największy błąd?
#1
Napisano 05 luty 2009 - 21:33
Moje życie może sie wydawać niemal sielanką - uczennica renomowanego liceum, z "dobrej" rodziny o dużym statusie materialnym. Uczynna dla wszystkich, całkiem ładna, posiadająca dużo znajomych.
Tak jest z wierzchu. To tak jak ładne pudełko w sklepie spożywczym z gnijącym jedzeniem w środku. Pudełko zawsze będzie ładne, lecz środek... kiedyś ulegnie całkowitemu zniszczeniu.
Ojciec wyjeżdza w delegacje. W dzieciństwie kłótnie rodziców byly nieodłączym elementem każdego dnia. Moje młodsze siostry niewiele rozumiały. Płakały, bo bały się krzyków ojca. Ja tylko stałam jak wryta w ziemie patrząc na nich. I sluchałam.
Pewnej nocy usłyszalam za duzo... Matka wypomniala ojcu liczne zdrady. I powiedziała mu coś, czego nie zapomne do konca zycia. "Nawet nie wiesz ile razy probowalam nas wszystkie [siebie, mnie i moje siostry] zabić. Odkręcałam gaz w kuchni, ale go zakręcałam. Robilam to dla córek... tylko uwierz, ze kiedys moge nie miec juz sił"
Od tego czasu sprawdzałam gaz codziennie. Miałam 9 lat. Nigdy nie był odkręcony... aż do którejś z kolei kłótni, gdy matka krzyczała, że ojciec zostawił ją samą gdy byłyśmy malutkie i nie dawał oznak życia. A ona była zdana na łaskę losu. I wtedy... Po kilku godzinach czuwania w nocy gdy rodzice ucichli zeszlam... zakręciłam gaz ratując 5 żyć. I po raz pierwszy odkąd pamiętałam się rozpłakałam.
Nigdy o tym nikomu nie wspominałam. Pudełko cały czas było ładne.
Emocje i przezycia związane z ich kłótniami najwyraźniej sie kumulowały... aż do trzeciej gimnazjum. Codzienne bóle głowy uniemożliwiające proste czynności, liczne omdlenia. I ciężar psychiczny. Ogromny ciężar.
Zaczełam rezygnować ze wszystkiego. Z marzeń, planów. Stwierdziłam, że czego sie nie dotknę, to schrzanię. Ostatnim ciosem było to, jak się o coś posprzeczałam z mamą... a ona powiedziała ze jestem dokładnie taka jak ojciec. Płakałam po tym cały dzień. Znienawidziłam go. nie chcę taka być. Nie chcę być taka jak on.
Od tego czasu mam wahania nastrojów. Często zdarza mi się wymigiwać od szkoły, nie mam siły się uczyć, zwłaszcza, że przez omdlenia i długie pobyty w szpitalu narobiłam sobie zaległosci a nikt się na tyle nie przejął, żeby mi pomóc. Czasem wpadam w histeryczny płacz na samo wspomnienie kłótni, czasem wychodzę i upijam się ze znajomymi do nieprzytomności mając wspaniały humor.
Prób samobójczych - razy jeden. tylko to była taka niedokończona. Na wyjezdzie klasowym mialam "gorszy dzien" a dziewczyny bawiły się z chłopakami. Żadna nie chciala ze mną porozmawiac. Łyknęłam swoje lekarstwa - mieszanke psychotropów z lekami na arytmie serca. Chcialam skoczyc do rzeki. W srodku zimy. I wlasnie tego nie bylam w stanie zrobić. Kilka razy pociełam sobie ręce. I przyniosło mi to ulgę.
Ostatnio zaczęłam myśleć... myslałam o narkotykach. Wiem, że one rujnują zycie. Pytanie tylko, czy nie wolałabym spaść faktycznie na dno niż żyć tak jak teraz. Gdy czuję to dno w środku.
I coraz częsciej załuję, że 8 lat temu zakręciłam ten gaz...
PS. do psychologa nie pojde, przynajmniej narazie. O wszystkim dowie sie mama, dopoki jestem nieletnia. A ona tak bardzo chciala, żeby wszystko było normalnie.
dziękuję.
#2
Napisano 05 luty 2009 - 22:04
#3
Napisano 05 luty 2009 - 22:05
moim zdaniem twoja mama sobie nie radzi i lepiej opowiedz to odpowiedniej osobie która mogłaby zainterweniować. Naprawdę jeśli opowiesz to psychologowi to nawet jeśli w tej sprawie zainterweniują jakieś osoby to będzie to zrobione dyskretnie w końcu obowiązuje tajemnica lekarska.
musisz to zrobić by pomóc mamie i ochronić siostry przed jakimś nieszczęściem. I zrób to chociaż dla swoich sióstr przecierz to twoje rodzeństwo i je kochasz, pamiętaj że dzięki temu mogą tobie zawdzięczać życie zresztą już zawdzięczają.
#0 Bot Reklamowy
#4
Napisano 05 luty 2009 - 22:08
nie wiem od czego zacząć...
dźwigasz ciężar niepowodzeń Twoich rodziców, niewątpliwie zbyt wielki dla nastolatki, przytłaczający dla dziewięcioletniego dziecka; podjęłaś się też roli strażnika we własnym, rodzinnym domu, a to on powinien zapewniać Tobie spokój i bezpieczeństwo;
obawiam się, że możesz nie dać sobie rady bez psychologa, spróbuj umowić się na wizytę (nie potrzebujesz skierowania) i poproś go o dyskrekcję, postaw może - w delikatny sposób - warunek, że możesz swobodnie rozmawiać tylko wtedy, gdy będziesz pewna, że nie dowie się Twoja mama...
a teraz z innej strony - depresja dopadła mnie, kiedy miałam 15 lat, po pierwszej próbie samobójczej trafiłam do psychiatry i psychologa... opowiadałam im jednak takie bzdury, że nie mogli mi pomóc, w końcu jasnowidzami nie byli... ale nie o tym chiciałam pisać; minęło trochę czasu, zostałam mamą, później tzw. samotną mamą, w tym czasie miałam największe zjazdy - dręczyły mnie silne myśli samobójcze, w wyobraźni zabijałam siebie i swoje kilkuletnie dziecko... trudno o tym pisać, a robię to tylko po to, żeby Ci powiedzieć, że mimo tych koszmarnych myśli, nie przestałam ani na chwilę kochać swojego syna i dziś przeraża mnie wizja, że mogłam swoje koszmary zrealizować... było tak źle, była samotność, rozpacz i dojmujące zimno.. ale wygrzebałam się z tego - czgo i Tobie życzę
i tak sobie tutaj myślę pisząc - Twojej mamie też bardzo potrzebna jest pomoc - może zamiast szukać pomocy w tajemnicy przed nią, zrobicie to razem?
#5
Napisano 05 luty 2009 - 22:08
#6
Napisano 05 luty 2009 - 22:11
beatka napisał:
ale co za różnica?
#7
Napisano 05 luty 2009 - 22:14
#8
Napisano 05 luty 2009 - 22:15
beatka napisał:
jesteś pewna że psycholog musi poinformować opiekunów gdy osoba niepełnoletnia zwróci się do niego o pomoc?
#11
Napisano 05 luty 2009 - 22:19
to jak ci się zdaje?
#13
Napisano 05 luty 2009 - 22:24
Madi, ja byłam u psychologa i psychiatry. Po tym jak liczne badania nie wskazywały nic co mogłoby powodować bóle i omdlenia to mnie tam wysłali. Z wizyty u psychologa pamietam jak kazała mi leżeć na macie i wyobrażac sobie swoje kolano. Psychiatrze powiedziałam to co wszystkim. Ze jestem szczesliwa... ze jestem normalna.
Od roku sytuacja rodzinna zaczyna sie stabilizowac. Moze dlatego, że się starzeją. Ojciec nie ma siły na skoki w bok i kłótnie? Nie wiem. Ale dla mnie nigdy nie będzie prawdziwym ojcem. Jest w domu raz na dwa tygodnie, zostawi kieszonkowe i myśli ze jest fajnie. I to dla mnie jest najdziwniejsze - atmosfera w domu sie poprawia, chociaż prawdziwie rodzinna ona nigdy nie będzie, ale ze mną jest coraz gorzej...
I wiecie co mnie nurtuje? Mama odkręciła ten gaz. Ja go zakręciłam. I się zastanawiam co ona pomyślała budząc się rano. żywa...
#14
Napisano 05 luty 2009 - 22:31
tak czy owak obie potrzebujecie pomocy, i tak jak Ci pisałam - psycholog nie jest jasnowidzem, jeśli mu nie powiesz prawdy, po prostu Ci nie pomoże..
trafiłam kiedyś na internetową poradnię, ale nie wiem czy będę w stanie ją odszukać - mogłaś w mailu napisać o swoich problemach, trzeba "tylko" zapłacić za poradę, ale nawet jeśli nie masz konta bankowego, możesz to zrobić przekazem pocztowym
#15
Napisano 05 luty 2009 - 22:32
#16
Napisano 05 luty 2009 - 22:34
cytuję:
poszukałam po necie i znalazłam np taką informację:
Lekarz jest zwolniony z zachowania tajemnicy na mocy ustawy (Art. 40, ust 2 pt 3 Ustawy o zawodzie lekarza...), wówczas, gdy jej zachowanie może stanowić niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia pacjenta lub innych osób (oraz w innych sytuacjach określonych w artykule 40 ust 2 pt 2,4,6,7)
link do artykułu: http://www.niepelnos...l/ledge/x/11856
a tu masz cały akt prawny - uprzedzam, dla cierpliwych :
http://www.wssd.olsz...pl/szpital/praw … ca_lek.htm
link do wątku: http://www.depresja....id=67810#p67810
#18
Napisano 05 luty 2009 - 22:41
to ratują mnie moje dzieci,i nie mogę ich zostawić.A TY MASZ SWOJĄ MATKĘ ,KTÓRA PEWNO CIĘ KOCHA I DLA CIEBIE ŻYJE.A TY ŻYJ DLA NIEJ.POCIESZAJĄC INNYCH SAMA SZUKAM POCIESZENIA.TRZYMAJ SIĘ NIE JESTEŚ SAMA.B.

Pomoc







