Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Czy to już depresja?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
1 odpowiedź w tym temacie

#1 ala21

ala21

    Nowy uczestnik

  • Bywalec
  • 1 postów
  • Imię:Aleksandra

Napisano 07 luty 2018 - 14:40


Nawet nie wiem od czego zacząć, mam mętlik w głowie. Okej, na to forum przywiodła mnie chyba chęć uzyskania opinii ludzi z zewnątrz na temat mojego obecnego stanu. Zastanawiam się, czy to już depresja czy może jeszcze moja wyobraźnia. Wydaje mi się, że od kilku miesięcy miewam momenty, które można by określić jako nastrój depresyjny. Już tłumaczę, o co mi chodzi. Ogólne poczucie bezsensu, braku celu, utraty zainteresowań, dodatkowo niska samoocena (czy też raczej świadomość tego jak beznadziejnym człowiekiem jestem). To wszystko narastało stopniowo przez ostatnie miesiące, a powodem, dla którego pomyślałam o tym wreszcie pod kątem depresji, były myśli samobójcze, które pojawiły się po raz pierwszy jakoś w grudniu zeszłego roku. Nawet nie wiem, jak opisać dokładnie to, co czuję przez większość czasu. Taka pustka, otępienie. To nie jest smutek sam w sobie, tak mi się wydaje (nigdy nie byłam dobra w rozpoznawaniu i nazywaniu emocji). Z kolei momentem, kiedy zdałam sobie sprawę, że to nie jest normalne, było gdy mój brat podczas świąt zaczął mnie wyzywać i wyklinać (ciekawe jest, że jego głównym zarzutem było to, że jestem taka zimna, niewdzięczna i beznadziejna. W każdym razie, w ciągu kilku minut zdążył wykrzyczeć, że nie jestem jego siostrą, że woli pomóc każdej przypadkowej osobie, tylko nie mnie, żałuje, że się urodziłam, itd.). Zawsze wydawało mi się, że mnie nienawidzi z jakiegoś powodu, ale dopiero ostatnio użył tak mocnych słów. A ja co? Nic, po prostu gapiłam się w ścianę, nie odczuwając nic. Do tej pory zasatnawiam się, dlaczego jestem tak zobojętniała. Dodatkowo czuję się tak okropnym dzieckiem dla moich rodziców. Nie są idealni, ale ogólnie rzecz biorąc to świetni ludzie, świetni rodzice. Teraz, gdy jestem na studiach, oni pokładają we mnie coraz to nowe nadzieje, podczas gdy ja nie czuję już motywacji, by robić cokolwiek. Mam wrażenie, że miejsce, w którym się teraz znajduję, to jakaś pomyłka, ale jednocześnie nie potrafię sobie wyobrazić miejsca, w którym czułabym się dobrze. Boję się tego, co będzie po studiach. Gdy tylko pomyślę o przyszłości, z miejsca staczam się w jeszcze głębszy dół. I właśnie z tych myśli wypłynął wreszcie pomysł samobójstwa. I nie mówcie mi, proszę, że w takim razie mam żyć tu i teraz, nie myśleć o tym, co będzie, bo to nie jest rozwiązanie. Jak można nie myśleć, kiedy czas, którego się tak boję, zbliża się z każdym dniem? 

Myślałam nad wizytą u psychologa, ale najbarzdziej konfundujące są te "lepsze dni". Dni, kiedy jest mi jakoś lżej na piersi (często odczuwam taki dziwny ucisk w klatce piersiowej, co ciekawe, zauważam jego istnienie dopiero po tym, jak znika). Jestem spokojna, mniej zmęczona niż zwykle, a złe myśli mnie nie przytłaczają. Uwielbiam ludzi i naprawdę chciałabym utrzymywać z nimi dobre relacje, ale nie potrafię. Mam wrażenie, że z mojego powodu rozpada się każda znajomość, mimo że staram się być tak miłą i uważną osobą, jak tylko umiem. Potem relacja ulega rozluźnieniu, a ja obwiniam się za to, bo to przecież moja wina. 

Co jeszcze? Chyba warto dodać, z jaką częstotliwością pojawiają się te gorsze momenty. To zależy. W dniach, kiedy chodzę na uczelnię, przeważnie wieczory są najgorsze. Od rana do popołudnia wykonuję wszystkie czynności jak robot, dopiero po powrocie zaczyna mnie wszytsko przytłaczać. Ale ostatnio, miałam trwające jakieś 4 dni bez przerwy obniżenie nastroju (akurat miałam wtedy kolokwium zaliczeniowe, ledwo dowlokłam się na egzamin, który częściowo musiałam zdać na ściągach, bo mimo spędzenia poprzedniego dnia nad książką, nie potrafiłam się kompletnie skupić i dobrze nauczyć). A, i dodatkowo jestem często bardzo poirytowana błahostkami, na czym najbardziej cierpią moi rodzice, bo głównie to ich się wówczas czepiam (wiem, próbuję nad tym zapanować za każdym razem, ale nie potrafię).

Rodziców nie chcę martwić, i tak jestem dla nich zbyt dużym ciężarem, a jedyna znajoma, która wyraziła nawet chęć wysłuchania mnie, cóż, ona ma swoje problemy, nie chcę, żeby ktoś musiał martwić się jeszcze o mnie. 

Na koniec jeszcze jedna uwaga: cały ten tekst piszę właśnie w "lepszy dzień", mogę na spokojnie zebrać myśli i ocenić to w miarę chłodnym okiem. W trakcie obniżenia nastroju pewnie opisałabym to inaczej, jeśli w ogóle miałabym siłę pisać cokolwiek. 

Przepraszam, że tak długo i dziękuję, jeśli dotrwaliście do końca.



#2 Marek123

Marek123

    Bywalec

  • Bywalec
  • 780 postów
  • Gadu-Gadu:10566169
  • Imię:Marek
  • Płeć:Mężczyzna
  • Lokalizacja:Warszawa

Napisano 07 luty 2018 - 17:21

Jesteś w dobrym miejscu, tu na pewno ktoś cie wysłucha i da dobre rady.







Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych