Skocz do zawartości



Zdjęcie
- - - - -

Co to za stan?


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
8 odpowiedzi w tym temacie

#1 bigbadwolf

bigbadwolf

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 11 październik 2017 - 19:46


Witam wszystkich. Jest to mój pierwszy post i piszę go ponieważ chciałem sobie pomóc :) Zacząć chciałbym wydaje mi się nietypowo. Otóż chciałem poznać czym jest stan w którym od czasu do czasu się znajduje. Chciałbym precyzyjnie zrozumieć co się ze mną wtedy dzieje. Nie chcę pisać co ten stan powoduje, jakie mam problemy itd. Itp. To oczywiście najważniejsze, ale niech to będzie osobny temat. Póki co chcę wyłącznie zrozumieć co to za stan.


Coś takiego napisałem będąc w tym stanie, trochę przeredagowałem “na trzeźwo”, jest to obraz najcięższego z takich stanów,  ale mniej więcej wygląda tak:


 

Ogromny żal. Tak ogromny, że aż ma się wrażenie fizycznego bólu, tępego gdzieś w głowie. Żal za czymś utraconym. Żal za czymś zmarnowanym. Żal tak silny, że ma się wrażenie obłędu. Tak, to jest obłęd. Czuć to wręcz fizycznie w głowie, tępy ciężar, ból. Żałuje się, że się żyje, że się urodziło. Pędzą myśli, napędzają się, jedna nakręca drugą. Przypominają się nowe zdarzenia lub nowe interpretacje zdarzeń - każde niczym szpikulec wbity w głowę. Nie śpi się. Czasem przez kilka dni śpi się w sumie kilka godzin bardzo przerywanego i niespokojnego snu, często śni się o tym żalu, jest się w pół śnie pół na jawie. Nawet te minuty snu nie odbierają bólu. Brak apetytu, żołądek ściśnięty. Każda sekunda życia boli. Masz ochotę płakać - ale to nie  pomaga. Nic nie pomaga. Nic. Masz ochotę wić się po podłodze, drapać się do krwii, zwinąć się w kłębek cokolwiek. Ale to nie  pomoże. Nie możesz siedzieć więc wstajesz. Nic się nie zmienia - więc siadasz, wstajesz, chodzisz. Rano budzisz się - nie wiesz co ze sobą zrobić. Wciąż ten ból. Po godzinie czy dwóch, myślisz, trzeba umyć zęby. Idziesz myć ale w połowie drogi - ale po co? Co to zmieni? Nie ma sensu, nie pomoże.


Ma się wrażenie, że cały świat się zawalił. Największym marzeniem jest to, aby nagle podniosły się kurtyny, i aby się okazało, że całe Twoje życie to był tylko teatr, że brałeś udział w jakiejś grze. Może świat to symulacja? Prosisz “kreatora symulacji” (osoba wierząca Boga)  aby Cię poprawił, aby coś zmienił naprawił. Aby cofnął czas.. Najbardziej żałujesz straconego czasu, tego co przeminęło.  Tego czego nie odzyskasz. Chciałoby się przeżyć życie raz jeszcze ale z tą wiedzą, którą masz teraz. Bo postąpiło by się inaczej. Chcesz np wtopić się  w to co było dawniej. Tak samo się ubierać, tak samo myśleć, to samo jeść, tej samej muzyki słuchać. Wszystkie przedmioty które miałeś też wtedy zacząć korzystać z nich na nowo. Wiesz, że to był czas w którym ewentualnie można było coś zmienić, ale minął.

 

Ciekawe jest to, że przy innych ludziach grasz, że wszystko jest normalnie i dzieje się to w ciekawy sposób. Otóż wszystko jest jakby za szybą (zdaje się, że to się nazywa derealizacja) wchodzisz w interakcje społeczne, opowiadasz nawet zabawne historyjki, żartujesz, wybuchasz śmiechem itd. Itp. jednocześnie jak by dziwisz się w środku kto to jest ten kawalarz na zewnątrz! Jakbym był takim małym człowieczkiem w środku i obserwował co robi ten drugi człowieczek na zewnątrz. Ciało wchodzi w wyuczony przez całe życie wzorce, nawyki, reakcję, ciało samo to robi, jakaś część mózgu sama odpala ten skrypt i zachowania społeczne są jakby automatyczne. W dodatku jestem pewien, że ta reakcja z zewnątrz wygląda szczerze! Nikt na zewnątrz nie zobaczy tego co się we mnie dzieje. Pewnie dlatego mówi się, że depresji nie widać i samobójcy mogą do samego końca funkcjonować normalnie i sprawiać wrażenie zdrowych a nawet szczęśliwych.


Pojawiają się też w tym czasie myśli o sobie które bardzo często widać tutaj na forum w postach innych ludzi w trudnej sytuacji. Tzn. generalizuje, wyolbrzymiam, na zasadzie “już po wszystkim…”, “ja najgorszy….”, “już za późno….”, “niczego się nie da cofnąć…”, “już nigdy…...”, “tamto najlepsze, lepszego nie ma i nie będzie….”. Spisywałem też te myśli w tym stanie aby się nieco oczyścić i później przeczytać je gdy stan minie - wówczas wyglądają oczywiście komicznie :) :) :) Jednak w tym stanie nie ma rady aby ktoś mnie przekonał, że to nie prawda co o sobie, swojej przeszłości i przyszłości myślę.



Kolejna rzecz, to gdy stan minie, często zmienia moje życie, coś przewartościowuje,idę w innym kierunku, za coś się biorę, coś naprawiam itd. Nie koniecznie są to ogromne zmiany w życiu, ale zawsze następuje jakieś przewartościowanie, chęć zmiany, poprawy itd.



Stan ten napotyka mnie średnio raz na kilka lat. Trwa od kilku dni do kilku tygodni. Z różnym nasileniem.  Wywołuje go w zasadzie wciąż to samo w różnych odsłonach. Wiem, że mogę tak poprawić swoje życie, że nie doświadczę tego już nigdy (nooo… nigdy nie mów nigdy ;) ), tyle, że póki co mi się nie udało :) Jest realny czynnik wyzwalający, ale tak jak pisałem wcześniej, nie chcę o tym w tej chwili pisać, chcę jedynie zrozumieć co to za stan. Czy to depresja? Nerwica? Załamanie? Kryzys? Można gdzieś o tym lepiej poczytać? Są jakieś książki psychologów na ten temat? A może wreszcie to normalne i wiele osób to przechodzi ale o tym nie mówią (tak jak pisałem, tego na zewnątrz nie widać)? Po prostu gdy lepiej to zrozumiem to łatwiej z tym walczyć.



#2 Sana

Sana

    Weteran forum

  • Użytkownik
  • 1473 postów
  • Gadu-Gadu:40722741
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Jeśli potrzebujesz chwili rozmowy: 511102884

Napisano 11 październik 2017 - 21:12

Nie wiem co to za stan ale chyba mam podobnie



#3 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Użytkownik
  • 4187 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 11 październik 2017 - 21:16

żałoba się to nazywa

a po czym/ po kim ta żałoba to już musisz sam sobie odpowiedzieć


Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

 

 


#4 PurePoison

PurePoison

    Zadomowiony

  • Użytkownik
  • 3373 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 październik 2017 - 08:25

 

 

Kolejna rzecz, to gdy stan minie, często zmienia moje życie, coś przewartościowuje,idę w innym kierunku, za coś się biorę, coś naprawiam itd. Nie koniecznie są to ogromne zmiany w życiu, ale zawsze następuje jakieś przewartościowanie, chęć zmiany, poprawy itd.

 

A możesz coś więcej napisać o tych stanach ? Bo dostrzegam w Twoim opisie parę elementów charakterystycznych dla CHaDu ale nie wiem czy te lepsze stany, które opisujesz można okreslić jako manię/hipomanię. Czy wtedy też masz problemy ze snem? Śpisz krócej albo prawie wcale ? Bierzesz się np. za realizację bardzo śmiałych bądź nierealnych projektów, za które normalnie byś się nie zabrał ? Czy sposób w jaki do nich podchodzisz, jak je realizujesz jest jakiś specyficzny ? Nie wiem jak to dokładnie ubrać w słowa ale w manii/hipomanii ludzie "spalają się" przy realizacji danego pomysłu,pomysłów. Ogarnia ich euforia. Rzucają wszystko inne i obsesyjnie wręcz zabierają sie za realizację nowych pomysłów. Często ich nie kończą kiedy stan euforii mija bo albo gdy jak się "przebudzą" okazuje się, że pomysły były utopijne, nierealne bądź nawet "śmieszne".

 

 

 

Nie śpi się. Czasem przez kilka dni śpi się w sumie kilka godzin bardzo przerywanego i niespokojnego snu, często śni się o tym żalu, jest się w pół śnie pół na jawie. Nawet te minuty snu nie odbierają bólu. Brak apetytu, żołądek ściśnięty. Każda sekunda życia boli. Masz ochotę płakać - ale to nie  pomaga. Nic nie pomaga. Nic. Masz ochotę wić się po podłodze, drapać się do krwii, zwinąć się w kłębek cokolwiek. Ale to nie  pomoże. Nie możesz siedzieć więc wstajesz. Nic się nie zmienia - więc siadasz, wstajesz, chodzisz. Rano budzisz się - nie wiesz co ze sobą zrobić. Wciąż ten ból. Po godzinie czy dwóch, myślisz, trzeba umyć zęby. Idziesz myć ale w połowie drogi - ale po co? Co to zmieni? Nie ma sensu, nie pomoże.

 

Ten opis z kolei przywodzi mi na myśl tzw. stany mieszane w CHaDzie.

 

Bronsztajn podzielił stany mieszane na 4 kategorie:

  • Stan maniakalny z afektem lękowym (gonitwa myślowa, podniecenie ruchowe, ale zamiast wesołości smutek).
  • Stan depresyjny z podnieceniem (wszystkie elementy depresji tylko zamiast zahamowania ruchowego – podniecenie).
  • Stan maniakalny z zahamowaniem myślowym (nieproduktywna mania)
  • Osłupienie maniakalne.
     

-----------------------

Dodatkowo cechami charakterystycznymi zarówno dla manii/hipomanii jak i dla stanów mieszanych są:  zwiększona aktywność ruchowa, gadatliwość i zwiększone zainteresowanie seksem, skłonność do ryzykanctwa, obniżona potrzeba snu (w skrajnych przypadkach ludzie potrafią nie spać całymi dniami a nawet tygodniami). Mogą występować wszystkie razem lub tylko część z nich. No i jeszcze jeden element charakterystyczny: zarówno stany mieszane jak i mania/hipo trwają zwykle dość krótko od kilku dni do kilku tygodni podczas gdy "zwykła" depresja potrafi ciągnąć się miesiącami a nawet latami.


Użytkownik PurePoison edytował ten post 12 październik 2017 - 08:43


#5 Tajgi

Tajgi

    Bywalec

  • Użytkownik
  • 760 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 12 październik 2017 - 12:57

Tak jak już koleżanka wyżej wspomniała to raczej nie jest "zwykła" depresja, ponieważ takowa trwa miesiącami albo i dłużej. Nie odpuszcza tak łatwo. Ty mówisz raczej o stanie przejściowym, który jest na dłuższą chwilę i znika. Piszesz również, że to motywuje Cię do zmian, czyli nie jest to jednoznacznie negatywne. Zastanawiam się czy po prostu "normalni" ludzie nie mają czasem dołka, złego okresu w życiu.



#6 bigbadwolf

bigbadwolf

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 12 październik 2017 - 22:17

Dziękuję za odpowiedź. Zastanawiałem się kiedyś nad CHaDu ale wydaje mi się, że nie  pasują moje objawy do tego. To, że zmianiam coś po tym w swoim życiu, to raczej nie jest na zasadzie "teraz mogę wszystko" tylko na zasadzie - muszę coś  poprawić, będzie ciężko ale muszę się zająć tym a tym.

Schemat wygląda zawsze bardzo podobnie, Podoba mi się jakaś dziewczyna -> nie potrafię nic z tym zrobić, boję się zagadać itd. zamykam się w fantazjach o niej, wkręcam sobie, że coś z tego będzie (ten etap może trwać od tygodni do powiedzmy roku) -> kiedy wreszcie uświadamiam sobie, że nic z tego nie bedzie (bo ma np chłopaka) przeżywam załamanie -> jakiś czas względnego spokoju liczony najczęściej w latach (ale doskwiera w tym czasie samotność) -> kolejna dziewczyna mi się spodoba -> znów nic z tym nie robię bo nie potrafię -> itd. itp.....   Jeśli podoba mi się jakaś dziewczyna jestem sparaliżowany i nie potrafię się do niej zbliżyć, swodobnie porozmawiać, być sobą.

Tkwię w tym ok 15 lat.

Na codzień też nie jest różowo ze względu na samotność. Niby ma się znajomych, ale wszystko to jest puste, nietrwałe. Zawsze trzeba wrócić do pustego domu.  Bałagan w pokoju? No ok sprzątnę. Dobra, pokój sprzątnięty co się zmieniło? Nic - tyle, że siedzę nadal samotny, smutny w pustym czystym pokoju. Więc następnym razem nie sprzątam bo widzę w tym beznadzieję. To taki przykład tylko, mógł bym podać więcej. Generalnie chodzi o to, że nie widzę sensu w wielu rzeczach bo robię to tylko dla siebie, a jak wiadomo "szczęście jest tym, co gdy się dzieli z drugą osobą to ono rośnie".

Chcę jednak dodać, że we wszystkich innych obszarach życia jest u mnie względnie ok. Skończyłem dobre studiach, mam dobrą pracę, mam hobby, mam znajomych - niestety im jest się starszym tym znajomych coraz mniej. Przez te wszystkie lata od liceum miałem zawsze bardzo dużo znajomych. Wiele imprez - ale z dziewczynami ciągle problem. Często jestem duszą towarzystwa. Wiele osób mówi, że zawsze jak przychodzę to jest super, robi się wesoło, rozkręcam towarzystwo itd. Znajomi którym o tym nie powiedziałem, nie mają pojęcia, że mogę mieć takie problemy. 

 

Byłem nawet u psychiatry i u psychoterapeuty. Brałem jakieś SSRI parę lat temu przez kilka miesięcy - nie pomogło. Byłem u pschoterapeuty ale to było totalnie nieporozumienie (być może trafiłem na niewłaściwego).

Byłem przez krótko z jakimiś dziewczynami, ale po prostu nie z tymi z którymi chciałem być i nie wypalało. Z dziewczynami z którymi chciał bym być nie potrafię swobodnie porozmawiać, paraliżuje mnie. Nawet udało mi się kiedyś na randkę umówić z dziewczyną która mi się podobała - skończyło się totalną tragedią. Klucha w gardle, prawie nic z tego nie pamiętam. Przy dziewczynie która mi się podoba zmieniam się nie do poznania.

Najpewniej główna przyczyna to bardzo niskie poczucie wartości, brak pewności siebie. W grupie ludzi których znam jest ok. W grupie ludzi wyluzowanych, myślących podobnie do mnie itd. jest super. Czasem mam problemy przy nowych osobach, szczeglólnie gdy "są wyżej w hierarchi" czyli gdy są po prostu w czymś lepsi ode mnie, mają autorytet itd.

 

Po tym jak to napisałem wygląda mi to na rodzaj fobii społecznej.. dobrze myślę?
 



#7 Tajgi

Tajgi

    Bywalec

  • Użytkownik
  • 760 postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 13 październik 2017 - 13:42

A co wtedy powiedział lekarz? Jaką diagnozę postawił? Co się stało, że zrezygnowałeś z terapii?

 

Jeśli chodzi o relacje z kobietami to polecam kanał https://www.youtube....ser/rawskipawel.



#8 bigbadwolf

bigbadwolf

    Nowy uczestnik

  • Użytkownik
  • 3 postów

Napisano 13 październik 2017 - 16:38

Najpierw byłem u psychiatry. Pewnie ciężko było mu stwierdzić coś po jednej wizycie choć trwała  ponad godzinę. Mówiłem mu tylko o prolbemach w relajcji z dziewczynami. Generalnie mówił o niskim poczuciu własnej wartości i o tym, że mogę mieć w sobie "lęki" które rzutują na różne rzeczy w moim życiu. Nie pamiętam dokładnie o co z lękami mu chodziło, ale generalnie o lęki. Zapisał SSRI które w sumie brałem 4 miesiące. Żadnej różnicy, jak dla mnie placebo. Myślę, że przepisał mi leki ponieważ poczuwał się, że skoro płacę za wizytę to nie mogę wyjść z pustymi rękami i przypisał  sertralinę.

 

 

Psychoterapeuta - jak dla mnie była to totalna porażka. Na pierwszej wizycie wytłumaczyłem po co przyszedłem. Na drugą wizytę wszedłem, usiadłem i patrzę się na psychoterpeutę. Ten na mnie. Ja na niego.Siedzimy tak z minutę jak nie dłużej. Wreszcie się pyta - chciał by Pan abym ja zaczął? No więc zaczął. Generalnie bez żadnego pomysłu. Liczyłem, że coś zaproponuje, będziemy coś przerabiać, analizować dzieciństwo, będzie coś notował myślał, każe coś przemyśleć, zadanie domowe zada nad czym pracować w domu itd. itp. Jednak chyba jego praca polega na tym, że ludzie z milionem myśli w głowie przychodzą do niego i chcą to z siebie wyrzucić aby sobie ulżyć. Ja nie mam czegoś takiego w sobie. Mogę przyjść, usiąść i powiedzieć, że jestem ofermą jeśli chodzi o dziewczyny i to tyle co mam mu do powiedzenia. Ciągnął mnie oczywiście za język, starałem się mówić jak najwięcej ale bardzo jałowe to było i według mnie do niczego nie prowadziło.



#9 Willow47

Willow47

    Zadomowiony

  • Użytkownik
  • 4187 postów
  • Imię:Willow
  • Płeć:Kobieta
  • Lokalizacja:Skąd Inąd

Napisano 13 październik 2017 - 19:57

Z lekami tak juz bywa, ze lekarz czasami nie trafi. To nie czyni z niego zlego lekarza. Jak lekarz domowy wypisze zly antybiotyk to nikt go nie skresla za to, ot pomylil sie i tyle, bierzemy inny. Tak samo jest z terapia. Mowiles terapeucie, ze czujesz, ze rozmowy sa jalowe? ze do niczego nie prowadza? W terapii najwazniejsze jest absolutne zaufanie. Wiaze sie z tym poczucie bezpieczenstwa i pewnosc, ze to o czym rozmawiacie ma sens i prowadzi do znalezienia odpowiedzi czy rozwiazania problemu. 


Odwaga to panowanie nad strachem a nie jego brak 

 

 






Podobne tematy Collapse

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych