koniec roku szkolnego. niecały rok temu poznałam wspaniałego chłopaka, zaczęliśmy ze sobą kręcić i już 18 czerwca ze sobą byliśmy. wszystko układało się wspaniale, poza faktem, że coraz bardziej pogrążałam się w alkoholu i papierosach. on był idealny, zakochałam się w nim, a on odwzajemniał moje uczucia. to dzięki niemu przestałam się głodzić i całkowicie zrezygnowałam z diety. po osiedlu zaczęły chodzić głosy, że moja przyjaciółka to "mała kurewka", a ja robię z siebie dzi*kę na końcu osiedla oraz iż moje towarzystwo (na czele z moim chłopakiem) to ćpuny. matka zabroniła mi się przyjaźnić ze WSZYSTKIMI. od połowy wakacji mam nikły konakt (poza szkołą) ze znajomymi. i od połowy wakacji jestem nieszczęśliwa... raz ojciec spotkał się z moim chłopakiem i powiedział, że albo ze mną zerwie, albo wypiszą mnie z tej szkoły i się przeprowadzimy. nie umiem tego opisać, ale robią wszystko aby zniszczyć mi życie. wszystko, aby uśmiech znikł z mojej twarzy. i... udaje im się to.
wszystko znosiłam z pokorą, spotykałam się z chłopakiem, kiedy tylko udało mi się to ukryć przed rodzicami. ale... teraz nie widzę sensu w tym wszystkim. prawie codziennie płaczę, często myślę, że śmierć byłaby najlepszym rozwiązaniem, ale boję się. mam dość... nie mam już siły wytrzymywać w domu, gdzie wszyscy mnie kontrolują i pilnują. ciąglę się kłócę z rodzicami. czuję się apatycznie. tylko w szkole potrafię się uśmiechać, a gdy wracam do domu, jest masakra - ta chora rzeczywistość.
czy to mogą być objawy depresji. ? bardzo proszę o jakąkolwiek pomoc...

Pomoc











