzymałem. dzisiaj bez konsultacji z lekarzem odstawiłem to g...no. jutro wracam do anafranilu. czy ktoś ma doSwiadczenia z valdoxanem?
#4
Napisano 23 grudzień 2011 - 13:25
Ja brałam Valdoxan. Dostałam bezpłatną próbkę od lekarza. Przedtem musiałam zrobić"próby wątrobowe". Lek ten jest niebezpieczny dla wątroby. Trzeba ją co jakiś czas kontrolować. Moja opinia- przereklamowany. U mnie nie zadziałał w ogóle oprócz dzoałań niepożądanych. Nasilił lęki i depresję, miałam bezsenność, drażliwość i podenerwowanie. Jest drogi 205 zł. Odstawiłam- rozczarowana, bo myślałam, że to najlepszy antydepresant. Guzik prawda. Szkoda pieniędzy. Odradzam.
#5
Napisano 11 luty 2012 - 14:06
Jestem zdziwiona, tym co piszecie, ja mam zupełnie inne doświadczenia z tym lekiem i są bardzo pozytywne, a biorę go od 2,5 roku chyba (w każdym razie od momentu, kiedy w Polsce podniesiono mu cenę :/ ).
Może to jednak wynika z tego, że nie mam klasycznej depresji tylko nerwicę depresyjną (dystymię) z epizodami cieższej depresji. Do tej pory (a choruję od przeszło 10 lat, od 9 biorę różne leki) inne leki i różne ich kombinacje świetnie działały na te epizody depresyjne, ale ogólnie na dystymię nie działały zupełnie (z wyjatkiem jednego leku, po którym miałam jednocześnie silne skutki uboczne i delikatną manię), i tak sobie żyłam w przeświadczeniu, że tak być już musi i do końca życia będę się męczyć.
Lekarz przepisał mi Valdoxan w czasie gdy miałam duże problemy ze snem, ponieważ Valdoxan rzekomo działa na uregulowanie snu. No, u mnie nie działa. Na początku byłam bardzo rozczarowana i po pierwszych 2-ch tygodniach obiecywałam sobie, że już więcej tego drogiego g*** nie kupię. Ale po zużyciu całego opakowania zaczęłam się coraz lepiej czuć, i efekt był naprawdę imponujący.
Uwaga, teraz będzie taki piękny opis jakbym pracowała dla producenta Valdoxanu
Po pierwsze, jak bralam inne leki, to mialam wrażenie, że nie jestem sobą, że leki włączają i wyłączają mi osobowość. Generalnie czulam sie tak, jakbym nie miała zupełnie osobowości, wszystko tylko zależało od tabletek. To mnie strasznie frustrowało, jakbym była marionetką. Na Valdoxanie czuję się sobą. Jak coś czuję i myślę, to wiem, że to "jest moje".
Po drugie, odkrylam, że wcale nie jestem pesymistką. Wiecie jakie to jest uczucie, przez tyle lat myśleć o sobie, że jest się pesymistą, i nagle odkryć, że to była depresja, a nie pesymizm?! Że mogę być radosna, cieszyć się głupotami, nie muszę się zamartwiać wszystkim i wymyślać scenariuszy dla wszelkich strasznych rzeczy, które by mnie mogły spotkać w życiu w ciagu najbliższych 50 lat.
Znajomi mówili, że nie mogą mnie poznać. Swoją drogą, brać Valdoxan zaczęłam mniej więcej 2 m-ce po tym jak zmieniłam pracę, i nowi współpracownicy po pół roku mi powiedzieli, że oni się co do mnie pomylili, bo jak przyszłam do pracy, to myśleli, ze jestem taką strasznie smętną, pozbawioną poczucia humoru osobą, która wszystkiego się boi, a teraz widzą, że wcale taka nie jestem. Do tej pory myślą, że aż taka nieśmiała jestem i po prostu tyle czasu zajęło mi "rozkręcenie się"
Niestety, Valdoxan nie działa zupelnie na mój system motywacyjny (a raczej brak takiego systemu) i ciągłe poczucie zmęczenia. Mniej więcej w okolicach zimy i przedwiośnia obniża mi się nastrój, i też nic się z tym nie da zrobić. Zwiększanie dawki leku nic nie dawało, a właczanie drugiego leku dawało slabe efekty, za to robiłam się nerwowa.
Jeżeli chodzi o efekty uboczne, to nie kojarzę, żebym miała jakieś poważniejsze. Ale ja na ogół dobrze toleruję leki, dużo większe problemy mam przy ich odstawieniu i przechodzeniu na nowy lek (tutaj moja uwaga - bierzcie zawsze pod uwagę, że kiedy wycofujecie jeden lek a zaczynacie brać drugi, efekty uboczne mogą być powodowane przez jedno i drugie, więc często trzeba po prostu przeczekać okres wypłukiwania z organizmu pierwszego leku).
Z wątrobą też wszystko OK. Alkohol piję, od czasu do czasu i tak raczej umiarkowanie, tzn. w takich ilościach żeby nie mieć rano kaca.
Co do ceny, jest drogi, ale zawsze zamawiam go w aptece internetowej doz.pl (odbiera się już w aptece "stacjonarnej"), wtedy kosztuje 186zł (tylko dość długo trwa sprowadzanie leku, trzeba zamawiać co najmniej tydzień wcześniej). A w "normalnych" aptekach kosztuje rzeczywiście powyżej 230zł.
Podsumowując:
Na pewno nie jest to lek dla osób, które po raz pierwszy zachorowały na depresję. Choćby z powodu ceny.
Ale jeżeli nic innego u was nie działa, to spróbujcie, może akurat się okaże, że to jest "wasz" lek.
Dziękuję za uwagę wszystkim, którzy dotrwali do końca tego przydługiego postu ale czułam, że Valdoxanowi należy się chociaż jedna wypowiedź polepszająca mu reputację na tym forum
Może to jednak wynika z tego, że nie mam klasycznej depresji tylko nerwicę depresyjną (dystymię) z epizodami cieższej depresji. Do tej pory (a choruję od przeszło 10 lat, od 9 biorę różne leki) inne leki i różne ich kombinacje świetnie działały na te epizody depresyjne, ale ogólnie na dystymię nie działały zupełnie (z wyjatkiem jednego leku, po którym miałam jednocześnie silne skutki uboczne i delikatną manię), i tak sobie żyłam w przeświadczeniu, że tak być już musi i do końca życia będę się męczyć.
Lekarz przepisał mi Valdoxan w czasie gdy miałam duże problemy ze snem, ponieważ Valdoxan rzekomo działa na uregulowanie snu. No, u mnie nie działa. Na początku byłam bardzo rozczarowana i po pierwszych 2-ch tygodniach obiecywałam sobie, że już więcej tego drogiego g*** nie kupię. Ale po zużyciu całego opakowania zaczęłam się coraz lepiej czuć, i efekt był naprawdę imponujący.
Uwaga, teraz będzie taki piękny opis jakbym pracowała dla producenta Valdoxanu
Po pierwsze, jak bralam inne leki, to mialam wrażenie, że nie jestem sobą, że leki włączają i wyłączają mi osobowość. Generalnie czulam sie tak, jakbym nie miała zupełnie osobowości, wszystko tylko zależało od tabletek. To mnie strasznie frustrowało, jakbym była marionetką. Na Valdoxanie czuję się sobą. Jak coś czuję i myślę, to wiem, że to "jest moje".
Po drugie, odkrylam, że wcale nie jestem pesymistką. Wiecie jakie to jest uczucie, przez tyle lat myśleć o sobie, że jest się pesymistą, i nagle odkryć, że to była depresja, a nie pesymizm?! Że mogę być radosna, cieszyć się głupotami, nie muszę się zamartwiać wszystkim i wymyślać scenariuszy dla wszelkich strasznych rzeczy, które by mnie mogły spotkać w życiu w ciagu najbliższych 50 lat.
Znajomi mówili, że nie mogą mnie poznać. Swoją drogą, brać Valdoxan zaczęłam mniej więcej 2 m-ce po tym jak zmieniłam pracę, i nowi współpracownicy po pół roku mi powiedzieli, że oni się co do mnie pomylili, bo jak przyszłam do pracy, to myśleli, ze jestem taką strasznie smętną, pozbawioną poczucia humoru osobą, która wszystkiego się boi, a teraz widzą, że wcale taka nie jestem. Do tej pory myślą, że aż taka nieśmiała jestem i po prostu tyle czasu zajęło mi "rozkręcenie się"
Niestety, Valdoxan nie działa zupelnie na mój system motywacyjny (a raczej brak takiego systemu) i ciągłe poczucie zmęczenia. Mniej więcej w okolicach zimy i przedwiośnia obniża mi się nastrój, i też nic się z tym nie da zrobić. Zwiększanie dawki leku nic nie dawało, a właczanie drugiego leku dawało slabe efekty, za to robiłam się nerwowa.
Jeżeli chodzi o efekty uboczne, to nie kojarzę, żebym miała jakieś poważniejsze. Ale ja na ogół dobrze toleruję leki, dużo większe problemy mam przy ich odstawieniu i przechodzeniu na nowy lek (tutaj moja uwaga - bierzcie zawsze pod uwagę, że kiedy wycofujecie jeden lek a zaczynacie brać drugi, efekty uboczne mogą być powodowane przez jedno i drugie, więc często trzeba po prostu przeczekać okres wypłukiwania z organizmu pierwszego leku).
Z wątrobą też wszystko OK. Alkohol piję, od czasu do czasu i tak raczej umiarkowanie, tzn. w takich ilościach żeby nie mieć rano kaca.
Co do ceny, jest drogi, ale zawsze zamawiam go w aptece internetowej doz.pl (odbiera się już w aptece "stacjonarnej"), wtedy kosztuje 186zł (tylko dość długo trwa sprowadzanie leku, trzeba zamawiać co najmniej tydzień wcześniej). A w "normalnych" aptekach kosztuje rzeczywiście powyżej 230zł.
Podsumowując:
Na pewno nie jest to lek dla osób, które po raz pierwszy zachorowały na depresję. Choćby z powodu ceny.
Ale jeżeli nic innego u was nie działa, to spróbujcie, może akurat się okaże, że to jest "wasz" lek.
Dziękuję za uwagę wszystkim, którzy dotrwali do końca tego przydługiego postu ale czułam, że Valdoxanowi należy się chociaż jedna wypowiedź polepszająca mu reputację na tym forum
#6
Napisano 19 luty 2012 - 16:32
Zastanawiałem się nad tym lekiem, ale niestety cena powala. Za granicą (pomijając siłę nabywczą pieniądza), np. W Belgii kosztuje 11 euro opakowanie.
Czytając wszelkiego rodzaju opinie, schematy działania leków, zdecydowałem się na mirtazapinę. Działanie tego leku schematem odbiega, od wszystkiego co brałem do tej pory, więc jestem ciekaw co będzie w dłużej perspektywie. A bralem większość SSRI, tlpd i połączenia z neuroleptykami w niskich dawkach (aktywizująco-antydepresyjnych)
Działanie,(przynajmniej teoretycznie) powinno być podobnie.
Opiera się generalnie na antagonizmie 5ht2c, tyle że w przypadku mitrazapiny (także mianseryny) mam szereg innych działań, między innymi histaminowe, powodujących przeważnie na początku leczenia, dosyć nie miłe efekty uboczne.
Jeśli ktoś jest zainteresowany efektem działania, ale cena odstrasza, można właśnie spróbować mirtazapiny.
Czytając wszelkiego rodzaju opinie, schematy działania leków, zdecydowałem się na mirtazapinę. Działanie tego leku schematem odbiega, od wszystkiego co brałem do tej pory, więc jestem ciekaw co będzie w dłużej perspektywie. A bralem większość SSRI, tlpd i połączenia z neuroleptykami w niskich dawkach (aktywizująco-antydepresyjnych)
Działanie,(przynajmniej teoretycznie) powinno być podobnie.
Opiera się generalnie na antagonizmie 5ht2c, tyle że w przypadku mitrazapiny (także mianseryny) mam szereg innych działań, między innymi histaminowe, powodujących przeważnie na początku leczenia, dosyć nie miłe efekty uboczne.
Jeśli ktoś jest zainteresowany efektem działania, ale cena odstrasza, można właśnie spróbować mirtazapiny.
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc






