Wiesz,ja miałam wiele takich lat,że nie wierzyłam że poznam kogokolwiek,bo myślałam...nie ja ma depresję,trudny charakter,jestem inna i nikt nie zechce na raz takiego pakunku,jak ja. Wpakowałam się w jakis toksyczny i bezwartościowy związek,który mi zmarnował 3 lata.
Potem bylam znowu rozgoryczona i bardzo samotna. Wpadałam coraz bardziej w poczucie,że nikomy nie jestem potrzebna,a głownie nieakceptowana.
Potem w wieku 27 lat napisał do mnie facet na randkach na tlenie i jakoś się to potorzyło,a wcześniej bym nie uwierzyła,że ktoś może być tak podobny w poglądach,gustach i ogółem zainteresowaniach.
Planów nie mamy,bo tak jakoś. Po ponad 3 latach to taki ustabilizowany związek,nie mieszkamy już ze sobą,nadal widujemy. Po prostu mam poczucie,że mam z kim spędzać czas i pogadać. Mnie to chyba wystarcza.
Ale kiedyś nie wierzyłam w cokolwiek. Zero. Nic.
Może warto poszukać kogoś w internecie itp. Dla mnie to była ostatnia deska ratunku.
Nie martw się.
I nikogu tu nie zasmucasz,ani nie obarczas swoimi problemami
