Długo zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle napisać to na tym forum. Ale po długich rozmyslaniach doszłam do wniosku, że powinnam to zrobić, nawet jeśli nic mi to nie pomoże. Zacznę od początku.. Od dłuższego czasu..bo ja wiem…od roku..no gdzieś tak..tkwię w jakimś dziwnym bagnie. Psychicznym bagnie. Czuję się zupełnie niepotrzebna, zbędna, jak szary, głupiutki człowieczek pozbawiony prawa głosu..jak jakaś marionetka. Życie straciło dla mnie sens, nie widze celu, powodu, dla którego mogłabym żyć..z resztą ja już nie żyję, tylko istnieję. Żyję tylko dlatego, że nie chcę sprawić moim bliskim przykrości. Nie potrafię samej siebie kontrolować..np. tracę ochotę na jakieś bzdurne, zwyczajnie, prozaiczne czynności typu – odrobienie lekcji i naukę(a odkąd sięgam pamięcią byłąm i nadal jestem wzorową uczennicą, więc to do mnie całkowicie niepodobne), nie chce mi się kłaść spać mimo, że jestem ogromnie senna, chce obejrzec film, a po 15 minutach go wyłączam, nie chce mi się nałożyc odzywki na włosy, posmarować się balsamem mimo ze pół godziny temu planowałam poświęcić tylko i wyłacznie sobie wieczór, przestałam pisać w pamiętniku ani pisać wierszy, chociaż zawsze to kochałam..teraz sprawia to ból bo musze mysleć o swoim zyciu itd. Zaczyna mi się wydawać, że to nie ma sensu..kiedyś zawsze dobierałam jakoś ładnie ubranie, które miałam założyć następnego dnia do szkoły..teraz wkładam na siebie byle co, jakiś rozciągnięty sweter i myślę, że to i tak nie ma znaczenia. Uważam że jestem nikim..zupełnie bezwartościową istotą. Rano jestem w niezłym humorze, ale z upływem czasu jest coraz gorzej. A wieczory są nie do zniesienia..i popołudnia. Nie mam ochoty na nic..chyba że coś bezmyslnego..oglądam tv, godzinami gram w jakieś głupie gry w internecie dla zabicia czasu..potem mam wyrzuty sumienia, że nie zrobiłam od razu zadania, tylko pod wieczór robię na szybko i po łebkach się uczę…a kiedyś nigdy nie przyszłoby mi do głowy być na sprawdzian przygotowaną nieperfekcyjnie. Obwiniam siebie, mówię – od jutra się przyłożę – a i tak nic. Dalej robię to samo. Dotyczy to też słodyczy..swoje smutki zaczęłam w nich „zatapiać”. Przychodzę ze szkoły i wrzucam w siebie obojętnie co..czekoladę, ciastka itp..żeby poprawić sobie humor. Zawsze byłam szczupła, jednak teraz zauważyłam, ze przytyłam..Czuję się całkiem bezsilna i bezradna. Często ogarnia mnie ogromna złość, straszny gniew. Mam ochotę coś zrobić komuś, sobie, rzucić czymś.. I najczęściej robię krzywdę własnie sobie..okaleczam się..znaczy..ostatnio przestałam..staram się powstrzymywać. Nigdy nie cięłam się jakoś głęboko..ale i tak ślady mi zostały. Powodem tego mojego stanu..nie jest jedna rzecz.. Tego namnożyło się mnóstwo..pogubiłam się w tym swiecie..tym chorym wyścigu szczurów..ludzie mnie nie rozumieją, rówieśnicy traktują..inaczej. Może z powodu tego, ze dobrze się uczę i nie jestem taka jak oni.. Nie wyobrażam sobie powiedzieć o moich problemach mamie, bo..nie mam prawa dokładać jej zmartwień..swoich ma wystarczająco dużo.. Mam niezbyt przyjemną sytuację w domu..mój tata..stosunkowo często pije..nie raz w domu wybuchają dzikie awantury..tak, że nie potrafię zasnąc do 2, 3 w nocy, podczas gdy o 6 muszę wstać do szkoły. A najgorsze jest to, że nic nie idzie ku lepszemu. Poza tym zaplątałam się w jakieś dziwne uczucie..które trwa od..dwóch lat. Nie potrafię o nim zapomnieć. Wiem, że kocham go i to nie są jakieś słowa rzucane na wiatr.. On o tym nie wie..kiedyś byliśmy przyjaciółmi..bardzo bliskimi..ale jakoś nie wiem sama czemu..oddaliliśmy się od siebie. A on..zachowuje się dziwnie..cos jakby chciał, ale nie chciał, żeby było jak dawniej. Raz traktuje mnie jak powietrze, raz uśmiecha się szeroko na mój widok, gdy mijamy się na korytarzu..Nie wiem już zupełnie co robić..męczy mnie ta sytuacja a jednoczesnie, nie chce mu się narzucać. Ogarnia mnie często takie uczucie wyobcowania, odtrącenia, obojętności wobec świata i .. rezygnacji. Ale..na szczęscie ludzie kochają pozory..a ja sztuke ich stwarzania opanowałam do perfekcji..przy znajomych, rodzicach jestem uśmiechnięta, duzo mówię, żartuję, ale momentami mam ochotę popaść w takie odrętwienie i chrzanić to wszystko.. Sama nie wiem co robić.. nie chcę iść do psychologa..bo musiałabym powiedzieć mamie, a to nie wchodzi w grę..obawiam się, że ona mnie wyśmieje i zbagatelizuje to co czuję..a ja nie uważam tego za błahe i zabawne.. a drugim powodem, dla którego nie chcę porozmawiac z psychologiem to..ja uważam, że nie mam tak ogromnego problemu..raz wydaje mi sie, że mnie to wszystko przerasta..a potem, że może przesadzam, ze dam sobie rade sama, ze wmawiam sobie ten stan..póżniej znowu przekonuje się, że ja sobie nic nie wmawiam..jedyne co sobie wmawiam to to, że będzie lepiej..a nie jest..przeciwnie - z dnia na dzień bardziej się pogrążam.
Proszę..powiedzcie co o tym myślicie..moja przyjaciółka też mnie nie rozumie..więc nie widze sensu ją zagłębiać w to, bo..i tak by mi nie pomogła..ona nie potrafi mi poradzić w najprostszych sprawach..mówi tylko – ciężka sprawa i tyle.. a ja już nie wiem co robic.. pomóżcie..
Strona 1 z 1
Nie wiem co robić..
#2
Napisano 03 marzec 2009 - 16:21
Witaj Dellarin, przeczytalem twoj post z uwaga widze wiele podobienstw. Wyglada ze przezywasz depresje, lecz nie sa to objawy typowe, wyglada to na depresje uwarunkowana pewnymi przejsciami i ze maja one swoj punkt kulminacyjny wlasnie wieczorami - dlatego z rana czujesz sie dosc dobrze a gdy zbliza sie wieczor zapewne towarzyszy ci coraz wiekszy niepokoj. U mnie bylo odwrotnie - ranki byly przykre pozniej wszystko ukladalo sie wieczorami ale to wciaz to same uwarunkowanie.
Ta cala bezsilnosc nie minie dopóki nie poradzisz sobie z sednem problemu, zrodlo moze nie byc takie proste do zlokalizowania wiec polecil bym ci przejsc sie do lekarza pierwszego kontaktu i powiedziec mu ze masz pewien problem - ale wydaje mi sie ze powoli dopada cie depresja i polecam ci zgniesc ja i wytropic zanim rozlezie sie, tak jak to bylo u mnie.
Powiedz mi, czujesz sie dobrze w szkole, a problemy zaczynaja sie dopiero pozniej .. w domu? i czy myslisz ze to cie tak przytlacza, czy tez nie jestes w stanie sprecyzowac co jest powodem tego ze wieczorami jest coraz gorzej?
Ta cala bezsilnosc nie minie dopóki nie poradzisz sobie z sednem problemu, zrodlo moze nie byc takie proste do zlokalizowania wiec polecil bym ci przejsc sie do lekarza pierwszego kontaktu i powiedziec mu ze masz pewien problem - ale wydaje mi sie ze powoli dopada cie depresja i polecam ci zgniesc ja i wytropic zanim rozlezie sie, tak jak to bylo u mnie.
Powiedz mi, czujesz sie dobrze w szkole, a problemy zaczynaja sie dopiero pozniej .. w domu? i czy myslisz ze to cie tak przytlacza, czy tez nie jestes w stanie sprecyzowac co jest powodem tego ze wieczorami jest coraz gorzej?
"Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość" : 1 Kor 13:13
Gdy podążają za tobą ludzie, zapytaj sam siebie gdzie popełniłeś błąd.
Gdy podążają za tobą ludzie, zapytaj sam siebie gdzie popełniłeś błąd.
#3
Napisano 03 marzec 2009 - 16:49
Wlaśnie dziwna sprawa, zazwyczaj to wieczorem powinno byc lepiej a rankiem gorzej...tak przynajmniej zawsze jest u mnie...
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 03 marzec 2009 - 16:51
W szkole też nie czuję się najlepiej. Otoczenie mnie niezbyt hmm..nie wiem jak to nazwać - lubi? akceptuje? No nie jestem osobą rozchwytywaną i popularną, którą wszyscy by lubili. Raczej uchodzę za tę kujonkę i okularnicę. Staram się tym nie przejmować, ale widzę co jest. Że mało kto ze mną rozmawia..mam tylko jedną koleżankę, z która chodze do klasy i znam ją od dziecka. Ale ona .. jakby ceni w zyciu co innego, ma odmienne priorytety.. nie chciałabym jakoś ją obsmarowywać..ale ona no..nie jest jakoś wybitnie inteligentna..może tak..I nie potrafi się wczuć w moją sytuację.. nie mówiłam jej wszystkiego..ale sama sprawa z tym chłopakiem..już przerasta jej możliwości wsparcia, doradzenia i pocieszenia..więc jaki jest sens wylewać przed nią żale, jak ona przyjmnie to ze śmiechem? a jak jej mówię, ze to nie jest smiesze..to ma pretensje - ojeju, tylko sie zasmiałam. Problemy zaczynaja się w szkole. Ale nie zawsze..to zalezy od dnia. W domu jestem sama, bo rodzice pracują, więc generalnie robię co chcę. Oni mi ufają, nie muszą zaganiać do nauki, bo sama potrafię się przypilnować. No wzięłabym to w cudzysłów. Ale dla nich to sama wygoda mieć taką córkę. Nawet nie mogą podejrzewać, ze ze mną coś nie tak.
Co może być powodem, że wieczorami jest coraz gorzej? W zasadzie teraz już nie tylko wieczory są ponure, ale to chyba dlatego, ze kiedyś miałam popołudnie zajęte nauką, a teraz wszystko robie na sostatnią chwile i byle jak. Mam wyrzuty sumienia! Nie chcę tak postępować! Ale mnie to obezwładnia.. Momentami mam wrazenie, ze wystarczyłaby pomocna dłoń przyjaciela..rozmowa..pierwsza w moim zyciu rozmowa z 4 oczy przy kimś, przy kim nie musiałabym sztucznie się uśmiechać i zgrywać wesołej nastolatki, zeby nie nazwał mnie psychopatką. Ale nie ma takiej osoby, moi jedyni przyjaciele wpadli w złe towarzystwo..i mam wrażenie że to również moja wina..ze nie zareagowałam kiedy powinnam była.. Poza tym nie wiem czy dałabym rade to wszystko co piszę tutaj tak komuś wyrecytować na ławce w parku.. nawet.. nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.
A co do tego powodu..że wieczorem jest gorzej..nie wiem..chyba z dwóch przyczyn - ze to właśnie wieczorem nie myślę o szkole, nie jestem zajęta i wtedy mnie dobija to dziwne uczucie..chociaż nie moge powiedzieć, ze reszta dnia jest doskonała..bo nie jest taka.. A druga przyczyna..zazwyczaj własnie wieczorem mój tata wraca pijany..i zawsze gdy nie ma go w domu narasta we mnie niepokój, ze coś wypije..i wieczorami słucham awantur..nie zawsze, ale średnio raz na tydzień lub raz na 2 tyg. Gdy ma na popołudnie wszystko ok, gdy na rano zazwyczaj popija. Akurat teraz ma na popołudnie.
Wczoraj siłą powstrzymywałam się wieczorem od płaczu..żeby mama nie zawuażyła..dopiero w łazience mogłam sobie "pęknąć" i wylać te smutki z oczu. To były takie łzy bezsilności..taki owoc niemocy i bezradności.. coraz trudniej jest mi udawać..boje się reakcji mamy..
Co może być powodem, że wieczorami jest coraz gorzej? W zasadzie teraz już nie tylko wieczory są ponure, ale to chyba dlatego, ze kiedyś miałam popołudnie zajęte nauką, a teraz wszystko robie na sostatnią chwile i byle jak. Mam wyrzuty sumienia! Nie chcę tak postępować! Ale mnie to obezwładnia.. Momentami mam wrazenie, ze wystarczyłaby pomocna dłoń przyjaciela..rozmowa..pierwsza w moim zyciu rozmowa z 4 oczy przy kimś, przy kim nie musiałabym sztucznie się uśmiechać i zgrywać wesołej nastolatki, zeby nie nazwał mnie psychopatką. Ale nie ma takiej osoby, moi jedyni przyjaciele wpadli w złe towarzystwo..i mam wrażenie że to również moja wina..ze nie zareagowałam kiedy powinnam była.. Poza tym nie wiem czy dałabym rade to wszystko co piszę tutaj tak komuś wyrecytować na ławce w parku.. nawet.. nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.
A co do tego powodu..że wieczorem jest gorzej..nie wiem..chyba z dwóch przyczyn - ze to właśnie wieczorem nie myślę o szkole, nie jestem zajęta i wtedy mnie dobija to dziwne uczucie..chociaż nie moge powiedzieć, ze reszta dnia jest doskonała..bo nie jest taka.. A druga przyczyna..zazwyczaj własnie wieczorem mój tata wraca pijany..i zawsze gdy nie ma go w domu narasta we mnie niepokój, ze coś wypije..i wieczorami słucham awantur..nie zawsze, ale średnio raz na tydzień lub raz na 2 tyg. Gdy ma na popołudnie wszystko ok, gdy na rano zazwyczaj popija. Akurat teraz ma na popołudnie.
Wczoraj siłą powstrzymywałam się wieczorem od płaczu..żeby mama nie zawuażyła..dopiero w łazience mogłam sobie "pęknąć" i wylać te smutki z oczu. To były takie łzy bezsilności..taki owoc niemocy i bezradności.. coraz trudniej jest mi udawać..boje się reakcji mamy..
#0 Bot Reklamowy
#5
Napisano 03 marzec 2009 - 18:00
Dellarin, porozmawiaj z psychologiem, chocby szkolnym. Popros o dyskrecje, zeby nie rozmawial z wychowawca o Twoich problemach. Na pewno cos wymysli.
Myślisz sobie, że gorzej już być nie może? To super! Teraz będzie tylko lepiej :)
gg 10363418
gg 10363418
Udostępnij ten temat:
Strona 1 z 1

Pomoc






