CZY depresja poporodowa może być rok po porodzie
#1
Napisano 03 czerwiec 2009 - 12:51
#2
Napisano 03 czerwiec 2009 - 17:32
#3
Napisano 05 czerwiec 2009 - 21:14
Wydaje mi się, że każda kobieta po porodzie przechodzi przez to, przez co Ty obecnie przechodzisz. Zamartwia się o swoje małe dziecko i jest przewrażliwiona na punkcie jego zdrowia itp. Dobrze poradzić się psychologa w kwestii radzenia sobie z tymi negatywnymi emocjami, jesli one odbijają się niekorzystnie na Tobie i reszcie rodziny.
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 21 sierpień 2011 - 14:48
#5
Napisano 25 sierpień 2011 - 08:10
#6
Napisano 25 sierpień 2011 - 08:54
I wanna make you feel alive,
Still I notice nothing makes you shatter no no
#7
Napisano 25 sierpień 2011 - 14:01
Użytkownik *chimera* dnia 21 sierpień 2011 - 14:48 napisał
no ja ma tak samo niby u mnie poajwila sie 8 miesiecy po urodzeniu coreczki napisz cos wiecej
#8
Napisano 13 wrzesień 2011 - 20:23
Patrycja jest dzieckiem wymarzonym i wymodlonym.
Jednak po porodzie kobieta trafia z nowo narodzonym dzieckiem do pustego domu, z którego mąż wychodzi rano, a wraca wieczorem, bo zarabia.
A gdy jest to kobieta, która do tej pory była aktywna zawodowo, może mieć poczucie, że nagle wszystko się urwało, ktoś schwytał ją w pułapkę i pozbawił osobowości, całkowicie zredukował do roli matki.
Zmienia się ze szczęśliwej osoby w matkę bardzo smutną.
Co rano budzi się zła, co wieczór kończy dzień bezsilnym płaczem.
Najgorsze jest to, że w ogóle nie potrafi cieszyć się dzieckiem, życiem..
Nigdy w życiu nie czuła się tak samotna, mimo że w domu było pełno ludzi.
Krzyczy, a potem przeżywa potworne poczucie winy, że jest złą matką.
Zaczyna marzyć o tym, żeby zachorować i trafić do szpitala, a nawet umrzec.
Potworne myśli, bo przecież chodzi o to, żeby uciec przed własnym dzieckiem.
Ale nie potrafi, nie może zostawic córeczki samej, bez mamy...
Czuje,że wykańcza się psychicznie,ale tkwi w tym dalej... musi dla swojej córeczki.
Żyje tylko dla niej i dzięki niej...
#9
Napisano 14 wrzesień 2011 - 13:07
Użytkownik Blondi1978 dnia 13 wrzesień 2011 - 20:23 napisał
Patrycja jest dzieckiem wymarzonym i wymodlonym.
Jednak po porodzie kobieta trafia z nowo narodzonym dzieckiem do pustego domu, z którego mąż wychodzi rano, a wraca wieczorem, bo zarabia.
A gdy jest to kobieta, która do tej pory była aktywna zawodowo, może mieć poczucie, że nagle wszystko się urwało, ktoś schwytał ją w pułapkę i pozbawił osobowości, całkowicie zredukował do roli matki.
Zmienia się ze szczęśliwej osoby w matkę bardzo smutną.
Co rano budzi się zła, co wieczór kończy dzień bezsilnym płaczem.
Najgorsze jest to, że w ogóle nie potrafi cieszyć się dzieckiem, życiem..
Nigdy w życiu nie czuła się tak samotna, mimo że w domu było pełno ludzi.
Krzyczy, a potem przeżywa potworne poczucie winy, że jest złą matką.
Zaczyna marzyć o tym, żeby zachorować i trafić do szpitala, a nawet umrzec.
Potworne myśli, bo przecież chodzi o to, żeby uciec przed własnym dzieckiem.
Ale nie potrafi, nie może zostawic córeczki samej, bez mamy...
Czuje,że wykańcza się psychicznie,ale tkwi w tym dalej... musi dla swojej córeczki.
Żyje tylko dla niej i dzięki niej...
W sumie wpadłam tutaj przypadkowo ale jeśli to Cię pocieszy większość kobiet raczej ma podobnie:)
Nigdy nikt o tym nie mówi głośno ale czasem mamy dosyć dziecka nawet jeśli jest ono wymodlone i wyczekane. U mnie to minęło, kiedy mała zaczęła chodzić, mówić czyli gdzieś ok. 9 mies. życia:) Byłam spokojniejsza o jej zdrowie, lepiej ją rozumiałam, no i zaczęłam zauważać dużo nowych umiejętności u małej - a to zawsze cieszy najbardziej:)
Ja byłam całkowicie ubezwłasnowolniona, bo moja córka nie funkcjonowała beze mnie - darła się jak opętana
Pozdrawiam ciepło
ps. w jakim wieku masz córcię?
#10
Napisano 14 wrzesień 2011 - 21:04
Mam nadzieje, że ten stan mi minie... Na razie trwa od 5 miesięcy.
Dodatkowo ciężka sytuacja finansowa w jakiej znaleźliśmy się z mężem też nie ułatwia sprawy...
Mąż niestety nie widzi mojego stanu, uważa że jestem przemęczona i tyle..
Oddaliliśmy się bardzo od siebie, nie potrafimy już nawet ze sobą rozmawiac, jakbyśmy byli ze sobą tylko dla dziecka, żeby miało mamę i tatę.
Nigdzie odkąd mała się urodziła nie poszliśmy, sami chociaż na parę godzin. Tkwię w tej klatce..
Kocham malutką bardzo...
Dziękuję za ciepłe słowa..
Pozdrawiam cieplutko
#11
Napisano 16 wrzesień 2011 - 12:00
Twoja mała też pewnie jest pomysłowa
#12
Napisano 17 wrzesień 2011 - 19:52
#13
Napisano 18 wrzesień 2011 - 10:22
Użytkownik Wodniczka dnia 17 wrzesień 2011 - 19:52 napisał
i o to chodzi!! mamy się tu "szczerzyć" i cieszyć, nooo chyba że pomyliłam fora i nie jest to forum dla depresyjnych??
Czasem też myślę, że jestem do D. ale odkąd weszłam na to forum to mi się jakoś dobry nastrój włączył
Hasło na dziś
"Myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. To są dwie kategorie. Straszne to, no nie wiem, śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. Nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radę, to zadziwiające. A żałosne są życia wszystkich pozostałych. Więc jeżeli jesteś żałosny, powinieneś być wdzięczny losowi, że jesteś żałosny, bo być żałosnym to wielkie szczęście.
— Woody Allen"!!
Uwielbiam faceta!!!
#14
Napisano 19 wrzesień 2011 - 19:09
"Myślę, że życie dzieli się na straszne i żałosne. To są dwie kategorie. Straszne to, no nie wiem, śmiertelne przypadki, niewidomi, kalectwo. Nie wiem jak sobie ludzie dają z tym radę, to zadziwiające...
LEXA popieram!!! Jesteś niesamowita
Dziękuję Ci bardzo bardzo mocno!!!
Zaczęłam doceniac to co mam, cieszyc się tym, że mam zdrowego i kochanego bobasa, u którego zaczęłam dostrzegac same miłe rzeczy, jak się uśmiecha i gaworzy do mnie, próbuje chodzic i niezdarnie upada na pupcie. Obie więcej się śmiejemy:))
... a z tatą uczymy na nowo rozmawiac i widziec to co nas boli zarówno u jednego jak i drugiego... i pomagac sobie, a nie dołowac się nawzajem.
Masz rację, jest tyle nieszczęśc, że trzeba umiec docenic to co się ma i cieszyc się tym.
Nie dawac się dołom i złym dniom, walczyc z tym.
A później jak czarne chmury mijają to człowiek o wiele lepiej się czuje...
Gorzej jak się dołuje i brnie coraz dalej nie widząc światełka w tunelu...
Nie możemy sobie na to pozwolic, dla naszych kochanych dzieciaczków
Pozdrawiam cieplutko:))
#15
Napisano 19 wrzesień 2011 - 19:21
też miałam depresję poporodową,
żałuję, że było to w czasach, kiedy internet mieli tylko wybrani,
bo w realnym świecie wsparcia nie miałam
ale udało mi się przetrwać i nie "zamordować" mojej dziecki
#16
Napisano 20 wrzesień 2011 - 07:13
Zmieniam zdanie, proszę o deszcz dzisiaj, najlepiej ulewę z piorunami!!!!!
Użytkownik Lexa edytował ten post 20 wrzesień 2011 - 07:22
#17
Napisano 10 styczeń 2012 - 11:56
Jednak po porodzie kobieta trafia z nowo narodzonym dzieckiem do pustego domu, z którego mąż wychodzi rano, a wraca wieczorem, bo zarabia.
A gdy jest to kobieta, która do tej pory była aktywna zawodowo, może mieć poczucie, że nagle wszystko się urwało, ktoś schwytał ją w pułapkę i pozbawił osobowości, całkowicie zredukował do roli matki.
Zmienia się ze szczęśliwej osoby w matkę bardzo smutną.
Co rano budzi się zła, co wieczór kończy dzień bezsilnym płaczem.
Najgorsze jest to, że w ogóle nie potrafi cieszyć się dzieckiem, życiem..
Nigdy w życiu nie czuła się tak samotna, mimo że w domu było pełno ludzi.
Krzyczy, a potem przeżywa potworne poczucie winy, że jest złą matką.
Zaczyna marzyć o tym, żeby zachorować i trafić do szpitala, a nawet umrzec.
Potworne myśli, bo przecież chodzi o to, żeby uciec przed własnym dzieckiem.
Ale nie potrafi, nie może zostawic córeczki samej, bez mamy...
Czuje,że wykańcza się psychicznie,ale tkwi w tym dalej... musi dla swojej córeczki.
Żyje tylko dla niej i dzięki niej... [/color]
czytając ten wpis czułam jakbym czytała o sobie Jestem mama 13 miesięcznej Wiktorii praca męża zmusiła nas do opuszczenia rodzinnych stron i zamieszkalismy w miejscowości w której jesteśmy całkowicie sami mąż całymi dniami pochłonięty praca ja sama z dzieckiem nie mająca nikogo z kim mogłabym pogadać o czym kolwiek o głupotach o tym jak mi cięzko jak straciłam pewnośc siebie o stracie poczucia własnej wartości i bezsilności jaka dopada mnie ostatnio bardzo często coraz częsiej denerwuje się z błachych spraw rutyma doprowadza mnie do furii nocami płacze i nie potrafie sobie z tym poradzić
Użytkownik Desperatka 25 edytował ten post 10 styczeń 2012 - 21:24
#18
Napisano 04 luty 2012 - 14:41
#0 Bot Reklamowy
#19
Napisano 04 luty 2012 - 18:12
Myślałam że to przejdzie więc nikomu nic w domu nie mówiłam. Kiedy już trzecią noc z rzędu nie przespałam, zapłakana obudziłam męża. W nocy zaczęliśmy rozmawiać o moim problemie. Przez chwilę poczułam ulgę że w końcu wyrzuciłam to z siebie i że wszystko będzie dobrze. Mąż poczytał w internecie że taki stan bywa normalny zwłaszcza jeśli poród był ciężki i że to minie. Niestety złudne marzenie. Potem ta myśl zaczęła być niczym pasożyt. Każdego dnia czuję jak wyniszcza chęć życia. Zabiera mi radość z bycia matką i żoną. Wstaję i żyję by nakarmić, przewinąć i pójść na spacer. Wyprowadziliśmy się z naszego miasta by móc żyć i nie martwić się o to skąd wziąć pieniądze na życie. Teraz zastanawiam się skąd wziąć chęci by żyć.
W tym stanie żyję już 7 tygodni. Dziś postanowiłam wylać to w internet by poczuć ulgę.
Użytkownik Matila edytował ten post 04 luty 2012 - 18:30

Pomoc













