Jestem nowy - beksinski
#1
Napisano 27 luty 2009 - 14:08
jestem tutaj nowy. Mam coś w rodzaju depresji lękowej. Mam 29 lat i choruję od co najmniej 6 lat. Mam dom, żonę i do niedawna pracę. Jestem bardzo blisko decyzji o rozszerzeniu rodziny o dziecko. Moja żona wie o chorobie i stara mi się pomóc jak może. Biorę leki antydepresyjne i do niedawna chodziłem na terapię, teraz mnie na to nie stać. Staram się edukować sam. Czytam książki, rozmawiam z innymi o podobnych problemach.
Depresja towarzyszy mi od dzieciństwa. Mój ojciec, co dopiero od niedawna umiem nazwać, cierpi na depresję o charakterze dwubiegunowym. Konieczność ciągłego dostosowywania się do jego stanów (euforii lub totalnego smutku) przyczyniła się do pewnego uzależnienia oraz do ciągłej potrzeby zapracowywania sobie na jego przychylność. Stąd u mnie perfekcjonizm. 'Uciekłem' z domu kiedy miałem 23 lata.
Założyłem firmę pod koniec 3 roku studiów i przy pierwszych zleceniach zdałem sobie sprawę, że się kompletnie nie nadaję do życia, pracy, rodziny. Stres wywołany odpowiedzialnością, ryzykiem i ciągłą gotowością do pracy, sprawił że panicznie zacząłem się bać dzwoniącej komórki. Wiadomości na skrzynce odsłuchiwałem w stanie, w którym telefon wypadał mi z ręki, serce waliło jak oszalałe. Najmniejsze niepowodzenie lub konieczność poprawiania czegokolwiek sprawiały, że do momentu uporania się z problemem, nie dało się ze mną porozmawiać. A problemem w moim życiu jest wszystko.
Takich okresów wzmożonej nadwrażliwości i w konsekwencji 'ucieczki' z pracy, przeplatanych z okresami względnego spokoju miałem już 3. Teraz jestem w trakcie tego 3.
Jestem zmęczony życiem i walką. Jestem wyjątkowo wymagający dla siebie i innych. W pracy jestem zawsze ceniony, ale załamuję się przy wpadkach jakie każdemu się zdarzają. Funduję swojej żonie huśtawkę zarówno emocjonalną jak i materialną (kiedy rzucam pracę). Boję się mieć dziecko i boję się, że będzie tak samo nieszczęśliwe jak ja. Nie wiem jak powiedzieć to swojej żonie.
Przepraszam za długiego posta.
Wiem, że było kilka wątków związanych z pracą ale chyba nikt tam nie zabrnął tak daleko w 'udawaniu człowieka sukcesu', jeśli wiecie o czym mówię. Właśnie jestem w trakcie szukania nowej pracy i mam mieszane uczucia kiedy widzę wymagania stawiane w moim zawodzie. Mam wrażenie, że całe moje zycie to pomyłka.
#2 Gość_Jane Doe_*
Napisano 27 luty 2009 - 14:15
To nie Twoje życie jest pomyłką,tylko to,jak do niego podchodzisz.Akurat mi ciężko byłoby udawać człowieka sukcesu (daleko mi do tego) ale rozumiem,że nie jest Ci łatwo.
Co tak bardzo podoba Ci się w byciu perfekcjonistą?Piszesz,że dużo wymagasz od siebie i innych.I czułeś się z tym dobrze?Nie wolałbyś odetchnąć?
#3
Napisano 27 luty 2009 - 14:16
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 27 luty 2009 - 14:45
Jane Doe napisał:
Nie bardzo wiem jak odpowiedzieć, posłużę się przykładem: kiedy coś mi się udaję, przechodzę nad tym do porządku dziennego. Kiedy coś nie idzie po myśli, zaczynam się załamywać, popadam w lęk przed konsekwencjami, najczęściej urojonymi. W najbardziej skrajnych przypadkach boję się czytać maile i odbierać komórkę, a nawet wyobrażam sobie, że zostanę obciążony kosztami pomyłki, zrujnuję finansowo rodzinę i zaprzepaszczę pokładane nadzieje. Wtedy zaczynam się 'ukrywać' przed światem. Mam wrażenie, że wszyscy mnie szukają, boję się wychodzić na ulicę i spotykać z ludźmi. Nawet jeśli nie odpowiadam za pomyłkę osobiście a tylko jako członek grupy, całą odpowiedzialność biorę na siebie. Nie muszę chyba dodawać, że innym się to podoba i tak się staje w rzeczywistości. Zostaje głównym winnym. Muszę dodać, że kiedy wraca mi 'normalne' myślenie, to zdaję sobie sprawę, że są to normalne błędy, jakie każdy robi.
Oczywiście cały czas myślę jak odetchnąć, tylko, że zawsze kończy się to znanym mi sposobem, czyli ucieczką przez światem. Pewnego dnia podejmuję decyzję, że dłużej nie wytrzymam i odchodzę z pracy. Nie umiem podjąć decyzji, żeby spuścić z tonu i pracować mniej. Wtedy czara się przelewa i historia zaczyna się od nowa.
Wiesz, to nie jest tak, ze ja rzeczywiscie jestem 'rekinem' w swoim zawodzie, sa duzo lepsi, ktorzy nie maja takich problemow jak ja. Ja czuje, ze place za te 'maskę' ogromną cenę.
monika napisał:
Tak, tez rozważam obie możliwości. Nie wiem jednak czy odkładanie tej decyzji dalej coś zmieni. Chyba ze zalozymy, ze pewnego dnia przestane sie bac.
#5
Napisano 27 luty 2009 - 15:02
ciężka sprawa, ale nie bez wyjścia...
ja pracowałam... ale zostałam zwolniona, tż dla mnie każdy telelfon, mail był stresem, a brak informacji na jakiś temt doprowadzał mnie do furii. niestety szef w całej chorobie zwolnił mnie, choć w pracy nikt nie wiedział ze coś złego się ze mną dzieje....
niedawno znalazłam pracę ale wytrzymałam 2 dni i więcej tam nie poszłam...
u mnie zły stan zdrowia sprawiła strata dziecka i ślepe dązenie do jego posiadania, i mimo że to ja choruję pragnę tego dziecka i choćbym miała zniszczyć siebie, dopnę swego jakoś. co prawda nie biorę leków...
ty na początek musisz pogadać z żoną. musisz powiedzieć jej co czujesz, jak ty sobie to wyobrażasz i jakie mogą być konsekwencje twojej choroby. niestety do poczęcia dziecka będziesz musiał przystosować siebie, to znaczy odstawic leki, ale bezdyskusyjnie musisz podjąć się terapii...
decyzja o dziecku jest odpowiedzialna, ale nie oznacza to że ludzie chorzy na depresję nie mogą mieć potomstwa, moze właśnie to mała istota zmieni twoje życie i znajdziesz sens w tym co robisz, a mała kruszynka zmobilizuje cię do działania... do pracy bez stresu
#6
Napisano 27 luty 2009 - 15:15
Nie potrafie pracowac (w spoleczenstwie), probowalem i nie potrafie jest to dla mnie nic innego jak niewolnictwo. Zreszta siegajac faktow to prawda jest taka ze praca to niewolnictwo, bo przecierz jak nie bedziesz pracowac to ostatecznie czeka cie smierc i wyboru za bardzo nie masz - tak jak niewolnicy w dawnych czasach.
Ja pogardzilem takim podejsciem, zwlaszcza u nas w polsce gdy musisz brac to co ci daja a nie to co lubisz - nie chce tego dla siebie.
Moim sposobem na zycie i zarazem ucieczke od niechcianego systemu jest handel rzeczami wirtualnymi oraz gielda internetowa. Obecnie dochodzi do tego jeszcze nasz projekt (rodzinny) tworzymy z bratem gre (browserowa), serwer juz wkrotce startuje.
Wszystko da sie zalatwic, trzeba tylko wziasc sie za siebie i walczyc o to jak chcemy by wygladal nasz swiat. To jest tak proste i zarazem - tak trudne na poczatku.
Gdy podążają za tobą ludzie, zapytaj sam siebie gdzie popełniłeś błąd.
#7
Napisano 27 luty 2009 - 15:49
Do niedawna mieszkalem kolo biura, wiec jak ktos przechodzil kolo moich okien, to sie ukrywalem. Nie moglem znalezc chwili wytchnienia od stresu. Istna paranoja. Rzucilem prace a z mieszkania potrafilem nie wychodzic przez 4 tyg. (tylko po herbate do kuchni).
Na szczescie zmusilem sie do zmiany adresu i czuje sie lepiej.
Nadal nie potrafie zrezygnowac z zawodu, ktorego nauczenie kosztowalo mnie tyle. czuje ze popelnilem blad. Czy myslicie, ze w ogole sa jakies zajecia, ktore z punktu widzenia np dystymii, depresji lub roznego rodzaju fobii, sa lepsze dla zdrowia? Czy wykonujac z pozoru proste zawody, mozna uniknac stresu? Chyba nie. U mnie dochodzi do tego strach przed odrzuceniem ze strony kolegów, przyjacół, wiec chyba nie mam wyjscia.
Jesli chodzi o dziecko, to staram sie odsuwac ten moment. Podobnie jak w przypadku pracy, wiekszosc co mnie trzyma, to proba za wszelka cene, utrzymania pozorow normalnosci. Moze to co mnie sie wydaje problemem w rzeczywistosci jest moim sposobem na przezycie?
Wiem, ze pewnie spora czesc z Was, ktorzy maja problemy z wstawaniem rano z łóżka, w tej chwili zastanawia się o mi wlasciwie chodzi. Ja jednak tez cierpie na poczucie beznadziei a mysli samobojcze (tylko mysli) pojawiaja sie u mnie prawie codziennie. Staram sie jednak pisac o praktycznej stronie radzenia sobie z moja choroba w codziennym zyciu, wybaczcie, ze moze to sie wydawac nie na temat. Dzieki za odpowiedzi.
#8 Gość_Jane Doe_*
Napisano 27 luty 2009 - 15:55
#9
Napisano 27 luty 2009 - 16:11
Jeśli możecie, to podzielcie się swoimi pomysłami na przezwyciężenie tego problemu. Jak funkcjonujecie w waszych firmach, rodzinach? Czy można nadal być podporą rodziny (takiej roli często się oczekuje od mężczyzny) mając depresję? Ja na obecnym etapie śmiem twierdzić, że to się trochę wyklucza. Chciałbym się mylić.
#10 Gość_Jane Doe_*
Napisano 27 luty 2009 - 16:20
Może to zbyt pesymistyczna perspektywa,ale niestety prawdziwa.Sama mam dopiero 23 lata,ale widzę wokół siebie mnóstwo takich osób.
#11
Napisano 27 luty 2009 - 16:35
Jane Doe napisał:
Masz rację, właśnie dlatego staram się czegoś o sobie dowiedzieć, żeby do tego nie doszło. Dzieki.
#12
Napisano 27 luty 2009 - 16:48
Wielu ludzi popada w depresje wlasnie przez to ze wykonuja niewolnicza prace, robia rzeczy ktore ich nie ciesza - nastepnie ida sie leczyc i kontunuuja te sama - niszczaca ich od srodka prace. Tymczasem zrodlo problemu pozostaje nietkniete, a leczenie jest nieefektowne.
Cale zrodlo twojego stresu moze byc wynikiem tego, ze praca wcale cie nie cieszy... zastanawiales sie nad tym?
Gdy podążają za tobą ludzie, zapytaj sam siebie gdzie popełniłeś błąd.
#0 Bot Reklamowy
#13
Napisano 02 marzec 2009 - 16:49
Tak caly czas sie zastanawiam, moja praca przynosi mi satysfakcje do momentu kiedy pozostaje tworczym dzialaniem w odosobnieniu lub w poczatkowych fazach. Poniewaz kazda moja praca ciagnie sie miesiacami a czasem latami (specyfika zawodu), wiekszosc to stres, obwinianie sie ludzi nawzajem, krytyka i nieoczekiwane problemy w trakcie realizacji projektu. Na to w ogole nie jestem odporny.
Podsumowujac mysle ze masz racje. Nie jestem na te zmiane jeszcze gotowy, ale chyba zaczne ewoluowac w tym kierunku.

Pomoc






