BORDERLINE- ISTNIENIE W KRAINIE SAMOTNOŚCI
#21
Napisano 16 październik 2009 - 14:17
#22
Napisano 16 październik 2009 - 20:05
Pozdrawiam!
#23
Napisano 19 październik 2009 - 11:28
Swietnie was rozumiem. Nauczyc sie z tym zyc, istotnie trzeba. Aczkolwiek to nie jest proste. Jest to cholernie frustrujace. Ja mam kilak terapii za soba, bez widocznego efektu. Teraz mam znow te cholerne stany depresyjne. Mysl o lekarzu we mnie dojrzewa. Tu nawet nie trzeba isc do psychiatry. Lekarz ogolny przepisuje leki, bez zbednych pytan. Nawet zwykle nie udaja, ze ich obchodzisz. Sluzba zdrowia w tym kraju jest do dupy. Mam nadzieje, ze przynajmniej weterynarze sa lepiej douczeni, bo moja psina ma sterylke za 2 tygodnie i ja mam stresa jak nie wiem. Jesli zabija mi moja jedyna kochana istote, to wtedy ja zabije ich, a potem pewnie siebie...
Serio, tak sie czuje. Mysle, ze moglabym... chyba...
Kto ma PayPala i chce pomoc? Link:
http://www.justgivin...Magdalena-Czaja
Wielkie DZIEKI!!
#0 Bot Reklamowy
#24
Napisano 19 październik 2009 - 19:25
#25
Napisano 20 październik 2009 - 09:11
Wloczykijka napisał:
Moze tak byc, nie ukrywam. Wiekszosc problemow tkwi we mnie.
Kto ma PayPala i chce pomoc? Link:
http://www.justgivin...Magdalena-Czaja
Wielkie DZIEKI!!
#26
Napisano 20 październik 2009 - 09:16
#27
Napisano 20 październik 2009 - 11:46
amy-melancholy napisał:
amy-melancholy jakie ksiazki o border czytałaś , może moglabys cos polecic?
#28
Napisano 20 październik 2009 - 21:53
http://bpd.szybkanauka.net/
A bardzo fajna książka, w której autorka opisuje przebieg swojej terapii to:
"Uratuj mnie! Opowieść o złym życiu i dobrym psychoterapeucie" (Rachel Reiland).
Bardzo interesująca! Polecam!
#29
Napisano 20 październik 2009 - 22:27
#30
Napisano 21 październik 2009 - 09:57
Niestety slyszalam, ze mimi terapii, osobowosci borderline nie da sie wyprostowac do konca. To jest cos co masz i juz.
Raz na terapii mialam cos takiego jak "psuchodrama". Byla to niby konfrontacja z moja mama. Pozegnanie jej. Nie wywolala we mnie jakis skrajnych emocji, choc powinna. Co z tego, ze wiem co mi jest i skad sie to wzielo ( mi.in.) jesli i tak nic nie moge na to poradzic.
Poza tym zycie ze skrajnosciami daje mi sie we znaki nawet w lepszym czasie. Jak juz pisalam, nigdy nic nie jest albo czarne, albo biale. Zawsze jest jakies "ale", jakas watpliwosc. Czasem wydaje mi sie, ze popadam w paranoje.
Kto ma PayPala i chce pomoc? Link:
http://www.justgivin...Magdalena-Czaja
Wielkie DZIEKI!!
#31
Napisano 21 październik 2009 - 11:33
Leash, ja teraz chodzę na terapię, ale narazie skupiamy się na złagodzeniu mojej depresji, bo jestem na samym dnie. Zobaczymy czy terapia przyniesie jakieś skutki, oby, bo ciężko mi się żyje, chociaż miewam chwile - czy warto w ogóle o coś walczyć, czy nie lepiej sobie i otoczeniu skrócić tych męk
#32 Gość_Ewald_*
Napisano 22 październik 2009 - 16:45
"oderwanie się od rzeczywistości"
- mechanizm obronny psychiki
chroniący świadomość przed przykrymi
wspomnieniami i skojarzeniami; paniczny lęk przed porzuceniem przekładający się na strach przed bliskością.
BPD ma status jednego z 10 zaburzeń osobowości. "Zaburzenie osobowości" nie oznacza, że ktoś "nie jest sobą"; zaburzeniem osobowości nazywa się głęboko zakorzenione wzorce zachowania, które powodują cierpienie oraz wpływają destruktywnie na relacje z innymi. BPD jest podobne do zespołu stresu pourazowego i depresji dwubiegunowej z częstymi huśtawki nastroju (rapid-cycling). BPD jest często specyficznym zespołem stresu pourazowego, w którym stres doświadczony był w dzieciństwie; dotyka ok. 2-3% populacji (w tym 75% osób to kobiety – wykorzystywanie seksualne bywa powodem BPD); ok. 75% doprowadza do decyzji o przedwczesnym zakończeniu własnego życia.
#33 Gość_Ewald_*
Napisano 22 październik 2009 - 16:47
Osoby z BPD są mistrzami w ukrywaniu swoich słabości i maskowaniu wewnętrznego, psychicznego bólu, co skłania innych do banalizowania ich problemu i negowania tej diagnozy. Oni sami też mają tendencje do negowania tej diagnozy i wypierania swoich problemów do podświadomości, szczególnie w czasie niektórych huśtawek nastroju "w górę", podczas których czują się całkiem dobrze, "normalnie". Jeśli akurat nie cierpią na depresję ciężko jest ich przekonać, aby zwrócili się po jakąkolwiek pomoc.
Duża część osób z BPD funkcjonuje (w pracy, rodzinie, mniej bliskich relacjach z innym) względnie dobrze dopóki nie pojawi się w ich życiu stresujące wydarzenie – podczas stresu gubią się, mogą się u nich wtedy nasilić paranoidalne podejrzenia i zachowania typu acting-out.Acting-out: agresja skierowana w innych
- winienie bliskich za ich problemy; krytykowanie,
czynienie niesprawiedliwych,
przesadzonych zarzutów, atakowanie werbalne.
Na BPD cierpiały prawdopodobnie takie osoby jak Vincent van Gogh, Sylvia Plath, Marilyn Monroe, księżniczka Diana.
Hospitalizacja w szpitalu psychiatrycznym, w przypadku mniej i średnio zaburzonych osób, nie jest zwykle ani konieczna, ani wskazana.
Wyjątek stanowią okresy z poważnymi tendencjami samobójczymi (zwykle w fazie depresji) oraz sytuacje po nieudanych próbach samobójczych – w takich wypadkach nadzór nad osobą jest konieczny; zwykle takie okresy nie są długie (kilka tygodni, maksymalnie miesięcy).
Depresja jest powiązana z BPD, tzn. wiele osób z BPD na co dzień ma obniżony nastrój, wiele z nich wpada czasami w długi i poważny epizod depresyjny i w takich przypadkach konieczna jest już pomoc psychiatry i wsparcie farmakologiczne, na czas depresji.
Borderline stanowi continuum – tzn. można być mniej lub bardziej "zaburzonym". Można było przeżyć w dzieciństwie mniejszy lub większy stres. Wielu lekarzy rezerwuje diagnozę BPD dla mocno zaburzonych osób (reszcie mówiąc, że jest tylko nadwrażliwa, niedojrzała emocjonalnie, etc.), dla osób z którymi nie mogą sobie dać rady, stąd słowo borderline wywołuje ciarki na ciele wielu psychologów i psychiatrów, a osoby postronne, które mają (lub miały) do czynienia (w bliskiej relacji) z kimś zdiagnozowanym jako "borderline" zwykle szczerze nienawidzą osoby z borderline uznając takich ludzi za gorszych od psychopatów, z którymi absolutnie nie idzie wytrzymać.
Jest to krzywdząca generalizacja. Należy jednak przyznać, że osoby mocno zaburzone, których jest niewiele, są naprawdę nie-do-wytrzymania, są istnym piekłem; potrafią nieustannie atakować innych w najczulsze ich miejsca, choć czasem na ślepo. Wykańczają psychicznie (innych i siebie) swoją niestabilnością, chaosem i intensywnymi huśtawkami nastroju.
Ciężko ich jednak winić: są oni ofiarą innych ludzi i/lub wydarzeń. Czy ktokolwiek z nas stojąc w ich butach miałby siły zachowywać się inaczej? Pytanie tylko jak długo – może godzinę, dzień, ale raczej nie 5 lat. Ciężko nieustannie walczyć z własnym umysłem. Jednocześnie osoby mniej zaburzone, które również cierpią, mają też huśtawki nastroju, wpadają w depresję i mają inne cechy borderline, są często miłe, sympatyczne, inteligentne. Tylko w rzadkich chwilach (w których ból psychiczny je przerasta) ukazują swoje "inne" oblicze, i to nie przed każdym.
W każdym z nas występują w jakimś stopniu niektóre cechy BPD, lecz u ludzi z BPD są one intensywne.
O tym jak sobie "radzić" z osobami z BPD napisano niejedną książkę (np. Stop walking on eggshells); oto kilka rad:
* Nie mów komuś kto podejrzewa u siebie BPD "myślę, że nie masz tego problemu" starając się pocieszyć. Być może tymi słowami spowodujesz coś odwrotnego: osoba może odebrać to jako Twój brak szacunku i zaufania do niej – w końcu ona lepiej wie co się z nią dzieje. Jeśli ma przekonanie iż ma BPD, a Ty mówisz coś innego (i wg niej się mylisz), wykazujesz brak jej zrozumienia. Sprowadzanie, być może poważnego, problemu do "masz po prostu słaby charakter i jesteś zbyt wrażliwy" pewnie jeszcze mocniej "zdołuje" osobę, którą starasz się pocieszyć.
* Nie mów "weź się w garść" do osoby w depresji (gdyby to było takie proste to osoba już dawno "wzięła by się w garść").
* Nie "pocieszaj" słowami: "inni mają gorsze problemy i dają radę" – nie porównuj problemów. Nasze własne problemy są dla nas największe.
* Staraj się oddzielić emocje osoby od jej intencji – z Twojego punktu widzenia może się wydawać, że osoba chce w Tobie wzbudzić określone emocje (złość, strach, etc.) i sama się nimi "nakręca"; w rzeczywistości zwykle osoba stara się uspokoić, a emocje to coś z czym walczy.
* Nie postrzegaj przez pryzmat diagnozy; wszyscy jesteśmy ludźmi, mającymi też własne, indywidualne cechy charakteru.
* Nie daj się sprowokować do werbalnej wojny, kłótni. W tych wojnach nie ma wygranych, są tylko przegrani.
* Staraj się nie stracić zaufania. Osoby z BPD są czasami nieufne, podejrzliwe, szczególnie wobec bliskich. Lepiej się przesadnie tłumaczyć, niż nie tłumaczyć i wzbudzić podejrzenia.
* W relacjach z każdym człowiekiem należy unikać popełniania błędów. Jednak w relacji z osobą z BPD każdy Twój błąd, nawet najmniejszy, będzie Cię kosztował dużo więcej (zwykle z opóźnieniem, często długim – osoby z BPD mają dobrą pamięć do negatywnych wspomnień i tylko do nich); pewnego złego dnia, gdy osoba z BPD wybuchnie – poleci na Ciebie wiązanka, a będą w niej wytknięte wszystkie Twoje błędy, również takie, które uważałeś za nieistotne lub już nawet zapomniałeś. Nawet jeśli taka wiązanka się nie zdarzy (bo np. wpierw osoba z BPD Cię opuści...) to możesz być pewny, że żaden Twój błąd nie pozostał niezauważony i nie pozostał bez wpływu. Pozornie (nawet dla samej osoby z BPD) Twoje błędy nie mają żadnego znaczenia jeśli jesteś akurat w fazie "idealizacji", ale gdy biegunowość się zmieni: będą mocnymi argumentami, a także pretekstami by od Ciebie odejść.
Możesz być zainteresowany radami oraz odnośnikami do innych stron o BPD. Może zainteresuje Cię film Przerwana lekcja muzyki ("Girl, Interrupted") – to dobrze nakręcony dramat psychologiczny z niezłą obsadą (Winona Ryder, Angelina Jolie, Whoopi Goldberg) na podstawie autobiograficznej książki Susanny Kaysen o tym samym tytule. Akcja toczy się w latach 60 XX wieku, a główna bohaterka cierpi na znajomy nam problem, o którym nie wie dopóki po samobójczej próbie nie trafi do szpitala psychiatrycznego. Filmu nie można polecić jako sposobu na poznanie BPD, które jest tam zamaskowane równie dobrze jak przeciętna osoba z BPD maskuje swój problem, ale warto go obejrzeć z innych powodów.
Jeśli zechcesz sięgnąć po literaturę: w j. pol. raczej nie ma nic wartego przeczytania (na stan: 2005-01); jest "Zaburzenia z pogranicza" Edy G. Goldstein, która jest książką już trochę nieaktualną (napisana jeszcze przed powstaniem DBT) i skierowaną do klinicystów. Jest też Osobowość symbiotyczna i jej leczenie Stephena Johnsona.
Od wiosny 2007r. jest dostępna w j. polskim książka "Zaburzenie osobowości z pogranicza", Marsha M. Linehan.
O BPD krąży wiele mitów, i wśród specjalistów, i w wielu publikacjach. Rażąca jest niewiedza środowiska lekarskiego nt. BPD: wielu lekarzy nie uznaje istnienia BPD, rozumie BPD na swój sposób lub ma wiedzę sprzed kilkudziesięciu lat i wciąż uważa, że borderline to pogranicze psychozy i normalności, gdy już wiadomo od dawna, że tak nie jest, a BPD nie ma nic wspólnego z psychozą i schizofrenią. Brakowi obiektywności środowiska lekarskiego wobec BPD sprzyja trudność w diagnozowaniu BPD i brak 100% pewnych testów diagnostycznych sprawdzających BPD. Względnie rzetelnymi publikacjami o BPD w j. ang. są: dla ludzi z BPD: Borderline Personality Demystified i The Angry Heart oraz dla ich bliskich: Stop walking on eggshells.
#34 Gość_Ewald_*
Napisano 22 październik 2009 - 16:54
Są wymagający – wobec siebie i innych. Nikt nie spełnia w pełni ich oczekiwań. Odrzucają kolejnych znajomych i przyjaciół, rozczarowując i nudząc się nimi. Mają spore pokłady wiary w ludzi – wierzą, że nowo poznana osoba jest dobra, każdy ma u nich na dzień-dobry spory kredyt zaufania. Nieświadomie nie dostrzegają wad obcej osoby, która wpada w pułapkę ich idealizacji; szybko się angażują emocjonalnie. Gdy osoba zbliży się do nich dostrzegają, że nie jest idealna, wyszukują jej słabości, wady, po czym odwracają się od niej równie szybko jak się zaangażowali emocjonalnie z początku. Taki cykl ucieczek i skreślania ludzi z ich życia powtarza się bezustannie. Żadna relacja z nimi nie jest bezpieczna – wystarczy drobny błąd drugiej strony, a przestawiają się z jej idealizacji na dewaluację i skreślają ze swojego życia.
Z wewnętrznym bólem radzą sobie wyładowując złość na 2 sposoby: zachowaniami acting-in i/lub acting-out. Acting-in to zachowania przeważające u osób z zaniżonym poczuciem własnej wartości i polegają na kierowaniu agresji do siebie – ma miejsce gdy samouszkadzają się, nadużywają środków odurzających, objadają się, wyrażają uczucia nienawiści do siebie, sabotują swoje wysiłki, angażują się emocjonalnie w osobach, które są niedostępne. Acting-out to agresja skierowana w innych – winienie bliskich za ich problemy; krytykowanie, czynienie niesprawiedliwych, przesadzonych zarzutów, atakowanie werbalne.
Są impulsywni – szybko podejmują decyzje. Zdarza im się nadużywać np. alkoholu; mają tendencje do skrajności – np. nie piją wcale, a jeśli już piją to często tak, aby się upić do nieprzytomności; ale nie mają skłonności do wpadania w uzależnienie.
Mają huśtawki nastroju. Gdy mają określony nastrój ciężko jest im sobie przypomnieć jak to jest mieć przeciwny humor. Są zmienni pod względem tego jak inni ich odbierają; mają wiele różnych "ja", nie są jednak fałszywi, mają po prostu zmienne nastroje. Nie są zwykle pewni swoich opinii, marzeń, nawet swojej identyfikacji seksualnej. Łatwo przejmują opinie, sposób bycia, itp. – a nawet nastrój, od ludzi z którymi akurat obcują.
Są dobrymi aktorami m.in. z powodu zmiennych nastrojów i maskowania tego, co się dzieje w ich głębi; często "obrywali" za wybuchy emocji, nauczyli się więc ukrywać to, co czują w głębi, tłumić w sobie. Są przepełnieni wewnętrznym bólem; potrafią udawać szczęśliwych, mimo że w głębi jest płacz, co jest jednym z powodów ich niezrozumienia przez otoczenie, oraz ich zdolności aktorskich.
Lubią być na krawędzi – na krawędzi życia i śmierci, na granicy sprowokowania innych, na granicy utrzymania kontroli nad pojazdem, etc. Próbują w ten sposób uciekać od siebie, niepokoju, wewnętrznego bólu, przesadnych emocji i huśtawek nastroju, bezskutecznie. Chaos, dramat, ryzyko powoduje podekscytowanie, a to zabija uczucie wewnętrznej pustki i znudzenia, którym są przepełnieni. Wykazują potrzebę kontroli sytuacji, wpływania na wydarzenia, decyzje; utrata kontroli jest dla nich sygnałem ignorowania; jednocześnie są nadwrażliwi na próby kontrolowania ich samych.
Są nadwrażliwi na odrzucenie i ranienie ich przez innych, lecz nieświadomi tego jak ich zachowanie dotyka innych.
Boją się porzucenia; strach przed utratą ukochanej osoby jest u nich powodem uciekania od bliskich związków, do których jednocześnie dążą, gdy druga osoba jest niedostępna. Mimo, że pragną bliskości to – gdy ktoś im ją daje ukazując do nich słabość – często uciekają od danej osoby dopatrując się w niej kogoś słabego, wręcz złego; większości z nich nie dano miłości w dzieciństwie, więc jeśli spotyka ich miłość od obcej osoby to dana osoba wydaje się im dziwna. Ich znajomości "balansują" – raz się do kogoś zbliżają, innym razem (gdy druga osoba zacznie się nimi interesować) tę osobę od siebie odpychają. Szukają bezskutecznie idealnej osoby, która będzie ich wybawieniem – zrozumie ich do końca, pokocha bezgranicznie i bezwarunkowo, nada sens ich egzystencji, wypełni pustkę w ich życiu, wybawi od huśtawek nastroju oraz bólu psychicznego i nigdy ich nie opuści. Tymczasowe zaangażowanie, wycofanie się i poszukiwanie perfekcyjnej, kochającej ich bez-względu-na-wszystko, nie wykorzystującej ich, drugiej połówki jest stałym, błędnym emocjonalnym kołem w jakie wpadają; ta sinusoida wykańcza ich samych oraz tych, którzy próbują się do nich zbliżyć.
Mają problemy z kontrolą emocji – nierzadko emocje biorą w nich górę nad zdrowym rozsądkiem.
Nieświadomie korzystają z zasady "najlepszą obroną jest atak" – na krytykę odpowiadają ostrzejszą krytyką, na groźbę opuszczenia – to oni opuszczają. Nie dają się zranić, to oni ranią. Nie mają jednak złych intencji, ich zachowania wynikają ze strachu, frustracji i zdesperowania. Brakuje im "pancerza ochronnego" przed atakiem innych, czują ból przy najmniejszym dotknięciu, stosunkowo często odbierają zwykłe pytania i spojrzenia innych jako nieprzychylne sobie, jako atak na siebie, dlatego desperacko atakują, aby odeprzeć potencjalne (i urojone) ataki na nich. Bardzo łatwo ich urazić i rozdrażnić; w skrajnych wypadkach wystarczy jedno niefortunnie ułożone zdanie, a osoba z BPD może z miejsca skreślić daną osobę ze swojego życia i szczerze znienawidzić.
Trudność w utrzymaniu bliskiej, długiej i stabilnej relacji z osobą mającą BPD jest dla niektórych pociągająca, brzmi jak wyzwanie, a sama osoba z BPD wydaje się im być (z powodu swojej niedostępności) atrakcyjna, wartościowa. Osoby próbujące się zbliżyć do kogoś z BPD są często pewne siebie, szczególnie po poznaniu osoby z BPD od jej 'spokojnej' strony, nabierając złudnego przeświadczenia "nic mi od Ciebie nie grozi, w ogóle Ty przecież jesteś normalny" – nie widząc danej osoby w furii, nie zdając sobie sprawy jak bardzo osoby z BPD są zmienne; zwykle, wcześniej czy później, takie osoby mocno obrywają (szczególnie od osób z BPD z przeważającymi zachowaniami typu acting-out), ku swojemu zdumieniu, mając okazję poznać osobę z BPD jako kogoś całkiem innego; czasami któryś z ataków werbalnych osoby z BPD na nich jest tak mocny, że bywa początkiem depresji osoby, która próbowała się zbliżyć i pomóc. Atak osoby z BPD jest praktycznie zawsze czymś sprowokowany, ale jego siła jest często znacznie większa niż wymaga tego sytuacja. Trwanie na siłę przy osobie z BPD (gdy ona tego nie chce) to też nienajlepszy pomysł i proszenie się o kłopoty. Osoby z BPD, które zdają sobie sprawę, że mają BPD częściej "zaciskają zęby" i starają się kontrolować swoją złość. Ale należy mieć świadomość, że któregoś dnia i taka osoba może wpaść w szał agresji i przestać się racjonalnie kontrolować. Osoby z BPD nie są jednak groźne dla społeczeństwa od strony fizycznej: ich ataki (jeśli mają już miejsce) są tylko w postaci werbalnej; są jednak celne i bolesne. Osoby z BPD z przeważającymi zachowaniami typu acting-in częściej zadają ból sobie – nawet w sposób fizyczny, np. tnąc się żyletką, aby dać upust emocjom.
Osoby z BPD mają tendencje do postrzegania w czarno-białych barwach – do polaryzowania percepcji i myśli do skrajnych stanów: dobry-zły. Popadają w skrajności: idealizują to, co im się podoba i dewaluują to, co im się nie podoba. Jednak to, co jest dobre wg nich jednego dnia, może być złe następnego – mają problem ze stałością. Im wydaje się, że to inni się zmieniają, nie zauważają jednak, iż to ich spojrzenie się zmienia. Często zmieniają opinie o innych ludziach, swoje cele, marzenia. Postrzeganie z tendencją do skrajności powoduje, że również ich spojrzenie na nich samych, poczucie tożsamości, rozsypuje się na strzępy. Ich poglądy i myśli wpadają w coraz większą huśtawkę. Przestają ufać innym (bo oni ich rozczarowują). Przestają ufać sobie. Przestają rozumieć innych, przestają być rozumiani. Przestają rozumieć nawet siebie. Gubią się tak mocno, iż kwestionują nawet istnienie – swoje i świata. Próbują uciekać od siebie zatracając własną tożsamość; rodzi się w nich uczucie pustki, przed którą uciekają w ryzykowne, a nawet fizycznie bolesne, zajęcia. Czasami bólem fizycznym zagłuszają ból psychiczny.
Są zwykle altruistyczni, tj. bezinteresownie zatroskani o dobro innych, entuzjastyczni, zabawni, wrażliwi, wielkoduszni, ciekawi świata, kreatywni, szczerzy, uczciwi, skromni. Nieświadomie koncentrują uwagę innych na sobie, roztargnieni, chaotyczni, nerwowi, wymagający, sarkastyczni, ironiczni, źli na świat i ludzi za ich niedoskonałość. Wyróżniają się dobrą umiejętnością rozumienia niewerbalnej komunikacji, dobrą intuicją i empatią (wyczuwaniem tego co czują inni), wczuwaniem się w położenie i przeżycia innych; łatwo przychodzi im przejmowanie nastroju innych.
Czasami zbyt ufni, naiwni, szczególnie wobec obcych, na ogół przesadnie nieufni, mają czasami paranoidalne, tj. wyolbrzymione i bezpodstawne, podejrzenia – szczególnie wobec najbliższych. Zwykle je ukrywają. Są nadwrażliwi na krytykę i niezrozumienie. Mają kiepskie poczucie czasu, słabą pamięć do detali (twarzy, num. tel., dat, ulic, etc.) i chronologii wydarzeń; kiepską orientację w terenie. Miewają zniekształcone myśli i percepcję, szczególnie nt. relacji z innymi.
Często zamyśleni, smutni, zamknięci w sobie. Czasami jednak przeciwnie – radośni, miewają "głupawki" śmiechu, bywają duszą towarzystwa. Choć we wnętrzu tak dalecy od przeciętności, z pozoru, z zewnątrz, nie wyróżniają się od innych – dobrze wtapiają się w ludzi, z którymi obcują. Z pozoru dobrze przystosowani do życia w społeczeństwie, inteligentni, kompletnie "normalni", nierzadko weseli i pełni życia (o ile nie zmagają się akurat z depresją), całkowicie nie odnajdują się w bliskich relacjach z innymi ludźmi. W głębi cierpią, choć nie okazują tego tłumiąc ból w sobie. Mają zdolność do działania "jak-gdyby" (jak-gdyby wierzyli w coś, jak-gdyby byli kimś innym, itp.); są dobrymi aktorami, miewają dobre zdolności przekonywania i wpływania na to jak myślą inni; potrafią "zrobić z białego czarne" – przekonać nawet do tego, w co sami nie wierzą. Nieświadomie wzbudzają u innych negatywne uczucia jakich sami doświadczają (np. złość).
Mówi się, że często manipulują ludźmi, lecz oni nie widzą tego jako manipulacji, nie są przebiegli – ich "manipulacje" nie wynikają ze złośliwości, nie są zaplanowanymi aktami, lecz działaniami impulsywnymi wynikającymi ze strachu, desperacji i bezsilności. Ponadto czynnikiem jest tu ich słaba pamięć – pewne wspomnienia nieświadomie przekręcają, przekonując innych, że było tak, a nie inaczej i sami w to wierzą.
Mają problemy z tolerowaniem samotności, nawet na krótką chwilę; odczuwają potrzebę bycia z kimś, życia dla kogoś, często jednak, paradoksalnie, stronią od ludzi – ponieważ czują się przez bliskość zagrożeni – im ktoś jest bliżej nich tym większa ogarnia ich panika; ich bliższe relacje z innymi kończą się ich rozczarowaniem (gdy druga strona ich rozczaruje – co następuje zawsze, wcześniej czy później, bo nikt z nas przecież nie jest idealny – następuje u nich faza dewaluacji: przejście z miłości do nienawiści), oraz smutkiem, przygnębieniem. Ich życie jest chaotyczne – jak oni sami; nierzadko pełne zmian kierunków kształcenia, rezygnacji z pracy, zerwanych związków, itp.
Szukają zrozumienia, ale nie znajdują go w takim wymiarze w jakim by chcieli.
Wg niektórych badań ([1], [2]), mają o ok. 16% mniejszy od normalnego hipokamp (to stara część mózgu pełniąca rolę "bramki", przez którą przechodzą informacje do pamięci długotrwałej), ok. 8-22% mniejsze ciało migdałowate (część mózgu odpowiedzialna za negatywne emocje, błyskawiczne i bezwarunkowe reakcje na sytuacje zagrożenia), o 24% lewą część kory orbitofrontal (która jest odpowiedzialna za informacje o sobie, poczucie tożsamości, (de-)kodowanie i reprezentację informacji o smaku i dotyku oraz naukę i kontrolę zachowania powiązanego z nagrodą i karą), o 26% mniejszą prawą przednią część zakrętu obręczy (który jest odpowiedzialny m.in. za percepcję bólu i kontrolę własnych zachowań). Ok. 70% doświadczyło w dzieciństwie traumatycznego wydarzenia, 25% była wykorzystywana seksualnie, 36% nadużywana fizycznie, 46% psychicznie, ponad 10% poważnie zaniedbana psychiczne i/lub emocjonalnie, 43% doświadczyło przemocy lub utraty najbliższych – te dane należy traktować orientacyjnie.
Kwestionują wszelkie dobro, jakiego doświadczają, koncentrując się na negatywnych aspektach – z doświadczenia wiedzą, że negatywne strony są zwykle "pewniejsze". Mają "filtr mentalny" na dobre wspomnienia – lepiej pamiętają te złe. Komplementy do nich nie trafiają – nie wierzą w ich prawdziwość lub tłumaczą sobie, że dana osoba tylko próbuje ich pocieszać lub kiepsko ich zna, więc ta opinia jest nic nie warta. Negatywne opinie dochodzą do ich świadomości znacznie łatwiej – ich nie mogą zbić wytłumaczeniem, że ktoś próbuje ich pocieszać.
W wielu przypadkach najbliżsi im ludzie nie dawali im informacji zwrotnych, nie mówiąc które myśli, uczucia i czyny są w porządku, tym samym nie pomogli im rozwinąć poczucia tożsamości.
Większość osób z BPD wspomina dzieciństwo pozbawione stałości i bezpieczeństwa, pełne doświadczeń niezgodnych z oczekiwaniami, utraty najbliższych osób lub ich niedostępności. Skłonności w genach (m.in. wrażliwość), trudne dzieciństwo (lub stresujące wydarzenie w pierwszych latach życia), w połączeniu z ich naturalnymi cechami (niski próg stresu) odcisnęły swoje piętno na układzie limbicznym (który jest bardzo wrażliwy na stres), a także pośrednio i bezpośrednio wpłynęły na powstanie opisywanych tu wzorców zachowania i mechanizmów obronnych psychiki, które sumują się na zaburzenie borderline.
Osoby BPD czują jakby żyły w złym śnie. Żyją w strachu (m.in. o to, że najbliższe osoby je opuszczą) i cierpieniu. Czują się porzuceni, niezrozumiani i samotni. 75% z nich przynajmniej raz w swoim życiu usiłuje popełnić samobójstwo, 50% ma za sobą przynajmniej jedną bardzo poważną próbę samobójstwa, 10% umiera samobójczą śmiercią; co najmniej 5% ginie z powodu ryzykownych zajęć, których się podejmuje.
Zawsze przed samobójstwem "wołają o pomoc", lecz inni zwykle to ignorują wychodząc ze stereotypowego założenia, że "prawdziwi samobójcy nie mówią o swoim zamiarze przed śmiercią". Pod względem odsetka odchodzących udanym samobójstwem BPD w statystykach ustępuje jedynie depresji dwubiegunowej (20%), depresji jednobiegunowej (15%) i stoi na równi ze schizofrenią (10%). Nie chcą się zabić, tj. 'przestać istnieć'; boją się śmierci; chcą jednak przerwać cierpienie i często tracą nadzieję na zakończenie cierpienia w inny sposób niż samobójstwem.
Przebywanie w bliskiej relacji z osobą mającą BPD wpływa destruktywnie – z powodu huśtawek nastroju, które wpływają również na innych, jej wewnętrznego bólu, projekcji projekcja: przypisywanie własnych wad innym, skłonności do krytykowania innych, nierealistycznego-uproszczonego-niestabilnego spojrzenia na świat, niestabilności emocjonalnej, jej ucieczek od osób na których jej zależy; osoby z BPD potrafią kochać kogoś w jednym momencie i nienawidzić i niszczyć 15 minut później – a atak ze strony bliskiej osoby, która mówi że kocha, bywa wyniszczający. Ok. 70% ludzi, którzy troszczą się o osobę mająca BPD, wcześniej czy później, również wymaga pomocy psychologicznej.
Mimo, że BPD ma początek w dzieciństwie, pozostaje często niezauważone; BPD jest zwykle diagnozowane dopiero w wieku 20-30 lat, gdy osoba nie jest już w stanie funkcjonować i popada w depresję, a jej nieumiejętności utrzymywania relacji z innymi, huśtawek nastroju i innych problemów nie można już tłumaczyć "trudnym okresem dojrzewania". Statystycznie BPD osiąga swoje maksimum ok. 25 roku życia i w pewnym stopniu "wygasa" z czasem; po 40 r. życia już tylko 25% z nich można wciąż zdiagnozować BPD, aczkolwiek pewne cechy BPD i skłonności zostają do końca życia.
Borderline jest najczęstszym zaburzeniem osobowości i jednym z najczęstszych zaburzeń psychicznych, a jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym, niezrozumianym, najczęściej błędnie diagnozowanym lub nie diagnozowanym i ignorowanym. Nie istnieje żaden test psychologiczny czy fizyczny rozstrzygający z całkowitą pewnością czy dana osoba ma BPD, stąd diagnoza ta jest przez psychologów i psychiatrów często nadużywana do diagnozy najbardziej uciążliwych pacjentów, stosowana jako "kosz na śmieci" (gdy psycholog "nie wie co jest grane"), błędnie używana lub wcale nie używana. BPD tylko w 10% przypadków występuje samo. Razem z BPD występuje np. depresja, depresja dwubiegunowa, OCD zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, fobie, antysocjalne i narcystyczne zab. osob., PTSD zespół stresu pourazowego. Zwykle jednak to BPD jest najpoważniejszym problemem; np. wg wielu osób, które jednocześnie mają depresję dwubiegunową i BPD – depresja dwubiegunowa to mniejszy problem.
Osoby z BPD zdają sobie sprawę, że niektóre ich zachowania są irracjonalne (np. zbytnie idealizowanie kogoś), jednak ich emocje bywają tak silne, że nie są w stanie ich powstrzymać – np. za kimś mocno akurat tęsknią, kochają tę osobę i nie są w stanie pomyśleć o niej nic złego, a gdy ich czymś rozzłości potrafią nienawidzić i często tutaj też nie potrafią kontrolować swoich uczuć; ich emocje są niczym żywioł, którego nie mogą opanować. Istotną rolę w kontroli emocji odgrywa 5-HT (Serotonina, neuroprzekaźnik odpowiadający m.in. za kontrolę emocji), którego niedobór mają osoby z BPD.
#35
Napisano 27 październik 2009 - 13:40
Wole pisac tutaj, bo jakos w glownym watku sie nie czuje za dobrze. Jak zwykle wiekszosc mnie ignoruje. Ale juz sie przyzwyczailam, ze jak jest jakas grupa ludzi, nawet na forum, to niechetnie przyjmuja "nowych".
Moj weekend byl nieco do dupy. Pojechalismy do znajomych, ale przelezalam 2 dni w lozku z 39 stopniowa goraczka. Nad morze polazlam tylko na chwile i w niedziele jak juz moglam sie zwlec z lozka, pojechalismy na chwile tez.
Dobrze, ze przynajmniej moja psinka troche sobie pohasala.
Teraz jestem w pracy i mam takiego dola, ze nie moge. Wczoraj nie przyszlam i zaluje, ze dzis tu jestem. Trzeba bylo zostac jeszcze dzien dluzej w lozku.
Wszystko mnie wkurza, a najbardziej klienci. Ja po prostu nie chce tu byc. Nie chce w sumie byc nigdzie. Jestem o krok od wybuchniecia tu placzem ze zlosci, smutku, bezsilnosci. Sama nie wiem.
W czasie weekendu zdalam sobie sprawe, ze jestem zmeczona tym cholernym miastem. Tym dyfem na ulicach. ta iloscia ludzi. Nie moge tego zniesc. Niestety nie mam samochodu, wiec na weekendy tez jestem uziemiona glownie tu. Wlasnie zaczelam sie powaznie nad autem zastanawiac, choc wiem, ze to sprowadzi na mnie nowe wydatki, ktorych i tak juz mam nadmiar. Ale inaczej zwariuje.
Mysle tez o wyprowadzce stad.
Tam, gdzie mieszkaja znajomi, rowniez jest urzad pracy i moglabym poprosic o przeniesienie, gdyby tam mieli wolne stanowisko. Gorzej jednak z moim facetem, bo to mala miejscowosc i on moglby miec wiecej problemow. Ja tez innej prcy nie chce. Mam stale zatrudnienie i nie rzuce tego dla czegos niepewnego.
Pewnie z wyprowadzka nie wyjdzie, ale z tym autem to chyba sie na wiosne poswiece. Inaczej naprawde zwariuje. Tu w UK jak nie masz auta, to gowno mozesz. Zeby dostac sie gdzies za miasto publicznym transportem, to gorzej niz w Pl. Zwlaszcza, ze nie wszedzie mozna zabrac psa. Do pociagu mozna, ale pociagi sa tu tak drogie, ze taniej podrozowac autem.
Generalnie to mam po prostu tak przejebany nastroj, ze nie daje rady. Wlasnie przylazl jakis pojeb, ktory ma spotkanie za 25 minut i ja musze go przyjac wczesniej. No niech chuj spada normalnie.
Caly weekend lezalam z 39-stopniowa goraczka wiec nie mialam nawet sily na dola. Oprocz tego, ze mialam wkurw, ze nie moge nigdzie isc.
Teraz dol wrocil ze zdwojona sila. Chyba zaraz poprosze o zwolnienie, bo nie wyrobie. Po prostu chcialabym sobie powyc w samotnosci.
Kto ma PayPala i chce pomoc? Link:
http://www.justgivin...Magdalena-Czaja
Wielkie DZIEKI!!
#36
Napisano 27 październik 2009 - 14:02
Choc szczerze powiem ze do tej pory nie mam zielonego pojęcia jakim cudem doszedł do wniostu że mam zaburzenia osobowości typu borderline. Chyba znów wybire się do szpitala i się go zapytam (myślicie że po 5 latach bedzie mnie dalej pamiętał?)
26015531
#37
Napisano 27 październik 2009 - 15:03
Doskonale Cię rozumiem - nie jeden dzień w pracy miałam taki - że wszyscy mnie wkurwiali, w ogóle czasami zdarzało mi się poryczeć, jak dół akurat mnie napadł. Ehh, ciężko łączyć to wszystko z pracą, ale nie ma innego wyjścia. Jakbym zamknęła się na zawsze w pokoju, to już bym z niego nie wyszła - miałam taki okres na studiach - nie chodziłam na wykłady, na ćwiczenia, nie wychodziłam ze znajomymi - po prostu nie żyłam - rozkładałam się na moim łóżku jak trup! Trzeba jakoś wytrzymywać w pracy, przemęczyć się. Chociaż racja, czasami też trzeba wziąć dzień wolny albo i dłużej dla "podreperowania" psychy. Ja przed weselem nie poszłam do pracy, bo odkąd wstałam z łóżka zaczęłam tak ryczeć, że nie potrafiłam się opanować. Zaczęłam nawet ubierać się do pracy, ale rozpacz nie odpuszczała, więc stwierdziłam, że w takim stanie nie dam rady i wzięłam dzień wolny ;/
Także doskonale Cię rozumiem. Też mam ochotę uciec stąd, pobiec, pojechać gdziekolwiek a najlepiej zniknąć! ;/
Dzisiaj w sumie nie jest dla mnie taki najgorszy dzień, więc jako tako się trzymam, mogę Cię przytulić, jak Tobie dziś źle
A z choróbskiem ja miałam znowu tak, że po powrocie z urlopu, po najpiękniejszych dniach mojego życia rozchorowałam się zupełnie - 3 tygodnie miałam ostre grypsko. Ale tak to jest - jak dusza chora, to ciało też nie chce wyzdrowieć i męczyłam się z antybiotykami. Masakra! A ryczałam codziennie też przez 3 tygodnie..
Teraz czasami też mnie smutki doganiają, ale już płaczę po cichu, tylko łzy z oczu. Może kiedyś zapomne, co dobrego mnie spotkało.
Trzymaj się ciepło! Nie daj się dołowi, a jak jest aż tak źle, to bierz dzień wolny i płacz - czasami trzeba.
Ja kiedyś nie umiałam uronić ani jednej łzy - to była dla mnie oznaka słabości i nie pozwalałam sobie na to. Ale teraz jest ze mną już tak źle, że nawet nad tym nie panuję i czasami dopada mnie rozpacz tak po prostu i nie umiem się uspokoić.
To wszystko mnie już na pewnym etapie przerosło. Cała ta porażka, podknięcia i notoryczny brak nawet melutkiego sukcesiku - bezsens i pustka. Przejebane ;/
#38
Napisano 27 październik 2009 - 15:05
#39
Napisano 28 październik 2009 - 00:29
.."magiczny dzień wielkiej przemiany nie nadejdzie. przykro mi.
ta sama siła która trzyma cię w tej nicości jest tą samą siłą która może cię z niej wyprowadzić"
Moim zdaniem musi być większa, dużo większa niż ta która nas trzyma w tym gównie. Przynajmniej ja takiej potrzebowałem. Ale na pewno ona sama skuszona nadzieją. Nie przyjdzie, bo nie wie gdzie ma przyjść. Nie widzi Cię.
- lecz tym, kim się stajesz, gdy myślisz, kim jesteś."
* Depresja to nie choroba to tylko zły nawyk *
Mówisz, że masz wielkie problemy? To Co ON WIELKI ma na to powiedzieć ? Nick Vujicic Niesamowita wola życia! Cudowne ! http://www.youtube.c...h?v=AfKrKl6U-do
#40
Napisano 02 listopad 2009 - 12:18
Troche mnie nie bylo, ale mialam za duzego stresa by pisac. W piatek pisalam cos na watku glownym, ale pozniej go nie sprawdzilam. Chcialam sie podzielic moim stanem, ale i tak nikt mi nie odpisal.
Pisalam po tym jak zawiozlam moja sunie do weterynarza i strasznie to przezywalam.
Na szczescie operacja sie udala i jak na razie nic sie nie dzieje. Poza tym, ze musze zakladac jej specjalny kolnierz, zeby nie lizala brzucha. Ona mnie za to nienawidzi. Teraz mam ja caly czas na oku, wiec sciagnelam kolnierz, ale jak wyjde na chwile, albo nawet jak bede sprzatac kuchnie na dole, to bede musiala kolnierz zalozyc.
Co do mojego samopoczucia, to rzczej bez zmian. Choc ostatnie dni byly w miare. Nie musze isc do pracy az do srody, wiec mam nadzieje, ze bedzie w miare. Dzis po poludniu mam wizyte u lekarza. Poprosze o przepisanie tabletek. Zaczne je brac w czwartek, bo w srode ide oddac krew.
Poza tym bardzo wkurzylam sie na kumpla w sobote. Znaczy on sie na mnie wkurzyl i tym wkurzyl mnie. Powiedzcie mi, kuzwa, dlaczego ludzie to tacy egoisci! Ja tak uwazam w tym przypadku, choc to ja zostalam tak nazwana. Kolega zadzwonil i zapytal czy nie poszlabym z nim gdzies tam z jego wspolokatorem i jego kumplami i zebym go nie zostawiala z nimi samego. Ja mu na to, ze nie moge, bo psa mam dzien po operacji i musze dogladac i napawde nie moge jej zostawic. On na to wkurzony, ze zawsze jak on potrzebuje, to nikt nie moze. Nie zdazylam mu juz powiedziec, ze to on ostatnie dwa razy odwolywal wspolne spacery. Raz, bo mu sie nie chcialo, a drugi, bo przyjechali do niego kumple. No to sorry, ale ktos tu kurwa przesadza i to nie jestem ja.
Druga sprawa z kumpela. Zadzwonila tydzien temu, ze ma dola. A jakze-po chyba dwoch tygodniach milczenia. No to ja jej, zeby wpadala pogadac. No i wpadla. Myslalam, ze jestem jej dobra kumpela, a tu sie okazuje, ze jestem juz kolejna w kolejce, ktorej o tym dole opowiada. Czyli, ze po prostu zabijala z mna czas tamtego popoludnia i tyle. Nie mowiac o tym, ze powiedziala mi o swoim rozwalonym zwiazku z kims, po tym jak juz sie rozwalil. Przez rok nic mi nie mowila, ze kogos ma, bo "nie chciala zapeszyc". No kurwa, zaebiscie sie poczulam. Zaufanie jak cholera. Nie zaslugiwalam na informacje wczesniej, dopiero jak przyszedl dol. Super, ale takich znajomych nie potrzebuje. Mam to w dupie. Oczywiscie tego nie powiedzialam. Po prostu sie wkurzylam, ale wysluchalam, bo wiem, ze na pewno jej zle.
Wczoraj zadzwonila po powrocie z Polski, gdzie pojechala na kilka dni. Nawet nie zapytala jak moja Shila, choc wie ile mnie nerwow ta operacja kosztowala.
Rozumiem, ze jak sie ma dola, to mozna zapomniec, ale dlaczego mnie sie nie zapomina o problemach moich znajomych, nawet jak sama mam dola?? Pamietam, zeby choc spytac. Moze dlatego, ze mnie to interesuje...
Coz, juz dawno sie przyzwyczailam, ze prawdziwych przyjaciol tutaj miec nie bede...
Kto ma PayPala i chce pomoc? Link:
http://www.justgivin...Magdalena-Czaja
Wielkie DZIEKI!!

Pomoc










